Proponowane

Matka Boża z Panem Jezusem na kuli ziemskiej, zdjęcie rzeźby na fasadzie jednej z kamienic w Krakowie (fot. RK)

Róże dla Matki Bożej (fot. RK)

'Czasem przychodzą mi do głowy jakieś pomysły. Bardzo szybko je zapominam. Chciałam je tu notować. Może kogoś zainspirują'.

Tak się zaczął (w przestrzeni wirtualnej) ten blog. Dużo tekstu i dla mnie, więc co jakiś czas wracam do tych notatek i je odrobinę poprawiam. Proszę mi wybaczyć te różne niedociągnięcia. Nie wynikają z mojej złej woli, ale z rzeczywistych ograniczeń, np. związanych z czasem. Na tej podstronie można trafić na różne moje propozycje i pomysły. np. pomysł na nowe tajemnice różańcowe, pomysł na światłochody (coś dla wynalazców), pomysł na ustawę dla rzecznika praw obywatelskich (coś dla prawników), pomysł na „znak drogowy” (coś dla ofiar ukrytych form przemocy), pomysł na podniebne miasta, w datach lipcowych 2019 roku dwa pomysły godne uwagi: na Sanktuarium Bożej Wolności i pomysł na ŚDM55+ (coś nie tylko dla katolików po 55-tym roku życia), w innych datach, ale też na tej samej podstronie: dwie drabiny szczęśliwych relacji (coś dla... każdego). Kilka początkowych uwag na tematy pro-life.

RK

6 września 2019

Chciałabym dziś przedstawić przykład myślenia dżdżowniczego: A może by na Wiśle i innych polskich rzekach tworzyć „bariery” filtrujące z węgla, co jakiś odcinek, np. co 50-100 km? Zawieszone pod specjalną kładką worki z węglem bitumicznym, pewnie dałoby się dość łatwo co jakiś czas wymieniać, a na czas powodziowego zagrożenia podnosić do góry, pod kładkę. Potem - nie wiem - może dałoby się węgiel, zużyty jako materiał oczyszczający, suszyć i dopiero jako materiał recyklingowy zużywać na opał. I tylko taki węgiel zużywać na opał przemysłowy. Oczywiście pod warunkiem, że można będzie palić taki węgiel, że zanieczyczczenia, które taki węgiel wyłapał, da się następnie przechwycić filtrami z innego materiału zamieszczonymi np. w kominach. Nie wiem co może być materiałem na takie duże filtry w kominach przemysłowych, ale może piasek. Jeśli piasek, to potrzeba chemików, którzy by opracowali sposoby utylizacji chemicznej takich filtrów piaskowych w taki sposób, żeby wynikiem były związki barwiące szkło. Wtedy można by ten piasek przekazywać do jakiejś huty szkła i robić z niego szkło kolorowe, np. witrażowe, które już na pewno nie jest toksyczne, bo wszystkie szkodliwe związki zostały zneutralizowane wcześniej chemicznie, więc jak najbardziej nadaje się do recyklingu.

Inny temat: Proponuję spokojnie jeszcze raz przemyśleć czy ochrona danych osobowych nie narusza naszej podmiotowości: Czy to jest naprawdę OK, że gdyby jakaś matka chciała lub jakiś ojciec chciał napisać i wydać swoje autobiografie, to muszą poprosić na piśmie, i jeszcze powołując się na ustawę, o zgodę swoich dzieci na podanie w książce faktu, że je w ogóle mają? A co w sytuacji, gdy książka pójdzie do druku, a dzieci cofną zgodę? Poza tym: Czy pisanie autobiografii, a potem sprzedaż książki z faktami z życia, zawsze równa się sprzedawaniu siebie? Niektórzy uważają, że tak. Czy na pewno słusznie? GIODO proponowało naprawdę sporo dobrych rozwiązań, które miały sens. RODO też ma sporo ekstra pomysłów w zakresie podmiotowości właśnie. Czy nie można by tego jakoś lepiej uzgodnić? Co było lepsze wcześniej? Np. w pewnych granicach prawnie dozwolone zgody ustne. Różnica jest dość poważna. Przykładowo dorosłe dziecko chce napisać o swoim dzieciństwie: „Tato, chcę napisać książkę autobiograficzną o moim dzieciństwie. Zgadzasz się, żebym napisała też coś o tobie z tego czasu?”, więc tata odpowiada: „ Pisz, dziecko, co chcesz. Przecież wiesz, że ci ufam. Możesz napisać o czym chcesz” Tylko, że teraz tak się już nie da. Trzeba inaczej: „Tato, chcę napisać książkę autobiograficzną o moim dzieciństwie. Zgadzasz się, żebym napisała też coś o tobie z tego czasu?” Tata, jak poprzednio, mówi, że tak, a dziecko na to: „Tatusiu, fajnie że się zgodziłeś. Teraz tylko musisz podpisać ten papier z twoją zgodą”. Odpowiedź jest wtedy możliwa taka właśnie: „A, to nie! Jeśli mam coś podpisać, to nie wyrażam zgody. Przykro mi. Wiem, że to nie twoja wina”.

13 sierpnia 2019

Proponowana piosenka w miesiącu trzeźwości 2019: Andrzej i Eliza, Czas relaksu.

24 lipca 2019

30 października 2016 roku, kiedy miało miejsce tamto potworne trzęsienie ziemi we Włoszech, ale nie wiedziałam jeszcze wtedy, że to trzęsienie ziemi się wydarzyło, w czasie mojej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem w Kaplicy Wieczystej Adoracji w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia wymyśliłam jeszcze dwie części różańca: cz. 5., tajemnice Matki Bożej, nazwałam dopiero dziś jako cz. pocieszenia, podobnie jak cz. 6-tą, tajemnice Jezusowe, nazwałam (też dopiero dziś) cz. uwielbienia. Tajemnice Matki Bożej wymyśliłam takie: T. 1 – Zaufanie Matki Bożej do św. Józefa, T. 2 – Testament Matki Bożej (Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie), T. 3 – Objawienia Matki Bożej, T. 4 – Relacje Matki Bożej, T. 5 – Wizerunki Matki Bożej. Tajemnice Jezusowe natomiast takie: T. 1 – Jezusowa miłość do stworzeń, T. 2 – Jezusowa miłość do Jego Matki, T. 3. – Jezusowa miłość do Kościoła, T. 4 – Jezusowa miłość do dzieci, T. 5 – Jezusowa miłość do kapłanów. Te tajemnice poszły przesyłką poleconą (już nie pamiętam czy listem czy paczką) do Stolicy Apostolskiej jeszcze w 2016 r. Dziś natomiast skończyłam pierwsze zastanawianie się nad częściami terapeutycznymi różańca (cz. 7–10), które pomyślałam ze względu na zauważone przeze mnie zapotrzebowanie w Kościele na duchowe leczenie i duchową rehabilitację (duchowe/duchową, czyli dotyczące/dotyczącą jakości funkcjonowana rozumu i woli). Nazwałam je w następujący sposób: cz. 7 – Tajemnice Błogosławieństw, cz. 8. – Tajemnice Jezusowych rad, cz. 9. – Tajemnice Jezusowej modlitwy, cz. 10 – Tajemnice Kościoła. Pointa dnia: O tym, że istnieją części 7–10 różańca, Stolica Apostolska teraz jeszcze nie wie, bo nie wysłałam, ponieważ jeszcze o nich myślę, choć w zasadzie są gotowe, ale tak na wszelki wypadek. Uwaga dodatkowa: to jest tylko informacja; w żadnym wypadku nie jest to zachęta do modlenia się w tej chwili tymi tajemnicami. Dlatego że Stolica Apostolska jeszcze nie wie o cz. 7-10, nie wymieniłam tu poszczególnych tajemnic tych części.

19 lipca 2019 (piątek)

W proponowanym dla Krakowa Sanktuarium Bożej Wolności chodziło mi o kilka spraw, co da się wywnioskować z notatki, którą udostępniłam na tym blogu w pliku pdf, ale nie wszystko może da się wywnioskować łatwo, więc coś mogę jeszcze dopowiedzieć: Sanktuarium Bożego Miłosierdzia mniej jest czytelne jako ogólnoświatowe miejsce kultu Bożego Miłosierdzia, jeśli spełnia funkcje pomocnicze dla katedry. Dlatego zaproponowałam przeniesienie Mszy św. krzyżma do zaproponowanego do wybudowania na krakowskich Błoniach Sanktuarium Bożej Wolności, ale potem przyszło mi na myśl, że można to pogodzić i sprawować takie Msze św. np. nadal w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, a tylko co pięć lat w Sanktuarium Bożej Wolności. Myślę, że jeśli Kraków zmieni się z miasta magicznego w miasto pro-vie, to temat okaże się jednak może faktycznie interesujący i niekoniecznie do odrzucenia. Myślę, że w tym kontekście (w kontekście rozpaczy duchowej) można było odmówić takiego dzieła, więc chcę powiedzieć, że rozumiem tę odmowę Kurii Metropolitalnej w Krakowie, a przesłanie całej koncepcji do Stolicy Apostolskiej jest moją próbą uratowania tego sanktuarium dla Krakowa. Takie sanktuarium na krakowskich Błoniach utrwaliło by powagę tego miejsca, które Błonia „nabyły” dzięki przeszłym wizytom papieskim i swoją obecnością zachęcałoby do przyszłych takich wizyt kolejnych Papieży. Dziś oddałam temat Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w jego wymiarze doczesnym Słudze Bożemu A. Gaudiemu, a w wymiarze duchowym Słudze Bożemu Ks. Abpowi A. Baraniakowi oraz Słudze Bożemu Ks. Bpowi J. Pietraszce.

15 lipca 2019

W wakacje dobrze jest zobaczyć coś ładnego:

Zdjęcie kangurów (fot. RK)

14 lipca 2019 (niedziela)

Proponuję zauważyć, że pobożność tak nie jest tylko dla kobiet, jak malarstwo nie jest tylko dla mężczyzn. Drugie moje spostrzeżenie dnia dotyczy terapii: właśnie kwota zapłaty za terapię pozwala domniemywać z pewnością bliską 100%, że doświadczenie zakochania zarówno po stronie osoby w terapii, jak i po stronie terapeuty to tylko mechanizm obronny, czyli świadczy o jakimś doświadczeniu przemocy (w przeszłości lub w teraźniejszości). Trzeba ten domniemany fakt przyjąć jako pewnik nie do zmiany i wtedy dopiero jest szansa wyjść z tych relacyjnych starść bez większych życiowych obrażeń. Problemem jednak utrudniającym dookreślenie o jaką przemoc może chodzić są filmy, sztuki teatralne, no i oczywiście gry komputerowe, ale także doświadczenie z różnego typu atrakcji w wesołych miasteczkach. Jak terapia jest darmowa, robi się problem zobowiązania, ponieważ poczucie zobowiązania jest w nas naturalne. Trzeba to przynajmniej wydobywać na jaw i dobrze przegadać, bo inaczej właśnie z tego poczucia zrobi się zmora. W sytuacji mojego bloga proszę się nie obawiać, ponieważ jako osoba życia konsekrowanego (w niezatwierdzonej nowej formie życia konsekrowanego) marzę o tym, żeby świadczyć jakieś niewielkie dobra zupełnie bezinteresowanie. W niedzielę można uczynić jakieś dobro.

Konstrukcyjne słupy tlenowe dla podniebnych miast proponuję wykonywać z wypełniaczem ze złomowanych i sprasowanych w kostki aut oraz z tego plastiku, który się nie biodegraduje. To, że nie krzystamy z dóbr cywilizacyjnych, ale je niszczymy (eufemizmem na ten fakt jest pojęcie utylizacji), wynika z braku wiary w to, że jako dzieci Boże jesteśmy naprawdę cudownie stworzeni, czyli potrafimy wytwarzać dobro, a nie tylko nie do przerobienia masy zła, czyli śmieci, które niszczą środowisko, wynika z odrzucania tej prawdy i z lęku, ale na szczęście z tego można się nawrócić. Jeden i drugi materiał (oba zaliczam do dóbr cywilizacyjnych, aktualnie wciąż jeszcze nie dostrzeżonych i rzeczywiście marnotrawionych), trzeba by przetwarzać na potrzeby tych konstrukcji metodą niskotemperaturową. Ziemia natomiast jest dobrem naturalnym, które człowiek też może robić. Wystarczy tylko nauczyć się kompostowania tych resztek organicznych, z których właśnie robi się ziemia. Ziemia kompostowa nie tylko jest prawdziwą ziemią, ale na dodatek jest ziemią bardzo żyzną. Właściwie jest czarnoziemem, czyli najlepszą ziemią jaką człowiek otrzymał od Stwórcy. Chcę powiedzieć, że to jest „para w gwizdek”: bać się, że poginiemy od tej naprodukowanej ogromnej ilości plastiku, który się nie biodegraduje nawet po 400 czy więcej latach, natomiast „parą w koła” byłoby uznać fakt, że to może być bezcenna zaleta, jeśli ten brak zdolności do biodegradacji jakiegoś tworzywa sztucznego nie wiąże się ze skażeniem środowiska. Niebezpieczne są więc te substancje, które mogą zatruć przyrodę lub ich wytwarzanie oraz przetwarzanie ma wpływ na powiększenie się efektu cieplarnianego, a inne nie są niebezpieczne, więc nie trzeba ich palić!, a tylko mądrze składować do czasu opracowania sposobu na ich sensowne wykorzystywanie. Konstrucje z plastiku, który nie zanieczyszcza środowiska i się nie biodegraduje, mogą - jeśli faktycznie grożą nam na dużą skalę zalania, pomóc nam wybudować (na terenach zagrożonych zalaniem) miasta w typie Wenecji, i na pewno przeżyjemy. Dużo można zrobić i dużo da się zrobić, i to spokojnie, tylko trzeba zapanować nad paraliżującym myślenie na ten temat lękiem, a już na pewno nie wolno z powodu tego przerażenia życzyć sobie eutanazji, jak to wygląda, że dzieje się np. w Belgii! No i chyba już trzeba opracowywać koncepcje dalekobieżnych wodociągów dla słodkiej wody.

Dalej: po co wycinać usnięte drzewa, jeśli można je tylko dobrze uformować i pozwolić, żeby obrosły bluszczem, który jest rośliną tlenodajną? Podobnie słupy betonowe, gdzie się tylko da, powinny być obrośnięte roślinami tlenodajnymi, zimozielonymi. Przecież to można zrobić prawie natychmiast. A dlaczego zdrowi bezdomni w Krakowie nie mogą zarobić na zupę, choćby godziną pracy dziennie właśnie np. przy obsadzaniu takich słupów? Przecież sprawa dotlenienia Krakowa jest sprawą podobną do ochrony miasta przed powodzią. Tyle, że chodzi i inne niebezpieczeństwo. Kwestia braku świadomości, bo na pewno poszliby i to bezinteresownie (bezdomni do często porządni ludzie) układać worki z piaskiem.

13 lipca 2019 (sobota)

Zaproponowałam w mojej książce, która otrzymała odmowę imprimatur, rozpoczęcie procesów beatyfikacyjnych m. in. śp. księcia Mieszka I. Wydaje mi się, że można za dokument Dagome Iudex , ale faktycznie nie wiem tego na pewno, raczej dedukuję.

8 lipca 2019

Zaproponowałam bezinteresownie zmianę, która miałaby polegać na zastąpieniu stanu dziewic konsekrowanych stanem dziewictwa konsekrowanego, ale nie wiem czy to jest dobry pomysł. W każdym razie chodziło mi w nim o to, żeby w Kościele znalazło się godne miejsce także dla mężczyzn, którzy chcieliby przeżywać swoje życie w dziewictwie konsekrowanym. Nie brzmi dobrze dziewic. Dlatego to wymyśliłam. Przesłałam moje przemyślenia na ten temat (...). No właśnie nie mogę napisać komu ze względu na RODO. Musiałabym się starać o zgodę na ujawnienie godności oraz imienia i nazwiska tej osoby, a to się wiąże z kosztami. Dla jednej sprawy "nie ma sprawy", ale mam ich tej podobnych wiele i to dużo ważniejszych, dla których z powodu RODO musiałabym się starać o zgody, czyli musiałabym mieć na to i czas (na pisanie listów, wyprawę na pocztę), i środki (a polecone podrożały; za jeden list polecony priorytetowy teraz płaci się 8,40 zł).

7 lipca 2019

Pomysł na podniebne miasta wziął się z mojego zastanawiania się nad sensem bardzo wysokiego słynnego wieżowca we Wrocławiu. Przedstawiam ten pomysł w notatce rysunkowej. Nie widać na rysunku rzutu z góry, więc muszę dopowiedzieć: chodzi o osiedle kiludziesięciu ekologicznych domów dwurodzinnych na małych (do 3 arów) działkach, w dość dużej odległości od siebie, o ciekawej i zróżnicowanej architekturze. Odległość domu od domu musi być tak duża, żeby dla miasta "macierzystego" cała ta konstrukcja nie miała żadnego znaczenia, w sensie, żeby w ogóle nie dawała cienia (perspektywa linearna bardzo dobrze wyjaśnia to zjawisko, oczywiście nie mam na myśli wieżowca). Działki więc byłyby budowane w miejscach konstrukcyjnych, a całość byłaby połączona zgodnie z przebiegiem konstrukcji systemem dróg dla pieszych i dla rowerzystów. Cała infrastruktura miejska dla miasta podniebnego (ale do korzystania dla wszystkich) byłaby w wieżowcu, w którym mieściłyby się też windy dla mieszkańców i gości miasta podniebnego. Całe miasto podniebne byłoby strefą "klimatyczną" płatną tak długo jak byłoby to konieczne, żeby pozyskiwać środki na fundusz remontowy, czyli byłby obowiązek płacić za wyjazd na górę (oczywiście nie dotyczyłoby to mieszkańców i ich Gości). Docelowo chodziłoby o to, żeby ludzie tam urządzali się w taki sposób, żeby nie chciało im się często zjeżdżać na dół. Niektóre drogi mogłyby mieć podcienia z fotowoltaiki. Wszystko co się tylko da musiałoby być na energię słoneczną oraz z wody pozyskiwanej z deszczówki. "Drabinka" z lewej to taki wieżowiec-zaplecze miejskie (o wys. 150-200 m), a konstrukcyjne słupy (nazwałam je konstrukcyjnymi słupami tlenowymi) byłyby całe np. w bluszczach, czyli stanowiły by zaplecze tlenowe dla miasta "macierzystego" (podniebne miasto opiekowałoby się tym zapleczem, podlewając je zgromadzoną deszczówką). Takie podniebne miasto byłoby zawsze filią jakiejś parafii, z jednym księdzem, który miałby wszystko na swojej głowie i też mieszkałby w tym mieście. To się na pewno da zrobić. Proszę Boga o duchową przyczynę dla tego dzieła Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego.

notatka rysunkowa przedstawiająca mój pomysł na podniebne miasta

4 lipca 2019

Problem suszy da się przezwyciężać na różne sposoby. Przyszło mi na myśl, że łąki kwietne to nie tylko ze względu na pszczoły dobry pomysł, ale także dlatego, iż niektóre kwiaty mają mocniejszy system korzeniowy, niż zwykła trawa, i wytrzymują dłużej suszę, przez co i pszczoły żyją lepiej i ludzie mają więcej tlenu, bo susza latem to także problem słabszego natlenienia powietrza. Nie wiem jakie rośliny by się do tego nadawały, ale na pewno da się poszukać i można coś znaleźć.

3 lipca 2019

Kochani Ludzie! Nie wyrzucajcie resztek fliz i terakoty. Może ktoś się znajdzie, kto zechce te resztki utylizować. Wystarczy je tylko zbierać, potem kruszyć na małe kawałeczki i umieszczać je w wodzie morskiej. Fale wykonają konieczną pracę, żeby zrobić z nich przepiękne małe kamyki na plaże, które będą jeszcze wspanialsze, niż te naturalne. Bóg nie jest przeciw cywilizacji! Wręcz przeciwnie! Zróbmy plaże terakotowe. To jest panowanie człowieka nad przyrodą: oddać Bogu coś piękniejszego, jeśli to jest możliwe. Pan dał nam glinę. Sam zrobił z niej nas, bo z gliny ulepił człowieka, a człowiek z gliny zrobił... terakotę.

2 lipca 2019

(...)

Pointa dnia: dobro jest obiektywnie silniejsze, niż zło, więc zachować, ochraniać, chwalić lub ratować życie (własne, cudze, nienarodzone, stare, chore, innej narodowości, innej rasy, dziecięce, przed smogiem itd.) i jego godność (uwidocznioną np. w talentach, w historii, w kulturze) jest lepiej i najprawdopodobniej rzeczywiście przymnaża pokoju, a pokój też jest obiektywnym dobrem, czyli im więcej pokoju, tym więcej życia i możliwości rozwiązywania aktualnych problemów, a więc tym więcej dobra, czyli przezwyciężenia zła.

1 lipca 2019

(...)

24 czerwca 2019

Choroba nie czyni człowieka gorszym od tzw. zdrowych. Na portalu Deon.pl w zakładce Pro-life, a następnie Inspiracje, można znaleźć piękne i mądre świadectwo Sandry, kilkunastominutowy film o życiu, które zwycięża chorobę w taki sposób, że czyni człowieka bohaterem. Nie mogę linkować bez zgody, bo nikt nie może linkować bez zgody, więc trzeba sobie ten film znaleźć, jeśliby ktoś chciał go obejrzeć. Naprawdę polecam!

15 czerwca 2019

Niepełnosprawność wcale nie równa się chorobie. Bardzo dużo osób niepełnosprawnych jest zdrowych, ponieważ ich niepełnosprawność wynika tylko z jakiegoś uszkodzenia. Dar nadaje życiu sens, więc kto może i czuje się na siłach może naprawdę łatwo znaleźć sens swojego życia, bez względu na to czy jest na nogach czy na wózku. Jaki dar tak pomaga na wszelkie załamania i rozpacze? Dar krwi. Dlatego, że jest to nie tylko dar życia, ale na dodatek dar życia dla trzech osób. Jedna porcja krwi ratuje życie trzem osobom. Jeśli kogoś taki dar z siebie nie cieszy, niech pomyśli o tym, że może jest jeszcze nie dojrzały, bo to jest naturalna radość ludzka. Nic nadzwyczajnego. Uważam nawet, że można sobie zrobić taki auto-test na dojrzałość: oddać krew i zobaczyć jakie to niesie przeżycie duchowe. Naprawdę. To jest powiedziane na poważnie.

7 czerwca i 1 lipca (tylko mała korekta) 2019

Kilka lat temu wymyśliłam sposób na rozeznawanie bardzo trudnych spraw. Nazwałam ten sposób ZaZaZum-em, od zauważyć + zapamiętać + zapisać = udowodnić miłością. Miłość jest tu rozumiana jako bezinteresowna serdeczność. Stosowanie tego narzędzia sprawia, że udaje się odnajdywać dwa rodzaje argumentów: za i przeciw, następnie się je kwestionuje tak długo, aż okażą się albo bardzo dobre, albo do niczego. Jak do niczego, szuka się kolejnych. Pracuje się nad daną sprawą tak długo aż nie będzie już najmniejszych wątpliwości o co chodzi lub o co chodziło, albo aż sprawa straci znaczenie (przykład: dla mojej życiowej sytuacji to, że ktoś o kimś powiedział, że jest urobiony, a ja wciąż nie wiem czy urobiony po łokcie czy jednak urobiony jak glina rzeźbiarska nie ma znaczenia, ponieważ zachorował mi pies i muszę się zająć teraz właśnie tym). Bezinteresowna serdeczność pozwala na "niezamykanie" sprawy jeszcze długo po tym jak się wydaje, że to już na pewno wszystko. I to się zawsze, w perspektywie tej serdeczności, opłaca. Gdzieś już napisałam o tym narzędziu. Jeśli się powtarzam na tym blogu, przepraszam. Chyba potrzebowałam się wygadać, ponieważ dwa razy mnie dziś zwymyślali inni kierowcy (wrzask, przekleństwa, jedno i drugie niesłusznie), a nie było jak nie usłyszeć przez otwartą szybę (choć przez zamkniętą też było to jednoznaczne), którą otwarłam ze względu na uczenie się rzadszego korzystania z klimatyzacji. Za pierwszym razem za to że ruszyłam autem na skrzyżowaniu nie identycznie szybko jak auto przede mną, ale z lekkim opóźnieniem, a za drugim za to, że pojechałam przepisowo (skręciłam w lewo z drogi z pierwszeństwem), a kierowca nauczony lokalnym zwyczajem myślał, że go przepuszczę i musiał poczekać. Jednak tak naprawdę nie chodzi mi w tym ujawnieniu tych złych zachowań o to, żeby się tylko wygadać, ale mam do tego pointę: tak się może dziać, jeśli się za dużo modlimy wstawienniczo za kogoś. To jest znak, że w tym momencie więcej nie można i że trzeba chwilkę znów poczekać lub za konkretną osobę nie można, ale można za innych. Naprawdę! Jeszcze może dopowiem: modlitwa wstawiennicza nie robi nikomu nic złego, wręcz przeciwnie; jedyne co może się przydarzyć to jakaś przykrość osobie modlącej się, jeśli przedobrzy.

27 maja 2019

Dopóki istnieją rasy psów z siercią, która nie uczula, a trzeba ją strzyc, istnieje możliwość pozyskiwania tej sierści i wykonywania z niej niesamowicie ekskluzywnej włóczki na szalik dla siebie lub na prezent (kiedyś były w Polsce gręplarnie, potem gdzieś zniknęły, ale teraz mogą znów znaleźć swoje miejsce w naszej przestrzeni). Wszystkie yorki się nadają, także australian silky terrier, i przecież więcej ras. Pewnie można też zróżnicować kolory. Włóczka na ciepłe szaliki lub na małe artystyczne tkaniny, albo na małe saszetki na różańce. Lepiej jest latem takiemu zwierzęciu jak jest ostrzyżony. Humanitarne?

Więgiel kamienny i brunatny to materiał rzeźbiarski. Widziałam rzeźby wykonane w tych kamieniach. Jak niezwykłe mogłyby być trasy turystyczne lub nawet galerie w starych kopalniach węgla.

Podobno patyczki do czyszczenia uszu są też niedobre i trzeba z nich zrezygnować. Bawełna jest całkowicie biodegradowalna, a plastik wystarczy zastąpić drewienkiem. Kto nas tak straszy? Chodzi o to, żebyśmy się bali? Plastikowe ciuchy, to jest OK? W tym jest dużo więcej plastiku, niż w patyczkach do uszu. Już od kilku lat bawełniane nici się towarem unikatowym, a powinny być ogólnodostępne wszelkie ich kolory. Rwą się. Nieprawda! Szpule po niciach też można przeznaczać na recykling. Wystarczy je odzyskiwać i znów nawijać na nie nici lub odzyskiwać i robić z nich elementy z izolacją powietrzną. Wystarczy nakleić na bardzo dużo takich szpul dwie ścianki z jakiegoś innego materiału. Tego typu materiały nawet powinny być wzięte z recyklingu, ponieważ takie źródła materiałowe gwarantują, że nie idzie na ich wykonanie materiał nowy. No bo jak można robić pelety z nowego i zdrowego drewna na stolarkę tylko po to, żeby były pelety, bo teraz to się dobrze sprzedaje, ponieważ jest moda na ochronę środowiska? Muszą być zrobione z wiór, które zostały po wykonywaniu elementów stolarskich.

26 i 27 maja 2019

Z plastików po artykułach spożywczych można zrobić naprawdę bardzo dobrą rzecz. Byłby to też recykling niskotemperaturowy: mielenie i sprasowanie w oczekiwanej formie. Mam na myśli formę puzzli wielokrotnego użytku, które służyłyby do wykonywania tablic reklamowych. Można by pójść krok dalej i wprowadzić taki obowiązkowy standard dla wszelkich reklam ulicznych mieszczących się na wysokości niedostępnej dla niszczycieli. Odporne na wodę, mocowane na wcisk, mogłyby posłużyć jako pierwsza pomoc dla osób z tzw. wypaleniem zawodowym, ponieważ cierpliwe zajmowanie się tworzeniem estetycznej formy (ładnego obrazu) ma działanie odstresowujące. Oczywiście tylko wtedy, gdy ich treść nie ma oddziaływania destrukcyjnego, nie jest psychomanipulacją. Co można wygrać takim standardem reklam? Bardzo dużo: oszczędność papieru, oszczędność tonerów, technika bezklejowa, praca korzystna dla zdrowia (psychicznego, fizycznego, umysłowego), recykling niskotemperaturowy, możliwość wydostawania ludzi, którzy mają niszczące dla ich psychiki poczucie, że toną w śmieciach, z małej psychozy, przez zaproponowanie im zbierania i oddawania do skupu lub oddawania przy domach (podobnie jak śmieci) np. plastikowych nakrętek za choćby 10 groszy za kg (byłoby to wtedy lekarstwem na psychomanipulację polegającą na obowiązku płacenia za sortowanie coraz dokładniejsze naszych śmieci, podczas gdy wciąż nie ma wyboru i czy chcemy, czy nie musimy kuupować artykuły spożywcze na przeróżnych plastikach, choć są już dostępne folie biodegradowalne celulozowe [do spalarni śmieci naprawę trzeba wrzucać tylko czysty papier?]; żyjemy w czasach, w których za wykonywanie pracy polegającej na sortowaniu wszelkich śmieci, myciu ich [płacimy za wodę], suszeniu [musimy mieć na to miejsce w kuchni lub w łazience], płacimy opłatę, o tyle nie płacimy, o ile ta opłata jest niższa od opłaty za śmieci niesortowane, jeśli jeszcze gdzieś istnieje taka możliwość wyboru i kogoś na to stać), godziwa nowa praca (dla zbieraczy tego typu plastiku, dla wykonujących takie puzzle, dla układających puzzle według przygotowanego projektu). Trudności? Na pewno, ale można je pokonać. Trudność związaną z nieprecyzyjnym konturem można przezwyciężyć zrobieniem dla takich układanek innej formy, niż puzzle, np. małych kwadratów i trójkątów. Trudność z dobieraniem kolorów dla odwzorowania wzorów można przezwyciężyć napisanym dla tego celu programem komputerowym. Wiem co jeszcze może się okazać dużą trudnością: trudność mielenia plastiku, ale sprawdziłabym czy przypadkiem podatności na mielenie lub inny sposób rozdrabniania nie poprawia niska temperatura. Można zbierać latem, a mielić zimą. Niektóre plastiki są surowcem cywilizacyjnym NIEODNAWIALNYM!!!, jeśli się wszystko spali, tego też za ileś tam lat nie będzie.

19 i 20 maja 2019

Proponuję ratować zagrożone życie ludzkie, na każdym jego etapie, ponieważ w naszym światopoglądzie udzielanie pomocy poszkodowanym (na poziomie ogólnoludzkim w sytuacji np. tzw. tabletki po może poszkodowanie wynikać z nieuwagi, błędu lub afektu) jest obowiązkiem, a to że to jest obowiązek jest naszym dziedzictwem kulturowym, które trzeba ochraniać. Inni tego nie mają. W Indiach, z tego co się orientuję (chyba, że to nieprawda, to bardzo przepraszam), gdzie wierzy się w reinkarnację, człowieka cierpiącego podobno pozastawia się samemu sobie, bo uważa się, że jeśli cierpi to widocznie musi, bo ma tyle win do odpokutowania. Nasza, chrześcijańska pokuta, polega na czymś innnym, na trwaniu w nawróceniu, na nie wracaniu do grzechu.

Z "okazji" niedzieli mogę powiedzieć z jakimi problemami muszę się mierzyć w moim duchowym życiu: W 1-szej połowie lat 90-tych XX wieku miałam ciekawe zlecenie konserwatorskie w pewnym klasztorze. Nie tylko ja tam pracowałam. Jeden z ludzi w przerwie zaprowadził mnie na przykościelne wysypisko śmieci i pokazał mi krzyż, a dokładniej mówiąc Pana Jezusa Urzyżowanego. Moja reakcja była spontaniczna. Powiedziałam: "Jeśli on jest wyrzucony, to ja go wezmę". Wzięłam tamten krzyż, który był żeliwnym krzyżem cmentarnym. Wiele lat był w moim domu w piwnicy. Wydawało mi się za trudne emocjonalnie wieszanie w pokoju krzyża z czyjegoś grobu. W końcu zapomniałam, że tak mi się kiedyś wydawało. Wzięłam go z piwnicy do mieszkania. Poprosiłam kogoś, żeby dorobił do niego drewniany krzyż. Taki krzyż zawiesiłam w pokoju. Cierpienie moje duchowe narastało powoli. W końcu stało się nie do wytrzymania. W 2009 roku poprosiłam kogoś z rodziny, żeby zawiózł ten krzyż do pewnego żeńskiego klasztoru, bo pomyślałam, że tam mu na pewno nic nie będzie. Tamten krzyż nie był mój, jak mnie nauczył śp. ks. M. Maliński w jednym ze swoich opowiadań. Uważam, że dobrze zrobiłam, ale siostry, które ten krzyż dostały może myślą, że ten kto go im dał stracił wiarę. I to jest przykład nadinterpretacji. Proponuję to zauważyć. Tamto zlecenie trafiło mi się jak "ślepej kurze ziarno", ponieważ tylko dlatego je dostałam, że moja starsza koleżanka zaszła w ciążę i musiała się zająć swoim prywatnym życiem. Druga pointa jest inna: jeśli coś było studenckim performance'em naszych studenckich czasów, to ja mogę o tym napisać w ramach RODO, czy nie powinnam się chwalić kogo znam bez odszukania tego kogoś i zdobycia jego zgody? A jeśli człowieka już nie ma, bo go wykończyli alkoholem to co wolno jeszcza nam zrobić, żeby ratować życie ludzkie i nasze kulturowe dziedzictwo? Każdy profesor opowiadający w moich studenckich czasach anegdoty teraz musi zgodnie z ustawą postarać się o zgodę na ich przedstawienie, bo bez podania nazwiska artysty, które byłby głównym bohaterem anegdoty nie będzie śmieszne itd.! Tekst w stylu "poszliśmy w roku tym a tym z studentami na wódkę pogadać o sztuce, bo takie były wtedy zwyczaje po półmetku" bez zgody na przetwarzanie danych osobowych nie przejdzie, jeśli usłyszy ten tekst osoba, która pokojarzy jakieś fakty i będzie wiedziała z którymi studentami. Nie mówię już o prawach autorskich. Czy to jest zarzynanie naszej kultury czy coś naprawę super czego my jeszcze nie potrafimy rozpoznać? Trudno to rozpoznać, ponieważ z jednej strony danych osobowych jest prawie nieskończona ilość i dotyczą każdej relacji, a z drugiej właśnie RODO daje wsparcie ludzkiej podmiotowości.

16 maja 2019

Dzisiejszego dnia (w Polsce dziś obchodzimy święto św. Andrzeja Boboli, jezuity) chciałam zaproponować do pokojowej nagrody Nobla Jego Świątobliwość Ojca Świętego Franciszka.

12 maja 2019

Brak modlitwy brewiarzowej skutkuje u mnie odczuciem rozpaczy, więc i z tej części mojego strajku musiałam dziś zrezygnować. Odczucie rozpaczy bardzo osłabia duszę człowieka i czyni ją podatną na pokusę bluźnierstwa, czyli odwiniania Boga za zło. Nie mogę sobie na to pozwolić. Nieżyczliwość, której doświadczyłam skutkuje zgodnie z moim wsześniejszym rozeznaniem: co chwilę się o coś niechcący uderzam. Brewiarzem modlę się niecałe 8 lat. Jeśli wezmę pod uwagę "o tyle, o ile" (wyjaśnienie dla osób, które nie rozumieją tego skrótu myślowego: "o tyle, o ile" jest pewną wskazówką na drodze życia duchowego, której udzielił św. Ignacy z Loyoli w Ćwiczeniach duchownych), to na pewno dłużej. Może nawet od 2004 roku.

11 maja 2019

Nie trzymam się dobrze na głodówce duchowej polegającej na nie uczestniczeniu codziennie we Mszy św., więc tej składowej mojego strajku w nowej formie życia konsekrowanego nie zdołam podtrzymywać dłużej. Co jednak może powinnam dziś tu powiedzieć? To, że dziś, zaraz po Mszy św., kiedy wracałam autem do domu, jeden samochód jechał zbyt szybko na krótkim odcinku widoczności. Gdybym go w porę nie zauważyła, doszłoby do wypadku, a drugi tam gdzie wolno jechać 30, a potem 40 km/h, jechał bardzo szybko i nie zwolnił za mną, tylko, jak już był prawie na moim bagażniku, najeżdżał dalej, więc aż zjechałam na bok i zatrzymałam auto na kilkanaście sekund na światłach awaryjnych, żeby go puścić, bo inaczej musiałabym mocno przyspieszyć i to w dużym podenerwowaniu. Nie jeden raz już mi się zdarzyło, że ktoś mnie np. wyprzedzał na podwójnej ciągłej i machał przy tym pięścią na mnie, za... prawidłową prędkość. Teraz mi się przypomniała jeszcze inna sytuacja: kierowca wyjeżdżał bez żadnego powodu z podporządkowanej małą prędkością i jednostajnie, co wyglądało absurdalnie, więc miałam minimalne opóźnienie w reacji klaksonem, a właśnie klakson go wyhamował i on się jednak zatrzymał. Nie mogłam hamować, bo było bardzo ślisko. To mi się przydarzyło w zeszłym roku.

RK

8, 9 maja 2019

Waga nowej formy życia konsekrowanego, które zaproponowałam w Kościele Rzymskokatolickim jest akurat taka jak waga niezapominajek w przyrodzie. Metafor można znaleźć na tę formę sporo. Ta o kwiatkach jest jedną z kilku, które już zaproponowałam. Walka o jej przetrwanie natomiast jest walką dość subtelną. Dlatego subtelną, że odnosi się do mało znaczących niezapominajek, ale o rzeczywiste przetrwanie. Ta właśnie metafora o niezapominajkach pozwala mi dobrze wyjaśnić tę subtelność: z całą pewnością można dojść do wniosku, że jeśli jesteśmy przyzwyczajeni, że niezapominajki są niebieskie, to różowe trzeba uznać za chwast i zamiast się nimi przejmować, lepiej je wyplewić. Jednak również z całą pewnością można powiedzieć, że różowe są równie piękne jak niebieskie, a na dodatek niosą jeszcze inne znaczenie. Jedne i drugie mogą cieszyć oczy, ale też jedne i drugie mogą być uznane za chwasty. Tak mniej więcej wygląda ta walka na dzień dzisiejszy.

(...)

(...)

(...)

4 maja 2019

Proponuję za moje krzywe linie na zamieszczonych na tym blogu rysunkach mi przebaczyć. Dlaczego moje drabiny są takie krzywe? Ponieważ urodziłam się z porażeniem splotu barkowego i prawie że cudem nie mam niedowładu. Po latach, ale też po każdej zimie, ręka robi się słabsza. Ma takie drgnięcia, co widać jak rysuję linie. Kiedyś nawet tego nie było. Przestałam malować precyzyjnie po tym, jak się okazało, że żmudną pracę niszczą mi te tiknięcia jakiś nerwów od splotu barkowego, tzn. one są wyraźnie od splotu barkowego, a nie np. od nadgarstka. Chciałam tę rękę rehabilitować w ramach NFZ, ale jak lekarz zobaczył w jakim stanie jest ta moja ręka, powiedział, że to prawie niemożliwe i... nie zapisał mi na nią żadnych zabiegów. Dodałam tylko, w ramach impetu, nazwisko lekarki, o której mi mówiła moja Mama, że ustawiła rehabilitację w pierwszych miesiącach mojego życia. Rehabilituję rękę od wielu lat sama. Mam zdjęcie z dzieciństwa, na którym trochę widać, że miałam porażenie typu Erba. Czy myślałam kiedyś o rencie? Tak, myślałam. Ktoś mi jednak na takie moje myślenie dał kiedyś taką odpowiedź: "Niech pani nawet nie próbuje myśleć o rencie. Zostanie z pani strzęp człowieka, a nic pani nie załatwi. Człowiekowi bez ręki, po wypadku w pracy, odmówili renty mówiąc, że powinien się nauczyć pracować tą drugą!

Zdjęcie z dzieciństwaDrabina szczęśliwych relacji

3 maja 2019

Żeby zrozumieć drabinę szczęśliwych relacji, którą prezentuję na rysunku poniżej, trzeba przyjąć do wiadomości, że za szczęśliwe relacje uważam relacje, w których nie ma przemocy (ani jawnej, ani ukrytej).

Zdjęcie z dzieciństwa, Kraków 1976Drabina szczęśliwych relacji

14 kwietnia 2019

Wymyśliłam małą ustawę, nazwałam ją Ustawą Godnościową Rzecznika Praw Obywatelskich i przestałam do Rzecznika Praw Obywatelskich. Dziękuję za odpowiedź. Jak znajdę chwilkę czasu, wyjaśnię dokładnie co miałam na myśli w ramach zaproponowanych paragrafów. W ustawie tej chodzi o ochronę życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci, i tylko o to w niej chodzi, ale nie da się tego zakresu tematów ująć w jeden przepis, więc zaproponowałam ich "aż" 11:

& 1

Człowiek jest człowiekiem od chwili poczęcia do naturalnej śmierci.

& 2

Człowiek ma niezbywalne prawo do szacunku.

& 3

Człowiek ma niezbywalne prawo do ochrony swojego życia i swojej godności od poczęcia do naturalnej śmierci.

& 4

Człowiek ma niezbywalne prawo troszczyć się o ochronę środowiska.

& 5

Człowiek ma niezbywalne prawo do relacji dwustronnie podmiotowych.

& 6

Człowiek ma prawo przeżywać i w sposób nikogo nie krzywdzący wyrażać swoje uczucia i emocje.

& 7

Człowiek ma prawo do pracy, do relacji, do życia prywatnego i do samotności.

& 8

Człowiek ma niezbywalne prawo do myślenia i do popełniania błędów.

& 9

Człowiek ma niezbywalne prawo do wiary.

& 10

Człowiek ma prawo do bezpłatnej i aktualizowanej edukacji z zakresie rozpoznawania i sposobów unieszkodliwiania różnego typu psychomanipulacji.

& 11

Człowiek ma niezbywalne prawo do życia w pokoju i w warunkach nielękotwórczych.

12-13 lutego 2019

Do mojego światłochodu (ekologicznego pojazdu komunikacji miejskiej napędzanego pr±dem pozyskanym z fotowoltaicznego sufitu-drogi) dodałam jednak koła na styku z ziemią, bo choć takie zawieszone kolejki wyglądają obłędnie, może niepotrzebnie by obciążały konstrukcję i nie byłyby wystarczająco bezpieczne. Może nic nie stoi na przeszkodzie, żeby światłochody jechały dość powoli (do 50km/h), a miejsce wsiadania było zrównane z poziomem chodnika (jak w metrze). Jeśliby jeszcze skorzystać z przesyłu energii ze słońca na odległość, pewnie można by takie sufity-drogi montować nawet na wysokich słupach. Podpięcie do elektrowni miejskiej dostarczałoby brakującego prądu, gdyby było to konieczne. Można też jeszcze w inny sposób o tym pomyśleć: droga światłochodów mogłaby przebiegać na wysokości koron dużych drzew, co byłoby nie tylko atrakcją, ale też sposobem na dotlenienie, ale wtedy trzeba by jeszcze pomysłu jak zrobić windy i schody ruchome też na energię ze słońca.

Światłochód

luty 2019

Proponuję..., co na przykład?, na odczucie przerażenia. W Polsce? Tak naprawdę tylko jedno. Wyjechać na chwilę za granicę, czyli odrobinę odpocząć. Cierpimy na pracoholizm.

12 listopada 2018

Może to się przyda: Z okazji 100-lecia Niepodległości Polski, mojej kochanej Ojczyzny, przyszło mi do głowy w jaki sposób mogłaby wyglądać optymalna mapa partii w państwie takim jak Polska, czyli w państwie, które jest ochrzczone: ugrupowania lewicowe dyskusyjne (koncepcje państwa silnie opiekuńczego, mocno zróżnicowanego, wielokulturowego i wieloreligijnego, model rozmów: dyskusje i spory), ugrupowania lewicowe chrześcijańskie negocjacyjne (koncepcje państwa opiekuńczego, wielochrześcijańskiego z mniejszościami religijnymi i kulturowymi, model rozmów: rozmowy bezpośrednie bez udziału mediatorów), ugrupowania chrześcijańskie mediacyjne (koncepcje państwa opiekuńczego, ekumenicznego, z mniejszościami religijnymi i kulturowymi, model rozmów: otwarty ugodowy [zawsze w obecności bezstronnego mediatora]), brak centrum, ugrupowania katolickie mediacyjne (koncepcje państwa opiekuńczego, podkreślającego rzeczywiste dziedzictwo historyczne i kulturowe państwa, niekoniecznie jednonarodowego, model rozmów: otwarty ugodowy [zawsze w obecności bezstronnego mediatora]), ugrupowania prawicowe katolickie negocjacyjne (koncepcje państwa opiekuńczego umiarkowanie, podkreślającego rzeczywiste dziedzictwo historyczne i kulturowe państwa, jednonarodowego z zadowolonymi mniejszościami), ugrupowania prawicowe dyskusyjne (koncepcje państwa słabo opiekuńczego, jednonarodowego, model rozmów: dyskusje i spory), ugrupowania rolnicze (koncepcje państwa dobrobytu żywnościowego, model rozmów: zróżnicowany), ugrupowania ekologiczne (koncepcje państwa humanitarnego, model rozmów: zróżnicowany). Tematy niepolityczne, ale ustawowe, wynikające właśnie z faktu chrztu państwa, czyli takie tematy, od których trzeba by zacząć: 1. bezwzględny zakaz aborcji i eutanazji, 2. definicje godności człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Dziś to wymyśliłam, więc jeszcze nie wiem czy to jest na pewno dobrze, ale intuicyjnie ja to akceptuję. Najlepiej napisać sobie to wszystko na osi poziomej (za wyjątkiem rolników i ekologów, ponieważ tych ugrupowań nie da się określić na osi w ogólnym schemacie). Wtedy okaże się czytelne.

październik 2018

Proponuję młodym ludziom, gdyby chcieli się pobawić w recykling artystyczny, wykonanie przyściennej przestrzeni ze szkła, która równocześnie będzie jakimś dodatkowym sposobem na zmniejszenie strat ciepła lub wyciszenie pomieszczenia. Przestrzenie przyścienne utworzone przez pionowe prostokątne szyby osadzone na drewnianych lub aluminiowych listwach przykręconych do ściany można wypełniać plastikowymi nakrętkami, tworząc tym sposobem nawet jakieś przemyślane kompozycje malarskie. Jeśli na dole pozostanie przestrzeń pozwalająca te nakrętki co jakiś czas wyjmować, obrazy te można zmieniać i zmieniać. Zabawa, twórczość i recykling.

Proponuję następujący system oceniania: na skali ocen od 2 do 10 ocena 1 nie występuje i ten brak zabezpiecza przed załamaniem nerwowym osobę ocenianą, 2 oznacza bardzo źle, nie da się poprawić w krótkim czasie 3 – źle, ale można próbować poprawiać bez straty roku, 4 – za mało na dobrze, ewidentnie do poprawki, bo na pewno to jest możliwe, 5 – zaliczone, przechodzi dalej, 6 – można powiedzieć, że dobrze, czyli dobrze z minusem, 7 – na pewno dobrze, 8 – dobrze z plusem, 9 – bardzo dobrze, 10 – lepiej niż bardzo dobrze. Zastosowanie takiej skali ocen powinno się okazać skuteczną pielęgnacją poczucia taktu.

wrzesień 2018

Znak „zakaz wjazdu przemocy psychicznej” jest mi potrzebny np. po to, żeby mieć możliwość umieszczenia go na drzwiach wejściowych do mieszkania. Wtedy osoby, które zapraszam mają szansę więcej się ucieszyć tym zaproszeniem, niż wtedy, gdy tego znaku na drzwiach nie ma.

lipiec 2018

Zakaz wjazdu przemocy psychicznej

Wymyśliłam znak: zakaz wjazdu przemocy psychicznej. Data wymyślenia i publikacji na Internecie: 5 lipca 2018 roku. Akurat w rocznicę mojej obrony magisterskiej (5 lipca 1997 roku). Potrzebuję z tego znaku korzystać. Myślę, że dotyczy takiej sfery problemów, że nie powinno się go patentować. W ramach moich praw autorskich zgadzam się na nieodpłatne, niekomercyjne korzystanie z tego znaku przez ludzi dobrej woli w celach profilaktycznych i służących konkretnej, mieszczącej się w zasadach moralnych Kościoła Rzymskokatolickiego, obronie przed tym rodzajem przemocy.

W tym miesiącu wymyśliłam też... światłochody. Światłochody to takie pojazdy miejskie, które maja koła na dachu, więc poruszają się jak kolej linowa, ale po terenie mniej więcej równym. Światłochody są zacienione, ponieważ nad nimi znajdują się przekrycia z fotowoltaiki, która daje potrzebną do jazdy takim światłochodem energię. To rodzaj hybrydy, ale drugim rodzajem paliwa nie ma być benzyna, ale biopaliwo pozyskane na przykład z lnianki (olej rydzowy). Lnianka rośnie dobrze nawet na słabej glebie, a na biopaliwo pewnie może być uprawiana nawet w mieście. Jak znajdę chwilkę więcej czasu, to może umieszczę rysunek takiego światłochoda. Nie widzę problemu, można ten pomysł zrealizować. Rozwiązanie jest ekologiczne, w sam raz na nasze czasy. Takie światłochody mogą z powodzeniem znaleźć się nawet w miastach o zabudowie zabytkowej. Tylko wtedy trzeba je umieścić odrobinę poniżej poziomu dróg. Myślę, że światłochody byłyby konkurencją dla tramwajów i dużych samochodów osobowych, natomiast nie zagroziłyby autobusom, ani samochodom w typie Smart.

czerwiec 2018

Badanie stanu własnego sumienia nie jest jego wyrzutem. Sumienie może się okazać czyste, prawe i spokojne, czego życzę każdemu szczęśliwemu posiadaczowi sumienia. Nieżywe sumienie nie jest największą ludzką tragedią, ponieważ nieżywe sumienie, jeśli ono tylko jest, zawsze jeszcze można próbować wskrzesić.

maj 2018

Droga nawrócenia pozostaje na zawsze tylko propozycją. Gdyby była związana z przymusem, przeczyłaby istocie miłości, czyli negowałaby wolność. Zdanie: „człowiek może być łajdakiem” nie oznacza, że człowiekowi być łajdakiem wolno, czyli że nie będzie z tego żadnej makabry, ale to oznacza, że jest naprawdę wolny, więc pozostaje dla niego możliwością być łajdakiem. Raczej nie jest szczęśliwą droga, która bierze się z koncepcji, że naturą ludzką jest być łajdakiem, w związku z tym człowiek powinien obowiązkowo co jakiś czas nagrzeszyć, żeby mógł liczyć na relację z Panem Bogiem, żeby Pan Bóg miał mu co przebaczać. Nie potrzeba wspierać Pana Boga. Droga nawrócenia, która oznacza najpierw skierowanie całego swojego istnienia w stronę Tego, który jest Najlepszy, otwiera nowe przestrzenie życia duchowego. Nawet nie do pomyślenia dla tego, kto myśli, że drogą do Boga jest... nagrzeszyć. Drogą do Boga jest nie nagrzeszyć, czyli wiadomo co. To co w Dekalogu.

Czy potrafię napisać o tym jaśniej? Chyba tak: jeśli wiem, że chcę się nawrócić, następnym krokiem jest moja decyzja o moim nawróceniu, czyli decyzja, że więcej na pewno nie chcę grzeszyć. Dopiero przy takim ustawieniu tej sprawy okazuje się, że choć zdecydowałam całą swoją wolną wolą, że już na pewno nie chcę grzeszyć, zdarza się, że czasem robię to co jest grzechem, np. mówię czasem brzydki wyraz, ale ponieważ ja tego nie chcę robić, bo taką podjęłam decyzję i nie chcę z niej zrezygnować, nie ma w tym pełnej mojej dobrowolności co już czyni mój grzech lżejszym, niż gdybym chciała go popełnić. To, że udało mi się z pomocą łaski Bożej zmniejszyć ciężar jakiegoś mojego grzechu, na drodze nawrócenia jest już jakimś moim małym sukcesem. Właściwie cała droga nawrócenia opiera się na trzech osobistych decyzjach: 1. wśród stworzeń, największą wartością jest człowiek i to każdy, więc obojętnie w jakiej jestem sytuacji, zawsze mam obowiązek przynajmniej szanować siebie i innych, a jeśli ktoś potrzebuje pomocy, ponieważ znalazł się w zagrażających życiu tarapatach, udzielić mu jej, 2. tak, chcę żeby Pan Bóg mi pomagał i to tyle, ile chce Pan Bóg, a nie ja, ponieważ Pan Bóg jest zawsze nieskończenie lepszy ode mnie i wie lepiej czego mi potrzeba oraz 3. na pewno nie chcę grzeszyć.

kwiecień 2018

Co np. przychodzi mi do głowy? Np. to, że człowiek z natury swojej jest omylny, czyli z natury swojej czasem popełnia jakieś błędy. Czy nie byłoby dobrze zapewnić nam, ludziom, prawnie i na stałe prawa do ograniczonego zaufania? Na podobnej zasadzie jak mamy zapewnione tzw. domniemanie niewinności. Nie tylko chodzi mi o to, że ja mam prawo mieć do każdego człowieka jakieś ograniczone zaufanie, ale też o to, że powinnam mieć prawo oczekiwać, że również drugi człowiek ma do mnie ograniczone zaufanie, czyli przynajmniej nie dokopie mi za jakiś mój czasem gdzieś błąd. Ograniczone zaufanie w ogóle nie oznacza braku serdeczności w relacjach, ale to tylko, że normą społeczną, a nie tylko przepisem w kodeksie prawa jazdy powinno być nie czepianie się pojawiających się statystycznie co jakiś czas jakiś pomyłek. Człowiek bywa, że się myli, bo jest człowiekiem. To normalne, że czasem komuś zdarzy się popełnić jakiś błąd. Na drodze to jest oczywiste. Dlaczego nie zawsze wiadomo o tym w innych relacjach? Dlatego czasem tęsknię za Szwecją: Kiedy tam byłam w 2010 roku, zdarzyło mi się w pewnym szwedzkim mieście niechcący wjechać autem na drogę tylko dla tramwajów. Ludzie to zauważyli i z uśmiechem wskazali mi jak się wydostać z kłopotów. Do dziś pamiętam, że w tamtej spontanicznej serdeczności nie było ani cienia szyderstwa, ani odrobiny kpiny. Tak, byłam autem z polską rejestracją.