Argumenty pro-vie

Matka Boża z Panem Jezusem na kuli ziemskiej, zdjęcie rzeźby na fasadzie jednej z kamienic w Krakowie (fot. RK)

Róże dla Matki Bożej (fot. RK)

4 sierpnia 2020 r.: Udało mi się narysować jak wyglądają szkody, którymi skutkuje metoda in vitro. Można te dwa rysunki zobaczyć w mojej szkole pro-vie: przeciw in vitro I oraz przeciw in vitro II. Trzeba zobaczyć oba rysunki, że zrozumieć zarówno te szkody, jak i mechanizm ich działania.

2 maja 2020 r.: Wciąż myślę, że da się wyjąć tematykę pro-life (na stałe) z polityki i uznać ją (w całości) za nienaruszalną, czyli że da się uznać coś co określiłam (intuicyjnie) jako światopogląd pro-life za fundament, który w oczywisty sposób wynika z faktu chrztu Polski; z faktu chrztu także innych państw, które przyjęły chrześcijaństwo.

Jeśli Jezus Chrystus mówi o Sobie, że jest „drogą, prawdą i życiem” oraz jeśli utożsamia się z najbiedniejszymi (i to w różnych sposobach rozumienia biedy), targanie się na ludzkie życie nienarodzone nie tylko „zapewnia” tym, którzy to robią moralny regres do czasów z początku historii rozumnej ludzkości (zabójstwo Abla przez Kaina opisują pierwsze karty Pisma Świętego), ale też stawia ich na jednej linii z wrogami chrześcijaństwa, czyli czyni ich (w najłagodniejszym wypadku) podatnymi na autodestrukcję, której „jakimś cudem się opierają”. Ale tę przeogromną tragedię najprawdopodobniej szczęśliwie (i trwale) blokuje decyzja na tak dla każdego ludzkiego życia (podejmowana najpierw we własnym sumieniu, a jeszcze dodatkowo na swój własny temat), co przekłada się na wyraźne i łatwe do zauważenia znaki widzialne w naszych różnych codziennościach: Jakaś kobieta świetnie gotuje, ale nie siada do stołu do wspólnego, przygotowanego przez nią osobiście, bardzo dobrego posiłku, ponieważ „nie wiadomo czemu”, wie „na pewno”, że nie czuje się dość godna takiego „zaszczytu”, ale może zacząć od tego dołączania do wspólnych, przyrządzonych przez siebie, bardzo dobrych posiłków, żeby za jakiś czas odnaleźć nową porcję sił na nawrócenie w sprawach pro-life (mam na myśli grzechy zaniedbania). Wszyscy chrześcijanie są pro-life, ale z powodu różnego typu życiowych przeciwności, a często też właśnie zaniedbań, nie wszyscy o tym pamiętają. Kto nie pamięta, ale gdyby pamiętał, robiłby wiele dobra w sprawach przezwyciężania grzechów przeciw ludzkiemu życiu, często robi się społecznie, towarzysko lub rodzinnie wycofany. Włącza się, nie wiadomo skąd, ale właśnie już wiadomo dlaczego, jakiś niebezpieczny i ukryty mechanizm samowykluczania. Na pewno można siebie przed tym ochronić: Robiąc dosłownie i ze względu na siebie cokolwiek w zakresach pro-life, dla życia ludzkiego na tak. Kto jest praktykującym katolikiem, może nawet tylko tyle robić, żeby z tego był po jakimś czasie faktyczny pozytywny skutek: jedno Zdrowaś Mario... dziennie w tej intencji.

Zachęcam serdecznie do spojrzenia na tekst i obraz argumentu 107, a także na tekst argumentu 3(110).

25 marca 2020 r.: Choć nadal uważam tematy pro-life za jedne z najtrudniejszych tematów, z jakimi człowiek się mierzy, teraz, w czasie walki z koronawirusem, zachęcam do czytania nawet wszystkich moich argumentów pro-life, ponieważ tym razem mogą się one okazać duchowym wsparciem dla osób, którym zależy na poukładaniu takich właśnie spraw i to w jak najlepszy sposób: kto czyta argumenty pro-life, ma większą szansę utwierdzić się w przekonaniu, że to jest bardzo poważny temat i trzeba go sobie w sumieniu na stałe dobrze poukładać.

Wyjaśnienie: Argumenty pro-life (I) napisałam mniej więcej w 2019 roku, ale jeśli tylko czuję się na siłach i mam na to odrobinę czasu, staram się do tego co już napisałam wracać i czytam te moje argumenty od nowa, pojawiają się więc korekty i uzupełnienia.

Ustawa o petycjach z 2014 roku, która otrzymała tekst jednolity w 2018 roku pozwala, a nawet zachęca do zwracania się osobiście i bezpośrednio z prośbą w jakiejś sprawie, co jest zresztą zgodne z naszą konstytucją (Art. 63 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej). Proszę się nie bać tej ustawy, ponieważ ma tylko dwie strony i jest napisana dość prostym językiem. Poniżej przedstawiam moje argumenty pro-vie (pro-life, pro-vita, dla życia na tak). Wyrażam zgodę na korzystanie z nich w celach pisania własnej petycji (lub własnych petycji) o wprowadzenie w Polsce prawnej ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Wyrażam też zgodę na skorzystanie z moich argumentów do starania się o taką zmianę także w innych państwach Unii Europejskiej i dalej, jeśli istnieje w nich możliwość prawna wysłania petycji do władz, a nie ma ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Proszę jednak, aby w przypisach podać, że jakaś myśl jest moim argumentem i skąd ten argument został wzięty (jeśli z tego bloga, to że z tego bloga), chyba że coś jest też własnym kogoś argumentem (np. coś się powtarza lub jakiś argument się zasymilował [oczywiście z poszanowaniem tego co w prawie autorskim niezbywalne]). Raczej zachęcam do własnej argumentacji. Ponadto uprzejmie informuję, że wysłałam już dwie petycje w tej sprawie pocztą tradycyjną i listem poleconym oraz jedną przez Internet. Dodam, że osobiście uważam, że ten temat trzeba uporządkować natychmiast (wyjaśnienie z dn. 2 marca 2019 roku: całą tę podstronę napisałam w 2019 roku, RK). To jest warunek godziwej pomyślności. Tylko godziwa pomyślność pozwala domniemywać, że na pewno nie ma jeszcze końca świata i piekła (na ziemi właśnie), czyli sytuacji, która może zaistnieć, jeśli wyczerpie się na świecie godziwość (godziwość jest surowcem odnawialnym dotąd, dopóki istnieje, a potem jest jak mamuty), czyli gdy wszyscy w pełni świadomi czynu aborcji, w pełni wolności okażą się nie pro-life. Godziwość może się skończyć nie tylko przez znikczemnienie osobiste, ale – i to jest jeszcze większe rzeczywiste niebezpieczeństwo – przez zabór tego co w osobie ludzkiej jest przynależne tylko jej, ponieważ określa specyficznie jej godność, np. jeśli jacyś ludzie przekażą funkcje myślenia jakimś tworom w typie sztucznej inteligencji, a sami, np. z powodu lenistwa, nie tylko przestaną używać własnego rozumu, nie tylko stracą własną zdolność myślenia, ale też pociągną w tym kierunku niewinne ofiary, które słabo wykształcone, uwierzą np. w jakieś brednie o jakimś cudownym środku na jakieś przebrzydłe schorzenia, czyniąc siebie podatnymi na przepodłe kontrole umysłu, np. hipnozę, a w tym już nie ma godziwości, ponieważ brakuje naturalnej pracy własnych umysłów konkretnych ludzi, tych poszkodowanych właśnie, zarządzanych tym, co już nie jest ludzkim umysłem (z perspektywy duchowej widzę to fatalnie: to jest szczyt nienawrócenia, który jest owocem grzechu przeciw Duchowi Świętemu, czyli przeciw miłości, a to znaczy, że nawet przeciw bezinteresowanej serdeczności, czyli grzechem przeciw I przykazaniu miłości, które nakazuje nam kochać Boga „z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich sił swoich”, ponieważ nie ma jak kochać Boga w nakazany przykazaniem sposób, jeśli uszkadza się czy nawet amputuje to co akurat udrożnia tę miłość). Umysły więc przy tego typu poważnym problemie okazują się poddane, na dodatek już nie człowiekowi, ale jakiejś sztucznej inteligencji, która nie ma cech specyficznie ludzkich, a tylko łudząco podobne, generując z otrzymywanych danych wrażenie bycia jak człowiek, i to na dodatek jakby najlepszy, bo przecież wszystko wzięte do wyliczeń, ale ten rzekomo najlepszy okazuje się... zagrożeniem monizmem, czyli – mówiąc innym językiem – paletą malarza w czasie jej (palety) czyszczenia, i to w chwili gdy wszystkie kolory tworzą na moment jedną jakby zieloną szarość (jakby prawie nawet zieleń chromową [wyjaśnienie z dn. 2 marca 2020 roku: już na studiach na ASP zauważyłam, że jeśli się czyści paletę po malowaniu obrazów, zazwyczaj wychodzi ze zmieszania na palecie pozostałości kolor jakiś szarozielony, RK]), a jeśli wszystko jest jednakowe, nie ma miejsca dla miłości, ani nawet dla śmieci, bo wszystko robi się identyczne, a miłość żyje w warunkach bioróżnorodności. I to też jest koniec godziwości. Potrzeba więc ludzi pro-life.

RK

11 września 2019

Profilaktyczny argument początkowy musi tu być taki: człowiek jest wartością nie do przecenienia każdy i to na każdym odcinku jego życia. Nie może dojść do wniosku, że jeśli nie ma pełnych praw do życia człowiek zaraz po poczęciu, to tym bardziej człowiek, który już coś przeżył, albo że to, że w jakimś państwie nie ma ustawy pro-life, jest tak tragiczne, że wpędza w rujnującą człowieka rozpacz. Wydawało mi się, że to jest oczywiste, ale może faktycznie nie jest takie oczywiste dla wszystkich. Trzeba zatem mieć włączoną na ten temat na stałe czujność. Kogo atakuje jakakolwiek autodestrukcja, musi pamiętać, że znalazł się nad przepaścią. Tak długo, jak tej autodestrukcji nie pokona, musi ratować siebie. Nie ma w tym ani odrobiny egoizmu. Mówienie, że dbanie o siebie jest samolubstwem i egoizmem w tych sytuacjach jest dodatkowym atakiem na osobę atakowaną duchem autodestrukcji. Trzeba też na stałe pamiętać, że nie wpędza w rozpacz to co z niej wyciąga, bo to jest niemożliwe. Rozpaczą jest właśnie nic nie robić w temacie pro-life, jeśli człowiek ma na to siły (duchowe, psychiczne) i inne potrzebne możliwości (jako taką umysłową sprawność). Przy tej skali tej tragedii ludzkości, w perspektywnie pro-life ludzi można określić jako: albo ludzi pro-life w modlitwie, albo ludzi pro-life w działaniu, albo ludzi pro-life na jakiegoś rodzaju rehabilitacji, albo na ludzi w rozpaczy na ten temat (Uwaga! Rozpacz jest grzechem przeciw Duchowi Świętemu!), albo ludzi, którzy nic nie wiedzą o tych sprawach, albo ludzi, którzy nic z tego nie rozumieją, albo ludzi w ekskomunice. Warto pamiętać, że Pan nasz, Jezus Chrystus, bardzo wspiera osoby pro-life, więc człowiek, który się nawraca w ten sposób, że zabiera się za tematy pro-life, ponieważ chce być następnym ratownikiem ludzkiego życia na całym jego odcinku, czyli od poczęcia do naturalnej śmierci, może oczekiwać pomocy Bożej. Ta pomoc jest cicha i pokorna, wiadomo. Może polegać nawet „tylko” na tym, że dusza pro-life ma siłę mówić o tym, że też jest pro-life i tym sposobem wspierać innych ludzi pro-life, żeby przypadkiem nie zaatakowała ich rozpacz, a dotąd nie miała na to sił, ponieważ choć była pro-life, zapomniała o tym.

7 września (1-sza sobota miesiąca) oraz 10–30 września i 2–14 października 2019

  1. Polska jest państwem ochrzczonym, a przez to katolickim, nie tylko prywatnie w sercach poszczególnych katolików, ale także w jej oficjalnym, obowiązującym nas od X w. po n. Chr., światopoglądzie;
  2. Chrzest Polski przyjęty przez Jej Władcę w czasach, gdy władca był właścicielem także ludności i sam oznaczał całe państwo sprawił inną sytuację duchową (duchowość rozumiem – mówiąc najkrócej – jako ludzką [chyba trzeba dodać jeszcze wyjaśnienie, że ludzką w człowieku] funkcję woli i rozumu. Odróżniam życie duchowe od duchowości [życie duchowe to w przypadku osób ochrzczonych życie w łasce uświęcającej, a w przypadku osób w innej sytuacji wiary, życie szczerze i dobrowolnie zorientowane na autentyczne dobro i prawdę, natomiast duchowość uwzględnia także sytuację człowieka w stanie grzechu śmiertelnego]) w Polsce, niż byłaby, gdyby Polska nie była państwem ochrzczonym, w którym nawet i 100% obywateli byłoby katolikami. W tym sensie uważam, że decyzją Mieszka I jesteśmy zobowiązani na zawsze do oficjalnej wierności światopoglądowi katolickiemu (rozróżniam sytuację państwa wyznaniowego od państwa, które jest świeckie w następujący sposób: za państwo wyznaniowe uważam to, w którym do władzy może dojść osoba duchowna, czyli w naszych realiach np. biskup, który mógłby być wtedy nawet prezydentem, natomiast za państwo świeckie uważam państwo, które wybiera i przyjmuje dla siebie jakiś określony światopogląd [jeśli przez chrzest państwa, to na zawsze, jeśli w każdy inny sposób, to z możliwością zmiany], ale osoby duchowne i osoby życia konsekrowanego, nie mogą ani kandydować, ani spełniać urzędu władzy państwowej czy samorządowej), którą tak naprawdę wyznacza po prostu Dekalog, jeśli tylko jesteśmy wolni, a nie zniewoleni;
  3. Światopogląd ten, przyjęty przez chrzest państwa, oznacza nie tylko niezbywalne prawo i obowiązek do umieszczania w sferze życia publicznego znaku krzyża Chrystusowego, ale też prawo i obowiązek prawnej ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci;
  4. Ta katolicka idea wspaniałomyślności człowieka wobec człowieka na każdym odcinku jego życia stawia nas na szczycie osiągnięć światopoglądowych ludzkości i to zdobywanych w sposób godziwy, czyli podmiotowy, czyli z poszanowaniem nie tylko tego co w człowieku szlachetne, ale też z poszanowaniem ludzkich wad, słabości, prawa do poprawy i różnego typu innych ułomności, także błędów w decyzjach, przez co tym bardziej zobowiązuje i domaga się poszanowania. Warto też pamiętać, że wspaniale współgra z innymi, i to nawet bardzo odległymi od naszej, kulturami, np. dziedzictwo kultury azjatyckiej wskazuje na człowieka jako „koronę stworzeń”, czyli najlepszy byt, co jest intuicją bardzo bliską myśleniu chrześcijańskiemu, choć niezwykle trudną do dookreślenia w jej światopoglądowych granicach, ponieważ trzeba – że tak powiem – dorozumieć pojęcie bytu (my, w naszej kulturze, mamy na myśli człowieka jako stworzenie, a światopogląd wzięty z kultury azjatyckiej ma na myśli byt ludzki rozumiany panteistycznie, czyli to na pewno nie jest chrześcijańskie podejście, a nawet przeciwne myśli chrześcijańskiej [w chrześcijaństwie na pewno nie ma panteizmu], na dodatek dla nas może być szkodliwe, może grozić rozpadem osobowości: widzieć Boga we wszystkich rzeczach a najbardziej w sobie, jest bałwochwalstwem i nieszczęściem, bo wtedy z powodów religijnych nic się nie da wyrzucić, a wymiar świątyń zyskują… spalarnie);
  5. Uznać prawnie fakt poczęcia za początek życia ludzkiego jest na pewno wielkoduszne, a wielkoduszność jest na pewno dobra. Dobrze koresponduje z radą wybitnie katolicką, żeby zło dobrem zwyciężać (rozróżniam moment zapłodnienia od momentu poczęcia: za zapłodnienie uważam moment wniknięcia plemnika do komórki jajowej przed „fuzją”, czyli moment, w którym „pozostaje sobą” zarówno komórka jajowa, jak i plemnik [choć plemnik traci witkę], natomiast za poczęcie uważam moment zmieszania obu komórek, przez które powstaje zupełnie nowa jakość [już nie ma dwóch łatwo odróżnialnych komórek], czyli autentycznie nowe życie ludzkie);
  6. Uznać prawnie fakt poczęcia za początek życia ludzkiego jest też na pewno bezinteresownie serdeczne: lubić człowieka, to nie tylko go nie unicestwiać, ale go potwierdzać (afirmować) i to na każdym etapie jego życia (odruch męża pogłaskania brzucha szczęśliwej mamy [czasem nawet zaraz po tym, jak się żona przyzna, że zaszła w ciążę] jest może pierwszym odruchem instynktu ojca miłości do jego dziecka, czyli afirmacją [potwierdzeniem] nowego człowieka);
  7. Polska jest aktualnie w korzystnej sytuacji, jeśli chodzi o spodziewane społeczne poparcie dla takiej zmiany. Tygodnik rodzin katolickich „Źródło” podał niedawno statystyki dotyczące aborcji: dwa lata z kolei (2017 i 2018) w województwie podkarpackim nie wykonano ani jednej aborcji. W kilku województwach doszło do ok. 100 aborcji. W Warszawie najgorzej, ale nie ponad 300. To się na pewno da teraz opanować!, ponieważ to na pewno nie jest „pandemia”;
  8. Trzy przypadki aktualnie możliwej państwowej zgody prawnej na zabójstwo poczętego ludzkiego życia są łatwe do odrzucenia: a. ciąża po gwałcie – targnięcie się na życie dziecka poczętego na skutek gwałtu wygląda na chorobę psychiczną, na jakiś rodzaj schizofrenii (być może przemijającej, bo związanej tylko z reakcją psychiki po gwałcie), w której słuszny gniew jest skierowany odwrotnie i ma za dużą siłę, czyli nie na rzeczywiście winnego agresora, którego nawet wysoka kara nie pozbawi życia, ale na kompletnie niewinnego maleńkiego człowieka lub (inna przyczyna, niż choroba psychiczna) na uszkodzenie psychiki po gwałcie (na podobnej zasadzie jak czasem ktoś ma uszkodzony słuch po wybuchu, czy wzrok po zbyt dużej dawce światła). Jeśli to choroba, można ją próbować leczyć, jeśli uszkodzenie, można próbować je naprawiać (może psychika potrzebuje jakiejś protezy i będzie znów cała i zdrowa). Jaki sens ma zabójstwo nienarodzonego człowieka, jeśli tak naprawdę Bóg go chciał, bo przecież dał mu życie, a makabryczne były tylko warunki poczęcia. Dziecko, nawet odrzucone przez matkę, przecież znajdzie szczęśliwie rodzinę adopcyjną, a może nawet i tego nie trzeba będzie, jeśli poszkodowana ciężko matka znajdzie psychologiczne i społeczne wsparcie, bo zdrowa matka może nawet późno, więc po porodzie, odnaleźć w sobie wystarczająco silne uczucia macierzyńskie i może zechcieć swoje maleństwo jednak zatrzymać przy sobie i szczęśliwie wychować. Trzeba też powiedzieć o niedającej się wykluczyć w tym przypadku ukrytej praktyce eugenicznej ze względu na domniemywanie negatywnych cech psychicznych poczętego w gwałcie człowieka (genotyp od gwałciciela) ale ten powód, jeśli istnieje, po pierwsze byłby zabobonem (wiadomo, że psychikę ludzką we wczesnych fazach rozwojowych w większym stopniu kształtuje oparte na modelowaniu wychowanie, niż negatywne cechy charakteru, jeśliby je w ogóle tak poczęty człowiek odziedziczył), a po drugie praktyki eugeniczne są zabronione w państwach członkowskich Unii Europejskiej w Karcie Praw Podstawowych UE w I rozdziale (dotyczącym godności); b. ciąża z wadą – ludzie chorzy, podobnie jak ludzie bezdomni i ubodzy, są w społeczeństwie potrzebni, ponieważ pomagają rozwinąć lub zrealizować różne relacyjne potrzeby, np. potrzebę opiekowania się kimś (te potrzeby mogą być tak silne, że brak możliwości ich zaspokojenia może sprawiać jakieś zachowania patologiczne zastępcze: np. różnego gatunku zachowania nadopiekuńcze wobec dzieci lub wobec osób starszych czy z jakiegoś innego powodu słabszych, albo zniechęcanie osób bezdomnych do wychodzenia z bezdomności, jeśli bezdomni zupełnie znikają z przestrzeni publicznej, także sztuczne podtrzymywanie ludzi ubogich materialnie w ich ubóstwie, jeśli znikają z pola społecznego widzenia ludzie, którzy naprawdę chcą być materialnie ubodzy, bo lubią tak żyć). Także po to, żeby dawać świadectwo szczęśliwego życia nawet w chorobie i ogromnym cierpieniu, a przez to pomagać przezwyciężać lęki przed cierpieniem i chorobą, na które często cierpią ludzie zdrowi; (zachęcam do oglądnięcia w internecie filmu o Sandrze: https://www.deon.pl/pro-life/inspiracje/art,36,mam-na-imie-sandra-i-zapraszam-was-na-krotki-film-o-tym-co-przeszlam-wideo.html), nie mówiąc już o oczywistych dowodach na sytuacje czasem nawet wybitnej sprawności umysłowej osób zmagających się z bardzo ciężkimi chorobami ciała; c. ciąża z zagrożeniem życia dla matki – ta sytuacja też jest rozwiązywalna: potrzeba tylko ustawić jasno i bez wątpienia sprawę równej wagi życia obojga, a przez to zdjąć z kobiety, jej lekarza i jej najbliższych ciężar sumienia nie do uniesienia, bo związany z wyborem życia tylko dla jednego człowieka z dwojga zainteresowanych. Podczas gdy i matka, i dziecko chcą żyć i mają równe prawo do ratowania ich życia w chwili zagrożenia. Przyszła mi też na myśl koncepcja do zaproponowania obowiązkowego poradnictwa dla kobiety w czasie ciąży u dwóch lekarzy: u ginekologa-położnika (to oczywiste) oraz u prenatalnego pediatry (lekarza, który będzie pierwszym i od razu „samodzielnym” lekarzem poczętego nienarodzonego dziecka);
  9. Prawne w prawie państwowym zgody na zabójstwo nienarodzonego człowieka chyba angażują pieniądze podatników, a to najprawdopodobniej ma wpływ na bieżąco, lub może mieć wpływ w przyszłości, na zwiększoną ilość zachorowań na ciężką, nawet wymagającą hospitalizacji, depresję i na podobnie ciężkie choroby pamięci (to moje hipotezy, RK). Poza tym istnieje ryzyko komercjalizacji farmakologii psychiatrycznej przy zachowaniu prawa do zabójstwa nienarodzonych choćby w jednym przypadku. Może też to prawo sprzyjać tzw. szarej strefie (ze względu na sprzeciwy sumień) właśnie w zakresie podatkowym. Ludzie, przynajmniej od czasu do czasu, zastanawiają się co finansują płacąc podatki. Pewnie da się to przeliczyć co się bardziej opłaca ekonomicznie, ale dobrze jest spojrzeć na te zjawiska także z perspektywy humanitarnej. Kodeks drogowy zobowiązuje kierowców do udzielenia pomocy ofiarom wypadków. Na pewno jako państwo zorientowane na miłosierdzie (co wynika z historycznego faktu chrztu), czyli na zapobieganie złu lub przynajmniej na jego skuteczne zmniejszanie, możemy na ludzi nienarodzonych patrzeć także w perspektywie ratowania ich życia z jakiś wypadków, np. od okrutnej przemocy społecznej, która niszczy kobietę w tzw. niechcianej ciąży, a przez to doprowadza ją do rozpaczy, co stanowi przykład bezpośredniego zagrożenia dla życia jej dziecka. Gdyby taka kobieta miała możliwość zgłoszenia się wtedy do prenatalnego pediatry, być może mogłaby wtedy otrzymać skierowanie na przebywanie do końca ciąży w warunkach bez przemocy psychicznej właśnie ze względu na zagrożenie życia jej dziecka (mocno zestresowana kobieta w ciąży wiadomo, że ma bardzo wysokie ryzyko poronienia);
  10. Jeśli śpiewamy w jednej z naszych przepięknych pieśni Kościelnych „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”, to nie wiem czy sytuacja prawna w przepisach prawa państwowego dopuszczająca choćby jeden przypadek aborcji, nie czyni państwa z takim prawem, jeśli jest to państwo ochrzczone, ekskomunikowanym za aborcję (dopóki śpiewaliśmy inaczej, nasza sytuacja w tym względzie była inna). Nie wiem tego, jednak bardzo serio się nad tym zastanawiam. Jeśli tak się z nami stało, to stało się tak też z innymi państwami, które przyjęły kiedyś przed wiekami chrzest, ale mają w swoich przepisach dopuszczone prawo do aborcji, jeśli nie są zniewolone. Warto to przynajmniej sprawdzić (dopisek z dn. 2 marca 2020 roku: można przecież poprosić Jego Świątobliwość Ojca Świętego Franciszka o pouczenie w tym zakresie), a potem pomóc także innym państwom ochrzczonym przed wiekami w podjęciu podobnej prawnej decyzji na tak dla całego ludzkiego życia. Toniemy w otchłaniach samotności rojąc sobie wrażenie świetnych relacji, ale tak naprawdę dzieje się coś innego, co jest dla nas na pewno niedobre, co uwidacznia się np. w tym, że nie zapraszamy do naszej Ojczyzny Ojca Świętego, a już powinniśmy (3 lata już minęły) lub jeśli zapraszamy, to może nie przyjmuje naszych zaproszeń. Ta sytuacja braku zgody na każde życie ludzkie na każdym jego etapie wydaje mi się więc krytycznie niebezpieczna egzystencjalnie. Możliwe, że właśnie to uszkadza i to podstępnie, przez np. jakieś mody na inne światopoglądy, naturalne i zdrowe nasze ludzkie relacje, także naturalne i zdrowe nasze ludzkie uczucia i emocje, i to we wszystkich skalach życia społecznego. Przecież nie da się wykluczyć, że może przyczyniać się nawet do samobójstw, które może po jakimś czasie prawa pro-vie dla życia ludzkiego i dla godności każdego człowieka, okażą się tak naprawdę okultystycznymi morderstwami, czego – dopóki istnieje prawo aborcyjne – w ogóle nie mamy możliwości rozeznawać, czyli nic się nie da o tym powiedzieć, bo do tego, żeby się to dało powiedzieć, najpierw trzeba coś wydobyć z „czarnej dziury” nihilizmu;
  11. Decyzja o prawnej ochronie życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci ma wymiar nie tylko humanitarny i psychologiczny, ale także obronny, co jest dość istotne teraz, właśnie w naszych czasach, który jest czasem holokaustu chrześcijan na niespotykaną dotąd skalę, ponieważ może takie prawo – oprócz tego, że uratuje bezinteresownie wiele ludzkich istnień – uzdrowić naszą naturalną intuicję (którą dysponujemy w ramach instynktu samozachowawczego) do rozpoznawania niebezpieczeństw dla życia ludzi lub zdrowia ludzi w tym co teraz wydaje się nam chorobami cywilizacyjnymi, a które być może namnażają np. jakieś sekty o charakterze destrukcyjnym. Coś może być w przestrzeni naszych umysłowych naturalnych sprawności niszczone jakąś rzekomo rewelacyjną nowinką, która kiedyś, jeśli oczywiście szczęśliwie przeżyjemy, może się okazać umysłowym azbestem;
  12. Chodzi mi też o to, że Pan Bóg, w którego przecież wierzymy (ja również jestem człowiekiem ochrzczonym w niemowlęctwie i praktykującym katolikiem) rzeczywiście nagradza dobro ludzkie, ponieważ czynnie nam pomaga, a wie, bo nie może nie wiedzieć, że jest teraz nam, ludziom, bardzo ciężko, więc na pewno można się spodziewać jakiegoś dobra za decyzje o prawnej na poziomie państwowym ochronie ludzkiego życia bez względu na wiek człowieka, czy stadium jego rozwoju;
  13. Warto zauważyć, że sprawa ratowania nienarodzonego życia ludzkiego to sprawa elementarna z poziomu problemów ogólnoludzkich. Chrześcijańskie miłosierdzie mieści się w przestrzeni, która ten problem ma już dobrze uporządkowany. W uczynkach miłosiernych co do ciała nie ma uczynku 8. Zagrożonych śmiercią ratować. Przypuszczam, że dlatego nie ma, że to dla osób ochrzczonych musi być oczywiste. Dlatego najprawdopodobniej do czynu aborcji, który dotyczy nas, katolików (pojęcie aborcji być może jest pojęciem religijnym, katolickim, ponieważ pojęcie to jest związane z karą ekskomuniki, która wynika z prawa Kościelnego Kościoła Rzymskokatolickiego) dołączona jest ekskomunika tzw. latae sententiae, którą się zaciąga mocą samego czynu, czyli nie dopiero na skutek nieposłuchania upomnienia czy pouczenia, ale na skutek samego czynu lub współudziału w czynie zabójstwa dokonanego na nienarodzonym człowieku;
  14. Ochrona życia ludzkiego nienarodzonego przez przyjęcie jako udowodniony (człowiek jest człowiekiem od poczęcia, ponieważ ma możność bycia człowiekiem, a usunięcie nawet zygoty ludzkiej sprawia unicestwienie całego człowieka: nie tylko jego ciała, ale też jego historii i jego życiowego dorobku, choćby tym dorobkiem miał być tylko jego krzyk zaraz po urodzeniu, albo wcześniej: kopanie nóżkami w brzuch mamy) faktu, że człowiek jest człowiekiem od poczęcia, a nie od jakiegoś innego momentu ciąży, jest równocześnie ochroną ludzkiej godności. Mój dowód na to, że człowiek jest człowiekiem od chwili poczęcia jest taki: sadzonka róży gatunku, który charakteryzuje się tym, że wydaje tylko jeden kwiat, a kwiat ten jest zawsze piękny i odrobinę inny każdy od każdego, może posłużyć jako daleka metafora do wyjaśnienia życia ludzkiego w jego bardzo wczesnej fazie, czyli w fazie zaraz po poczęciu. Jeśli doszło do poczęcia ludzkiego życia, środki, które niszczą poczęte życie ludzkie, czyli np. nie dopuszczają do zagnieżdżenia zarodka, wyrywają i niszczą już całą „różę”, choć zanim jeszcze wytworzy zawiązek kwiatu. Jeśli więc w ogóle już powstała taka sadzonka róży (poczęło się nowe życie ludzkie), nie ma znaczenia czy ona ma pąk (wykształconą główkę, rączki, nóżki), z którego będzie kwiat (urodzony nowy człowiek), ponieważ zniszczenie nawet zarodka = zniszczenie kwiatu, gdyż na pewno go nie będzie!, a to może oznaczać nawet ukryte psychomanipulacją (tabletkę po w ulotce opisującej ten środek wczesnozabójczy określa się lekiem!) ludobójstwo. Dodatkowo można się wspomóc w rozumieniu tego wyjaśnieniem filozoficznego pojęcia możności (Arystoteles): możność nie jest może tylko możliwością, ale faktem, który jeśli nic go wcześniej nie zniszczy, okaże się i tak, oraz wspaniałomyślnością, czyli bezinteresowną serdecznością: jest wspaniałomyślne pomyśleć o poczętym życiu ludzkim, że to człowiek (ten, kto lubi ludzi nie powinien mieć z tym problemu);
  15. Argumentu o możliwości dokonywania na nas, ludziach, przez środki w typie tabletki po, ale też przez hormonalne środki antykoncepcyjne, które nie działają w ten sposób, jak to jest o nich przedstawiane, czyli przez niedopuszczenie do zapłodnienia, ale właśnie podobnie jak tabletki po, okultystycznego na pandemiczną skalę, mordu nie da się łatwo odrzucić. Okazuje się to przypuszczenie możliwą rzeczywistością, jeśli się podejdzie do jego rozeznawania rozpoznawaniem psychomanipulacji jako czegoś na podobieństwo łamigłówki, np. czego nie ma, a co jest: nie ma krwi, nie ma ludzi, nie ma łez, co więc jest? Nawet wyszedł z tego wiersz pro-life. Proszę bardzo, mój nowy wiersz (powstał nagle 2 marca 2020 roku; wiersz mówi o tym, że aborcje są pogardą nie tylko wobec życia, ale też wobec jego Stwórcy, czyli NA PEWNO wymagają nawrócenia):
    				nie ma krwi
    				nie ma ludzi
    				nie ma łez
    				co jest
  16. Jeśli mam rację w argumencie powyżej, porzucenie hormonalnych środków antykoncepcyjnych może się okazać niemożliwe bez modlitwy, i to modlitwy różańcowej. Wiem na pewno, że jeszcze przed II wojną światową w Polsce normą były rodziny wielodzietne: od 3 do 11 dzieci nawet. Kobiety często w ciąży czują się bardzo dobrze, a nawet lepiej, a rodzą łatwo! Nie potrzebują znieczulenia, bo nie boli poród aż tak bardzo. Czas ciąży to nie tylko nudności i nadwaga, ale często czas, w którym w naturalny sposób, niejako przy okazji, przepracowywane są różne problemy, np. głupie kompleksy, a wszystko to bezpłatnie!
  17. Prawo na tak dla życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci może, paradoksalnie, pomóc nam otworzyć się na przyjęcie jakiejś małej ilości uchodźców, czyli ludzi którzy proszą o uratowanie ich życia, a nie stanowią zagrożenia dla życia naszego;
  18. Szlachetni mężczyźni nie są w stanie sobie poradzić psychicznie z sytuacją, gdy kobieta nie jest pro-life. Tę tragedię muszą pomóc przezwyciężyć kobiety, które są pro-life, ponieważ naprawdę są silniejsze. Oni ROZPACZAJĄ!, ale fakt ten ukrywają, co czyni dosłownie katastrofę w relacjach i nakręca ciężkie nałogi. Zamykają się w sobie, więc przestają rozmawiać. Kobiety próbują to zmienić, ale nie znają/nie rozumieją przyczyny (wszyskie koleżanki biorą antykoncepcyjne środki hormonalne, a wszyscy ich mężowie chodzą z kolegami na wódkę, więc rozpaczy nie widać, widać tylko pewną normę społeczną), więc problem pozostaje nienazwany, ale za to dochodzi do kłótni, po kłótni mąż w ogóle przestaje się odzywać, więc żona popada w stres, ponieważ jej naturą jest rozmawiać i godzić się. Sprawa powtarza się wiele razy, nikt nie wie o co chodzi, mija kilka lat i rozwód gotowy. Ale to nie wszystko: w kolejnym związku to samo, bo nikt nie zna przyczyny tego co się dzieje w tego typu sytuacjach. Efekt natomiast jest finalnie ten: ona w końcu zapada na ciężkie, zagrażające jej życiu choroby, a on okazuje się ciężkim nałogowcem, który musi się leczyć. Porzucone psychicznie już w dzieciństwie dzieci, nie są w stanie ułożyć sobie szczęśliwie życia, ale nie wiedzą dlaczego. Fundują sobie psychoterapie, a na psychoterapii dowiadują się, że wszystkie ich nieszczęścia życiowe wzięły się od ich rodziców, więc wyzwoleni od wszelkich złudzeń porzucają ich i wyjeżdżają mieszkać wreszcie szczęśliwie gdzieś indziej, co jest jednak niemożliwe, ponieważ dalej przyczyna ich problemów pozostaje nierozpoznana, więc czyni sobie co chce w temacie egzystencjalnego spustoszenia, teraz także w ich życiu. Proszę spróbować mi w to uwierzyć i dodać do mojego pomagania następne pomagania. Tego musi być więcej!
  19. Dowód, że zajmujemy się nie tym co trzeba jest do zobaczenia natychmiast w internecie. Nowe tabu społeczne: wygląd różnych zdrowych kobiecych piersi, czy nawet samych sutków, w różnym wieku, żeby kobiety mogły szybko wyciszyć niepokój o swoje zdrowie, jeśli coś wydaje się, że jest nie tak, ale tak naprawdę jest wszystko w porządku. Dlaczego tego nie ma? Dopisek 2 marca 2020 roku: Pragnienie długiego życia w zdrowiu i szczęściu, a w związku z tym dbanie o siebie, jak najbardziej jest pro-life: Jeśli umiemy cieszyć się życiem, innych łatwiej zdołamy przekonać, że warto żyć, a jeśli ktoś się przekona osobiście, w związku z własnym istnieniem, że warto żyć, może łatwiej i/lub chętniej zechce przekonywać do tego także innych.
  20. Rozpacz męska młodszych pokoleń mężczyzn być może wygląda jeszcze inaczej: „Noszę te upiorne tatuaże, żono moja, która nie chcesz mieć ze mną teraz dziecka, żebyś poczuła choć przez chwilę to przerażenie, które ja czuję już od kilku lat, ale nie mogę ci o nim powiedzieć, bo tego się po prostu nie mówi, ponieważ myślę, że ty może te nasze dzieci zabijasz w swoim łonie, np. tabletką po, i nie mówisz mi wcale o tym, więc nie mogę cię powstrzymać. Dlaczego nie zachodzisz ze mną w ciążę przez przypadek?”
  21. Chciałabym też udostępnić plik pdf z moim pomysłem na dodatkowy przepis prawa podatkowego dla państw członkowskich UE, na czas, gdy nie da się w inny sposób zatrzymać aborcji, eutanazji itp., ale tu już nie mam teraz (dziś mamy dzień Boży 10 września 2019 r.) jasności w rozeznawaniu, tzn. nie wiem czy katolik może proponować takie prawo, które jednak w jakimś stopniu uwzględnia finansowanie tego, czego nie powinno być wcale. Może ktoś inny sobie, z doprecyzowaniem tego o co mi chodzi, poradzi: przepis o prawie podatkowego wyboru. W każdym razie chodzi mi w tym pomyśle o utworzenie przynajmniej korytarza humanitarnego dla osób pro-life bez względu na wyznawaną religię;
  22. Uważam ponadto, że oprócz tego co wiadomo (że życie ludzkie i godność ludzka powinny być chronione od poczęcia do naturalnej śmierci), nie wiadomo jeszcze dokładnie jakie złe owoce rodzi prawo zezwalające na choćby jeden przypadek przerywania ciąży. Przypuszczam, że owocami tymi są podatności osób poszkodowanych na psychomanipulację, w tym hipnozę, kontrolę umysłu, aż do pozbawienia naturalnych zdolności do określania granic własnego umysłu, czy własnych uczuć, co czyni właśnie poszkodowanych łatwym łupem dla psychoterapii, psychologii i psychiatrii komercyjnej;
  23. Przypuszczam, że prawo, które jest prawem obowiązującym w państwie wolnym, a nie zniewolonym, jak to było m. in. kiedyś z nami, jeśli nie chroni życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, sprawia głęboki społeczny regres (psychiczny, umysłowy, a nawet fizyczny), a to jest stratą nie do odrobienia w krótkim czasie, co – jeśli będzie się działo jeszcze dłużej – sprawi sytuację w ogóle nie do odrobienia, ponieważ regres umysłowy oznacza mniej dojrzałe interpretacje i światopoglądy, czyli nie tylko zabraknie za chwilę przekazu naszych dziadków, babć, czy rodziców, ale nie pomogą nawet książki, ponieważ zabraknie zdolności rozumienia ich treści zgodnie z autorskim zamierzeniem. Regres rozwojowy już mamy głęboki i prawie nie do odrobienia, ale to nie jest jeszcze beznadziejna sytuacja. On się przejawia tym, że za prawidłowy wiek buntu uznawany jest coraz częściej wiek dojrzewania, podczas gdy tak naprawdę jest to wiek 2-3 lat, a wiek dojrzewania jest czasem na trudne i bardzo trudne rozmowy, ale nie jest to wiek buntu, czyli jakiejś złości, wyznaczania własnych granic i jakiegoś głupiego odchodzenia, ponieważ młody człowiek już powinien mieć te sprawy poukładane, a w wieku dorastania dzieje się coś innego: młody człowiek uczy się rozpoznawać i kwalifikować afektywność (własną i cudzą), wciąż jest w wieku szkolnym, więc jest naturalnie i słusznie zainteresowany wiedzą, ale już nie buntem. Kto jednak został wtłoczony w ten parszywy regres, czyli ma psychikę 2-3 latka, ale nie wie o tym, na dodatek ma już dowód osobisty, czyli oddycha, jak mu się wydaje, wreszcie wolnością, musi mieć problemy z własną tożsamością płciową, a to już wiadomo czym zaowocowało. Biję więc na ALARM!
  24. Na pewno można być innego wyznania, niż chrześcijańskie, i również mieć światopogląd pro-life. Potrzebni są lekarze pro-life dosłownie w każdej specjalności medycznej (dopisek z 2 marca 2020 roku: prawdopododnie obniży to koszty leczenia, ponieważ pacjenci szybciej powinni dochodzić do zdrowia w relacjach z lekarzami pro-life). Potrzebne są szpitale pro-life (dopisek z 2 marca 2020 roku: potrzeba nawet takich tabliczek informacyjnych, jak są w związku z leczeniem bólu, ale od razu trzeba wychodzić z traumy na ten temat, więc właśnie nie można zrobić tabliczek „szpital bez aborcji”, ale trzeba grawerować „szpital pro-life”). Światopogląd pro-life jest światopoglądem dostępnym dla każdego człowieka, ponieważ dotyczy spraw ogólnoludzkich, dotyczy ratowania i ochrony życia i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Wymyśliłam dwa, najprostsze z możliwych, znaki dla światopoglądu pro-life: jasnoszare lub/i jasnobłękitne serce, dodatkowo na wszelki wypadek jeszcze z napisem pro-life (lub w innym języku), żeby nie było skojarzeń z innym znaczeniem. Można by nosić takie małe przypinki do ubrania lub dokładać do różnych rozwiązań graficznych takie serca z napisem pro-life (albo jasnoszare, albo jasnobłękitne, lub oba, jedno obok drugiego dla oznaczenia podmiotowej relacji);
  25. Wszystkie i to choćby najinteligentniejsze filozofie, w których silnie jest akcentowany tzw. ból istnienia, ludzka samotność i opuszczenie przez Boga, nie są pro-life (dopisek z 2 marca 2020 roku: tzn. niosą ogromne ryzyko rozpaczy); dopisek z 5 sierpnia 2020 roku: gdyby ktoś uznał, że potrzebuje jakiegoś intelektualnego wsparcia, ponieważ odnajduje siebie jako osobę poszkodowaną tego typu filozofią, może zajrzeć na nową stronę stanu kobiet konsekrowanych, na której już teraz jest coś niebywałego do przeczytania, a za jakiś czas może będzie tego więcej, co powinno właśnie pomóc w tego typu wysokim ryzyku depresji;
  26. My, katolicy, jesteśmy najbardziej powołani do promocji światopoglądu pro-life, ponieważ mamy łatwiejszy dostęp do większych ilości prawdy. To czyni nas odpowiedzialnymi przed ludźmi, którzy nie rozumieją w pełni tego problemu, ale żyją najszlachetniej jak tylko potrafią, co jednak owocuje błędami we wnioskowaniu, np. ktoś rozumie, że my mamy sakramenty, a dzięki modlitwie i sakramentom otrzymujemy czasem łaski wlane, więc ze szlachetnych przyczyn nie chce nam zagrozić w naszym światopoglądzie pro-life (błędnie wnioskuje, że mając taki sam światopogląd, nam go odbierze), więc chce się znów ze szlachetnych przyczyn odróżnić, co sprawia że szuka argumentów, które będą na pewno inne od naszych, ale myli się co do celu tych poszukiwań, bo nie rozpoznaje, że chodzi o inne argumenty pro-life, a nie o inne definiowanie początku ludzkiego istnienia, i nie radzi sobie np. z argumentacją przeciw tabletkom po. Zatrzymuje się więc na stopniach myślenia poniżej naszych ludzkich możliwości, bo z jakichś powodów nie może pójść dalej, ale jednak powinien sobie z tym wcześniej czy później poradzić i to na pewno bez konieczności zmiany religii, bo powinien trafić na nasze, katolickie, argumentowanie na ten temat i to powinno sprawić, że też będzie w 100% pro-life;
  27. Choć poczęte życie ludzkie jest odrębnym bytem, tyle że zależnym, naturalnie jest przeżywane przez mamy jako część siebie, więc wystarczy wkładka domaciczna, żeby kobieta była autodestrukcyjna, a ta nabyta wada, lub raczej fałszywa tożsamość, może przybrać formę utajoną, tłumioną lub wypieraną;
  28. Gdybym miała określić innymi słowami o co chodzi w światopoglądzie pro-life, powiedziałabym, że o bycie (czynnie i/lub biernie) na tak dla ratowania i ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci, czyli bycie czynnie i/lub biernie na nie dla wszelkich form ludobójstwa, czyli zarówno dla jawnego (związanego z działaniami wojennymi) jak i ukrytego (prenatalnego, czy eugenicznego). Uważam, że unicestwianie życia ludzkiego zaraz po poczęciu nie jest wymierzone przeciw dzieciom! Dzieckiem poczęty człowiek staje się później. Ma to jak najbardziej związek z uświadamianiem sobie przez osoby dorosłe faktu nowego życia ludzkiego w łonie matki, z budzeniem się instynktu i uczuć macierzyńskich i ojcowskich. To zatem nie są te same sprawy. Od kiedy najwcześniej poczęty człowiek staje się dzieckiem, nie wiem dokładnie, nawet nie wiem czy da się to określić. W każdym razie najpierw kobieta zostaje przyszłą mamą, która mówi, że będzie miała dzidziusia, ale to jest naprawdę inny temat. Jaki? To jest temat pro-baby! Do Okna Życia na pewno zanosi się już tylko dzidziusia;
  29. Mam też pewną hipotezę religijną, która jest hipotezą pro-life. Hipoteza ta brzmi tak: największą nadzieją ludzkości jest nadzieja na chrzest. Odkąd na świecie pojawiła się możliwość chrztu, ludzie nie zdając sobie z tego sprawy tak układają swoje życie, żeby ta nadzieja się może spełniła. Dlatego to jest hipoteza pro-life, że można do niej podejść w taki sposób: największą zbrodnią przeciw ludzkości jest ta, która pozbawia ludzi tej właśnie nadziei, a to dzieje się, jeśli pozbawia się życia człowieka zaraz po poczęciu, bo nie ma jak ochrzcić zygoty ludzkiej, oraz jeśli się mu zniewoli umysł w sposób, który uniemożliwi mu staranie się o chrzest. Trzeba to najpierw wypowiedzieć, żeby można się było przed tym bronić. Ta nadzieja dlatego jest największą, że niejako przekracza samego Stwórcę: człowiek ochrzczony, choć oddany Bogu, pozostaje wolny i nadal może wybierać, bo wolność jest istotą miłości zarówno w relacjach międzyludzkich, jak i w relacji między Bogiem a człowiekiem. Jednak nawet świadome i dobrowolne odejście jakiegoś człowieka od Boga nie zmienia faktu chrztu, jeśli miał ten fakt miejsce w życiu danego człowieka, a to na zawsze czyni go mniej podatnym na złość, a przez to łagodniejszym i chętniej dążącym do pokojowych rozwiązań jakiś konfliktów; dopisek z 5 sierpnia 2020 roku: wymyśliłam drabinę podstawowych potrzeb człowieka, na której można zastanowić się nad znaczeniem chrztu w ludzkim życiu;
  30. Ratować i ochraniać życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci trzeba także dlatego, że każde życie ludzkie otrzymujemy tylko raz i nic z niego nie wraca (a tylko zostaje coś po nim). Jeśli się już nie mieścimy w dziecięce ubranka, to się w nie już zawsze nie mieścimy. Idziemy więc, ale nie wracamy. Taka m. in. jest nasza godność. Pierwszym etapem drogi ludzkiego istnienia zaraz po poczęciu jest droga do macicy, czyli wygodnego miejsca w łonie kobiety. Inna jest sytuacja, jeśli poczęte ludzkie życie zaraz po poczęciu umiera w łonie matki z przyczyn naturalnych, czyli gdy dochodzi do poronienia, inna gdy ściga go jakiś zabójca, np. zabójca hormonalny. Możliwe, że poczęte ludzkie życie w jakimś mikroodruchu próbuje uciec i uratować się. Jeśli tak jest faktycznie, czego nie wolno sprawdzić w żaden sposób, bo byłoby to niegodziwe, ale o czym można pomyśleć, może to sprawiać jakieś zaburzenie na poziomie jeszcze głębszym, niż ludzkie atawizmy, czyli na poziomie ludzkiej tajemnicy, która, jeśli istnieje, jest nieodwołalnie niedostępna dla ludzi (zna ją tylko Pan Bóg), które to zaburzenie sprawia jakieś inne poważne zaburzenie w ogólnoludzkich relacjach lub w ogólnoludzkim rozwoju, czego – dopóki nie jesteśmy wszyscy pro-life – nie ma jak w ogóle zauważyć, a jest dla nas bardzo szkodliwe;
  31. Własną zdolność do bycia pro-life można skutecznie reanimować odnajdując we własnym sercu wdzięczność dla własnych rodziców za dar życia, dosłownie za sam dar życia, czyli zupełnie bez względu na to co się potem w tych relacjach wydarzyło.
  32. Prawo pro-life jest prawem pozytywnym, afirmującym życie, nie opiera się na zakazie, a to jest korzystne psychologicznie, więc powinno przynajmniej łagodzić różnego typu załamania nerwowe na tematy nie pro-life. Na pewno można do nawrócenia na jakimś jego najtrudniejszym odcinku, który wiąże się z ryzykiem dla psychiki, podejść w sposób, który można by ująć tak: „Zajmuj się dobrem, a zło się może samo wykończy”;
  33. Być pro-life to potwierdzać (afirmować) godność ludzką na każdym odcinku ludzkiego życia. Powinno to pomóc i pomagać, i to dość skutecznie, w profilaktyce nowego rodzaju depresji: depresji, dla której wyzwalaczem jest starzenie się jakiś społeczeństw i ujemny przyrost naturalny. W naszych czasach akurat dotyczy to Europy. Człowiek młody nie jest lepszy od człowieka w podeszłym wieku, choć oboje się różnią, ale te różnice są zaletą, bo jeśli są różnice, to jest o czym pogadać lub jest czemu się przynajmniej przyjrzeć. Warto pamiętać, że kiedyś też było nas mniej na świecie, a potem zrobiło się nas więcej. Nie zawsze chodzi o ilość, często chodzi o jakość, o mądrość. Być pro-life to nie przerażać się tym, że zjawiska demograficzne mają swoję dynamikę, która może być mocno widoczna. Nie trzeba się przerażać starzeniem się Europy i tym, że będzie nas może chwilkę mniej. Nie trzeba się też przerażać pandemią. Kto się poddaje przerażeniu, szykuje sobie depresję! Trzeba więc w wieku własnym przejściowym (z dorosłości do dojrzałości lub z dojrzałości do wieku starszego, czyli wtedy, kiedy są sprzyjące okoliczności do głębszej refleksji nad istotą ludzkiego życia) profilaktycznie uporządkować sobie własne odczucia na temat starości. Przewartościowanie powinno iść w kierunku: słabsze ciało, większa życiowa mądrość. Człowiek stary musi pomyśleć, bo nie ma tylu sił co człowiek młody. Człowiek stary ma doświadczenie czasów, których młody nie zna. Rozmowa ze starym człowiekiem to nie to samo co książka o czasach, które minęły. Bycie pro-life potwierdza wszystkich ludzi bez wyjątku;
  34. W Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej, w I rozdziale, który dotyczy godności ludzkiej, jeśli się przyjmie za udowodniony fakt, że ludzkie życie zaczyna się wraz z jego poczęciem, nie ma braków: jest to prawo pro-life, co jest wyraźne, jeśli się je czyta będąc samemu pro-life: art. 1 mówi o tym, że godność ludzka jest nienaruszalna, art. 2 mówi o tym, że każdy ma prawo do życia, art. 3 o tym, że „każdy ma prawo do poszanowania jego integralności fizycznej i psychicznej” oraz w punkcie 2, że „w dziedzinach medycyny i biologii muszą być szanowane (...) zakaz praktyk eugenicznych, w szczególności tych, których celem jest selekcja osób” To jest prawo pro-life! Potrzeba uczciwej i serdecznej interpretacji;
  35. Nie można wnioskować, że jeśli ktoś nie ma dzieci wcale lub ma tylko jedno dziecko, nie jest pro-life;
  36. W relacjach społecznych być pro-life na co dzień, to nagradzać za prawdę, nawet najtrudniejszą (podaną oczywiście humanitarnie, a nie okrutnie), a nie za złudzenia czy kłamstwa;
  37. Być pro-life na co dzień, to uznać za ludzi, nie tylko ludzi w leczeniu psychiatrycznym, ale też po tego typu leczeniu (w RODO jest bardzo interesujące prawo do bycia zapomnianym; powinno być takie prawo dla ludzi, którzy kiedyś w życiu leczyli się psychiatrycznie, czyli np. po 10 latach od tego typu leczenia człowiek powinien dysponować społecznie uznanym prawem do zapomnienia o tego typu „plamie” na życiorysie i po tym czasie mieć na nowo czyste życiowe konto, czyli nie mieć obowiązku o tym mówić nawet przed zawarciem związku małżeńskiego). To jest krytycznie inwazyjne leczenie, tak naprawdę jest to leczenie ratujące życie, którego częścią jest czasowe społeczne wykluczenie, co ma odnieść podobny skutek jak ściąganie alkoholika na samo dno, żeby miał się od czego odbić. Nie wolno tych ludzi pozbawiać prawa do powrotu do społeczeństwa, a niestety spotkałam się z takim podejściem, że jeśli ktoś się kiedyś leczył, to niech wraca na leczenie, bo tam jest rzekomo jego miejsce, a nie stara się o przyjęcie do jakiejś wspólnoty. To jest duchowe morderstwo: kazać się przyznawać ludziom we wspólnocie, że leczą się psychiatrycznie, a jeśli posłuchają, wydalić ich ze wspólnoty (lub po kilku latach formacji nie przyjąć), ponieważ się leczą. Poza tym są różne choroby psychiczne, np. jakaś kobieta nie może sobie poradzić z normalnym życiem po gwałcie w małżeństwie!, ponieważ nie może zapomnieć tego typu wydarzenia, a jedyne co pomaga nie pamiętać, to farmakologia. Ale nikt nie pyta na czym polega zaburzenie, tylko czy ktoś się leczy psychiatrycznie! Poza tym czy wolno pytać w każdej sytuacji? Nie jest to czasem łamanie prawa człowieka do tajemnicy o własnym leczeniu?! Przecież nie tylko lekarz ma obowiązek do zachowania tajemnicy o stanie zdrowia jego pacjentów. Tym bardziej pacjent powinien dysponować prawem do tajemnicy o swoim zdrowiu przed ludźmi, jeśli nie chce mówić, że choruje. Tu nie chodzi o to, że ktoś te informacje będzie przechowywać w sposób niedostępny dla innych, ale o słuszne granice prawa do zadawania takich pytań;
  38. Być pro-life na co dzień, to szanować kobiety bez względu na ich społeczną sytuację. To było na pewno dobre w Polsce w czasach, które minęły (bo nie było tak, że wszystko było w tamtych czasach tylko złe): Uznanie, że kobiety są inne od mężczyzn przez pocałunek kobiety w dłoń na powitanie czy pożegnanie, był ten gest na pewno profilaktyką załamań nerwowych zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Gest ten jednak został ośmieszony, wyszydzony i zdeptany; tymczasem kobieta rzeczywiście nie świeci własnym światłem, tylko odbitym, bo - użyję metafory - księżyc naprawdę nie jest słońcem. Dobrze, że się trzyma inny gest: przepuszczania kobiet w drzwiach, ale kobiety są już dużo słabsze, więc odpowiadają „dziękuję”, a powinno to być bez znaczenia. To jest równość płci: zakaceptowanie i szanowanie prawdy o różnicach, a nie identyczne sposoby bycia!
  39. Człowiek pro-life, to taki człowiek, który we własnym sumieniu doszedł do prawdy o jednoznacznie i obiektywnie dobrym sensie ratowania i ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci i to z uwzględnieniem jego własnej osoby. Będąc pro-life wyraża zdecydowany sprzeciw wobec przemocy (jawnej i ukrytej) zarówno w jej wymiarze unicestwiającym totalnie życie i godność ludzką, jak i w wymiarach słabszych (które sprawiają, że człowiek żyje dalej, ale jest złamany i zniszczony). Mam hipotezę, że ewolucja zmierza właśnie w kierunku powstania z homo sapiens => homo sapiens pro-vitae, czyli znaczy to, że uważam, iż człowiek, jeśli szczęśliwie przetrwa te koszmarne kryzysy godnościowe, już nie będzie homo sapiens, ale homo sapiens pro-vitae (tego nie można skrócić, bo zmieni się znaczenie), czego żebyśmy szczęśliwie doczekali, życzę wszystkim Czytelnikom mojego bloga, i sobie też;
  40. To jest pewnik: po każdym ludzkim grzechu, i człowiek, i cała przyroda ulegają jakiemuś regresowi, jakiegoś rodzaju degradacji, więc na pewno! nie można powiedzieć, że jakikolwiek grzech śmiertelny, który już został popełniony był do czegoś człowiekowi potrzebny, przyczynił się do jakiegoś wzrostu, nawet ekonomicznego. My mamy takie wrażenie czasem, ponieważ jakaś część ludzi prosi Boga o miłosierdzie nad nami wszystkimi, a Pan wysłuchuje takich pokornych próśb, ale jak zabrakło Abla, to przez wiele wiele lat, nic nie mogło w pełni naprawić tej szkody, dopiero Pan Jezus. Na pewno więc możemy prosić o życie nasze bez grzechów ciężkich. Ale właśnie trzeba prosić, bo prośba niweczy pychę, czyli jest obiektywnym dobrem duchowym. Na pewno można zwracać się z petycją o prawo pro-life, to jest godziwa prośba i w wolności;
  41. W Sanktuarium Bożego Miłosierdzia odprawiane są już od wielu miesięcy, a może nawet od kilku lat, msze św. w intencji ochrony życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci właśnie w kontekście zmian na ten temat w przepisach prawnych. Uczestniczyłam przez jakiś czas w tych mszach świętych, więc chciałabym bardzo podziękować Bożemu Miłosierdziu za takie owocowanie tych mszy św. w moim życiu, oraz Matce Bożej, w dniu Jej imienin, za owocowanie mojej modlitwy różańcowej odmówionej w podobnej intencji w czerwcu tego roku. Ułożyłam następującą intencję pro-life: modlitwa różańcowa za wstawiennictwem św. Jana Pawła II, św. Jana od Krzyża oraz św. Hiacynty i św. Franciszka, Dzieci z Fatimy, w intencji bezwarunkowej ochrony ludzkiego życia i ludzkiej godności od poczęcia do naturalnej śmierci. Odmówiłam 4 x cały różaniec; pierwszy w j. łacińskim (dziękczynny), drugi w j. francuskim (błagalny), trzeci w j. włoskim (uwielbienia), czwarty w j. niemieckim (ekspiacyjny);
  42. Być pro-life to uczyć się miłości wzajemnej w przestrzeni ogólnoludzkiej: kto obmyśla nowe argumenty pro-life, nie tylko pomaga życiu ludzkiemu i godności ludzkiej, ale też ćwiczy własne myślenie, ćwiczy pamięć i w końcu, jak już przebrnie przez natrudniejsze sprawy z tego zakresu (w sensie ich rozumienia na własne oraz cudze potrzeby) okazuje się, że znika - nawet uzasadnione przy zajmowaniu się tymi sprawami - przygnębienie, a wraca naturalna radość życia; naturalna radość życia przejawia się przynajmniej odrobiną uśmiechu na widok znajomych, na widok których w ogóle da się uśmiechnąć i nie zgrzeszyć przy tym (przy okazji wyjaśniają się ukryte powody naszej emigracji);
  43. Uprzejmie informuję, że dziś (13 września 2019 roku) złożyłam petycję do Parlamentu Europejskiego w sprawie zmiany brzmienia przepisu w rozdziale I, art. 2, pkt 1, Karty Praw Podstawowych, który aktualnie ma zapis: „Każdy ma prawo do życia”, na taki zapis, który pozwoli nie mieć wątpliwości co do tego, że chodzi o życie ludzkie oraz co do jego początku i jego końca: „Każdy człowiek ma prawo do życia od chwili poczęcia aż do naturalnej jego śmierci”. Chciałam złożyć jeszcze jedną, ale nie przeszłam przez pytania wstępne. Druga moja petycja miała być taka: Zwracam się z prośbą o zmianę w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej przepisu w rozdziale I, art. 1, który to artykuł aktualnie ma zapis: „Godność ludzka jest nienaruszalna. Musi być szanowana i chroniona”, przez dodanie do niniejszego artykułu pkt.1. o takiej treści: „Nienaruszalność godności ludzkiej wymaga zaangażowania na rzecz ochrony przyrody i humanitarnego traktowania zwierząt”. Uzasadnienie: Proponowany zapis jest naglącym wołaniem o ekologiczną świadomość ludzi naszych czasów. Tworzy korzystne warunki edukacyjne, ekonomiczne i rekreacyjne oparte na dziedzictwie chrześcijańskim Europy, które wskazuje na człowieka jako panującego nad przyrodą i to w taki sposób, że to panowanie oznacza po pierwsze jej rozumienie, po drugie dbanie o nią i pielęgnowanie jej, a po trzecie czerpanie z niej pożytków w taki sposób, który jej nie niszczy. Godność ludzka jest wtedy nienaruszalna, kiedy ma warunki do bycia dla. W czasach ludzi samotnych, a często i bardzo samotnych, a niejednokrotnie też sędziwych wskazanie na przyrodę jako na miejsce niewyczerpywalne świadczenia ludzkiego dobra, czego właśnie domaga się godność ludzka (człowiek świadczy przyrodzie, która go otacza, dobro, a przez to pośrednio innym ludziom, potwierdzając ją, i to nawet w sposób bierny, czyli choćby tylko patrząc serdecznie na jej rytm, lub choćby tylko w półśnie wyobrażając sobie piękne krajobrazy) może być rzeczywistą pociechą dla ludzi rozumiejących naturę ludzkiej godności, a takich ludzi jest coraz więcej;
  44. Światogląd pro-life, jeśli jest nienaruszalny w życiu osobistym i w przepisach prawnych, tworzy godziwe warunki godnościowe dla kobiet, więc mamy wtedy dopiero większą możliwość skonfrontować się w sumieniu z prawdą o naszej życiowej, psychicznej i duchowej kondycji. Możemy wtedy podołać nie tylko spostrzeżeniu, że chodząc prawie nago po ulicy niekoniecznie jesteśmy modne, ale raczej na pewno obnażone, a to jest widoczny przejaw jakiejś ukrytej formy przemocy, czyli bardziej nasze wołanie o ratunek, niż odwaga. Dopóki trzeba się zajmować ratowaniem ludzkiego życia, nie ma ani czasu, ani sił, żeby spojrzeć spokojnie w prawdzie na sytuację kobiet, ale jeśli tylko pojawia się choćby szansa na trwałe przezwyciężenie cywilizacji śmierci, można poczynić prawie od razu (jeśli ktoś ma na ten temat dość wiedzy) bardzo interesujące odkrycia na temat np. czym się różni moda, od dobrego gustu, a nawet od zdrowego erotyzmu, i to w kontekście różnic cywilizacyjnych, kulturowych i światopoglądowych. W naszych realiach, czyli w Polsce, raczej na pewno moda bywa zmienną, a dobry gust na zawsze nie pozwala odsłaniać stanika, a zdrowy erotyzm ma sportowo-klasyczny i cichy wdzięk: odsłania to co obiektywnie dobre, ale nie więcej jak przed łokcie i przed kolana, dekolt też z umiarem, świetna fryzura, dyskretny makijaż, obcisłość znów tylko z umiarem lub tylko bardzo rzadko i to z poważnych powodów, a na jersejowej sukience ozdobna naszywka w kształcie serca najlepiej jeśli się mieści na udzie;
  45. Kraków, 15 września 2019 r. (niedziela): Oprócz tego co wiadomo, czyli że wszyscy święci, błogosławieni, kandydaci na ołtarze, wszystkie dusze czyśćcowe są na pewno pro-life, znalazłam Ludzi, którzy jeszcze chętniej wspierają nas w tych tematach. Najpierw jednak chciałabym powiedzieć o mojej metodzie znajdywania być może nowych kandydatów na ołtarze. Dzieje się to w taki sposób: zauważam, że nie mogę o kimś - w kontekście jakiegoś nurtującego mnie problemu, który nie jest rozwiązywalny łatwo i w sposób tylko naturalny, ale potrzebuje wsparcia nadprzyrodzonego - przestać myśleć. Jeśli rozum mój przepuszcza taką św. osobę jako być może dającą w ten na pewno naturalny sposób jakiś sygnał, że mogłaby pomagać swoją przyczyną rozwiązać ten nurtujący mnie problem, zwracam się z prośbą do Boga o światło, czy to jest dusza, która mogłaby być kandydatem na ołtarze, odmawiam np. modlitwę trzech Zdrowaś Mario... oraz proszę o jakąś przyczynę tej duszy na temat nurtującego mnie problemu. Ważne jest tutaj, że nie wolno mieć innej relacji z duszami, które odeszły, czyli nie wolno rozmawiać z osobami, które odeszły, a które nie są beatyfikowane i kanonizowane, a te dusze nie próbują nawet rozmawiać, bo wiedzą o tym, że nam tego nie wolno. Zatem tym sposobem znalazłam takich być może kandydatów do rozpoczęcia procesów beatyfikacyjnych, którzy będąc w 100% pro-life, są jeszcze bardziej pro-life, tzn. chcą się w tych sprawach specjalizować. Pragnienie przyczyniania się w tej sprawie w kontekście zmian w przepisach prawnych domniemywam dla następujących osób zmarłych (chyba muszę tak napisać ze względu na RODO): śp. Mieszko I, książę polski, pierwszy historyczny polski władca, śp. Bolesław Chrobry, pierwszy król polski, śp. Książę Adam St. Kard. Sapieha, śp. O. Matteo la Grua, śp. Marianna Popiełuszko, matka bł. Ks. Jerzego. Następnie otrzymałam przyczynę w tej sprawie od takich kandydatów na ołtarze: Sługa Boży Alcide de Gasperi, jeden z założycieli Unii Europejskiej, Sługa Boży Ks. Abp Antoni Baraniak, Sługa Boży Ks. Stefan Kard. Wyszyński, Prymas Tysiąclecia. Z osób błogosławionych odnalazłam wstawiennictwo w tej właśnie sprawie bł. Ks. Jerzego Popiełuszki. Jeśli chodzi o świętych, najwyraźniej św. Matka Teresa z Kalkuty. Pragnienie przyczyniania się w tej sprawie w kontekście spraw obyczajowych domniemywam dla następujących osób zmarłych: śp. Rafael Santi (za najlepsze zachodnioeuropejskie dzieło ewangelizacyjne dla inteligentnych wzrokowców, czyli za Madonnę Sykstyńską), śp. dr inż. A. Zięba (znany krakowski działacz pro-life); z osób błogosławionych odnalazłam także wstawiennictwo: bł. Benedetty Porro (wpisałam dn. 15 września 2019, rano, przed godz. 7.29) oraz z osób świętych: św. Karola Boromeusza. Na poziomie międzynarodowym w wielu kontekstach: św. Jana Pawła II. Dla Krakowa ułożyłam krótką litanię, którą dołączyłam do petycji, ale litania ta nie ma imprimatur, ponieważ nie było czasu prosić, czyli nie można się nią modlić, ale można ją przeczytać;
  46. Kto umiera z przerażenia z powodu licznych trupich czaszek na koszulkach i na ciałach ludzkich (mam na myśli tatuaże), może sobie ten lęk z powodzeniem odsunąć wybierając się, choćby na krótką modlitwę, do kaplicy czaszek w Czermnej. Byłam tam, jeśli dobrze pamiętam, po VI klasie szkoły podstawowej. Ten pokój serca, którego tam się doświadcza przedostaje się także przez fotografie tej kaplicy na Internecie. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ te szczątki ludzkie są poświęcone wodą święconą i to na pewno nie jeden raz. Ta kaplica na pewno jest pro-life;
  47. Rozumieć chrześcijaństwo w kontekście pro-life można nawet tak: człowiek ochrzczony jest latoroślą, która powinna (dobrze lub dość dobrze, albo przynajmniej trochę) owocować, a każdy inny może nawet draceną;
  48. Być może coś z moich argumentów pro-life sformułowałam niezbyt jasno lub wręcz wadliwie. Jeśli tak się stało, przepraszam. Chwilowo czuję się zupełnie bez sił po tym intensywnym myśleniu o tych problemach, więc nie mam teraz możliwości, żeby to wszystko znów czytać i znów poprawiać. Być może więc potrzeba jakiejś intelektualnej sztafety, żeby szczęśliwie dobiec do mety w temacie prawnej ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci w Polsce, we wszystkich państwach Unii Europejskiej, a także w innych miejscach świata. Ekskomunika za aborcję jest karą krytycznie trudną, ponieważ tworzy sytuację, którą można porównać tylko z konfliktem serologicznym; różnica jest taka, że to jest konflikt serologiczny duchowy, a w jego wyniku zwalczani jesteśmy my, czyli chrześcijanie, ponieważ nie da się nas na czas dobrze zrozumieć, w pewnych przestrzeniach życia duchowego brakuje nam Ducha Świętego (to jest konflikt serologiczny duchowy misyjny), lub nie rozumiemy siebie nawzajem, czyli brakuje nam miłości wzajemnej, co polega na tym, że łodyga winorośli dochodzi do wniosku, że jej własne owoce ją trują, ale to jest błędny wniosek, ponieważ jej własne owoce nie mogą jej zatruć, a jedynie mogą się zmarnować (konflikt serologiczny duchowy wewnętrzny). O tyle, kto ma taką ekskomunikę, powinien jak najszybciej prosić o jej zdjęcie, oczywiście osoby do tego upoważnione. Mówię o tym dlatego, że jeśli się to wie, łatwiej przekierować lęk z jego zaangażowania bałwochwalczego (czyli z lęku przed wyznaniem grzechu w sakramencie pokuty), w zaangażowanie na drodze nawrócenia (wtedy większy lęk jest przynajmniej z tego powodu, że zadaje się komuś okrutne cierpienie, a odczuwanie takiego lęku już jest dobrem, ponieważ taki lęk gna do spowiedzi jak nie wiem co, bo naturalnie nie chcemy zadawać innym cierpienia, raczej chcemy, żeby nas ludzie lubili);
  49. Bardzo przepraszam, ale okazało się, że jeszcze wymyśliłam niedrogie prawo wyborcze pro-life, które równocześnie jest prawem prorodzinnym, co też mogłoby pójść na całą Unię Europejską. Przepisu tego nie zredagowałam, ale podam jego sens: chodzi o udzielenie rodzicom dziecka, którzy okażą wiarygodne i uznane zaświadczenie, że na pewno są w ciąży, prawa do 1/4 głosu więcej, a od 7 miesiąca ciąży aż do czasu uzyskania przez to dziecko pełnoletniości do 1/2 głosu więcej (u nas 18 lat [można by zrobić jeszcze lepiej: dzieciak od dnia ukończenia 16 roku życia już mógłby dysponować tą 1/2 głosu lub pozwolić na zagłosowanie za niego mamie lub tacie]), i to na każde dziecko, którym to prawem rodzice mogliby zadysponować według ich uznania (w sensie decyzji kto będzie głosował w danych wyborach; przy jednym dziecku mogłaby głosować za dziecko albo jego matka, albo jego ojciec), które to prawo rodzice traciliby wraz z rozwodem, a wraz z adopcją byłoby tak samo jak przy dziecku osobiście urodzonym, od dnia adopcji, i też do pełnoletniości. Proponuję w tym zakresie autentyczne prawo, czyli nie obowiązek. Oczywiście nie mam co do tego pewności, ale całkiem możliwe, że dzieci z takim prawem wchodziłyby w dorosłe życie z czymś w rodzaju szczepienia przeciw społecznemu wykluczeniu, a to na pewno byłaby rewelacyjna profilaktyka różnych (cięższych i lżejszych) chorób psychicznych, co nie koniecznie musiałoby oznaczać koniec psychiatrii, ale może znaczne zmniejszenie ilości produkowanych, a potem przecież też jakoś utylizowanych, środków psychotropowych, bo wtedy być może jakieś problemy psychiczne okazywałyby się w 100% podatne na leczenie terapią zajęciową i psychoterapią. Osobiście dla osób, które urodziły się z jakimś poważnym upośledzeniem lub doznały dużego uszczerbku na zdrowiu z jakichś okoliczności na ich drodze życia właśnie pozostawiłabym takie prawo do głosu w zależności od stopnia upośledzenia: albo w 1/4 głosu, albo w 1/2 głosu, a to albo z prawem do osobistego głosowania, albo z prawem dla prawnego opiekuna. To jest na pewno podmiotowe podejście do dzieci, ich rodziców oraz osób niepełnosprawnych umysłowo lub psychicznie i/lub prawnych ich opiekunów. Mówię wciąż o prawie pro-life, czyli ma to sens tylko, jeśli w danym państwie obowiązuje ochrona życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Wtedy można by też wprowadzić karę za usunięcie ciąży tylko taką: właśnie odebranie prawa wyborczego, różne i na różny czas w zależności od okoliczności czynu;
  50. Muszę dodać jeszcze to: zdjęcia, na których widać zamordowanego, przez tzw. przerywanie ciąży, maleńkiego człowieka, są na pewno niehumanitarne i uszkadzające psychikę, zwłaszcza psychikę kobiet (trwale lub czasowo, w zależności od kondycji psychicznej lub duchowej danego człowieka). Rozumiem, że trzeba tłumaczyć, że to człowiek i dziecko, ale na pewno nie w ten sposób, tzn. jesteśmy może teraz słabsi lub - lepiej może powiedzieć - delikatniejsi, więc nie wytrzymujemy już tego, co wytrzymywaliśmy jeszcze kilkanaście lat temu! To nie jest więc metoda dla nas humanitarna! Ale nie rezygnowałabym całkiem z metody szokowania tą prawdą o tym, że przerwanie ciąży to zabójstwo człowieka, a nie leczenie jakiejś choroby. Tylko przeniosłabym akcent mówienia o tym na prawdę o dziecku poczętym pomimo władek domacicznych, czyli o ciążach usuniętych dużo wcześniej, dla których grobem jest droga, która się zaczyna w ubikacji w ludzi mieszkaniach. Widziałam takie zdjęcia w czasach licealnych (maleńki człowiek wrośnięty we wkładkę domaciczną), więc trzeba je tylko znaleźć i tę prawdę znów ludziom pokazać, żeby nie musieli wierzyć w to co jest pewne. Może nawet robienie tego typu zdjęć jest niedopuszczalne, więc trzeba wziąć te już zrobione;
  51. Lekarz pro-life to nie ginekolog, który jedną pacjentkę uczy naprotechnologii, a drugiej, w innym gabinecie, zakłada wkładkę domaciczną!, ale taki, który w sumieniu własnym jest w 100% pro-life, czyli nawet jeśli zajmuje się ortopedią, wie na pewno, że człowiek jest człowiekiem od poczęcia do naturalnej śmierci i broni tej prawdy. Powinny być też apteki pro-life.
  52. Trzeba zmiany w przepisach prawa na prawo jednoznacznie pro-life na stałe i na zawsze, a i tak pozostaniemy we własnych domach, na wielkich cmentarzyskach wybudowanych rozpaczą Bożą, czyli w nadprzyrodzonym, niezależnym od człowieka, dziele pięknych nowych domów i osiedli, w którym sam Bóg dodaje godności ludziom, którzy odeszli od nas zaraz po poczęciu, a miało być zupełnie inaczej. Dobrą nowiną jest nowina o prawie do oczekiwania na prawdziwy dar łez, wszędzie gdzie zostanie wprowadzona w przepisach ta jednoznaczność prawa do życia dla człowieka i będzie ono w sposób godziwy wprowadzane i respektowane. To dar, który daje Duch Święty, ale żeby mógł go dawać, potrzeba uzdrowienia duszy z psychopatii nabytej prawem, które nie jest pro-life. Inaczej nie wcale nie ma łez, ale nie ma łez, które płyną tak jak powinny, czyli wydaje się, że nie ma łez, ale tak naprawdę one są suche, widoczne w samym geście ich wycierania, co robi się mniej widoczne, jeśli ktoś ma jeszcze dodatkowo alergię;
  53. Jeśli nie jesteśmy pro-life (w sposób jawny, czyli w przepisach prawa i w obyczajach oraz w sposób ukryty, czyli we własnym sumieniu), doświadczamy psychozy na poziomie naturalnych stanów półhipnotycznych (tych, które mamy przed zaśnięciem i zaraz po obudzeniu), a to sprawia, że się wykańczamy, ale mamy wrażenie, że nic nam nie jest, a jedyne co nam dokucza, to naturalne procesy starzenia (dzieje się tak dlatego, że sytuacja drzemania jest w naturze swojej relaksująca, uspokajająca, kojąca dla systemu nerwowego, a wyobraźnia powinna wtedy też się uspokajać i "kłaść spać", ale jeśli jest zaatakowana przez słabouświadomione wyrzuty sumienia na tematy związane z aborcją itp., pracuje inaczej, nie "kładzie się spać", ale "nakręca" różne filmy, które właśnie są niedobre, ale na które oczywiście nikt nie zwraca uwagi, bo kto zwraca uwagę na pracę wyobraźni przed snem, czy zaraz po obudzeniu?). Jeśli to doświadczenie trwa przez kilka pokoleń, psychotyczne anomalnie są mylnie przyjmowane jako pewnik i norma, trafiają więc do podręczników akademickich jako odkrycia naukowe z dziedzin nauk humanistycznych, a nierozpoznane przez kilka pokoleń błędy w dziedzinach naukowych kosztują nas sporo, bo nawet zagrożenie dla naszej kultury, także innych kultur, które dostaną się w tego typu destrukcyjne wpływy, czy nawet całych cywilizacji.
  54. Nie można być pewnym, że się jest pro-life nawet wtedy, gdy jakiś ksiądz udzielił rozgrzeszenia z grzechu aborcji, ale potem nie zdjął ekskomuniki. To jest pewne bardzo poważne niebezpieczeństwo, ponieważ teoretycznie może się zdarzyć sytuacja, że jakiś ksiądz zapomni, żeby o tym pouczyć, czyli kto popełnił grzech aborcji, musi otrzymać i rozgrzeszenie, i zdjęcie ekskomuniki, a ekskomunikę mogą zdjąć na pewno nie tylko Ojcowie Kapucyni, ale ja wiem z całą pewnością, bo dowiadywałam się kiedyś osobiście i pytałam o to właśnie jednego z Ojców Kapucynów, że z całą pewnością Ojcowie Kapucyni mają taki przywilej;
  55. Jeszcze moje "usprawiedliwienie" w odpowiedzi na zarzut, że zajmuję się tym, czym rzekomo nie powinnam: „Zdobycze nauki pozwoliły bowiem osiągnąć cele, które stanowią wyzwanie dla ludzkich sumień i każą poszukiwać rozwiązań zdolnych zapewnić trwałe i konsekwentne poszanowanie zasad etycznych. W praktyce natomiast jesteśmy świadkami inicjatyw ustawodawczych, przy podejmowaniu których nie bierze się pod uwagę wpływu, jaki ma kształtowanie kultury i postaw społecznych na istnienie i przyszłość narodów, i próbuje się podważać zasadę nienaruszalności ludzkiego życia. Katolicy mają w tej sytuacji prawo i obowiązek zabierać głos, aby na nowo uświadomić wszystkim najgłębszy sens życia i odpowiedzialność, jaką za nie ponoszą. Jan Paweł II, w duchu niezmiennego nauczania Kościoła, wielokrotnie przypominał, że na wszystkich, którzy bezpośrednio uczestniczą w ciałach ustawodawczych, spoczywa 'konkretna powinność przeciwstawienia się' jakiejkolwiek ustawie stanowiącej zagrożenie dla ludzkiego życia. Obowiązuje ich - tak jak każdego katolika -zakaz uczestnictwa w kampaniach propagandowych na rzecz tego rodzaju ustaw, nikomu też nie wolno ich popierać, oddając na nie głos (por. Jan Paweł II, Enc. Evangelium vitae). Nie jest to sprzeczne z zasadą, którą sformułował Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae w odniesieniu do sytuacji, gdy nie jest możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy aborcyjnej już obowiązującej lub poddanej pod głosowanie: w takim przypadku 'parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzającym w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej'. W tym konteście trzeba koniecznie dodać, że właściwie ukształtowane sumienie chrześcijańskie nie pozwala nikomu przyczyniać się przez oddanie głosu do realizacji programu politycznego lub konkretnej ustawy, które podważają podstawowe zasady wiary i moralności przez propozycje alternatywne wobec tych zasad lub z nimi sprzeczne”. (Kongregacja Nauki Wiary, Nota doktrynalna o niektórych aspektach działalności i postępowania katolików w życiu politycznym, Poznań 2003, s. 11-12) . Mając niniejsze moralne "usprawiedliwienie" pragnę jeszcze dodać, że uważam, iż jeśli istnieje sytuacja, że nie da się zagłosować na ludzi pro-life, ponieważ nie dostali się do wyborów, ale już na pewno istnieją na tym świecie, można a nawet trzeba na takich ludzi zagłosować głosem nieważnym (czyli samym pójściem do wyborów), ponieważ taki głos okazuje się głosem pro-life i - dodatkowo - głosem, który - gdy już są w polityce ludzie pro-life - nie wyklucza społecznie, w tej krytycznej, ale już nie beznadziejnej, bardzo trudnej sytuacji. Trzeba więc zrobić coś takiego, co sprawi, że głos będzie na pewno nieważny. I dodam, że to nie jest moje zaangażowanie polityczne, tylko cały czas ratownicze, ratujące człowieka. Dobra nowina w Polsce na dzień dzisiejszy jest więc taka: mamy rzeczywistą możliwość bez skutków ubocznych polegających na obciążeniu wykluczeniem społecznym i autodestrukcją, zagłosować (pośrednio) na ludzi pro-life. Natomiast samo pójście do wyborów pozostaje ze znaczeniem bez zmian, czyli - jak dotąd - jest to głos dla demokracji;
  56. Światopogląd pro-life na poziomie spraw ogólnoludzkich jest w 100% zgodny ze światopoglądem katolickim. Może go przyjąć nawet ateista, ponieważ na pewno może zaistnieć sytuacja, w której ktoś nie wierzy w istnienie Boga, ale zgadza się bez zatrzeżeń, że warto, a nawet trzeba ochraniać życie i godność ludzką od poczęcia do naturalnej śmierci. Nie ma więc w tym światopoglądzie prozelityzmu.
  57. Kto nie jest katolikiem często w ogóle nie rozumie chrześcijaństwa, a interpretuje te skrawki informacji, które ma na ten temat, zbyt dowolnie. Trzeba pamiętać, że Stary Testament dopełnia Nowy Testament. O tym w zasadzie każdy mniej więcej wie. Ale jak to rozumieć na poziomie ogólnoludzkim, czyli w zakresie spraw krytycznie trudnych dla życia ludzkiego i godności ludzkiej? Pewnie można tak: w Starym Testmencie Abraham nie złożył syna w ofierze Bogu, bo zrozumiał w ostatniej chwili, że to jest złe, że tego nie wolno robić (w wierze mówimy, że Abrahama powstrzymał przed złożeniem Bogu ofiary z syna Anioł Boży). Jak więc się dopełnia ten ludzki rozwój w kontekście biografii Jezusa, jeśli spojrzymy na nią niereligijnie? W taki sposób, że Jezus został zamordowany zgodnie z obowiązującą w tamtych czasach literą prawa (religijnie powiemy, że zamordowały go nasze grzechy), a stało się tak, ponieważ był pionierem w wielu sprawach czy dziedzinach ludzkiej myśli, czyli np. ponieważ był wędrownym filozofem, co widać bardzo dobrze w Kazaniu na Górze: błogosławieni, czyli szczęśliwi (błogosławieni, którzy płaczą: jeśli szczęście dają łzy, to nie daje go stoicyzm). W tym sensie zwyciężał i zwyciężył nie tylko religijnie, ale też na poziomie spraw ogólnoludzkich, że choć doszło do morderstwa, nie było to już morderstwo kultyczne. Dopełnienia mądrości Starego Testamentu w Nowym są zawsze dobrą, a nie tragiczną, nowiną, a potem wiek za wiekiem jest coraz lepiej. Tylko potrzeba pewnego trudu i bezinteresownie serdecznego podejścia, żeby to wreszcie zobaczyć! To jest oczernienie chrześcijaństwa i ludobójstwo: uznać, że dopełnieniem tym są masakry chrześcijan; a to jest oczernienie ludzkości: że, i ludzka zgoda na te masakry;
  58. Jednym z odkrytych przeze mnie sposobów obrony własnego światopoglądu pro-life przed wejściem w ekskomunikę za bierny udział w prawie, które dopuszcza choćby jedną możliwość przerwania ciąży, jest staranie się o obywatelstwo państwa, które ma prawo pro-life, i zmiana obywatelstwa. Próbowałam w Stolicy Apostolskiej, ale nie otrzymałam pozytywnej, ani nawet urzędowej odpowiedzi (nie ma na odpowiedzi numeru urzędowego pisma). Pytałam też o taką możliwość, także listownie, ambasadę Malty, ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Innym sposobem są uczynki miłosierne co do duszy: 1. grzeszących upominać, 2. nieumiejętnych pouczać, 3. wątpiącym dobrze radzić, 4. strapionych pocieszać, 5. krzywdy cierpliwie znosić, 6. urazy chętnie darować, 7. modlić się za żywych i umarłych;
  59. Odkryłam kilka lat temu trzeci typ męczeństwa: męczeństwo duchowe. Jeśli to się potwierdzi, będziemy mieli trzy typy męczeństwa: męczeństwo, białe męczeństwo i męczeństwo duchowe. Męczeństwo duchowe dotyczy niezawinionych zniewoleń. W dużej mierze jest związane z prawem, które dopuszcza choćby w jednym przypadku przerywanie ciąży, czy eutanazję oraz z dzieciobójstwem i gwałtami dokonywanymi na kobietach. Żyjemy w czasach duchowych męczenników. To, że to ujawniam nie tylko Stolicy Apostolskiej, ale także na tym blogu, jest moim kolejnym argumentem pro-life. Męczeństwo duchowe ukrywa milczenie, które nie bierze się ze świadomej i dobrowolnej decyzji, ale z tak makbrycznie złego stanu systemu nerwowego duchowego męczennika, że nic nie może powiedzieć, nawet w sprawach ratowania życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci, ponieważ jeśli tylko próbuje, serce tego nie wytrzymuje, grozi zawał lub wylew, więc nie może, i faktycznie nie może, ponieważ jest potrzebny ludziom na bieżąco, np. jest księdzem na parafii i musi podołać obowiązkom, bo jak nie podoła to ktoś inny np. się załamie w wierze czy nawet w powołaniu, a jak się załamie w powołaniu, to będzie mniej pro-life, niż jak się będzie trzymał, a poza tym mógłby nie zdążyć powiedzieć przed własną nagłą śmiercią, więc tak naprawdę powinien milczeć dalej, i się trzymać. Inny rodzaj męczeństwa duchowego polega na zniewoleniach ciała przy zachowaniu pełnej świadomości ofiary tego zniewolenia. W tych sytuacjach trzeba pamiętać też o mózgu jako części ciała (niektórzy nie rozróżniają mózgu i umysłu). Zagrożenie tym zniewoleniem da się rozpoznać przy niektórych przejęzyczeniach, ale niestety to jest zniewolenie, które podmienia znaczenia i owocuje zmianą światopoglądu na jakiś światopogląd destrukcyjny. No i dochodzi męczeństwo duchowe umysłowe: wtedy umysł człowieka rozpoznaje z całą pewnością, że jego wola jest zniewolona oraz że nie jest to jego ciężka wina, a nie ma żadnej możliwości zakomunikowania tego komuś, kto mógłby mu przyjść z pomocą, ponieważ znajduje się w jakimś paraliżu jego własnej wolnej woli. To jest reź niewiniątek dosłownie na każdym odcinku ludzkiego życia!
  60. Jeśli chodzi o autyzm, przyjrzałabym się dokładnie i na dłuższym odcinku czasu, czy całe to zjawisko osobowościowe, które sprawia bardzo poważne i nie do naprawienia upośledzenia, nie bierze się z bardzo inteligentnego obrażenia się dziecka w wieku buntu, czyli 2-3 lat. Sprawdzałabym to próbując upodmiatamiać osoby z autyzmem przepraszając je, ale nie na niby, tylko bardzo serio, i to za coś bardzo inteligentnego. Żeby w ogóle sprawdzić czy ktoś z nich na to pójdzie;
  61. Wyrzeczenie się szatana tworzy dystans pomiędzy człowiekiem a złym duchem. Im to wyrzeczenie jest pełniejsze, tym ten dystans duchowy jest większy. Chodzi w tym o to, żeby złe duchy znalazły się w piekle nie na ziemi, ale żeby ziemia została uwolniona od złych duchów, czyli żeby one z ziemi np. pouciekały, a człowiek ma to przeżyć. Że diabły uciekają najlepiej przekonuje woda święcona i modlitwa różańcowa. Może się zdarzyć czasem nawet tak, że osoba, która się pokropi wodą święconą i przeżegna znakiem krzyża Chrystusowego, usłyszy w tzw. duchowym słyszeniu przekleństwo lub coś w podobnym charakterze, bo diabeł na koniec jeszcze uderza własną pychą, ale rzeczywiście ucieka i nie wraca, jeśli jest taka wola Boża. Ziemia uwolniona od złych duchów okazuje się czyśćcem. Traktat o czyśćcu wiele wieków temu napisała św. Katarzyna Genueńska, która być może za jakiś czas zostanie ogłoszona doktorem Kościoła. Wyrzeczenie się szatana i wszystkich jego dzieł tworzy, jeśli Bóg tego chce, sytuację, a której już nie ma słyszenia duchowego złych duchów, czyli tego o czym mówią Ćwiczenia duchowne św. Ignacego z Loyoli, ale w miejsce tamtego słyszenia, jeśli w ogóle ktoś je miał, pojawia się słyszenie duchowe dusz czyśćcowych. To jest radykalna zmiana sytuacji duchowej duszy: wie, bo prosiła o to, a Pan przekonał, że wysłuchał takiej prośby, że cokolwiek słyszy makabrycznego, pochodzi to z czyśćca, czyli od dusz z pewnością zbawionych. I to jest droga duchowa dalej. W czyśćcu na ziemi, w ogólnym „rachunku”, droga stopniowo się przejaśnia, cierpienie łagodnieje. W czyśćcu już nie ma pokus, a w zamian za nie przeżywa się dręczenia, np. dusza chce zrobić porządek ze swoimi książkami, poprzeglądać je, jakoś posegregować itd., ale nie może, bo to się okazuje bez znaczenia w perspektywie ratowania życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Nie jest kuszona, żeby zająć się książkami, bo natychmiast jak rozezna co jest ważniejsze, bierze się za to ważniejsze, a nieprzemijający bałagan w książkach jest właśnie tym dręczeniem. To, że czasem dusze odrabiają swój czyściec na ziemi, wiadomo nie od dziś, więc na pewno mogę też dodać, że wszystkie dusze czyścowe są szlachetne, piękne, mądre, miłosierne i pewne swojego zbawienia. Może się przytrafić pewna trudność w zrozumieniu jakiś wydarzeń w ludzkim życiu i w historii ze względu na to, że czasem komuś brakuje wyobraźni czasoprzestrzennej podpartej bezinteresowną serdecznością (to jest serdeczność niewykluczająca, czyli trzeba w niej wziąć pod uwagę także siebie), czyli może ktoś utknąć na duchowym progu, który budują myśli w typie: "No tak, ale to się podobno zdarza nie często, a idąc tym tropem dochodzę do wniosku, że teraz nawet co druga żyjąca na tej ziemi dusza jest duszą czyśćcową, albo i jeszcze więcej, a to chyba niemożliwe, to coś jest w takim razie źle w tej koncepcji". Niekoniecznie jest źle, ponieważ może być układ ilościowy, który można nazwać wertykalnym ze względu na chronologię dziejów, ale może też być układ ilościowo horyzontalny, też ze względu na tę chronologię, albo jeszcze inny. Coś tam da się jeszcze wymyślić;
  62. Trud intelektualny katolików żywych i cały dorobek intelektualny katolików zmarłych nie jest wykluczony społecznie, a wykluczanie społeczne jest na pewno złe, nie można więc mówić, że myśl katolicka jest prozelityzmem, albo że powinna być odarta z godności ludzkiej i przekazana do zawłaszczenia przez jej anonimizację. Poszanowanie prawa autorskiego jest w 100% związane z godnością człowieka. Nie tylko chodzi o prawa majątkowe, ale przede wszystkim o prawo, niezbywalne, do autorstwa, czyli do podpisania imieniem i nazwiskiem własnego utworu, a bardzo dobrze temu służy, i to od wielu lat, tzw. prawo cytatu;
  63. Dla ludzi wiary pro-life wymyśliłam coś co na pewno wymaga serdecznie przyłożonej wiedzy teologicznej, która pragnie pokoju w naszych ludzkich sercach i na świecie, bo ja nie mam wystarczającej teologicznej wiedzy, żeby powiedzieć, że to się da zrobić, a raczej przypuszczam, że najprawdopodobniej tego się nie da zrobić, jednak ponieważ wielu ludzi rzeczywiście pragnie pokoju, przedstawię tu ten pomysł tak jak potrafię: wymyśliłam precedensowy chrzest dla innowierców ze względu na pragnienie życia w pokoju, który nie wymagałby zobowiązania do wychowania w wierze katolickiej lub do życia w tej wierze, jeśli to wychowanie oznaczałoby zagrożenie dla życia rodziców lub osoby ochrzczonej. Nazwałam go chrztem zalążkowym, ponieważ sakrament ten byłby udzielany w warunkach, które nie dawałyby żadnych możliwości wzrostu dla życia duchowego (a już na pewno nie takie jakie daje wychowanie w wierze katolickiej), ze względu na krytyczne zniewolenie zagrożeniem życia w przypadku próby podjęcia takiego wychowania (domniemanie ekstremalnego, ale wypieranego przerażenia). Chodziłoby naprawdę o precedens w dziejach ludzkości ze względu na powtrzymanie tych makabrycznych wojen, ponieważ chrzest usuwa grzech pierworodny, a przez to czyni każdego ochrzczonego łagodniejszym. Chodzi mi o to, żeby Kościół Rzymskokatolicki zgodził się na taki precedens, jeśli to się da zrobić w sensie teologicznym, i żeby posłał kapłanów z taką misją;
  64. Niektóre odcienie siwych włosów są tak piękne, że nawet młode kobiety próbują się farbować na siwe, ale to oczywiście nie wychodzi. Dlatego, ponieważ ich piękno musi współgrać z pięknem twarzy w wieku, w którym naturalnie pojawia się siwizna w większej ilości. Pan Bóg słodzi nam każdą przykrość, także nasze starzenie się, więc siwe włosy na pewno są piękniejsze, niż wszystkie inne. Jednak nie można tej prawdy rozeznać inaczej, jak tylko przez zauważenie tej prawdy u kogoś na kim nam bardzo zależy, kto się trochę lub nawet bardzo postarzał. To samo dotyczy zmarszczek. Najczęściej są właśnie piękne. Kto je ma, widzi kto ich nie widzi, a kto je rozumie. Kto ich nie ma, choć na pewno powinien je już mieć, nie ma pełnej skali porozumiewania się w relacjach, ale z pewnością proponuje inną wartość w zamian. Tyle, że bardziej z obszaru estetyki, niż uczuć;
  65. Filozofię dla każdego bierze się od Arystotelesa. To niezbędne do życia pro-life minimum można rozumieć mniej więcej jak potocznie rozumiany system zerojedynkowy w informatyce: osoba = substancja, czyli 1, a wszystko inne = przypadłość, czyli 0. Co z przypadłości jakby przekształca się w substancję, jest zagrożeniem dla osoby. W inny sposób można powiedzieć o tym samym tak: Kto dobrze rozumie teriery, wie że te wspaniałe psy z natury swojej dążą do dominacji, a nie wolno pozwolić, żeby to pies przejął władzę nad jego właścicielem. Duchowe walki dotyczą osób oraz tego co nie jest osobą, ale próbuje ją naśladować (np. psy) lub falsyfikować (np. sztuczne inteligencje). Trudność polega na tym, że dopiero uporządkowany temat pro-life pozwala z całą pewnością zobaczyć te problemy, a są to problemy, które polegają na tym, że walki osób to nie tylko walki o coś między ludźmi, ale walki dużo trudniejsze, na dodatek co jakiś czas przyroda, a w wysokorozwiniętych cywilizacjach, jakiś żywioł cywilizacyjny, przejawia swoją siłę, która faktycznie jest przeogromna, więc ludziom nie pro-life wydaje się substancjalna, a tak naprawdę jest siłą przypadłościową. W przyrodzie huragany, powodzie, wybuchy wulkanów, a w cywilizacji coś innego, ale na podobnej zasadzie. Argument pro-life? Warto być pro-life, bo to jest życiowo mądre;
  66. To jest fakt odkryty przeze mnie osobiście: Wiadomo nie od dziś, że gupiki się pożerają. Dzieje się to zaraz jak się urodzą, czyli zaraz po urodzeniu, jeśli narybek nie ma się gdzie schować, może zostać pożarty nawet przez ich matkę. Ale spróbowałam eksperymentu. Dodałam do wody w akwarium odrobinę soli egzorcyzmowanej. Akurat w innym celu, ponieważ chciałam sprawdzić czy to nie pomoże na uwolnienie od zniewoleń pochodzących od agresywnych reklam. Okazało się co innego: gupiki przestały się pożerać. Zmiana była wyraźna. Wcześniej musiałam odławiać narybek, żeby go uratować przed pożarciem, a po zastosowaniu soli egzorcyzmowanej nawet nie trzeba było dawać specjalnie dużo roślin, żeby miały gdzie uciekać. Wystarczyło kilka gałązek moczarki kanadyjskiej. Do sklepu zoologicznego na przestrzeni kilku lat zaniosłam jakieś 400-500 urodzonych u mnie gupików. Przepisy bez najmniejszych wątpliwości pro-life pozwolą zobaczyć, że jeśli dzieje się ludobójstwo na odcinku prenatalnym życia człowieka, zaczynamy się nawzajem pożerać, co nie dotyczy osób przyjmujących w łasce uświęcającej komunię św., a prawdę o tym w większości przypadków oczywiście wypieramy. Chcę dodać, że najprawdopodobniej istnieje jakaś druga metoda, po której też gupiki tracą tę upiorną cechę, ponieważ w sklepie zoologicznym powiedziano mi, że - wtedy gdy przynosiłam moje - jest jeszcze ktoś, kto też przynosi takie ogromne ilości gupików, bo mu się tak samo mnożą;
  67. Rezygnacja z brzydkich słów (w mowie) i brzydkich wyrazów (w piśmie) też jest pro-life, ponieważ kto nie rezygnuje z tego, stosuje jedną z ukrytych form przemocy, jakieś obiektywne dobro rzeczywiście niszczy. To dobro nie jest bez znaczenia, a jego zniszczenie prowadzi do zagrażającej życiu rozpaczy na poziomie ogólnoludzkim, a wygląda jak autodestrukcja, przez co jest trudna do rozpoznania nawet przez psychiatrów. Tak naprawdę to samo dotyczy tatuaży i to jakichkolwiek (oprócz krzyży tatuowanych na własnych nadgarstkach przez chrześcijan egipskich) z tą różnicą, że jest to inna ukryta forma przemocy, chodzi o inne obiektywne dobro, a wynikiem nie jest rozpacz, ale niezawinione zniewolenie osób, które nie mają tatuaży żadnych, przed czym niektórzy bronią się, ale nieszczęśliwie, ponieważ też robią sobie tatuaże, stając się przez to werbownikami do grupy ludzi wytatuowanych (uwaga na sekty!). Kto chce się przed tym bronić, a nie jest katolikiem, musi poszukać innej metody, niż nasze (różaniec, modlitwa adoracyjna), bo ja nie umiem tu poradzić na poziomie ogólnoludzkim. W każdym razie na pewno relacja osoby bez tatuaży z osobą lub osobami z tatuażami sprawia jakieś rzeczywiste cierpienie u osoby bez tatuaży, co również na pewno bywa dość często wypierane, a to jest bardzo niebezpieczne dla psychiki. Kto tego nie wypiera, odczuwa w tego typu relacji, tyle ile trwa, mniejsze lub większe cierpienie;
  68. To, że Polska jest państwem świeckim o – utrwalonym na zawsze chrztem w 966 r. – światopoglądzie katolickim, stawia nas, wraz z innymi państwami ochrzczonymi, w czołówce dziedzictwa kultury politycznej na mapie całego świata. To jest powód do radości, a nie do wstydu. To jest też powód do wypracowywania (beziteresownie) pomocniczych dla Stolicy Apostolskiej wzorców w dziedzinach specyficznie związanych z naszą historią, geografią i mentalnością, a także z naszymi narodowymi talentami, np. z talentem prawniczym oraz talentem do wolności (prawdziwe talenty, dobrze rozpoznane i nieodrzucone, po pewnym czasie zmieniają się w zamiłowanie);
  69. Może w państwach ochrzczonych, ponieważ tylko w państwach ochrzczonych da się to zrobić, powinny być – krótkie i nienaruszalne nigdy – ustawy pro-life, które byłyby ustawami niepolitycznymi (choć zostałyby wprowadzone przez polityków, bo nie da się inaczej, nie mogłyby być przedmiotem programów wyborczych), a miałyby tylko trzy artykuły: 1. życie ludzkie i godność ludzka ma zapewnioną prawnie ochronę od poczęcia do naturalnej śmierci, 2. godność ludzka jest związana z prawem każdego człowieka do zaangażowania na rzecz ochrony przyrody, 3. człowiek ma niezbywalną godność osoby. Ustawa taka w Polsce powinna się nazywać w całości po polsku: Ustawą na rzecz życia. Możemy dać przykład; (napisałam ten argument zaraz po modlitwie prośby o przyczynę w jakiejś sprawie pro-life śp. księcia Mieszka I i o rozpoczęcie jego procesu beatyfikacyjnego)
  70. Modliłam się, prosiłam Pana Boga o duchowe humanitarne korytarze dla ludzi, którzy są rzeczywiście pro-life, żebyśmy w ogóle mieli siłę o tę sprawę zawalczyć; (ujawniłam ten fakt [w ogóle i tutaj, czyli na tym blogu] zaraz po modlitwie prośby o przyczynę w jakiejś sprawie pro-life śp. Bolesława Chrobrego, pierwszego króla Polski, i o rozpoczęcie jego procesu beatyfikacyjnego)
  71. (...);
  72. Światopogląd pro-life nie jest kolonizacją kulturową, ani nawet nie jest inkulturacją; wynika z prawa naturalnego, które w prawie moralnym brzmi: nie zabijaj. Pozwala szczęśliwie i odważnie spojrzeć w przód, a dzięki temu zobaczyć oczyma wyobraźni, że przezwyciężenie problemów związanych w brakiem dostatecznej ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci i z brakami w dziedzinie ochrony środowiska, może zaowocować w dalekiej przyszłości, np. za 500 lub nawet 1000 lat, przekszłaceniem się państw ochrzczonych w państwa, które będą całe jak wielkie miasta: w 100% ekologiczne, z gigantycznymi ogrodami (dla wypoczynku, kontaktu ze szczęśliwie zachowaną w jej naturze przyrodą i oczywiście na potrzeby żywnościowe [własne i cudze]), rozbudowywane raczej w górę, niż pod ziemię, ale nie będą przeludnione, raczej całkowicie bezpieczne, jak w latach 90-tych XX w. była Skandynawia, gdzie nie trzeba było zamykać drzwi na klucz, bo nikt nikogo nie okradał, ani nie zagrażał jego życiu. Migracje do państw ochrzczonych pro-life będą miały więcej motywacji, czyli zrobią się wyraźnie zróżnicowane: migracje uchodźcze (ze względu na bezpośrednie zagrożenie życia lub godności ludzkiej), migracje ekonomiczne (ze względu na oczekiwaną wyższą stopę życiową), migracje edukacyjne i kulturowe (ze względu na oczekiwany lepszy dostęp do wyższych standardów wiedzy i relacji), migracje twórcze (ze względu na potrzebę zmian ze względu na otrzymane talenty) i migracje duchowe (ze względu na pragnienie przepracowania innej swojej życiowej sytuacji w tym samym miejscu [mam na myśli zmianę obywatelstwa na inne w celu życia w swojej byłej ojczyźnie jako obywatel mniejszości narodowej; w proponowanej przeze mnie nowej formie życia konsekrowanego nie wolno zmieniać obywatelstwa, ale za to wolno się przeprowadzać, czyli można być mniejszością narodową, ale nie we własnej ojczyźnie; próbowałam jednak jeszcze dać możliwość precedensową, właśnie ze względu na szukanie dobrych sposobów na bycie jednoznacznie pro-life, co tak naprawdę okazuje się zmianą o cechach migracji uchodźczej, ale to się ujawnia dopiero po pewnym czasie]);
  73. W ochrzczonym państwie pro-life, które jest przynajmniej średnio bogate, nikomu nie przyjdzie do głowy, że jakimś problemem są świątynie, w których zaprzestano odprawiać nabożeństwa, ponieważ będzie oczywiste, że to jest nowa duchowa jakość dosłownie do zagospodarowania, ponieważ katolicy, zwłaszcza praktykujący, potrzebują czasem modlitwy w ciszy, czyli zdala od miejskiego zgiełku i nawet własnych spraw, na dodatek w warunkach wysoce godziwych (duchowo i estetycznie), czyli w prawdziwej świątyni, z jej prawdziwą modlitewną historią. Takie świątynie powinny być zachowywane od zniszczenia, czyli remontowane i dostępne na kartę, za niewielką ofiarą, a nie desakralizowane i przeznaczane na sale ekspozycyjne, bo tego typu działanie to rozbój w biały dzień! Skandal, a nie sztuka.
  74. Światopogląd pro-life można ćwiczyć, np. tak: trzeba sobie przepracować własne podejście do delfinów. Jeśli to podejście okaże się w 100% pro-life, trzeba zrobić to samo z podejściem do morświnów (morświny są dużo trudniejsze, ponieważ nie są takie efektowne). Potem tylko trzeba poczekać jakiś czas (rok, dwa lata, może dłużej), aż te dwa podejścia pro-life dobrze się utrwalą. Podpowiedź: podejście pro-life do delfinów uczy bycia człowiekiem humanitarnym w 100% interesownie, a podejście pro-life do morświnów, uczy odrobiny beziteresowności;
  75. Światopogląd pro-life, przyjęty i utrwalony we własnym sumieniu, po jakimś czasie odsłania ukryte formy dyskryminacji, które nie zawsze biorą się ze złej woli ludzi, ale nawet często z dobrej, ale mogą być dla ludzi słabszych ciężarem nie do udźwignięcia, jeśli tych form będzie wiele. Przykładem mogą być pewne pojęcia, które stały się niesłyszalne w ich wadze godnościowej, np. osoba fizyczna i osoba prawna. Wiadomo co znaczą te pojęcia, ale kto się nad nimi "pochyli" – że tak powiem – bez kompleksów, usłyszy, że oba te pojęcia nie odwzorowują dobrze rzeczywistości, którą określają. Osobę fizyczną lepiej może określa sformułowanie "jedna osoba" (a w działalności gospodarczej nie jedno (dwa synonimy) tylko dwa określenia (o różnej wadze znaczeń): a. jednoosobowa działalność gospodarcza [działalność z prawem do zatrudniania pracowników], b. samozatrudnienie [działalność bez prawa do zatrudniania pracowników, czyli działalność, w której właściciel firmy nie może być dyrektorem i = zatrudniony]), a osobę prawną sformułowanie "organizacja prawna". To może też jest źle pomyślane, ale chodzi mi o ten kontekst dyskryminacyjny, żeby się go dało w ogóle dostrzec. Tak samo z uznaniem kogoś za seniora w wieku 50 lat. 50 lat to na pewno za wcześnie. Przynajmniej powinno to być zrównane z wiekiem emerytalnym, ponieważ istnieje duże ryzyko, że ta społeczna kwalifikacja niektórym ludziom (np. samotnym) w tym wieku odbiera subtelne społeczne wsparcie. Jeśli średnia wieku życia się wydłuża, czas dojrzałości i sprawności (umysłowej, fizycznej) też, to uznać kogoś za seniora z chwilą ukończenia przez człowieka 50 lat, jest równoznaczne z przepychaniem go już w tym jego wieku (w sile wieku) do grupy osób, które już nie są na pełnych obrotach, czyli które się starzeją w sposób wymagający wyraźnego wsparcia. Tak, starzejemy się, ale trzeba do nas podejść humanitarnie, a to jest niemożliwe bez światopoglądu pro-life, bo bez tego światopoglądu robi się właśnie bez znaczenia sytuacja starzejących się ludzi, a znaczenia nabiera coś innego, np. ile na tej grupie społecznej da się zarobić. Nie jest powiedziane, że mam rację. Może się teraz mylę. Jednak wydaje mi się, że to jest dobra intuicja, że osoby w wieku 50-ciu lat lepiej zwrócić w stronę młodszych (wtedy to jest patrzenie w przyszłość pro-life: zobaczyć kto nas za chwilę będzie wymieniał i co się jeszcze nadaje do powiedzenia jakoś młodszym powiedzieć), niż tylko do starszych (do tego nie każdy się nadaje, bo starszych trzeba lubić, żeby z nimi dobrze się rozumieć oraz żeby mieć cierpliwość do coraz słabszej kondycji), bo starsi zazwyczaj mają radość z wnuków, a ten właśnie wiek, 50-tka, jest na pewno strasznie trudny, choć już łatwiejszy niż 40-tka. Wydłużająca się średnia długość życia jest dobrem! Bierze się z dbania o siebie, z uprawiania sportów, z dobrych nawyków żywieniowych, daje przez dłuższy czas możliwość dowiadywania się o prawdy historii najnowszej z pierwszej ręki;
  76. Chciałam jeszcze powiedzieć o moim rozumieniu męczeństwa za wiarę zgodnym z wolą Bożą. Męczeństwem za wiarę zgodnym z wolą Bożą jest według mnie tylko ta sytuacja, której w żaden naturalny sposób nie da się już uniknąć, natomiast nie jest nim cierpienie sztucznie zrobione lub zuchwale wybrane. Nie każdy to tak rozumie, ale ja prosiłam Pana Boga dla stanu kobiet konsekrowanych o drogę wyznawców, a nie męczenników, więc to rozumiem. Jednak osoby innej wiary mogą tego nie rozumieć wystarczająco jasno! Chrześcijanin nie służy do zadawania mu cierpień, żeby był z tego duchowy pokarm dla świata, ale chrześcijanin przyjmując pokarm niebieski niejako przepełnia się łaską Bożą, co jest jak manna dla świata lub te kosze ułomków, które pozostały po rozmnożeniu chleba, jest więc chrześcijanin takim samym człowiekiem jak każdy inny; z tą różnicą, że jest całożyciowo zachwycony Jezusem Chrystusem i Jego nauką oraz przyjmuje Go do swojego życia jako jedynego Zbawiciela i Mistrza. Nic więcej. Mówimy metaforycznie, że się spalamy, ponieważ to jest czasem bardzo trudne wytrwać w dobrych postanowieniach, np. żeby nie mówić wcale brzydkich słów. W Polsce od kilku lat ludzie prześladują ludzi, a zwłaszcza mężczyźni kobiety, zrywając różne relacje. To dotyczy wielu sytuacji, np. firmy nie odpowiadają na zapytania ofertowe, lub odpowiadają, ale tylko częściowo, a potem już nie odpowiadają, albo mówią, że odpowiedzą i już nigdy nie odpowiadają, mówią, że przyjdą, ale nigdy nie przychodzą, mówią, że oddzwonią, ale nigdy nie oddzwaniają itd. Znikoma szkodliwość czynu, więc nie ma tematu, ale ten kto tego doświadcza wiele razy, w końcu robi się wyczerpany, zwłaszcza kobiety. Ktoś inny, jeśli zachowuje się normalnie, wygląda jak wybawiciel. Prawo pro-life powinno za jakiś czas pomóc wyjaśnić także tę sprawę;
  77. Prawo pro-life i jego respektowanie daje ogromne szanse na godziwą pomyślność. Godziwa pomyślność zawsze współpracuje z łaską Bożą, więc sama jest słabsza od niegodziwej, bo jest cicha i pokorna, bo nie może być niepodobna do Pana Jezusa i/lub Matki Bożej oraz dlatego, że łaska Boża chce o sobie powiedzieć (łaska Boża jest mądra, więc prowadzi do jej Autora). Nie zawsze widać tę różnicę, ponieważ jeśli tylko to jest możliwe, Pan Bóg, który nas naprawdę obdarza wieloma darami, często ukrywa tę prawdę przed światem, a tylko w sprawach ogromnej wagi pozwala odrobinę je zrozumieć. Godziwa pomyślność nie jest ukradziona, więc kto się dowiaduje, że tak to działa, nie ma większych problemów, żeby zachwycić się Panem Bogiem. To działa na bardzo podobnej zasadzie, jak wtedy, gdy ktoś zauważy piękny obraz, więc mówi: „Jaki piękny obraz! Ciekawe kto go namalował”. Nadprzyrodzoność również jest cicha i pokorna. Czasem nadprzyrodzony może być w czyjejś duszy sam zmysł piękna, który sprawił taką reakcję na widok rzeczywiście piękna. Godziwa pomyślność nie ma przemocowego napędu, więc aby ją chronić, potrzeba tylko jednego: powstrzymymać przemoc, jeśli jej zagraża, lub jeśli ją niszczy. Polska bardzo dobrze się nadaje na państwo godziwie pomyślne, bo i jej klimat, i jej krajobraz już są obrazem takiej godziwości: nie ma przejaskrawień, wysokie góry nie są za wysokie oraz nie mamy ich dużo, dostęp do morza w sam raz, klimatu umiarkowanego kontynentalnego też w sam raz, a woda morska tylko trochę słona, czyli nie za dużo, przyroda akurat nie przytłacza i nawet różnorodna, ale z pewnym odcieniem szarości, który sprawia, że kto nie umie, nie odróżni mazurka od wróbla, lub myszy polnej od nornicy; kto nie ma na nią czasu, może jej przez chwilę nawet nie zauważać, bo jakoś sobie sama radzi, najwyżej potem zaproponuje rezerwat. Istnieją różne obrazy godziwej pomyślności;
  78. Żeby zobaczyć prawdziwy obraz spustoszenia jakie daje prawo, które nie jest pro-life, trzeba się przedrzeć (dosłownie) także przez myślenie życzeniowe. Twór ten jest jednym z mechanizmów obronnych, które działają znieczulająco na cierpienie duchowe. W tym sensie nie ma innej drogi jak przez cierpienie, że to co znieczula, nie mówi prawdy. Na dodatek mechanizmy obronne nakręcają pseudomistykę (różne umysłowe jazdy), a to jest jak tombak, czyli fałszywka. Warto więc przedrzeć się przez myślenie życzeniowe (rozpoznać dokładnie na czym ono polega i znaleźć wystarczające argumenty, które pozwolą je bezproblemowo i trwale odrzucić), ponieważ rzeczywiście prawda nas wyzwala;
  79. We Włoszech podobno zalegalizowano eutanazję. To dla mnie szok! Myślę o tym od kilku już godzin (dziś jest 27 września). Przecież ludzie ciężko chorzy, którzy żyją i cierpią, są potrzebni, żeby te cierpienia uczyć się dzięki ich wskazówkom pokonywać. Może mogą, na pewno mogą, jakoś wskazać czy coś pomaga lub powiedzieć jak pomaga, albo czego trzeba jeszcze szukać, żeby im było lżej, żeby cierpienia nie były zbyt wielkie. Wiem, że doskonałość wymaga myślenia o godności ludzkiej bez względu na to czy jakiś człowiek jest innym potrzebny, czy nie (notabene osobiście uważam, że każdy człowiek i pomaga, i jest potrzebny), ale w tych sytuacjach akurat na pewno ludzie są właśnie potrzebni. Można też zauważyć, że nie da się znaleźć momentu w życiu człowieka, w którym człowiek mógłby świadomie i dobrowolnie podjąć ten temat i o sobie w tej sprawie w wolności zadecydować: 1. zanim zachoruje nie wie o czym mówi, bo nie ma jak się dowiedzieć, natomiast 2. kiedy choruje i bardzo cierpi, nie ma pewności, że w sprawie o własne życie nie jest akurat w rozpaczy lub nawet w złości. To, że mówi składnie i ładnie, nie znaczy, że nie jest w rozpaczy (rozpacz człowieka inteligentnego potrafi być perfidna i wystawiać tego kogo kusi na krytycznie trudną logikę: „jeśli powiem, że chcę umrzeć, może wreszcie ktoś z moich bliskich zreflektuje się i wydusi wreszcie z siebie, że mu na mnie naprawdę zależy, o czym wiem od zawsze, ale niech się to w końcu okaże”). Natomiast prawna ochrona życia ludzkiego i godności ludzkiej w życiowej sytuacji, w której wydaje się, że zwycięża cierpienie, chyba jest godziwą litością, ponieważ tę rozpacz u chorego skutecznie blokuje: tego się nie da zrobić, nie można poprosić o eutanazję, bo byłoby to przestępstwo, zresztą słusznie, gdyby było inaczej, już by mnie nie było na tym świecie, a gdyby mnie nie było, to nie usłyszałbym tego śpiewu skowronka, który usłyszałem dziś (już myślałem, że mam halucynacje, bo nigdy w życiu nie słyszałem skowronka, ale na szczęście pielęgniarka mi powiedziała, że wyjątkowo pięknie śpiewa ten skowronek), spróbuję więc jeszcze raz poprosić o dodatkowy środek przeciwbólowy i/lub żeby ktoś przy mnie siedział codziennie przez kilka godzin nawet i coś mi w tym czasie poczytał, żeby to co boli nie bolało już wcale, lub przynajmniej bolało wyraźnie mniej;
  80. I wczesne przerywanie ciąży usuwa nadzieję na chrzest tych, którzy nie mają szans tego przeżyć, czyli da się w tym procederze odnaleźć motyw religijny, i eutanazja na dzień dzisiejszy usuwa nadzieję na kanonizację osoby, która o to poprosiła, czyli da się odnaleźć również i w tym procederze ten sam motyw, a jeśli da się odnaleźć motyw religijny, można obie te tragedie ludzkości naszych czasów próbować przezwyciężać modlitwą błagalną o uwolnienie od morderczych zniewoleń (w pierwszym wypadku nie ma w ogóle chrześcijanina, a w drugim człowiek [wszystko jedno jaki] na pewno idzie w zapomnienie). Chyba się nie mylę co do tego. Przy okazji od razu można sprawdzić w wyszukiwarce internetowej co następnego trafiło do „czarnej dziury” nihilizmu: jeśli wpiszemy w Polsce coś w stylu „kto przynosi dzieci w innych krajach”, okaże się że oprócz bocianów tylko... krasnal-Mikołaj, ponieważ wyszukiwarka podmienia sobie 'dzieci' na 'dzieciom prezenty'. „Powaga” wyszukiwarki okazuje się „przeogromna”, bo nie reaguje także na „gdzie znajduje się dzieci” (w Polsce wszyscy wiedzą, że w kapuście, co ma bardzo dużo sensu, ponieważ w dawnych czasach zdarzało się, że kobiety rodziły w polu, przy robocie, co było dla nich mniej bolesne, niż poród w domu, więc wracały czasem z dzieckiem, które autentycznie urodziło się w kapuście);
  81. Przyglądam się jeszcze prawu w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej z powodu legalizacji eutanazji we Włoszech. Wydaje mi się, że prawo zezwalające na eutanazję gwałci prawo człowieka do nienaruszalności jego godności, prawo do życia oraz prawo do poszanowania integralności psychicznej (tworzy wysokie ryzyko rozpaczy). Poza tym może nie jest zgodne z zapisem „nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu” (tu by chodziło nie tylko o osoby terminalnie chore, ale też o ludzi zdrowych, czyli tych, którzy są poniżani w ich ludzkiej godności, przez to, że muszą słyszeć o tym prawie i uczestniczyć [czy chcą, czy nie] w jego wykonywaniu z własnych podatków, co osobiście uważam za torturę psychiczną) oraz „każdy ma prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego” (prawna możliwość zadania sobie kresu życia nie ma nic wspólnego z osobistym bezpieczeństwem).
  82. Prawda w światopoglądzie pro-life nie jest wzięta z rozpaczy, wygląda mniej więcej tak: ekskomunika nie jest największą tragedią w życiu, ponieważ można prosić o jej zdjęcie, czyli uwzględnia miłosierdzie Boże. Większą tragedią jest apostazja, ale i wtedy można wrócić dzięki Bożemu Miłosierdziu. Jak nic nie ma, wtedy jest najgorzej, bo nic nie ma. A co jest, jak nic nie ma? Tylko jak po duchowym Czarnobylu. Na szczęście nie wpadliśmy do tej nicości, choć znaleźliśmy się blisko jej krawędzi. Trzeba ją dobrze oznaczyć, zabezpieczyć, i przenieść się od niej dalej. My, katolicy, mamy być solą. Nie wiem czy to należy rozumieć w ten sposób, że ma nas być garstka w każdym państwie. Raczej myślę o innej skali: państwa ochrzczone, to może jest kopalnią tej soli dla świata, pod warunkiem jednak, że sól pozostanie żywa lub zostanie wskrzeszona i nie zwietrzeje. Uważam, że w naszych czasach, dopóki w jakimś państwie, czy w Unii Europejskiej, nie ma prawa jednoznacznie pro-life, a nawet z jakiegoś niewiadomego powodu jest teraz w niektórych państwach coraz gorzej na ten temat, nie ma jak mieć pewności, że ci, którzy decydują się na apostazję, faktycznie się na nią decydują, czyli są w pełni świadomi tego co robią i podejmują tego typu decyzje dobrowolnie, raczej przypuszczam cieżkie umysłowe zniewolenia na ten temat, a dobrowolność w tym zakresie mocno ograniczoną ciężką bojaźnią, która się dobrze chowa pod maską religijnego zobojętnienia. Jeszcze nie wiem jak to udowodnić;
  83. Każdy człowiek powinien mieć światopogląd pro-life, ponieważ tylko ten światopogląd jest na tyle silny, żeby dać rzetelne podstawy dla nadziei na zachowanie własnej niepowtarzalności, ale nie da się go nikomu narzucić, a tym bardziej przemocą. Raczej na pewno wynika on z rozumowania i ze zrozumienia tego co do rozumowania i rozumienia z pewnością się nadaje. Światopogląd pro-life w wydaniu katolickim wiadomo jakie wartości niesie i promuje, a na co na pewno nie może się zgodzić. Nie brakuje w nim miejsca dla różnych ludzi w różny sposób określonych (dla świeckich, dla duchowieństwa, dla małżeństw, dla samotnych, dla dzieci, dla różnych życiowych radości i smutków, dla starszych, chorych, niepełnosprawnych [fizycznie, umysłowo], dla religijnej tolerancji, ekumenii, dialogu międzyreligijnego itd.), ale nie ma w nim zgody na ludzką krzywdę, i to w każdej postaci, jawnej i ukrytej, zadanej nagle czy zadawanej przewlekle, także tę zadawaną przyrodzie;
  84. W języku polskim, w mowie potocznej, mamy do dyspozycji pewien wentyl bezpieczeństwa na skutki ukrytych form przemocy, który jeśli się go używa często, sam w sobie niesie niebezpieczeństwo, a używamy go prawie bezwiednie i spontanicznie. Polega to na tym, że czasem wypowiadamy na widok, np. jakiegoś domu, komentarz "jaki maleńki domeczek!", ale w światopoglądzie pro-life to już przestaje być potrzebne i odnajdujemy w tej samej mowie potocznej nasze własne słowa inne, śmiało można nawet powiedzieć, że zdrowe, na dodatek dokładnie na ten sam temat: "jaki mały dom!" lub "jaki domeczek!" Po prostu nie ma śladów ukrytych form przemocy, bo w światopoglądzie pro-life przemoc jest w sumieniu przezwyciężona i odsuwa się dalej, czyli nie zagraża już bezpośrednio. Ile ukrytej przemocy zostaje pokonane po drodze? Sporo, oprócz tej największej, jeszcze też te: "jaki mały domeczek!" i "jaki mały domek!". Z tego autentycznie nie można korzystać często, bo grozi nam wtedy od tego zdziecinnienie, ale kto nie ma w ogóle takiego językowego wentyla (np. dlatego, że nie ma takich możliwości w swoim własnym języku), jest żywcem kneblowany, czyli silniej jeszcze zniewolony. My musimy pomóc zrozumieć ten światopogląd. Póki jeszcze potrafimy;
  85. Tylko w światopoglądzie pro-life można się skutecznie bronić przed różnymi spójnymi logikami, które wydają się atrakcyjne właśnie przez ich logiczność i spójność, ale niszczą, nas, ludzi. Przykład aktualny: logika wszelkich ułatwień właśnie zastępuje nasze imiona i nazwiska numerami pesel i numerami naszych telefonów (za kilka miesięcy podobno ma już nie być papierowych recept, co - dodatkowo da się zauważyć - pogarsza ochronę danych osobowych, bo papierowej recepty się nie czyta tak, że wszyscy w kolejce wiedzą co i dla kogo, a numery będziemy podawać na głos), a to na pewno zagraża naszej ludzkiej godności, którą właśnie wyróżnia to, że nadajemy sobie nawzajem imiona i szczycimy się różnymi nazwiskami, które same w sobie niosą jakąś wartość prawdy, historii i obyczajów! Inny przykład (też aktualny): wydaje się wielu osobom, że trzeba być całkowicie uległym, że właśnie uległość (tzw. nie czepianie się, zgoda na dosłownie wszystko) oznacza pokojowe nastawienie do czego się tylko da, ale w światopoglądzie pro-life prawda się ujawnia z całą siłą: człowiek pokoju trzeźwo ocenia sytuację i oczywiście, że nigdy nie atakuje, ale nie waha się, jeśli trzeba się bronić! Szuka więc argumentów, którymi da się przekonać wątpiących lub nawet pogubionych, albo - jeśli w rozpaczy, to - już kompletnie ogłupiałych, o obiektywnej wartości prawdy i życia, bo chce je ocalić i dla siebie, i dla wszystkich innych. I jeszcze jeden przykład (teraz dla programistów): "pliki, w katalogu, w którym właśnie jestem" zamieniają się w światopoglądzie pro-life na "pliki, w katalogu, z którego właśnie korzystam" oraz (trudniejsze) zamiast "stworzę sobie teraz następny plik" (najnowszy krzyk mody), tak jak kiedyś, bo było dobrze, czyli "otworzę sobie teraz nowy plik" (te wszystkie "stworzenia" [w sensie rzeczownika odczasownikowego] są niekoniecznie bałwochwalstwem [grzechem przeciw 1 przykazaniu Dekalogu], ale raczej traumą-zniewoleniem umysłowym [pokusą jest moda, czyli pewna perfidna estetyka brzmienia, której programiści teraz ulegają, więc grzechem przeciw 9 i 10 przykazaniu Dekalogu, co skutkuje właśnie tym zniewoleniem przy ukrytej mechanizmem obronnym, związanym w prawem, które nie jest pro-life, traumie], co sprawia pracę dla duszy, którą można porównać do jazdy autem na lekko zaciągniętym hamulcu ręcznym, czyli nie uniemożliwia nawrócenie, ale bardzo je utrudnia, ponieważ wydaje się, że może jest OK). Psychologia zinterpretowałaby to raczej jako zachowanie niedojrzałe, które można zwerbalizować w następujący sposób: "Jeśli nasze dziewczyny niszczą poczęte nasze dzieci, zamiast naturalnie przekonywać nas do nich, bo naturalnie są od nas zawsze dojrzalsze, to my tyle zrozumieliśmy, że trzeba na to protestować, więc tego jednak nie wytrzymujemy i zamiast uczestniczyć w Bożym dziele stworzenia, będziemy sobie stwarzali programy komputerowe, co jest zajmujące i przynosi sporo forsy, więc za jakiś czas pewnie nie będzie się nam chciało w ogóle mieć dzieci, a one tego nawet nie zauważą, ponieważ i tak zajmują się albo lalkami, albo własnym wyglądem". Dlaczego należy się bronić przed spójnymi logikami, które odrywają lub są oderwane od rzeczywistości? Dlatego, że spójna logika jest eufemizmem na tę rzeczywistość, którą reprezentuje, a którą psychiatria nazywa już bez znieczulenia: paranoją! Im więcej paranoi, tym mniej winy, to fakt. Ale też więcej tragedii, a w ogóle nie o to w życiu chodzi. Przy okazji dobrze widać jaki mamy wybór: albo grzesznik (grzesznik może się nawrócić, czyli całkiem sporo zależy od niego), albo człowiek z zaburzeniami (człowiek z zaburzeniami powinien się leczyć, a to zazwyczaj niesie ryzyko, więc albo wyzdrowieje, albo nie, a lista zaburzeń zmienną jest, bo zależy nie tylko od światopoglądu, ale też właśnie od mody i tego co się aktualnie najlepiej sprzedaje);
  86. (...);
  87. Z encykliki EVANGELIUM VITAE św. Jana Pawła II: „Jest to zgubny rezultat nieograniczonego relatywizmu: 'prawo' przestaje być prawem, ponieważ nie jest już oparte na mocnym fundamencie nienaruszalności godności osoby ludzkiej, ale zostaje podporządkowane woli silniejszego. W ten sposób demokracja, sprzeniewierzając się własnym zasadom, przeradza się w istocie w system totalitarny. Państwo nie jest już 'wspólnym domem', gdzie wszyscy mogą żyć zgodnie z podstawowymi zasadami równości, ale przekształca się w państwo tyrańskie, uzurpując sobie prawo do dysponowania życiem słabszych i bezbronnych, dzieci jeszcze nie narodzonych i starców, w imię pożytku społecznego, który w rzeczywistości oznacza jedynie interes jakiejś grupy”.
  88. Kara ekskomuniki za aborcję ratuje!, a nie niszczy. To jest bardzo ważne, żeby to dobrze rozumieć. Jest to sposób oznaczenia miejsca, które jest krytycznie zakażone, więc grozi gangrena. Jeśli się nie uda w porę ekskomuniki zdjąć, musi dojść do amputacji, ze względu na ratowanie życia całego organizmu. Nie jest to więc sytuacja odłączenia, bo tego typu sytuacja polega na czymś innym: jakaś latorośl jest - przepraszam za kolokwializm - w wazonie, a nie na winnym krzewie. Dla nas, katolików, najważniejsze jest więc, żeby wiedzieć z całą pewnością jaką się ma własną sytuację. W każdej innej sytuacji, czyli w świecie ludzi nieochrzczonych, którzy popełnili czyn, który byłby w Kościele Rzymskokatolickim uznany za aborcję, czyli gdzie nam grozi gangrena, tam jest już kompletna martwica tkanki, na której może jeszcze zdołają wyrosnąć huby;
  89. Państwo ochrzczone z prawem i ludźmi pro-life jest prawdziwym i nieocenionym skarbcem mądrości, rezerwatem-dziedzictwem całej ludzkości, w którym bezinteresownie serdeczna relacja ma wytrawny, a nie słodki smak. Jednak drogą do tego smaku jest prawdziwa gorycz (ten skrót myślowy na pewno nie jest teraz jeszcze łatwy do rozpoznania, więc dodam, że chodzi o gorycz oleju z kolendry, a nie o gorycz z żółci);
  90. Odczucie ssania w żołądku, czyli tego co wydaje się być głodem (prawdziwy głód daje inne odczucie), ale tak naprawdę jest bardzo silnym stresem i prowadzi do wrzodów, zmniejsza się proporcjonalnie do pojawiania się większej ilości ludzi i koncepcji prawdziwie pro-life. Całkiem możliwe, że jednym z korzystnych skutków ubocznych światopoglądu pro-life jest skuteczne wspomaganie w profilaktyce otyłości i w porządnej diecie odchudzającej. Odczułam to dziś bardzo wyraźnie po tym, jak trafiłam na Internecie na informację o tym, że Verona ogłosiła się (w zeszłym już roku) miastem pro-life, a w naszym Podkarpackiem (w całym województwie) będzie strefa pro-life.
  91. Argumenty-trofea po walkach duchowych: a. kilka lat temu rozpoznałam, że tzw. zdolności radiestezyjne są ruchem, który pochodzi od złego ducha, a dokładniej z kradzieży czegoś duchowego (nie może to być kradzież materii, ponieważ materia jest dobra), co skutkuje tego typu ruchem, który ludzie nazywają tymi zdolnościami lub predyspozycjami; uważam to (po rozeznaniu) za natręctwo złego ducha wzięte z faktu władek domacicznych, które zostały założone i są noszone. Oznacza to, że zdolności radiestezyjne powinny znikać wraz z usuwaniem tych wkładek, jednak trzeba tu dodać, że diabeł posługuje się tylko złem, więc te natręctwa duchowe, które wyglądają na coś dobrego (nawet są nazywane talentem) dostają się tym ludziom, którzy są pro-life, ale o tym zapomnieli, bo uznali, że to ich nie dotyczy. Dlatego tym ludziom to się dostaje, ponieważ tylko wtedy to natręctwo okazuje się jakoś uporządkowane, więc może falsyfikować dobro, ale uporządkowanie to nie bierze się od złego ducha, bo nie może (uporządkowanie jest dobre), tylko od posłuszeństwa Bogu, czyli - można też pewnie powiedzieć - posłuszeństwa łasce Bożej (intuicyjnego wybierania dobra), która działa w ludziach, jeśli tego chcą, co dzieje się także wtedy, gdy całkowicie brakuje świadomości jakiegoś zła, bo wygląda na dobro; b. w psychologii ten sam temat plasuje się w błędzie dotyczącym wyjaśnienia wzmożonego apetytu po rozmowie z kobietą, która ma władkę. To się tłumaczy w psychologii mniej więcej jako ukryty problem matki pożerającej swoje dzieci (ukrycie polega na tym, że problem z tzw. napadowym apetytem mogą mieć wszelkie osoby: zarówno te, które mają wkładki, jak i te, które miały kontakt z kobietami, które mają wkładki). Ale to jest błędne rozpoznanie. Już bliżej prawdy, jest Goya, który namalował w ramach malarskiej intuicji na ten właśnie temat sensowny dość obraz (bez problemu można go znaleźć na Internecie); to też dotyczy tego samego problemu, czyli umierania zamordowanych w jakiś sposób w macicach maleńkich poczętych ludzi; relacja z kobietą-grobem powoduje ukrytą panikę, która odzywa się czymkolwiek się da, żeby ratować człowieka w tego typu ukrytej panice, bo panika w tych sytuacjach jest adekwatną reakcją, ale musi znaleźć jakiekolwiek ujście, więc uwidacznia się w napadzie 'głodu', co nie jest już reakcją z instynktu samozachowawczego, ale reakcją odzwierzęcą, którą wyjaśnia fakt w typie zjadania przez suki po porodzie łożyska, z tą różnicą, że tamto jest podobno normalne (nie mogę tego powiedzieć z całą pewnością, bo musiałabym sprawdzić i to nie jeden raz [nie to czy suka w ten sposób się zachowuje, bo wiadomo, ale to czy tego typu zachowanie na pewno jest normalne]), a to jest z nierozpoznanego poczucia winy po zbrodni przeciw ludzkości w ramach ludzkiego gatunku (ludzi homo sapiens), czyli coś jest zjadane nagle i szybko (suka po porodzie swoje łożysko też zjada szybko), bo coś krytycznie przeraża, ale zupełnie nie wiadomo co. I mamy faktycznie coś co można próbować nazywać chorobami cywilizacyjnymi (otyłość, miażdżyca, nowotwory itp.), tyle że z zastrzeżeniem, iż nie jest to chorobą, ale ukrytą paniką, a chodzi o cywilizację śmierci, bo cywilizacja życia jest dostępna tylko w światopoglądzie pro-life;
  92. Sprawa ogromnej wagi, jeśli chodzi o profilaktykę chorób pamięci! Jeśli człowiek nie poradził sobie z ukrytą paniką przez napadowe jedzenie po odczuciu makabrycznego 'głodu', w końcu się bezwiednie poddaje i zaczyna zapominać (uruchamia jeszcze silniejszy mechanizm obronny), bo już nie ma innego sposobu na obronę przed tym co sprawia tę panikę, jak zapominanie, i to też jest 'choroba' cywilizacji śmierci. Jeszcze chciałam to powtórzyć w inny sposób: Kto ma ekskomunikę za aborcję, musi poprosić o jej zdjęcie (nie wystarczy sama spowiedź uszna) i najlepiej jak najszybciej po rozeznaniu, bo ta ekskomunika zmienia całkowicie życie człowieka, który ją ma na życie zrujnowane (w sposób ukryty lub jawny) i zagrożone! (też w sposób ukryty lub jawny, albo i ukryty, i jawny), ponieważ złemu duchowi, jak już doprowadzi jakąś duszę do grzechu ciężkiego, potem chodzi o to, żeby nie udało się zdjąć z niej tej ekskomuniki, gdyż wtedy człowiek nie tylko sam jest kompletnie zniszczony (przez własny grzech), ale jeszcze na dodatek niszczy innych, więc zły duch dąży do tego, żeby osoba z ekskomuniką, jeśli się udaje Bogu sprawiać, że wciąż żyje, przynajmniej zapomniała o tym, że ma poprosić o jej zdjęcie. Drugą podobną sytuacją, odrobinę mniej niebezpieczną, jest ta, w której ktoś nie ma ekskomuniki, ale przebywał lub przebywa w warunkach, które są 'widoczne' dla złego ducha, a te warunki są tego typu, że zły duch może próbować podejrzewać tę ekskomunikę. Wtedy trzeba się bronić dosłownie modlitwą błagalną o uwolnienie lub nawet (w najtrudniejszych przypadkach) prosząc kapłana, który jest wyznaczony do takiej posługi, o egzorcyzm (w lżejszych przypadkach wystarczy świadectwo nawrócenia, czyli jakiś artykuł o takim życiowym przełomie lub wywiad, czy - jeśli ktoś chce i ma takie możliwości - nawet książka);
  93. Gdy prawo i fakty nie są pro-life, gromadzą się gdzieś jakieś niebezpieczne duchowe energie, które w ogóle nie są nadprzyrodzone, ale tylko nadnaturalne, czyli nie wynikają z łaski Bożej (przyjmowanej świadomie lub intuicyjnie), ale z morderczej nienawiści złych duchów do całej ludzkości, której jacyś ludzie dali dostęp. Trzeba to nauczyć się rozumieć i się przed tym nauczyć bronić. W chrześcijaństwie wyrzekamy się złego ducha. To musi już być oczywiste; dodatek z 2 maja 2020 r.: nie umiem tego ująć w proste wyjaśnienie, ale w 'walce ze złymi duchami' nie chodzi o 'ciemnogród', ale walkę z tym co w danych czasach już nie poddaje się łatwej obróbce intelektualnej, np. w ogóle brakuje na to określenia, lub brakuje klasyfikacji w znanych chorobach, albo nie mieści się uznanej metodologii naukowych badań, a okazuje się bardzo szkodliwe, czy wręcz niszczące jakieś obektywne dobro dużego znaczenia, czyli np. pojawiają się objawy jakiejś choroby, która sprawia ogromne cierpienia, ale znika z chwilą wizyty u lekarza, co człowieka, który tego doświadczył po prostu kompromituje. Mniej więcej o to chodzi. Wielu chrześcijan nie tylko wciąż jeszcze nie radzi sobie ze zwykłym zabobonem (dla osób słabo wykształconych może to być trudne intelektualnie), ale miesza wyrzeczenie z wiarą, a chodzi o wyrzeczenie, czyli wierzymy w Boga i Bogu, a przed złem (przed złym duchem) się bronimy, ponieważ się go wyrzekamy, nie mamy części wspólnych. Chrzest sprawia w nas chyba taki skutek, że nie ma przylegania do zła (tak długo, jak człowiek nie nagrzeszy), ale pozostaje mniejsze lub większe ryzyko, ponieważ ono jest częścią wolności, czyli musi być, żeby człowiek miał szansę na miłość.
  94. W światopoglądzie pro-life pewne sprawy okazują się pewnikiem, czyli nie potrzebują wiary, ponieważ odnajduje się dla nich logiki, które są dostępne tylko w cywilizacji życia, a logiki te zawsze niosą jakieś obiektywne dobro, ratują od jakiegoś zła: dwie plansze tzw. niebezpiecznych znaków czasem można znaleźć w przykościelnych gablotach, ale nie każdy rozumie na czym polega ich szkodliwość. Wyjaśnię to za pomocą logiki w światopoglądzie pro-life: każda rzecz (rzecz dobrze jest tu rozumieć filozoficznie), jeśli przedstawia to co jest skojarzone w umyśle danego człowieka z ludobóstwem (ukrytym, jawnym lub tym i tym) lub jakąś zbrodnią, która nie wygląda na ludobójstwo, ale też nim jest, sprawia w człowieku strach, przerażenie, szok, a nawet długotrwałą psychozę, oddziaływuje w ten sposób, że hipnotyzuje (hipnoza jest paraliżującym świadomość mechanizmem obronnym). Na dodatek nie każdego w ten sam sposób. Raz to dzieje się na poziomie atawistycznym, innym razem na poziomie instynktu samozachowawczego, a jeszcze innym razem na poziomie tego co nazywam niedoświadomością (to jest pewna "przestrzeń" naszych relacji z innymi ludźmi i ze światem, którą się odkrywa, jeśli się uda wydostać ze światopoglądu, który uznaje za pewnik podświadomość, świadomość, nadświadomość i konflikt). Jeśli na poziomie atawistycznym, lęk ten (w jakiejś jego skali) ujawnia się tylko w bardzo specyficznych warunkach, np. w psychoterapii lub podczas przyjmowania środków psychotropowych, jeśli na poziomie instynktu samozachowawczego, wtedy lęk ten (podobnie w jakiejś jego skali) ujawnia się w przestrzeni zniewoleń zagrażających życiu (człowiek zamiast uciekać przed nadjeżdżającym autem, stoi jak sparaliżowany), natomiast jeśli na poziomie niedoświadomości, ujawnienie to pozwala konstatować przestrzeń, w której toczy się zacięta walka o kontrolę naszych umysłów, w której da się ją przezwyciężać. Przezwycięża nawet tylko spojrzenie na krzyż Chrystusowy lub medalik św. Benedykta. To jest obiektywne i dostępne każdemu dobro. Kto tego nie przezwycięży, wstaje po tego typu ataku na umysł, z umysłem poddanym jakiejś kontroli, czyli "idzie" już nie naturalną siłą (siłą radości życia [bierze się z zachwytu prawdziwym pięknem], zadowolenia, zdrowia, dobrych relacji z ludźmi, pragnienia służenia, pragnienia przyjęcia pomocy itd.), ale siłą jakiegoś popędu (pożądaniem, odwetem lub rozpaczą, na dodatek cudzą, "daną" od kontrolera), co jeśli przestaje być odrzucane (może się to zdarzyć z powodu braku sił do duchowej walki [siły do walki duchowej bierze się tylko z modlitwy, w żadnym razie nie z ćwiczeń na koncentrację]), znika ustępując... psychopatii. Społeczeństwo psychopatyczne nie jest już społeczeństwem wolnym, nie jest też społeczeństwem pokojowym, ale tylko wyglądającym na pokojowe (nic złego nikt nie zrobi nie dlatego, że taką podjął decyzję, ale dlatego, że nie ma jak, ale nie chodzi o brak możliwości, bo np. nie ma czym, ale ten brak, który wynika np. z jakiś amputacji tego co naturalne i zdrowe, czyli np. nikt nie może uderzyć, bo nikt nie ma rąk lub nikt nie może kochać, bo nie ma żadnych uczuć [częścią miłości są jej uczucia]). Dlatego te znaki są tak bardzo niebezpieczne. Niebezpieczne są także ich pochodne, ponieważ "reprezentują" przestrzeń zamkniętą. Biorą się tylko z "rozciągnięcia" pierwszej wersji do jakiejś innej. Mieszają się z tymi, które nie są pochodnymi, ale biorą się z przestrzeni rzeczywiście twórczej i oczerniają je. Im ich jest więcej, tym więcej pracy ich ofiara musi wykonać, żeby umysł uwolnić spod jarzma narzucanej w ten sposób kontroli, w końcu, jeśli nie podoła temu "nadmiarowi", pada z wycieńczenia. Te znaki po prostu trzeba usuwać, a jedyne co można, to umieszczać je gdzieś w celach wyjaśniających na czym polega to niebezpieczeństwo i to w takich miejscach, w których człowiek będzie miał możliwość od razu swój umysł odtruć. Co się kojarzy bez wątpienia z II wojną światową oraz z komunizmem, w ten sposób oddziaływuje, czyli zniewala nas. Mam teraz na myśli okładki różnych książek. Ale nie tylko to! Przerażona jest natura ludzka, ponieważ natura ludzka, jak i cała natura, chce żyć. W ten sam niebezpieczny sposób oddziaływują na nasz umysł kobiety, w których łonach obumiera w inny, niż naturalny sposób, poczęte życie ludzkie, więc w tym kontekście nie można już mówić, że kto zakłada na lusterko w aucie różaniec, na pewno robi z niego amulet. Można powiedzieć tylko to, że nie wiadomo. Wszystkie wkładki domaciczne i wszystkie przyrządy radiestezyjne (oraz ich fotografie i rysunki) są też niebezpiecznymi znakami. Jeśli chodzi o ludzi, to człowiek jest dobrem, więc jest silniejszy od zła, które czasem przedstawia po swoich makabrycznych czynach, czyli nie oddziaływuje z tą siłą, jak niebezpieczne znaki, choć o równej sile może być czasem jakiś jego ruch, czy głos, a nawet tekst, a od osób ćwiczących hatha-jogę także jakieś fragmenty rysunku ciała, czy cała sylwetka, może lepiej powiedzieć - postać. Kosmetyki, do których dodano komórki z ciał abortowanych dzieci też oddziaływują zniewalająco. W tych zniewoleniach najprawdopodobniej połapała się Bawaria, bo wprowadziła obowiązek umieszczania krzyża Chrystusowego w przestrzeniach publicznych. Bardzo dobrze zrobiła. Dodam jeszcze, że kto oszukuje kobietę w ten sposób, że ona ma wkładkę, ale nie rozumie zasady jej działania, bo gdyby rozumiała, na pewno by jej nie miała, sam robi się tym niebezpiecznym znakiem, który się czasem musi odezwać, ponieważ dla złego ducha materia nie ma najmniejszego znaczenia, a tylko zło, które pozwala mu niszczyć człowieka. Taka kobieta jest ofiarą (osobą poszkodowaną), a nie sprawcą. Człowiek zamknięty (nie chodzi o zamknięcie w sobie lub w jakimś pomieszczeniu, ale o zamknięcie umysłowe, które jest - okazuje się - bardzo atrakcyjne na rynku pracy) ma zrównoważone dwie półkule mózgowe, czyli jest umysłowo symetryczny. To jest niedobre! Nikt kto jest ochrzczony nie jest umysłowo symetryczny, choć może czasem doświadczać tego typu oczerniających zniewoleń. Tak, można czasem się tak pomodlić: Oddaję się Tobie, Duchu Święty, Ty mnie prowadź, Ty mnie poucz, Ty mnie uzdrów, ponieważ jestem osobą poszkodowaną, więc nie jestem pewny nawet swojego oddechu, a Ty jesteś na pewno Miłością. Twór, który wygląda na człowieka, ale nim nie jest, na pewno jest jednym z nowych niebezpiecznych znaków, ponieważ nie ma moralnej zgody na tego typu rzecz (akceptuje ją tylko brak moralności lub moralność błędna);
  95. Kobieta, która świadomie i dobrowolnie wzięła, choćby jeden raz tabletkę po, ma na pewno uszkodzony instynkt macierzyński. To nie jest sytuacja nieodwracalna, ale potrzeba kilku lat na odbudowę. Mężczyzna, jeśli choćby jeden raz świadomie i dobrowolnie namówił kobietę do wzięcia tej tabletki, ma tę samą sytuację. Zdrowy instynkt macierzyński najpierw się budzi, a potem dojrzewa. Można to rozpoznać po pewnych przewartościowaniach. Przykładowo przyszła mama przestaje się przejmować tym, że przytyje, a zaczyna się cieszyć tym, że jak będzie karmić piersią, to będzie zajadać różne pożywne smakołyki, bo będzie jej zależało na jak najlepszym pokarmie dla swojego dziecka. Podobnie ma się rzecz z instynktem ojcowskim: przyszły tata np. chowa swoją dumę do kieszeni i idzie śmiało do szefa poprosić o podwyżkę, bo chce żonie kupować te smakołyki i jeszcze spoglądać czasem jak ona je zjada, a on się przy tym poświęca i mówi, że to tylko dla niej, bo ona będzie karmić piersią. Kiedy wszystkie dzieci są już odchowane, samodzielne i dorosłe, instynkt ten - jak piersi po karmieniu - jakoś się zasusza, a następnie jeśli się pojawią wnuki okazuje się uczuciem babć i dziadków do wnuków lub/i zdolnością do budowania bardzo dojrzałych relacji przyjaźni, zarówno w rodzinie, także z własnymi dziećmi, jeśli dzieci na to pozwolą, i oczywiście z osobami obcymi, z nowymi znajomymi. Jednak z zatrzeżeniem, że przyjaźń to drogocenny skarb, więc nie trafia się często. Można liczyć na małą ilość takich przyjaźni w życiu, bo tylko mała ilość przyjaciół jest w stanie przyjaźń potwierdzić;
  96. Wiele z moich argumentów pro-life polega na tym, że mogę coś z tego, co rozeznałam na przestrzeni kilkunastu lat w ogóle wyrazić w słowach (chciałam do tego dojść drogą dowodu filozoficznego, jednak musiałam moje studia doktoranckie przerwać [z przyczyn ode mnie niezależnych, co mogę też nazwać na tym blogu inaczej: decyzją sumienia z oczywistych życiowych i duchowych powodów]) oraz mogę to napisać na moim prywatnym blogu (tym właśnie). Kolejną więc taką 'rzeczą' jest moja hipoteza o tym, że wszystko co się dzieje z mordowanym poczętym życiem przed jego narodzeniem, ma swój widoczny wyraz w jakiś ruchach jakiś ludzi (tu jest istotne rozróżnienie ruchów i czynów), bo musi tak być (tak jest świat urządzony); przykładowo wyrazem tym może być nawet pląsawica, ale też i inne podobne 'choroby', które nie są zdeterminowane przestrzennie, tylko duchowo, ale mogą na ten temat 'kłamać' (mogą się przejawiać jako zdeterminowane przestrzennie, np. geograficznie). Jak zwykle w tego typu przypadkach trzeba mieć na względzie, że część ludzi z tego typu 'chorobami' to osoby poszkodowane i to ze względu na dobro, które chcą lub chcieliby uczynić, gdyby nie byli poszkodowani. To się da rozeznawać, jeśli istnieje możliwość, żeby w łasce uświęcającej, w jakiś zaufanych relacjach 'puścić' swobodnie różne narzucone kontrole przez różne ćwiczenia i argumenty tzw. mowy ciała. Chodzi o zaufanie życiu i spontaniczność oraz o uznanie, przynajmniej na czas tego rozeznawania (może ono zająć kilka a nawet kilkanaście lat), że choć człowiek w regresie i w różnego typu naiwnych uproszczeniach faktycznie skupia się na informacjach przekazywanych niewerbalnie, to jego osobowa godność z całą pewnością pozwala mu na zapanowanie nad tym, i na świadome i dobrowolne skierowanie własnej uwagi na przekaz werbalny i merytoryczny w dłuższym czasie, niż - jak mówią, że podobno ma miejsce - 20% czasu przekazu. Warto dodać, że już w XVI wieku św. Teresa od Jezusa, doktor Kościoła, zauważyła, iż nie zawsze dusza może wyrazić to co pojęła. Czasem z jakiegoś powodu właśnie nie może. W każdym razie na pewno rozumienie czegoś oraz zdolność do podzielenia się tym rozumieniem z innymi to dwie różne łaski dane duszy od Boga. Dodam, że w światopoglądzie pro-life 'widać' czasem nawet to, że wszystkie cierpienia bólowe zadawane gdzieś na świecie jakimś ludziom mają swój 'obraz' w jakiś innych ludziach, co również nie jest zdeterminowane przestrzennie. Jeszcze tego nie umiemy rozpoznawać na wystarczająco dużą skalę, więc dajemy się przekonać do różnych chorób rzekomo naszych. Teraz mam na myśli różne (słabsze lub silniejsze), nie poddające się prawie żadnym środkom przeciwbólowym, neuralgie. Na słabsze neuralgie nauczyliśmy się prawie nie zwracać uwagi lub uważamy je za wyjaśnione (np. uważamy je za bóle reumatyczne na zmianę pogody lub bóle odkręgosłupowe, albo za zsomatyzowane cierpienie duchowe, także za bóle artretyczne), z nauralgiami nie do wytrzymania próbujemy walczyć. Walki te jednak na razie kończą się fiaskiem, ponieważ nie trafiają w problem, a do problemu tego trzeba podejść od strony duchowej: tylko ból, który pochodzi od Boga, czyli wynika z normalnych chorób, z normalnych uszkodzeń lub z normalnych procesów starzenia da się wytrzymać i na pewno da się wytrzymać, ponieważ pomagają na to dostępne środki przeciwbólowe, ale czasem niektórzy ludzie doświadczają bólu, którego nie da się wytrzymać, i to trzeba chociaż spróbować rozpoznać jako ból, który nie pochodzi od Boga, a jeśli nie od Boga, to nie od natury, czyli bierze się z jakiś 'spiętrzeń' cierpienia natury (ludzkiej czy zwierzęcej, przez np. reiki), pochodzi więc od czegoś co wynika z cywilizacji śmierci. I to też czyni nas poszkodowanymi, łatwiejszym łupem argumentów za autanazją. I przed tym też już musimy się w Polsce uczyć skutecznie bronić;
  97. Rozkminiona w katolickim i zachodnioeuropejskim światopoglądzie pro-life prawdziwa joga (prawdziwa oznacza, że nie komercyjna, ale podawana ze szlachetnych intencji) okazuje się w naszej cywilizacji podwójnie ukrytą hinduską psychiatrią. Nie jest gwałtliwa (ale niestety uzależnia) tylko dla osób, które rzeczywiście potrzebują tam (w Indiach lub w hinduskim światopoglądzie) pomocy w zakresie, który nasza cywilizacja rozpoznaje jako ciężkie zaburzenia psychiczne, w każdym innym przypadku okazuje się w naszej cywilizacji i kulturze ukrytą formą przemocy. Podwójne ukrycie oznacza ukrycie przez religię (ale właśnie niechrześcijańską, w hinduizmie wszystko jest religijne, także filozofia), czyli podaje motyw religijny jako uzasadnienie tych praktyk, oraz ukrycie przez cywilizację (hinduską właśnie), co jest ukryciem dla ludzi naszej cywilizacji inwazyjnym, tzn. po pewnym czasie tracimy tam człowieka dla naszej cywilizacji. Rozkminiona psychoterapia gestalt okazuje się w jakimś zakresie tym samym, ale ukrycie jest pojedyncze, tzn. nie ma ukrycia cywilizacyjnego, a tylko religijne (religia buduje się samoistnie na wierze w człowieka), natomiast tzw. terapia gestalt ma też podwójne ukrycie, ponieważ ukrycie religijne jest ukryte w ruchach new age (wiarę w człowieka zastępuje wiara w energie, a to z kolei jest ukrytym materializmem, czyli w zasadzie ateizmem, co - jak wiadomo - jest brakiem wiary w Boga, czyli wiarą w to, że Bóg nie istnieje [ateizm i materializm jest naszym, w zachodnim chrześcijaństwie, rodzimym terenem misyjnym, co w praktyce przekłada się na całkowicie nieinwazyjną opiekę paliatywną, która polega na naszym dojrzewaniu do rozumienia tego co się stało: nie każdy otrzymuje łaskę wiary lub właśnie każdy, ale niektórzy są w ten sposób duchowo pouszkadzani, że brakuje im tej wiary, która pozwala uwierzyć w Boga; warto dodać przy okazji, że materializm, który nie zwalcza Kościoła, a co najwyżej głupotę, nie jest szkodliwy dla mądrości, nie trzeba się więc go bać]). W naszej cywilizacji korzystamy, jeśli ktoś potrzebuje, z leczenia psychiatrycznego (tyle, że to jest akurat wciąż dość trudne, bo prawdziwa psychiatria cały czas jest dość mocno zmieszana z psychiatrią komercyjną), i to nie powinno być za jakiś czas w ogóle ukryte, bo w prawdziwej psychiatrii nie ma okultyzmu (w tym wypadku chodzi o ukrycie z przerażenia, że ktoś się dowie, a przez to zniszczy np. czyjeś dobre imię), ale to są moje przewidywania, na razie jest na ten temat 'masakrycznie'. Według mnie nie da się wrócić do naszej cywlizacji w całej pełni inaczej tylko, jak przez jakiś etap prawdziwego leczenia psychiatrycznego, choć na pewno można odzyskać lub uzyskać jakieś psychiczne zdrowie. Wtedy jednak skutkiem ubocznym jest odcięcie się tego człowieka od naszej chrześcijańskiej cywilizacji, zostaje on pozyskany przez inną cywilizację. Kto po tzw. terapii gestalt znalazł się na psychiatrycznym OIOMIE, znalazł się na reanimacji CYWILIZACYJNEJ. Psychiatria jako taka nie jest religijna, natomiast jest osiągnięciem cywilizacyjnym, które jest owocem kultury zachodniej i polega na tym właśnie, że nasza psychiatria nie jest religijna (to samo dotyczy naszych psychoterapii i psychologii), bo bierze się od osiągnięć naukowych Z. Freuda. To co bierze się od C. G. Junga nie uważam za naszą cywilizację; w ogóle nie da się tego podciągnąć do cywilizacji życia;
  98. Być pro-life to ratować ludzkie różnice, uznać za możliwą do przyjęcia hipotezę o tym, że nie wszyscy ludzie z wszystkimi ludźmi czują się zawsze świetnie, ale właśnie naturą ludzką, a nie grzechem, wadą czy chorobą, jest to, iż pewni ludzie przy pewnych ludziach dosłownie rozkwitają, a przy innych marnieją. Mamy pomoce dla intuicji o tej prawdzie w przyrodzie: istnieją rośliny, które w wodzie marnieją, a lubią suszę lub istnieją rośliny, które niszczy pełne słońce, ale pięknie się rozwijają w półcieniu. Inne, lepsze przykłady są wyraźniejsze: cebula i kalarepa się lubią, a cebula i fasola nie. W pierwszym przypadku oba warzywa się doskonale czują i rozwijają, a w drugim oba się niszczą! Nie ma tu niczyjej winy! Tylko trzeba to 'rozkminić' naukowo;
  99. Argument pro-life na pierwsze zakończenie pierwszej setki: w światopoglądzie pro-life da się znajdować argumenty nawet pro-paix (pro-peace, pro-pace, dla pokoju na tak). Pierwszym argumentem pro-paix jest piosenka pt. Gdy piosenka szła do wojska;
  100. Argument pro-life na 100: na pewno w światopoglądzie pro-life da się znajdować argumenty nawet pro-paix (pro-peace, pro-pace, dla pokoju na tak). Drugim argumentem pro-paix, odrobinę w klimacie duchowości św. O. Maksymiliana Kolbego oraz Sługi Bożego Ks. Bpa Jana Pietraszki, jest piosenka pt. Tobie Mamo;
  101. Pierwszy argument pro-life drugiej setki to piosenka Nie, nie możesz teraz odejść, ale proszę jej posłuchać jako zwebalizowane tekstem, melodią i interpretacją błaganie dopiero co poczętego człowieka o życie. Nie zabijaj tej miłości, tzn. nic złego niech dusza nie robi nawet samej myśli, że może jej ciało jest w ciąży, czyli nosi w sobie dopiero co poczęte życie; daj spokojnie umrzeć jej, czyli na pewno nie w łonie, ale dużo, dużo później, najlepiej w poźnej starości, kiedy już nie będzie wiadomo co śpiewać przy urodzinowym toaście, bo pierwsze sto lat akurat się skończyło i zaczęła się ta nowa setka;
  102. Natomiast interwencyjnym i ratunkowym wsparciem dla kobiet na bardzo trudne chwile niech będzie piosenka Zamiast;
  103. Czas powiedzieć, że tyle (moich argumentów pro-life), więc jeśli tyle, to na odrobinę relaksu w sam raz na październik 2019 proponuję piosenkę Janek przedawca firanek. Dlatego to proponuję, że to jest niezła sztuka polska (trzeba na teledysk popatrzeć właśnie jak na sztukę; to taki ukryty Kantor XXI wieku);
  104. Chciałam jeszcze dorzucić coś na bis: Ojcu Świętemu Seniorowi dedykuję piosenkę Pożegnanie z publicznością, ponieważ modlę się w Jego intencji prawie codziennie od czasu abdykacji i wiem, że niektórzy go bardzo podle oczerniają, mieszając Go z Jungiem, ale to jest właśnie oszczerstwo! Piosenkę Pożegnanie z publicznością śpiewa człowiek na pewno świecki, bo to słychać w tekście, gdyż to jest charakterystyczne dla świeckich, że idą w ciemności, a czasem tylko coś więcej widzą w sprawach duchowych, więc bez na bieżąco aktualizowanej (odkrywanej na nowo na nowym odcinku życia) katechezy nie bardzo wiedzą co komu zawdzięczają (i zawsze podają jakiś nowy materiał do rozeznawania), ale ja podpowiem: wdzięczność jest na pewno dobra, więc Pan Bóg jest o nią zazdrosny, czyli jeśli tylko się da, zagarnia ją dla siebie. Jeszcze lubię Skaldów. Warto też zauważyć, że pomysł na ochronę danych osobowych jest na pewno dobry, bo i Pan Jezus ją proponował, aczkolwiek w innych akcentach, co można w nieskrępowanym wyjaśnieniu ująć tak: „Kto się przyzna do Pana Jezusa przed ludźmi, może liczyć na uznanie tego za jego zgodę na przyznanie się Pana Jezusa do tego kogoś przed ludźmi”. Przyznaję się tutaj jeszcze do Jego Świątobliwości Ojca Świętego Franciszka, naprawdę zgłosiłabym Ojca Świętego Franciszka do pokojowej nagrody Nobla, gdybym tylko mogła. No i oczywiście do św. Jana Pawła II.
  105. Przepraszam, ale jeszcze to (dziś mamy 10.10.2019 r.): w naszej Konstytucji znalazłam jeszcze Art. 118, pkt. 2., który ma następujące brzmienie: „Inicjatywa ustawowawcza przysługuje również grupie co najmniej 100 000 obywateli mających prawo wybierania do Sejmu. Tryb postępowania w tej sprawie określa ustawa”. Jeśli ktoś może się tym zająć, proszę się nie wahać, ponieważ mam ogrom codziennych obowiązków, którym muszę podołać, czyli naprawdę nie mogę ich zostawić, bo dotyczą również bardzo ważnych spraw; aktualnie muszę też ochronić już mocno zmęczoną (żeby nie powiedzieć, że na wyczerpaniu) moją psychikę. Chodzi o to, żeby w naszym prawie znalazł się jak najszybciej zapis o prawnej ochronie życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Albo jakoś inaczej, czyli to samo, tylko jeszcze dodatkowo z wyłączeniem tego tematu z polityki ze względu na historyczny fakt chrztu Polski, który przecież nakłada na nas pewne trwałe moralne zobowiązania. Nie wiążę tego w tym momencie ze standardami światopoglądowymi, które są wymagane od katolików w Kościele, ale z osiągnięciami myśli i woli ludzkiej na poziomie spraw ogólnoludzkich, co w naszych czasach już nie jest sprzeczne z tymi standardami (człowiek przy pomocy własnego rozumowania na pewno może dojść do wniosku o słuszności prawnej ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci niezależnie od tego czy jest ochrzczony);światopogląd pro-life (projekt przypinki)
  106. Dziś (13 października 2019 r., wieczorem) myślę, że nie dwa, a trzy serca potrzebne są, żeby chwycić graficznie całe zagadnienie światopoglądu pro-life, więc mój projekt przypinki dla osób, które chciałyby taki światopogląd promować przez noszenie jej, tę myśl uwzględnia. Nie wiem czy wytrzyma próbę czasu, ale temat jest taki, że próbę tę musi trzymać na moim blogu. Oczywiście bieli ma nie być albo wcale, albo za wyjątkiem napisu. Może być całe 'dzieło' w posrebrzanym reliefie, a błękit w emalii lub srebro z turkusem. Wyrażam zgodę, jeśliby ktoś chciał, żeby na własne potrzeby zrobić sobie taką przypinkę według tego wzoru i tego opisu. Przypinka nie może być w najszerszym jej odcinku mniejsza niż 1,9 cm, a większa niż 2,9 cm. Może być wykonana albo tylko z metalu posrebrzanego (+ emalia), albo tylko ze srebra (+turkus) lub tylko z platyny (+ akwamaryny [można je osadzić, z przeproszeniem, za kratkami, żeby nie powypadały]). Formę serc można delikatnie skorygować, podobnie można postąpić z czcionką (użyłam czcionki Giorgia, z wytłuszczeniem, tylko małe litery). Napis ma być w reliefie wklęsłym (lub wypełniony białą emalią, ale wtedy przypinka musi być z metalu i tylko posrebrzana), a całość oprócz napisu zupełnie płaska.
  107. Dziś (14 października 2019 r., ale wcześniej, niż wieczorem) myślę, że powinnam do tego wszystkiego dodać jeszcze akcent malarski, ponieważ w światopoglądzie pro-life, w państwie ochrzczonym, maluje się odrobinę inna scena polityczna, niż ta, którą próbowałam wyrazić na tym blogu (w dacie 12 listopada 2018 r., w zakładce proponowane) z okazji Święta Niepodległości: skrajnia lewa (zaleta: lepiej, żeby ją było widać, wady: niebezpieczna, więc zawsze do odrzucenia), lewica radykalna (zaleta: widać każdego człowieka pozytywnie, wada: zagrożenie dla tożsamości cywilizacyjnej, bo nie ma w niczym niczego złego), lewica umiarkowana (zaleta: program-wizja państwa opiekuńczego nastawiony na sprawy godnościowe człowieka w każdym jego wieku i w każdej jego sytuacji życiowej i zawodowej, wada: zagrożenie dla wiary przez powszechny dostęp do materialnego dobrobytu), centro-lewica (zaleta: przemiany w kierunku państwa opiekuńczego nastawionego na sprawy godnościowe człowieka w jego wieku produkcyjnym, nie ma zagrożenia dla wiary katolickiej, gorsza sytuacja ludzi starszych, chorych i niepełnosprawnych tworzy mile widzianą przestrzeń dla posługi katolików, więc jest bez znaczenia), brak centrum (tę duchową przestrzeń zajmuje chrzest państwa), centro-prawica (zaleta: państwo umiarkowanie opiekuńcze, promujące dystrybucjonizm, ekologię, w nazwach partii centro-prawicowych pojawia się przymiotnik „chrześcijański”, wada: ludzie mają problem z rozpoznawaniem prawdy o własnej wolności religijnej), prawica umiarkowana (zaleta: więcej władzy otrzymują samorządy, promocja biznesu jako takiego, wada: słabsi gorzej sobie radzą, bo potykają się o za trudne dla nich życiowe wyzwania), prawica radykalna (zaleta: widać człowieka w prawdzie, a prawda nie zawsze jest tylko miła i przyjemna, wada: słabsi i skrzywdzeni czują się zepchnięci na margines, dosłownie może się zdarzyć ich zniknięcie), skrajnia prawa (zaleta: lepiej, żeby ją było widać, wady: niebezpieczna, więc zawsze do odrzucenia). Do tego musi być (tyle, że nie na osi) partia rolników (akcent na sprawy związane z wyżywieniem), partia ekologów (akcent na sprawy związane z ochroną środowiska) i partia humanitarna (akcent na sprawy związane z ratowaniem zagrożonego ludzkiego życia i zagrożonej ludzkiej godności, oraz na ekspedycje ratunkowe do miejsc dotkniętych jakimś rodzajem klęsk). Jakoś tak to teraz widzę; wynika z tego, że 9 partii powinno być na stałe, a z tego przynajmniej 5, a najlepiej 6-7 powinno zdobywać mandaty do sejmu i senatu. Opozycja tworzy się tylko wtedy, kiedy to naprawdę jest konieczne, natomiast kiedy nie jest to konieczne, każdy przedstawia swoją perspektywę omawianego tematu, a potem oczywiście głosowanie. Nie ma tego co teraz jest obowiązkowe, czyli konfliktu w różnicy poglądów. Każda z takich 9 partii powinna mieć zagwarantowane mandatowe minimum: 3 mandaty (2 w sejmie i 1 w senacie), które na daną kadencję albo otrzyma, albo nie. Jeśli na daną kadencję nie otrzyma (nie tylko przez to, że nie otrzymała potrzebnej ilości głosów, ale także dlatego, że jeszcze nie istnieje), pozostają niewykorzystane. Przyznanie tych mandatów jakiejś konkretnej partii = rozpoznanie z całą pewnością, że dana partia mieści się w bezpiecznym obszarze poglądów, czyli nie należy do skrajni. Do tego wszystkiego warto pamiętać, że chrześcijaństwo zachodnie wręcz organicznie ciąży w stronę niezależności od polityki (na tematy polityczne oferuje przemyślenia lub wyjaśnienia; wierni mają tacę, a na cele pomagania potrzebującym samodzielnie zbiera ofiary) a chrześcijaństwo wschodnie właśnie współgra z polityką przez to, że jest lub bywa zależne od państwa (świątynie utrzymuje państwo, a nie taca, oraz [nie wiem tego na pewno, ale wydaje mi się, że] na cele charytatywne też może otrzymywać fundusze od państwa). To jest obraz sceny politycznej, w sytuacji, kiedy nikt nie kwestionuje prawa człowieka do prawnej i rzeczywistej ochrony jego życia i jego godności od poczęcia do naturalnej śmierci w państwie, które przyjęło chrzest (wyjaśnienie kolorów [od lewej]: fioletowy – lewica radykalna, lila – lewica umiarkowana, biały – centro-lewica, czerwony – chrzest państwa, błękitny – centro-prawica, brązowy – prawica umiarkowana, szafirowy – prawica radykalna, różowy – partia humanitarna, ciemnozielony – partia rolników, jasnozielony – partia ekologów (można przyjąć te oznaczenia kolorystyczne na stałe, gdyby ktoś chciał):

obraz sceny politycznej w światopoglądzie pro-life w państwie ochrzczonym

KONIEC BLOGA

Pointy moich argumentów pro-life: 1. proszę suplementować magnez przy zajmowaniu się tymi tematami. To są teraz, czyli w sytuacji, gdy coś z tych spraw rzeczywiście przedostaje się do pełnej świadomości, krytycznie trudne tematy. Proszę też poczytać o tzw. stresie oksydacyjnym i zadbać na stałe o siebie w tym zakresie; 2. odczucie przygnębienia przy zajmowaniu się tematami pro-life jest naturalne i trzeba je nauczyć się znosić. Robi się łatwiejsze, jeśli się je rozumie: tak się przeżywa radość na poziomie ratowania ludzi od ludobóstwa, kiedy dusza czuje, że dobrze robi, natychmiast odpoczywa przed Bogiem w swoim wnętrzu, co daje odczucie trudnego do opisania przygnębienia, które nie dotyczy już psychiki, ale jest duchowe (dusza podjęła słuszną decyzję, ale po niej znajduje się w warunkach krytycznych dla jej psychiki, więc Duch Święty pociąga ją głębiej, do jej wnętrza, po to, aby niejako cały czas trwała przed Bogiem, co daje jej nowe siły do zajmowania się tą sprawą lub do życia w ogóle, jeśli już nic więcej z woli Bożej nie może w tym względzie uczynić). Tylko to jest zdrowym uczuciem przy tych tematach. Każde inne, zwłaszcza jakaś euforia, jest znakiem ostrzegawczym, że trzeba właśnie zadbać o siebie. Jeśliby ktoś chciał się nauczyć uczuć i odczuć własnej duszy w obliczu ludobójstwa dokonywanego na chrześcijanach, w Krakowie jest taka możliwość, ponieważ stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie na ul. Stradom ma kawiarnię. Po kawie wypitej tam powinny się pojawić silne lęki, a to powinno podziałać jak szczepionka, czyli trzeba się liczyć z psychozą po kawie tam, ale po kilku tygodniach powinno się okazać, że dusza jest silniejsza i więcej może zrobić dobra w temacie pro-life (notabene nie wiem dlaczego tam są organizowane spotkania filmowe dla seniorów; jeśli przychodzą chrześcijanie, to chyba dla własnego męczeństwa, ale to jest właśnie autodestrukcja, więc odradzam); 3. wymyśliłam trzy nazwy dla nowych miast w Polsce (jedną w zeszłym roku podczas pielgrzymki do Gietrzwałdu). Nazwa wymyślona w zeszłym roku powstała od pierwszych liter pomysłu na miasto uratowanych ludzi, czyli Mulów. Następne dwa miasta mogłyby się nazywać Serdeczów (miasto ludzi wyjątkowo serdecznych) oraz Serduszów (miasto ludzi wyjątkowo dobrego serca). Gdyby takie miasta w Polsce powstały, mielibyśmy Mulawian, Serdeczan, i Serduszan; 4. jeśli ktoś po przeczytaniu moich argumentów pro-vie zdążył pomyśleć, że jeśli wszyscy będą pro-life, to nastaną jakieś nowe, wreszcie lepsze czasy, jest w błędzie. Nie nastaną nowe czasy, ponieważ one już nastały po tym jak nasze grzechy zamordowały na krzyżu Pana Jezusa, naszego jedynego Zbawiciela, a Pan następnie zmartwychwstał i nam o tym, że szczęśliwie zmartwychstał, powiedział (powiedział, bo Pan Jezus jest mistrzem przebaczenia, przecież nie musiał mówić, Zmartwychwstały Jezus mógł odejść pozostawiając fakt zmartwychstania w tajemnicy przed ludźmi na ziemi, a objawić go np. duszom w czyśćcu). Dlatego czasy od tamtej pory są nowe, że wtedy, gdy grzechy nasze zamordowały naszego Zbawiciela, nastąpiła największa katastrofa w dziejach całej ludzkości, nic gorszego już nie może się wydarzyć. Nic więc już nie mogło potem normalnie żyć i przeżyć, bo wszystko stworzenie szło prosto w rozpacz, gdyż adekwatnym dobrem po tamtych wydarzeniach, była tylko rozpacz, więc wszystko co się wydarzyło potem bierze się właśnie od ludzi pro-life (każdy święty i błogosławiony w Kościele Rzymskokatolickim jest pro-life), a dokładniej od Boga, który wciąż stwarza z niczego i z największego nawet grzesznika potrafi uczynić świętego, jeśli tylko on powie w wolności przed Bogiem, że chce takiej dla siebie przemiany jego serca; 5. dla relaksu po tym wysiłku formułowania różnych argumentów pro-life poszłam umyć kawiarkę. Pomyślałam, że zrobię to jeszcze dokładniej, niż mam to już opracowane. Po wyczyszczeniu nalałam więc wody, ale nie napełniłam pojemnika na kawę, i postawiłam na jednej z płyt na mojej kuchence ceramicznej. Wzięłam się tymczasem za zmycie kilku garnków. Ku mojemu zaskoczeniu kawa przelała się w tak szybkim tempie, że wylała się w dużych ilościach przez dziubek kawiarki na płytę. Woda poleciała aż na panel dotykowy i zamiast zgasić to co było włączone, włączyła jeszcze jedną płytę na kuchence. Gdybym tego nie zobaczyła, nie wiedziałabym, że może się coś w tym stylu w ogóle wydarzyć, ponieważ zasada bezpieczeństwa jest taka, że jeśli coś wykipi, panel natychmiast wszystko automatycznie wyłącza. Napisałam o tym wydarzeniu z dnia dzisiejszego (15 września 2019), żeby powiedzieć w jaki sposób pozytywne zaangażowanie w tematykę pro-life "generuje" życiowe wsparcie. Tego oczywiście nie można oczekiwać, ale za to może się tego spodziewać; 6. niektórzy ludzie się denerwują, że zwierzęta nie są osobami. To niepotrzebny niepokój, ponieważ są za to osobnikami. Tak więc ludzie się osobami, a zwierzęta osobnikami, co najlepiej widać na sowach, a wśród nich na puszczyku mszarnym; 7. pointa specyficzna dla chrześcijan: Duch Święty czasem sprawia sytuacje lękowe wyraźne, czyli takie, w których nie ma najmniejszych wątpliwości, że czujemy lęk. Powodów jest więcej niż jeden, ale można to rozumieć na drodze nawrócenia w taki sposób: Bóg przez to pomaga nam się nawracać na poziomie uczuć i emocji, oraz przy okazji zachęca do posłuszeństwa, a to jest dużo łatwiejsze dla naszych dusz, jeśli z lękiem przychodzimy do Pana Jezusa, a tam usłyszymy od kapłana, że mamy się nie bać. Chodzi o to, żeby albo posłuchać (łaska czynna), a to jest w takich sytuacjach dużo łatwiejsze, albo że czasem dusza w jej głębi niejako sama słucha (okazuje posłuszeństwo), co świadomość odnajduje po jakimś czasie (jako łaskę wlaną); 8. pointa specyficzna na poziomie ogólnoludzkim: kto odczuwa jakieś zniewolenie duchowe, które na nic nie idzie i w ogóle nie wiadomo co to jest, proszę spróbować przez jakiś czas używać orzechów piorących (tylko akurat nie jako szampon, bo do tego się nie nadają, czyli najlepiej do prania), może chodzić o alergię na jakiś składnik w mydle; 9. jeśli ktoś dochodzi do wniosku, że jest pro-life, ale dotąd myślał, że nie jest, musi tym bardziej uważać, żeby go nie chwyciła euforia. Jeśli pomimo to chwyta, trzeba się jakoś sfrustrować, czyli np. ująć sobie ze swojego otoczenia tego co jest antydepresantem, np. nie jeść pomarańczy (olejek pomarańczowy jest antydepresantem) lub pozbyć się na jakiś czas lawendy. Jeśli ta kategoria sposobów okaże się za słaba, trzeba zrezygnować nawet z wakacji, albo z czegoś podobnego, co pomoże się sfrustrować w wystarczającej "ilości". Prawdziwi bezdomni, czyli ludzie, którzy mówią, że chcą być bezdomnymi, to ludzie pro-life, którzy nie za bardzo sobie zdają z tego sprawę i, którzy z powodu braków w świadomości na ten temat nieumiejętnie się sfrustrowali, co właśnie doprowadziło ich do bezdomności (z bezdomności ludzi trzeba wyciągać); 10. dopiero porządnie uporządkowane we własnym sumieniu sprawy po polsku w dokładnym tłumaczeniu: na rzecz życia (w moim przekładzie: dla życia na tak), po angielsku: pro-life, po francusku: pro-vie oraz po włosku: pro-vita pozwalają wrócić osobom zainteresowanym do tematu nowej, zaproponowanej przeze mnie, formy życia konsekrowanego, co znajdzie swój c. d. na stronie, którą uruchomię najszybciej jak to tylko okaże się możliwe: www.skoko.malarstwoity.pl (skoko to skrót od stanu kobiet konsekrowanych). Temat ten (moje plany uruchomienia tej strony) odsuwa się w czasie z przyczyn niezależnych ode mnie; podobnie ma się rzecz ze stronami, które zaplanowałam dla moich duchowych dzieci, czyli dla braci kaneanów i sióstr kaneanek (które, jak to widzę dzięki modlitwie, całkiem dobrze się mają w moim sercu [najprawdopodobniej uruchomię dla Was za jakiś czas dwie strony: www.kaneanie.malarstwoity.pl oraz www.kaneanki.malarstwoity.pl]); dzieci moich duchowych ma być malutko, czyli może być nawet tylko kilkoro, ale na wszelki wypadek dałam limit: 998 żywych na tej ziemi naraz i ani jednego więcej (limit ten jest twórczym nawiązaniem do tytułu Sługi Bożego Ks. Stefana Kard. Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia); doglądam moich dzieci duchowych na bieżąco, a jeśli chwilowo nie mam na to sił, pomaga mi Matka Boża Gietrzwałdzka (oczywiście nie tylko); trzeba Waszej modlitwy do Ducha Świętego, żeby to się udało, bo na razie idziemy w ciemnościach; światło co do tego powołania Duch Święty powinien dawać w wieku 35-45 lat; tak czy siak chłopaki muszą iść najpierw do seminarium, a dziewczyny do szkół wyższych pielęgniarskich, więc nikt nic nie straci ponad to co i tak się traci, jeśli się myśli poważnie o powołaniu, a w związku z tym o życiu w celibacie; 11. blog mój jest pisany takim zwartym tekstem po to, żeby małe dzieci (przed 12-tym rokiem życia) i osoby mocno starsze (po 75-tym roku życia) trochę do tych zagadnień zniechęcić, bo to są bardzo trudne zagadnienia (z tego samego powodu co jakiś czas tekst jest mniej poważny lub z nutą żartu), ale kto dotrze aż tu, myślę że może się dowiedzieć, że skrót klawiaturowy do powiększenia czciony na stronie www, to ctrl i +. Jeśli się kilkakrotnie naciśnie ctrl i + (literki i to nie dotyczy, czyli trzeba wcisnąć tylko ctrl oraz potem +), cała strona się powiększy. Potem, żeby wrócić do normalnego wymiaru, wystarczy znów nacisnąć ctrl i do tego znak – (znak minus); 12. (...); 13. jednym z moich największych marzeń jest założenie katolickiej, o światopoglądzie bez wątpienia pro-life, Akademii lub nawet Uniwersytetu Teologii Detektywistycznej, w której będzie całkiem sporo filozofii, a doktorat nie będzie wymagał składania przysięgi (jednolite studia magisterskie [dzienne, zaoczne, przez Internet] i doktoranckie [dzienne, zaoczne, przez Internet]), dolną granicą wieku dla przyjęć ma być 29 lat, a górnej ma nie być wcale (kto będzie się czuł na siłach i przejdzie kwalifikację, będzie mógł studiować). Czy i czym jest to, o czym myślimy, że tego nie ma? oraz czy i kim lub Kim jest ten, o którym myślimy, że go lub Go akurat może nie ma?, jeśli ten ktoś lub/i to coś mieści się w wierze, a nie w wyrzeczeniu (to zdanie pointy 13-tej napisałam w sobotę, 28 września 2019 r., po Mszy św. w Sanktuarium Świętego Jana Pawła II). Wyobrażam sobie takie studia jako studia dla świeckich, dla kapłanów (diecezjalnych, zakonnych) i dla osób konsekrowanych razem. Cel takich studiów: profilaktyka kryzysu wiary oraz (może i to ma szanse się kiedyś udać) zdobycie nowego zawodu: teolog detektyw (z jedną z kilku możliwych specjalności, np.: poszukiwanie nowych kandydatów na ołtarze, tropicielstwo ludobóstwa, zbieranie danych i analiza statystyczna).

Argumenty pro-vie II:

  1. (108, 6 maja 2020 r.) Pro-life rozumiane tylko i wyłącznie jako ratowanie życia zaraz po poczęciu lub życia ludzkiego jeszcze nienarodzonego na pewno jest błędem!, ponieważ czyni duchową przestrzeń dla rozpaczliwej wymiany pokoleń!, czyli dla ukrytej autodestrukcji, na dodatek wziętej z deficytu potwierdzeń sensu i jakości życia ludzkiego takiego, które się starzeje! Podczas gdy starzenie się ma głęboki sens! Mówi o rzeczywistości, która nas przekracza, jest większa od nas, ludzi, i przynajmniej uczy nas pokory, ale tak naprawdę uczy nas wiary w większe dobro, niż każde otrzymane wcześniej. Ludzie zaawansowani wiekiem są żywym świadectwem wiary w Boga. Niejednokrotnie ich serdeczny uśmiech, w którym nie ma nawet śladu smutku z powodu starości!, ich pokój serca, to prawdziwy drogowskaz na drodze nawrócenia na tematy związane z faktem naszego istnienia. Tak, warto żyć! Jeśli to odkrywamy dla siebie, nigdy nie targniemy się na życie ludzkie cudze!
  2. (109, 22 i 23 czerwca 2020 r.) Jeden z modeli mediacji, tzw. model win–win (wygrana–wygrana), daje możliwość przyjrzenia się tragedii aborcji w innej jeszcze perspektywie, niż przyzwyczailiśmy się myśleć. Pozwala spojrzeć w perspektywnie wygranej nie tylko po jednej stronie nieszczęścia, ale po wszystkich stronach konfliktu. Jeśli więc aborcja jest czynem, który wymaga kary, jaka to powinna być kara, żeby nie doprowadzić do rozpaczy tych z uczestników tego makabrycznego czynu, którzy go popełnili będąc w jakimś ukrytym stanie przymusu? Jak ochronić zwłaszcza bardzo młode kobiety lub/i bardzo młodych mężczyzn przed atakami autodestruktywnym poczuciem winy za udział w tego typu czynie, w którym ani one, ani oni tak naprawdę nie popełnili aborcji, ponieważ naturalnie nie byli jeszcze wystarczająco dojrzali psychicznie i właśnie działali pod krytycznie ciężkim przymusem? Przecież nie karą materialną! Raczej karą edukacyjną, np. obowiązkiem uczestnictwa w takim a takim nauczaniu, albo nawet wyuczenia się takiego a takiego zawodu, albo zakazem pracy w takich a takich okolicznościach, przez np. 10 lat. Mniejsza, a nie większa, kara lub niefinansowa kara za aborcję czyni grunt pod społeczną akceptację dla całkowitego jej zakazu, ponieważ nie chodzi w temacie pro-life, żeby być katem dla katów, ale żeby zauważyć, że dosłownie każdy jest człowiekiem, czyli że dosłownie w każdym człowieku na pewno jest jakieś obiektywne i niewątpliwe dobro, choć może potrzeba trudu, żeby je wydobyć. Nawet jeśli popełnił czyn uznany przez prawo za aborcję. Mniejsza kara, czyli np. nie kara finansowa oraz nie kara pozbawieniem wolności wydaje mi się lepszym rozwiązaniem; jeśli ludzie, którzy dopuścili się tego typu makabrycznego czynu są zdrowi psychicznie, natura tego typu makabry sama sprawi cierpienia duchowe nie do pozazdroszczenia w życiu tych ludzi, więc kara ich czeka tak czy siak bardzo trudna i budząca trwogę, a jeśli są chorzy psychicznie, nie popełnili aborcji z powodu choroby psychicznej. Kara finansowa natomiast sprawia przychód, finansowe środki, dla wymierzającego tę karę, które potem trzeba lub można użyć, więc zawsze istnieje ryzyko jakiejś przy tej okazji niegodziwości i to bardzo trudnej do wychwycenia: środki pozyskane z kar za aborcje mogą być przeznaczane na kampanie edukacyjne o prawdzie na temat aborcji, której celem jest zatrzymanie aborcji, ale jeśli nie ma funduszy, nie ma kampanii, czyli pojawia się trudna pułapka błędnego koła, zamknięcia, następnie izolacji i rozpaczy, o której zbyt łatwo powiedzieć, że „jednak nie wiadomo skąd się wzięła”. Zatem Tak, warto być miłosiernym!, ponieważ taka postawa nie tylko ratuje życie ludzkie przed aborcją, ale też ludzką psychikę przed rozpaczą. Nie można więc zarabiać na karaniu, ale na karaniu trzeba przynajmniej nie zyskiwać, a najlepiej choć odrobinę tracić, jeśli tylko kogoś na to stać. Wtedy mają szanse znaleźć się fundusze, ale już na coś innego i z czegoś innego, niż kary: na... zmiejszanie tych strat. Głęboka rozpacz po jakiejś ciężkiej i nie do udowodnienia przemocy, naturalna niedojrzałość związana z bardzo młodym wiekiem, ciężkie zaburzenia osobowości, różnego typu ciężkie schizofrenie, szantaże zagrażające bezpośrednio osobom zamieszanym w udział w ratowaniu jakiejś ciąży (szantaże społecznym wykluczeniem, szantaże pozbawieniem dobrego imienia, pozbawieniem środków do życia itp.), czyli to wszystko co może sprawiać krytycznie ciężką bojaźń. Nie ma wtedy aborcji, choć dochodzi do zabójstwa. Trzeba nam, ludziom, nakładać ciężary, które na pewno da się dźwigać, czyli nie za duże, ponieważ zdrowiem psychicznym jest pewnego rodzaju naturalne zadowolenie w życiu, które też wymaga ochrony i troski; jeśli go braknie, giną następni ludzie (matki i ojcowie nastoletnich zabójców ich wnuka czy wnuczki dostają ciężkiej i to na wiele lat depresji, więc albo się rozwodzą, albo się od czegoś ciężko uzależniają; babcie i dziadkowie na wiadomość o aborcji w rodzinie dostają zawału serca albo czegoś innego, ale na pewno coś im od tego ciężko dolega; nikt z nikim nie chce się spotykać, bo o czym gadać, jeśli nie ma powodu, żeby myśleć jak to rzekomo niechciane maleństwo będzie miało na imię i kto mu będzie zmieniał pieluchy), a chodzi przecież o to, żeby ocalać ludzkie życie i ocalać ludzką godność, i to na każdym jego odcinku, więc jak najbardziej od poczęcia, następnie przez cały jego bieg, aż w końcu po godną człowieka, naturalną, ze zminimalizowanym cierpieniem, śmierć.
  3. (110, 25 czerwca 2020 r.) Dla człowieka, któremu się kompletnie sypie małżeństwo, a wierzył mocno, że jemu w życiu na pewno się uda, ponieważ dało się w to uwierzyć (była ta wiara budowana na konkretnych pozytywnych sytuacjach), może być niezwykle trudne oprzeć się rozpaczy z chwilą, gdy ukochana/ukochany okazuje się dosłownie draniem, na którego wydaje się, że nie ma sposobu: znęca się psychicznie i to w cztery oczy. Zadaje okrutne rany, ale nie ma na to świadków. Jeśli w tego typu okolicznościach pojawi się dosłownie niechciana ciąża, trzeba podjąć w zasadzie heroiczny trud, żeby ocalić i siebie, i dziecko. Co robić w tego typu okolicznościach? Czy da się uwierzyć, że poczęty człowiek na pewno jest już innym człowiekiem, a nie tym, który zadał tyle ran? Najpierw oczywiście, na wszelki wypadek, warto zwątpić w to psychiczne znęcanie się, ale w taki bardzo konkretny sposób. Przykładowo: jeśli mąż znęca się w ten sposób, że urządza w domu tzw. ciche dni, a dla żony to jest dosłownie katorga i trauma nie do pozazdroszczenia, w pierwszej kolejności żona powinna zażądać zaprzestania takiego zachowania, czyli trzeba wyraźnie zakomunikować, że tego żona sobie nie życzy, ponieważ to niszczy jej psychikę (oczywiście żona to musi zrobić). Może się okazać, że tylko doszło do nieporozumienia i tak naprawdę wcale nie było znęcania się psychicznego, ale inne rozumienie relacji w małżeństwie. Ale jeśli ktoś się faktycznie znęca, nie przestaje tego robić także po takim jasnym komunikacie, trzeba właśnie uznać, że gość się znęca. Sytuacje tego typu mogą być bardzo, bardzo skomplikowane, a podany przykład jest z gatunku najlżejszych. Chodzi więc o dużo, dużo poważniejsze traumy, które faktycznie mogą zmącić umysł na tyle, że może przyjść do głowy myśl o usunięciu ciąży. Ale naprawdę tego nie wolno zrobić, nie wolno usunąć ciąży! Cierpienie po tego typu czynie jest nie do porównania większe od cierpienia, które zadał jakiś psychopata. Zatem nie wolno targnąć się na życie swojego dziecka nawet wtedy, gdy jego ojcem jest parszywy drań, ponieważ w życiu chodzi o to, żeby uwalniać się od okrutnego cierpienia (katolicy w modlitwie Ojcze nasz proszą zbaw nas od złego, co na pewno można a nawet trzeba rozumieć jako prośbę o uwolnienie od zła), a nie żeby go przyjmować w coraz większych ilościach. Jak konkretnie można szukać pomocy w tego typu sytuacjach? Można zadzwonić lub napisać wszędzie tam, gdzie bez wątpienia ludzie są pro-life, czyli trzeba się zaangażować w sprawy pro-life dosłownie we własnym życiu, trzeba więc poszukać i podjąć konkretne działania ratownicze dla siebie i swojego dziecka (można powiedzieć czy napisać nawet tylko tyle: „potrzebuję pomocy, ponieważ noszę pod sercem poczętego człowieka, który ma zagrożenie życia z powodu horroru jaki przeszłam przez jego ojca; proszę uratować mnie i to dziecko, ponieważ ja na pewno jestem też pro-life”). Warto pamiętać, że wszelkie sytuacje przemocy psychicznej, jeśli się z nich nie wychodzi, okazują się jednak współuzależnieniem, czyli na pewno trzeba z tych sytuacji się wydostawać, jeśli matka chce zachować dziecko po urodzeniu przy sobie. Potrzeba więc tak naprawdę zacząć od tego, żeby (gdyby to się okazało konieczne) dało się dość łatwo pokonać kontrargument, którym mogą jacyś ludzie próbować przekonywać o psychicznej niedojrzałości nękanej psychicznie matki (niestety niektórzy psychologowie uważają, że jeśli miało miejsce znęcanie się psychiczne, jego ofiara musi być psychicznie niedojrzała, inaczej by się na to znęcanie nie zgodziła; innymi słowy: uważają, że fakt znęcania się jest dowodem na niedojrzałość ofiary), co może zagrozić odebraniem dziecka z tego właśnie powodu, a chodzi o to, żeby dziecko urodzić, a następnie szczęśliwie wychować (w naszych czasach wychowywanie samotne dziecka nie jest rzadkością, więc tego na pewno nie trzeba się obawiać; nie tylko matka czy ojciec odnajdą, gdyby chcieli, jakieś grupy wsparcia, ale też społeczną akceptację, jeśli jeszcze wciąż nie na wsi, to już na pewno w dużym mieście [duże miasto to takie, które ma przynajmniej tramwaje lub/i trolejbusy, czyli nie tylko ma sporo ludności, ale też ta ludność jest na tyle dojrzała, że organizuje się w dojrzałe formy komunikacji]). Trudniej, dużo trudniej mają ojcowie, którzy są pro-life, jeśli trafią na żonę, która się nad nimi znęca, ponieważ bywa, że w tego typu związkach do niechcianego poczęcia dochodzi po alkoholu (mężczyzna może bardzo chcieć zostać tatą, ale jeśli trafił na nieodpowiednią kobietę, najpierw musi uporządkować te sprawy, więc może wtedy chwilowo myśleć, że pewnie wcale nie chciał dziecka, ponieważ jest tak obciążony traumą, że nie jest w stanie odnajdywać w sobie [naturalnego w pewnym wieku] pragnienia ojcostwa), a mąż wcale nie jest alkoholikiem; jak coś wymyślę dla ojców w tego typu nieszczęściu, to też napiszę.
  4. (111, 5 lipca 2020 r., niedziela) Istnieje ogromne ryzyko, że w czasie aborcji kobieta może nieoczekiwanie doświadczyć głębokiego odczucia przyjemności, które będzie silniejsze, niż najsilniejsze odczucie przyjemności w najszczęśliwszym akcie małżeńskim, nawet sakramentalnym, co ją rzeczywiście i trwale okaleczy na całe dalsze życie. W ten sposób, że potem już nigdy nie zdoła pokochać miłością małżeńską naturalną, a tylko będzie mogła tę miłość okazywać, więc choć będzie w stanie zbudować związek, który będzie można uznać za nawet szczęśliwy (będzie wyglądało, że miłość), w jej odczuciu i uczciwej refleksji okaże się miłosierdziem, i to niekoniecznie skierowanym do jej męża; będzie to rodzaj ukrytej patologii duchowej. Pozostanie więc duchową kaleką (duchową, ponieważ własnym rozumem i wolą zgodziła się na aborcję), a krzywda będzie nie do naprawienia. Na dodatek żadne świadectwo na ten temat nie ma szans okazać się wiarygodne. Jedynie co można, żeby ochronić ten rodzaj miłości, to nie zgodzić się na aborcję. W tym przypadku z godziwej miłości siebie. W życiu duchowym raczej nie wystarcza samo miłosierdzie, choć bez miłosierdzia w ogóle nie da się żyć, więc potrzebne będą jakieś duchowe protezy, żeby potem właśnie jakoś dalej żyć. Jednak jeśli czyn usunięcia ciąży nie był aborcją, to nie był aborcją. Inna prawna kwalifikacja czynu, inne skutki dla psychiki.
  5. (112, 5 lipca 2020 r., niedziela) Naprawdę czasem w nawróceniu chodzi o brak zgody na własny bunt na niedorzeczny temat. Jeśli żeby doszło do czynu aborcji, jest naprawdę trudno, da się uznać, że nie może być mowy o aborcji po gwałcie, ale o jakimś rodzaju zdarzenia, do którego doszło w chwili, gdy ofiara gwałtu była na ten temat niepoczytalna. Wtedy nie można mówić o aborcji, więc ten przypadek prawny jest tak naprawdę najłatwiej usuwalny z przepisów naszego prawa, a jeśli tak, to po co go zostawiać? Wtedy zamiast kary za aborcję, jeśliby po gwałcie kobieta usunęła ciążę, np. obowiązkowa z urzędu roczna czy nawet dwuletnia psychoterapia, po czynie usunięcia ciąży, który właśnie nie był aborcją. Myśl katolicka na temat kiedy można mówić o aborcji, a kiedy – choć doszło do usunięcia ciąży – nie było aborcji, jest niezwykle łagodna i obiektywnie bardzo mądra. Nie wpędza w poczucie winy, ale z niego wyciąga, jeśli tylko okazuje się to możliwe. Dlaczego z niej nie skorzystać także na ten temat, jeśli została wypracowana właśnie po to, żeby służyć człowiekowi i to każdemu?
  6. (113, 6 lipca 2020 r.) Kto popełnił aborcję może na zawsze stracić zdolność odczuwania prawdziwych uczuć wyższych, a także – wcześniej – rozpoznawania prawdziwego zakochania i odróżniania go od zakochania fałszywego, czyli tego, które nie jest tak naprawdę zakochaniem, ale samym mechanizmem obronnym, a to krótka droga do rozwodu i innych nieszczęść, jeśli się tego nie uda w porę zauważyć i przepracować. Tego typu pracy nad sobą nie da się wykonać bez ogromnego osobistego cierpienia, więc prawdopodobnie nie obejdzie się nie tylko bez psychoterapii, ale też i bez pomocy psychiatrycznej (psychiatra zapisuje środki psychotropowe, które znieczulają ból psychiczny), ponieważ wcześniej czy później w każdym człowieku (zdrowym psychicznie, który w tego typu sytuacji paradoksalnie musi skorzystać z pomocy psychiatry, żeby wytrzymać cierpienie potrzebne do wglądów) odezwie się pragnienie miłości, ale mogą się te pomoce okazać niestety już nieskuteczne, ponieważ jak czegoś wcale nie ma, to nie można tego leczyć. Osoba, która nie popełniła aborcji jest w stanie uporządkować sobie własne uczucia i odczucia (samodzielnie lub z pomocą psychoterapii) na tyle dobrze, żeby po jakimś nieudanym związku już szczęśliwie rozpoznawać co czuje i przeżywa, i w wolności odpowiedzieć na prawdziwe uczucie ukochanego, ponieważ rozpozna prawidłowo oba uczucia i będzie mogła podjąć trafne decyzje na temat własnego i cudzego dalszego życia, np. po oświadczynach.
  7. (114, 6 lipca 2020 r.) Wejście na osobistą drogę nawrócenia w temacie aborcji, czyli decyzja o włączeniu się w pomaganie, żeby ten ogólnoludzki horror powstrzymać i to niezależnie od tego co się w osobistej przeszłości wydarzyło, pozwala (jeśli nie od razu, to po jakimś czasie) wyraźnie zobaczyć inne, także bardzo duże niebezpieczeństwa dla psychiki, np. księży, którzy nie głoszą wcale dobrej nowiny, albo też tych innych ludzi, którzy wymagają Jezusowego upomnienia, a naszego pouczenia, żeby nas nie obciążali ciężarami nie do udźwignięcia. Pan Jezus upomniał, ponieważ powiedział, że biada temu, kto nie głosi dobrej nowiny. Biada mu, ponieważ próbuje innych prowadzić do rozpaczy. Podczas gdy uczniowie Jezusa Chrystusa mają wydostawać ludzi z rozpaczy, pouczać i pocieszać; przez wyjaśnianie błędów, przez różnego typu pomoce materialne (jeśli kogoś na to stać), ale także (najpierw nawet) przez osobiste przebaczenie: 'chcę ci przebaczyć' = "chcę, żebyś się przestał/przestała zamartwiać; życie jest zbyt krótkie i zbyt piękne (i tylko jeden raz nam dane), żeby je marnować na jakieś rozpacze'. Na zdjęciu poniżej para gołębi grzywaczy (fot. RK);
  8. (115, 8 lipca 2020 r.) Pewne problemy w obszarze zagrożenia dla życia ludzkiego nienarodzonego widzę aż tak makabrycznie: usunięcie ciąży (może na wszelki wypadek wyjaśnię i to: mówiąc 'ciąża' mam na myśli poczęte życie od chwili poczęcia) może być albo ludobójstwem (umyślnym lub nieumyślnym), albo aborcją (umyślnym ludobójstwem popełnionym przez katolika [obowiązują go przepisy prawa, które obowiązuje wszystkich obywateli w danym państwie oraz przepisy prawa Kościelnego]), albo dzieciobójstwem (umyślnym lub nieumyślnym), albo dzieciobójstwem i aborcją (czynem umyślnym popełnionym przez katolika); uważam, że aż tyle trzeba rozróżnić, żeby nie było krzywdy dla osób poszkodowanych oczernieniem na ten temat. Wyklejanie plakatów ze zdjęciami przedstawiającymi człowieka nienarodzonego, zamordowanego przez usunięcie ciąży, uważam za jedną z najokrutniejszych ukrytych form przemocy, od której cierpią nie tylko wrażliwe (podobno z powodu tego przewrażliwienia pożałowania godne) plastyczki, ale najbardziej osoby, które kiedyś, wiele lat temu popełniły tego typu czyn nieumyślnie, a potem to ciężko odchorowały, następnie prawie cudem się pozbierały. To jest okrucieństwo nie tylko wobec kierowców, którzy czasem muszą spojrzeć na tego typu plakat przy drodze, ale dla wszyskich: dla kobiet, dla mężczyzn, dla dzieci, a także dla osób starszych, którym – żeby ich cieszyło życie dalej – trzeba pomóc nie wracać do trudnych przeszłości, a nie pomagać, żeby sobie z pomocą tych plakatów wszystkie traumy na nowo przypomniały. Jak najbardziej stanowczo protestuję także przeciwko tego rodzaju przemocy! Mam tego typu plakat niedaleko miejsca zamieszkania i odkąd się pojawił idę prostą drogą do choroby Parkinsona! Jeśli w przyszłości zachoruję na chorobę Parkinsona, będzie to dowód na to, że to nie żadna choroba, ale uszkodzenie dokładnie tą ukrytą formą przemocy! Powinien być zakaz zamieszczania tego typu plakatów przynajmniej ze względu na wybory, np. przez miesiąc przed wyborami i chociaż przez tydzień po! Światopogląd pro-life, który proponuję dla każdego ma na względzie każdego człowieka, a nie tylko życie ludzkie zaraz po poczęciu czy przed urodzinami. Dopiero jeśli się porządkuje w sumieniu aż tyle, da się – szczęśliwie i wreszcie pomyśleć – o... biedzie zwierząt, a tej jest też nie mało.
  9. (116, 23 lipca 2020 r.) Temat ochrony życia ludzkiego i godności wciąż pracuje w mojej duszy, co mnie samą zaskakuje. Tyle razu już chciałam się zająć wreszcie czymś innym. Teraz (dosłownie dziś) nieoczekiwanie myślę o tym jak nisko może zejść ludzka łagodność w rozumieniu prawdy o ludzkim okrucieństwie, któremu na pewno trzeba stawiać skuteczne i trwałe bariery (prawne, społeczne), i widzę to w ten sposób: przestępstwo gwałtu na dorosłym człowieku dojrzałym jest mniejszym okrucieństwem, niż na dorosłym człowieku niedojrzałym, lub niepełnosprawnym (fizycznie, umysłowo), lub poddanym regresowaniu w celu popełnienia ukrytego przestępstwa pedofilii; to drugie jest na pewno mniejszym okrucieństwem, niż to samo przestępstwo popełnione na dziecku; następnie to trzecie jest mniejszym przestępstwem, niż to drugie w najbliższej rodzinie; wreszcie to czwarte jest mniejszym przestępstwem, niż zabójstwo człowieka, wszystko jedno kiedy, czy zaraz po poczęciu, czy inaczej, bo wtedy w ogóle nie ma materii, ani do terapii, czy do leczenia psychiatrycznego, ani nawet dla prawdziwego cudu! Mówię o ofiarach (osobach poszkodowanych), żeby przekonać, że tragicznym „błędem” jest zgoda na aborcję (przerwanie ciąży) życia ludzkiego poczętego przez gwałt, gdyby się okazało, że osoby dokonujące przerwania ciąży w ten sposób poczętego człowieka są całkowicie poczytalni na ten temat. Informacja uzupełniająca: argument 116 zredagowałam w taki sposób, żeby nie było w nim błędu antropologicznego (ale błąd antropologiczny jest tu rozumiany po mojemu [chodzi o to, że przykładowo podmiotem tego argumentu jest ludzka łagodność, czyli bez wątpienia jakieś obiektywne dobro, a nie coś, od czego chcemy odejść lub co chcemy definitywnie zakończyć]), co można też nazwać unikaniem bałwochwalstwa. Ten sposób wyjaśniania wymaga odrobinę więcej trudu przy formułowaniu myśli, ale na unikaniu błędu antropologicznego w tym rozumieniu z pewnością można zbudować trwałą i wyrazistą, prawdziwą kulturę; potoczną, a nawet naukową (powstałaby wtedy nowa dziedzina naukowa: kulturotwórstwo [chyba, że już jest]).

Zdjęcie całujących się gołębi