O ćwiczeniu pamięci

Matka Boża z Panem Jezusem na kuli ziemskiej, zdjęcie rzeźby na fasadzie jednej z kamienic w Krakowie (fot. RK)

Róże dla Matki Bożej (fot. RK)

Pamięć nie wiemy jak smakuje, aż zacznie jej brakować.

Kłopoty z pamięcią są trudne do rozpoznania, ponieważ mylimy je z wieloma innymi domniemywanymi przyczynami naszych zaskakujących kłopotów, np. z problemami ze sprawnością intelektualną, z problemami z błędnikiem, z problemami z marzycielstwem. Osoba z gorszą pamięcią w miejscach, które bardzo dobrze zna, nagle uderza się o framugę drzwi, albo zapomina, że w garnku jest akurat wrzątek, wkłada do niego dłonie i boleśnie je parzy, lub choć próbuje, nie może sobie przypomnieć czy ten piękny dzień za oknem to akurat poranek czy za chwilę już wieczór, ponieważ nie tylko tego nie pamięta, ale też nie pamięta jak to sprawdzić (pierwsza pomoc w tego typu zdarzeniu: wystarczy spojrzeć z której strony świeci słońce) itd. Kłopoty z pamięcią najczęściej nadrabiamy myśleniem oraz spostrzegawczością, ale czasem też dobrym refleksem, humorem, wchodzeniem w sprawdzone i dobrze wyćwiczone schematy. Poniżej przedstawiam moje autorskie sposoby na utrzymywanie pamięci w dobrej formie i odsuwanie widma jej utraty lub dokuczliwego pogorszenia, a także na poprawianie jej aktualnej sprawności:

RK

4 sierpnia 2020 r.

Ciekawe ćwiczenie pamięci odkryłam w związku z szyciem dla siebie lnianych sukienek, które 'zawsze' mają kieszenie (lniane długie sukienki noszę w związku z moją formacją w stanie kobiet konsekrowanych). Jeśli nie uszyję kieszeni odrazu, mogę chwilkę chodzić bez kieszeni i sprawdzać czy nadal potrafię o tym pamiętać, a także jaki jest stopień tego pamiętania, tzn. czy lecą mi rzeczy na podłogę, czy mam na tyle pamięci właśnie, że w porę je zatrzymuję w dłoniach.

22 czerwca 2020 r.

Bez wątpienia mówienie brzydkich wyrażeń szkodzi pamięci. Jedną z najokrutniejszych ukrytych form przemocy jest agesywne (w złości, w celu wyrządzenia szkody) przeklinanie w czyjejś obecności: szkodzi to wszystkim, ale jak w przypadku biernego palenia papierosów, bardziej temu, kto słyszy, niż temu kto przeklina. Zupełnie fatalnym doświadczeniem jest słyszenie przeklinającego w czasie snu. Nie mówię o koszmarze sennym, ale o rzeczywistej sytuacji, co może się przydarzyć przykładowo w czasie nocnej drzemki w poczekalni jakiegoś dworca, jeśli ofiarę sobie upatrzy osoba biernie agresywna po alkoholu lub z tego typu zaburzeniem osobowości (widać, że tylko przeklina i krzyczy, ale widać też, że nie ma zamiaru uderzyć, więc ochota na drzemkę okazuje się silniejsza). Osoby, które doświadczyły tego typu ukrytej formy przemocy nie powinny jej bagatelizować i jeśli chcą zachować dobrą pamięć, powinny podjąć profilaktykę uszkodzeń pamięci w zasadzie prawie natychmiast. Wtedy jest duża szansa, że pamięć ocaleje, i to w całkiem niezłej formie. Ocaloną pamięć, jeśli przydarzyło się w przeszłości coś w tym stylu, już do końca życia trzeba ćwiczyć, choćby odrobinę. To naprawdę pomaga. Do tego bardzo dużą pomocą jest też dobra znajomość własnej osobowości. Nie mówię o akceptacji siebie, swoich słabych i mocnych stron itd., ale o pewnego rodzaju wiedzy o sobie, której się nabywa przez życiowe doświadczenie. Jeśli siebie znasz, wiesz jak i na co reagujesz, wychwycisz te sytuacje, w których reagujesz fałszywie, czyli inaczej, niż to wynika z Twojej osobowości oraz z naturalnych (także nadprzyrodzonych) zmian, i w porę te nienaturalności skorygujesz. Sytuacja się komplikuje, jeśli ktoś jest ofiarą jakiejś desktrukcyjnej sekty, co może się przydarzyć nawet w układzie jeden na jeden, czyli, delikatnie mówiąc, w bardzo nieudanym małżeństwie (nie chodzi o sekty pozornie dwuosobowe, ale o coś co można określić przewlekłym i ukrytym werbownictwem). Jeśli jedno z dwojga znęca się nad 'partnerem' przeklinając przy nim, ale nie dlatego, że ma zaburzenie osobowości (chorobę psychiczną), ale po to, żeby go złamać psychicznie i namówić do wejścia do sekty, co oczywiście skrzętnie ukrywa, jeśli nie zakończył się proceder łamania tegoż poszkodowanego 'partnera', proces wydostawania się z tego typu destruktywnego układu musi mieć swoje etapy: niestety nie ma etapu pierwszego (etapu, który okazuje się z pewnością pierwszym), ale najpierw musi pojawić się etap zerowy: ofiara trafia do ludzi tzw. wykluczonych społecznie, co jest dla niej pierwszym etapem ratowania się w ogóle, ale w życiu spłecznym, czyli dla ludzi tzw. normalnych jest etapem zerowym (przyklejają takiemu nieszczęśnikowi niewidzialną łatkę: 'uwaga! człowiek chory psychicznie'; na podobnej zasadzie jak dawniej było: 'uwaga! trąd'). Trudność polega na tym, że aby się uratować, musi się znaleźć osoba poszkodowana w czymś co można określić jako silniejszy od poprzedniego strumień bombardowania umysłu krzykiem i przekleństwami (sekty zniewalają przez różnego typu silniejsze wrażenia, więc potrzeba ratunku z wrażeń jeszcze silniejszych [dosłownie] w normalnych relacjach społecznych). Jeśli to się uda, osoba w ten sposób poszkodowana przez ukrytego werbownika jest faktycznie uratowana z sekty, ale trafia potem (na jakiś czas lub na zawsze ['na zawsze' w tych sytuacjach nie bierze się z tego, że ktoś otrzymał w prezencie w diagnozie, że jest chory na schizofrenię, ale to, że został aż tak zmaltretowany psychicznie, że dobro, którego doświadczył po przemocy w zakładzie dla obłąkanych okazuje się co najmniej wystarczające, żeby on się czuł na pewno uratowany, i jak najbardziej szczęśliwy, więc niejako sam i w wolności podejmuje decyzję, żeby zostać w tego typu ludzkim schronisku, a że pomoc jest refundowana przez ubezpieczenie społeczne, nie zagraża mu tam żadna sekta, żyje w wolności, choć w innych, niż normalne, relacjach; z jednym zastrzeżeniem: uratowany jest obywatelem państwa, które kiedyś przyjęło chrzest, jak Polska w 966r.]) w środowisko ludzi wykluczonych społecznie. Potrzeba więc następnego wydarzenia, ale już w relacjach, w których nie ma społecznego wykluczenia, co może się przydarzyć jak najbardziej w życiu przeżywanym jako przygoda, w życiu osób wrażliwych na estetykę, w życiu osób z dojrzałą afektywnością. I rzeczywiście się przydarza. Takie dwa wydarzenia są więc trwałym i skutecznym zabezpieczeniem po tego typu życiowym wypadku (lub wypadkach), czyli dla osoby kiedyś poszkodowanej przez jakiegoś ukrytego werbownika (lub większej ilości ukrytych werbowników), czyli np. przez kogoś kogo da się wyjaśnić, jako matrymonialnego oszusta. Jednak na to, żeby te wydarzenia rzeczywiście zaistniały, potrzeba min. ok. 10 lat życia po rozstaniu z werbownikiem. I potem pozostaje ta niedogodność, że trzeba sobie ćwiczyć pamięć, żeby ją długo w dobrej formie zachować. Jeśli komuś by się nie chciało, może sobie pomóc podejściem religijnym przed podjęcie nawrócenia z grzechu lenistwa. Uznać jakieś własne zaniechania za lenistwo okazuje się bardzo skutecznym motywatorem. Warto dodać, że pojawienie się tego typu etapów w życiu można uznać za potwierdzenie, że faktycznie było się w przeszłości ofiarą jakiegoś ukrytego werbownika.

8 czerwca 2020 r.

Pamięć przepełniona daje charakterytyczne objawy, które przypominają za krótką kołdrę. Jeśli dołoży się ciut więcej, coś innego na pewno wypada. Wtedy trzeba zrzucać balast, dosłownie. To nie jest łatwe, ponieważ oznacza podjęcie jakiejś zazwyczaj dość poważnej decyzji, np. że targamy jakieś własne notatki, ponieważ właśnie już nie podołamy temu a temu tematowi, ale za to pamięć znów będzie miała jakąś pojemność na bieżące sprawy, więc trudno, jak trzeba, to trzeba. Samo zastanawianie się co trzeba zachować, a co można wyrzucić ćwiczy pamięć. Ale oczywiście mam też zupełnie nowe, całkiem dobre ćwiczenie na pamięć. Tym razem chodzi o ćwiczenie pamięci dotyczącej zmysłu smaku:

  1. Robimy sałatkę, a następnie dokładamy jakąś nietypową przyprawę, której zwykle nie używamy. Następnie rozpoznajemy w trakcie jedzenia po smaku nazwę tej nowej przyprawy. Jeśli rozpoznajemy prawie natychmiast (trzeba rozpoznać uczciwie, czyli 'to jest kardamon', a nie 'to jest ta nowa przyprawa z tamtej torebki'), pamięć jest OK. Można to ćwiczenie powtórzyć po dwóch trzech godzinach, żeby sprawdzić też pamięć odrobinę dłuższą.

Pamięć dotycząca zmysłów jest nam potrzeba dosłownie do życia! Musimy pamiętać, że słońce nas może porazić, żeby w nie nie patrzeć. Musimy pamiętać, że słyszenie dzwonka do drzwi oznacza, że ktoś przyszedł, żeby podjąć decyzję, czy otworzyć czy nie. Musimy pamiętać jak pachną ucierane płatki róż, żeby wiedzieć, że to na pewno ucierane płatki róż w tym cieście, w którym podobno one na pewno są, a nie coś innego. Musimy też pamiętać jaką pod dotykiem formę ma nasze ciało, żeby się w porę zorientować, kiedy pojawiają się jakieś zmiany. Jeszcze zmysł odczuwania: musimy pamiętać, że jeśli siedzimy i się garbimy, to nas bardzo potem bolą krzyże, żeby – jeśli nie wcale – przynajmniej mniej, a nie bardziej, nas bolało od siedzenia przy komputerze.

29 marca 2020 r., niedziela (korekta: 23 kwietnia 2020)

W czasie walki z koronawirusem pamięć bywa i ćwiczona, i przeciążana (jeśli poruszamy się w znanych tematach, do których dochodzą nowe informacje, jest ćwiczona, jeśli w zupełnie nowych i do tego w ogromnej ilości, może być przeciążana), więc dobrze jest ją od czasu do czasu sprawdzić. W związku z tym podaję jeszcze dwa sposoby na ćwiczenie tej najkrótszej naszej pamięci, które równocześnie dają wynik jej sprawności (sprawdzają jej formę):

  1. Kolorowe nakrętki po plastikowych butelkach nie tylko mogą być dobrym drenażem w donicach z roślinami ozdobnymi, ale też, jeśli ich mamy sporo, testerem sprawności jakiejś części naszej pamięci: ustawiamy przed sobą dwa lub trzy pojemniki i sortujemy według kolorów. Jeśli w czasie sortowania zmienimy zdanie co do kolorów, nasza pamięć wymaga rehabilitacji. Dokładniej mówiąc diagnostyczne (chodzi o autodiagnozę) jest pojawienie się decyzji o zmianie w czasie sortowania, jeśli do zmiany doszło z powodu trudności w pamiętaniu na jakie kolory osoba wykonująca ćwiczenie patrzy a w związku z tym z powodu za długiego czasu zastanawiania się nad tym co osoba wykonująca ćwiczenie ma rzeczywiście zrobić. Przykład: osoba wykonująca ćwiczenie postanowiła wrzucać do jednego pojemnika wszystkie nakrętki oprócz wiśniowych, ale w czasie wykonywania ćwiczenia okazało się, że bardzo długo patrzy na nakrętki i nie wie które to są te, które chciała wrzucać (czyt.: nie pamięta, że chodziło jej o wiśniowe lub 'nie pamiętam, że chodziło mi o wiśniowe'), więc 'postanawia' zmienić pierwszą decyzję i wrzucać tylko te największe, akurat najwięcej największych ma kolor wiśniowy, czyli wydaje się, że jest OK. Ale to i tak oznacza, że ta część pamięci wymaga rehabilitacji, czyli trzeba wiele razy (jeśli to jeszcze możliwe, to dosłownie do skutku) powtarzać takie właśnie ćwiczenie. Na pewno można je wykonywać w dwie osoby. Także można sobie pomóc zapisując postanowienie, ale to jest na większe problemy z pamięcią, więc jeśli się tylko da, trzeba rezygnować z zapisywania.
  2. Jeśli lubimy kuchnię i mamy czas gotować różne potrawy, co jakiś czas warto przed odruchem zagladania jak dana potrawa w danym garnku teraz wygląda, powtrzymać się i sprawdzić, czy pamiętamy co w nim w ogóle jest. Jeśli pamiętamy, jest OK, jeśli nie pamiętamy, staramy się pamiętać także o takim ćwiczeniu pamięci, czyli nie tylko kontrolnie, ale tak długo jak trzeba, staramy się przypomnieć sobie co jest w garnkach pod pokrywkami, a potem dopiero zaglądamy.

13 sierpnia 2019 r.

Ćwiczenie pamięci powinno wejść w nawyk, ponieważ warto z tego nie rezygnować już wcale, jeśli się zacznie. Jeśli zapominamy dni tygodnia w taki sposób, że odczuwamy lęk związany z chwilową dezorientacją, warto się wziąć za ćwiczenie pamięci. Niektóre sposoby są znane i oczywiste: nauka języków, pisanie tekstów, rozmowy w serdecznym gronie przyjaciół, dobre odżywianie. Ale da się do tego dorzucić jeszcze kilka ćwiczeń (lub podpowiedzi), które w moim przypadku okazały się bezcenne (rehabilituję moją pamięć od 2008 roku):

  1. Samotne spacery w dużym i nieznanym mieście z mapą na orientację (oczywiście trzeba uwzględnić aktualną kondycję fizyczną, pogodę i przewidywany czas wędrówki, dostosowany do konkretnego, podejmującego się ćwiczeń, człowieka).
  2. Przeprowadzka, a najlepiej dwie na przestrzeni 2–3 lat.
  3. Koperek (świeży) w codziennej lub prawie codziennej diecie.
  4. Pisanie kodów programistycznych w podstawowym nawet zakresie.
  5. Parkowanie auta przed hipermarketami w różnych miejscach.
  6. Stawianie w domu, na trasie chodzenia nawykowego, miski z wodą (w takim miejscu, żeby w razie potknięcia było się czego złapać).
  7. Dla katolików: osobista modlitwa różańcowa półgłosem z własnym, za każdym razem na nowo „odnajdywanym” rozważaniem przed każdą tajemnicą.
  8. Akceptacja tego problemu i mówienie o nim, jeśli się sypie jakaś rozmowa, zwłaszcza w rozmowach z osobami młodymi, ponieważ młodzi w ogóle nie rozumieją tego, że człowiek się starzeje inaczej jeszcze, niż tylko przez nabywanie zmarszczek, więc tak naprawdę trzeba ich przyuczać do zauważania tej dysfunkcji. Inaczej ranią niemiłosiernie mówiąc, że to nieprawda!
  9. Nie bać się powtórzeń własnych w rozmowie, nie bać się poprosić o powtórzenie oraz nauczyć się wyjaśniać czemu te powtórzenia służą mówiąc np. „Dla mnie to bardzo dużo nowych informacji, potrzebuję więcej czasu, żeby je przyswoić. Mam małe kłopoty z pamięcią, z tą właśnie, dzięki, której zapamiętuje się na bieżąco treść cudzej wypowiedzi, a chodzi przecież o projekt mojej nowej kuchni. Czy może mi to pan/pani jeszcze raz wszystko, co ma się złożyć na moją nową kuchnię, powtórzyć?”
  10. Własne kłopoty z pamięcią oceniać w relacji nie do ogólnej kondycji pamięci ludzi w danym czasie, ale w relacji do rzeczywistych własnych możliwości.
  11. Obowiązkowo znajdować dla siebie argumenty do cieszenia się teraźniejszością i planami na przyszłość (w każdym wieku!), a blokować wspominanie, jeśli się go robi tyle, że wspomnienia okazują się bardziej zajmujące, niż naturalny bieg aktualnych spraw i wydarzeń (nie mam na myśli tzw. bycia w tu i teraz, które w zbyt dużych dawkach też jest niebezpieczne [najmniej niebezpieczne jest bycie w drodze]).
  12. Mieć dobrą orientację w sposobach własnego reagowania na różnego typu informacje lub sytuacje urazotwórcze: czy reakcją jest raczej zapominanie sobie prawie wszystkiego, czy raczej przypominanie sobie prawie wszystkiego, i w zależności od tego co się dzieje, pamiętać o tym, żeby potem się „pozbierać” we właściwym kierunku.
  13. Dyskretnie pomagać sobie własną emocjonalnością, czyli brać ją pod uwagę przy podejmowaniu różnego typu decyzji, np. nie lekceważyć tego, że czegoś się nie lubi, lub właśnie się lubi. Nie robić sobie zbyt skomplikowanych ćwiczeń duchowych polegających – przykładowo – na wybieraniu dla siebie lodów, w których jedna część składników jest przysmakiem, a druga z jakiegoś tam powodu w sam raz na umartwienie. W kontekście rehabilitacji pamięci lepiej, żeby cała porcja lodów była albo niedobra, albo dobra.
  14. Dla katolików: oddychanie rokiem liturgicznym.