Argumenty pro-vie II:

Matka Boża z Panem Jezusem na kuli ziemskiej, zdjęcie rzeźby na fasadzie jednej z kamienic w Krakowie (fot. RK)

Róże dla Matki Bożej (fot. RK)

Szanować ludzi LGBT+

(108, 6 maja 2020 r.) Pro-life rozumiane tylko i wyłącznie jako ratowanie życia zaraz po poczęciu lub życia ludzkiego jeszcze nienarodzonego na pewno jest błędem!, ponieważ czyni duchową przestrzeń dla rozpaczliwej wymiany pokoleń!, czyli dla ukrytej autodestrukcji, na dodatek wziętej z deficytu potwierdzeń sensu i jakości życia ludzkiego takiego, które się starzeje! Podczas gdy starzenie się ma głęboki sens! Mówi o rzeczywistości, która nas przekracza, jest większa od nas, ludzi, i przynajmniej uczy nas pokory, ale tak naprawdę uczy nas wiary w większe dobro, niż każde otrzymane wcześniej. Ludzie zaawansowani wiekiem są żywym świadectwem wiary w Boga. Niejednokrotnie ich serdeczny uśmiech, w którym nie ma nawet śladu smutku z powodu starości!, ich pokój serca, to prawdziwy drogowskaz na drodze nawrócenia na tematy związane z faktem naszego istnienia. Tak, warto żyć! Jeśli to odkrywamy dla siebie, nigdy nie targniemy się na życie ludzkie cudze!
góra strony

  1. (109, 22 i 23 czerwca 2020 r.) Jeden z modeli mediacji, tzw. model win–win (wygrana–wygrana), daje możliwość przyjrzenia się tragedii aborcji w innej jeszcze perspektywie, niż przyzwyczailiśmy się myśleć. Pozwala spojrzeć w perspektywnie wygranej nie tylko po jednej stronie nieszczęścia, ale po wszystkich stronach konfliktu. Jeśli więc aborcja jest czynem, który wymaga kary, jaka to powinna być kara, żeby nie doprowadzić do rozpaczy tych z uczestników tego makabrycznego czynu, którzy go popełnili będąc w jakimś ukrytym stanie przymusu? Jak ochronić zwłaszcza bardzo młode kobiety lub/i bardzo młodych mężczyzn przed atakami autodestruktywnym poczuciem winy za udział w tego typu czynie, w którym ani one, ani oni tak naprawdę nie popełnili aborcji, ponieważ naturalnie nie byli jeszcze wystarczająco dojrzali psychicznie i właśnie działali pod krytycznie ciężkim przymusem? Przecież nie karą materialną! Raczej karą edukacyjną, np. obowiązkiem uczestnictwa w takim a takim nauczaniu, albo nawet wyuczenia się takiego a takiego zawodu, albo zakazem pracy w takich a takich okolicznościach, przez np. 10 lat. Mniejsza, a nie większa, kara lub niefinansowa kara za aborcję czyni grunt pod społeczną akceptację dla całkowitego jej zakazu, ponieważ nie chodzi w temacie pro-life, żeby być katem dla katów, ale żeby zauważyć, że dosłownie każdy jest człowiekiem, czyli że dosłownie w każdym człowieku na pewno jest jakieś obiektywne i niewątpliwe dobro, choć może potrzeba trudu, żeby je wydobyć. Nawet jeśli popełnił czyn uznany przez prawo za aborcję. Mniejsza kara, czyli np. nie kara finansowa oraz nie kara pozbawieniem wolności wydaje mi się lepszym rozwiązaniem; jeśli ludzie, którzy dopuścili się tego typu makabrycznego czynu są zdrowi psychicznie, natura tego typu makabry sama sprawi cierpienia duchowe nie do pozazdroszczenia w życiu tych ludzi, więc kara ich czeka tak czy siak bardzo trudna i budząca trwogę, a jeśli są chorzy psychicznie, nie popełnili aborcji z powodu choroby psychicznej. Kara finansowa natomiast sprawia przychód, finansowe środki, dla wymierzającego tę karę, które potem trzeba lub można użyć, więc zawsze istnieje ryzyko jakiejś przy tej okazji niegodziwości i to bardzo trudnej do wychwycenia: środki pozyskane z kar za aborcje mogą być przeznaczane na kampanie edukacyjne o prawdzie na temat aborcji, której celem jest zatrzymanie aborcji, ale jeśli nie ma funduszy, nie ma kampanii, czyli pojawia się trudna pułapka błędnego koła, zamknięcia, następnie izolacji i rozpaczy, o której zbyt łatwo powiedzieć, że „jednak nie wiadomo skąd się wzięła”. Zatem Tak, warto być miłosiernym!, ponieważ taka postawa nie tylko ratuje życie ludzkie przed aborcją, ale też ludzką psychikę przed rozpaczą. Nie można więc zarabiać na karaniu, ale na karaniu trzeba przynajmniej nie zyskiwać, a najlepiej choć odrobinę tracić, jeśli tylko kogoś na to stać. Wtedy mają szanse znaleźć się fundusze, ale już na coś innego i z czegoś innego, niż kary: na... zmiejszanie tych strat. Głęboka rozpacz po jakiejś ciężkiej i nie do udowodnienia przemocy, naturalna niedojrzałość związana z bardzo młodym wiekiem, ciężkie zaburzenia osobowości, różnego typu ciężkie schizofrenie, szantaże zagrażające bezpośrednio osobom zamieszanym w udział w ratowaniu jakiejś ciąży (szantaże społecznym wykluczeniem, szantaże pozbawieniem dobrego imienia, pozbawieniem środków do życia itp.), czyli to wszystko co może sprawiać krytycznie ciężką bojaźń. Nie ma wtedy aborcji, choć dochodzi do zabójstwa. Trzeba nam, ludziom, nakładać ciężary, które na pewno da się dźwigać, czyli nie za duże, ponieważ zdrowiem psychicznym jest pewnego rodzaju naturalne zadowolenie w życiu, które też wymaga ochrony i troski; jeśli go braknie, giną następni ludzie (matki i ojcowie nastoletnich zabójców ich wnuka czy wnuczki dostają ciężkiej i to na wiele lat depresji, więc albo się rozwodzą, albo się od czegoś ciężko uzależniają; babcie i dziadkowie na wiadomość o aborcji w rodzinie dostają zawału serca albo czegoś innego, ale na pewno coś im od tego ciężko dolega; nikt z nikim nie chce się spotykać, bo o czym gadać, jeśli nie ma powodu, żeby myśleć jak to rzekomo niechciane maleństwo będzie miało na imię i kto mu będzie zmieniał pieluchy), a chodzi przecież o to, żeby ocalać ludzkie życie i ocalać ludzką godność, i to na każdym jego odcinku, więc jak najbardziej od poczęcia, następnie przez cały jego bieg, aż w końcu po godną człowieka, naturalną, ze zminimalizowanym cierpieniem, śmierć.
  2. (110, 25 czerwca 2020 r.) Dla człowieka, któremu się kompletnie sypie małżeństwo, a wierzył mocno, że jemu w życiu na pewno się uda, ponieważ dało się w to uwierzyć (była ta wiara budowana na konkretnych pozytywnych sytuacjach), może być niezwykle trudne oprzeć się rozpaczy z chwilą, gdy ukochana/ukochany okazuje się dosłownie draniem, na którego wydaje się, że nie ma sposobu: znęca się psychicznie i to w cztery oczy. Zadaje okrutne rany, ale nie ma na to świadków. Jeśli w tego typu okolicznościach pojawi się dosłownie niechciana ciąża, trzeba podjąć w zasadzie heroiczny trud, żeby ocalić i siebie, i dziecko. Co robić w tego typu okolicznościach? Czy da się uwierzyć, że poczęty człowiek na pewno jest już innym człowiekiem, a nie tym, który zadał tyle ran? Najpierw oczywiście, na wszelki wypadek, warto zwątpić w to psychiczne znęcanie się, ale w taki bardzo konkretny sposób. Przykładowo: jeśli mąż znęca się w ten sposób, że urządza w domu tzw. ciche dni, a dla żony to jest dosłownie katorga i trauma nie do pozazdroszczenia, w pierwszej kolejności żona powinna zażądać zaprzestania takiego zachowania, czyli trzeba wyraźnie zakomunikować, że tego żona sobie nie życzy, ponieważ to niszczy jej psychikę (oczywiście żona to musi zrobić). Może się okazać, że tylko doszło do nieporozumienia i tak naprawdę wcale nie było znęcania się psychicznego, ale inne rozumienie relacji w małżeństwie. Ale jeśli ktoś się faktycznie znęca, nie przestaje tego robić także po takim jasnym komunikacie, trzeba właśnie uznać, że gość się znęca. Sytuacje tego typu mogą być bardzo, bardzo skomplikowane, a podany przykład jest z gatunku najlżejszych. Chodzi więc o dużo, dużo poważniejsze traumy, które faktycznie mogą zmącić umysł na tyle, że może przyjść do głowy myśl o usunięciu ciąży. Ale naprawdę tego nie wolno zrobić, nie wolno usunąć ciąży! Cierpienie po tego typu czynie jest nie do porównania większe od cierpienia, które zadał jakiś psychopata. Zatem nie wolno targnąć się na życie swojego dziecka nawet wtedy, gdy jego ojcem jest parszywy drań, ponieważ w życiu chodzi o to, żeby uwalniać się od okrutnego cierpienia (katolicy w modlitwie Ojcze nasz proszą zbaw nas od złego, co na pewno można a nawet trzeba rozumieć jako prośbę o uwolnienie od zła), a nie żeby go przyjmować w coraz większych ilościach. Jak konkretnie można szukać pomocy w tego typu sytuacjach? Można zadzwonić lub napisać wszędzie tam, gdzie bez wątpienia ludzie są pro-life, czyli trzeba się zaangażować w sprawy pro-life dosłownie we własnym życiu, trzeba więc poszukać i podjąć konkretne działania ratownicze dla siebie i swojego dziecka (można powiedzieć czy napisać nawet tylko tyle: „potrzebuję pomocy, ponieważ noszę pod sercem poczętego człowieka, który ma zagrożenie życia z powodu horroru jaki przeszłam przez jego ojca; proszę uratować mnie i to dziecko, ponieważ ja na pewno jestem też pro-life”). Warto pamiętać, że wszelkie sytuacje przemocy psychicznej, jeśli się z nich nie wychodzi, okazują się jednak współuzależnieniem, czyli na pewno trzeba z tych sytuacji się wydostawać, jeśli matka chce zachować dziecko po urodzeniu przy sobie. Potrzeba więc tak naprawdę zacząć od tego, żeby (gdyby to się okazało konieczne) dało się dość łatwo pokonać kontrargument, którym mogą jacyś ludzie próbować przekonywać o psychicznej niedojrzałości nękanej psychicznie matki (niestety niektórzy psychologowie uważają, że jeśli miało miejsce znęcanie się psychiczne, jego ofiara musi być psychicznie niedojrzała, inaczej by się na to znęcanie nie zgodziła; innymi słowy: uważają, że fakt znęcania się jest dowodem na niedojrzałość ofiary), co może zagrozić odebraniem dziecka z tego właśnie powodu, a chodzi o to, żeby dziecko urodzić, a następnie szczęśliwie wychować (w naszych czasach wychowywanie samotne dziecka nie jest rzadkością, więc tego na pewno nie trzeba się obawiać; nie tylko matka czy ojciec odnajdą, gdyby chcieli, jakieś grupy wsparcia, ale też społeczną akceptację, jeśli jeszcze wciąż nie na wsi, to już na pewno w dużym mieście [duże miasto to takie, które ma przynajmniej tramwaje lub/i trolejbusy, czyli nie tylko ma sporo ludności, ale też ta ludność jest na tyle dojrzała, że organizuje się w dojrzałe formy komunikacji]). Trudniej, dużo trudniej mają ojcowie, którzy są pro-life, jeśli trafią na żonę, która się nad nimi znęca, ponieważ bywa, że w tego typu związkach do niechcianego poczęcia dochodzi po alkoholu (mężczyzna może bardzo chcieć zostać tatą, ale jeśli trafił na nieodpowiednią kobietę, najpierw musi uporządkować te sprawy, więc może wtedy chwilowo myśleć, że pewnie wcale nie chciał dziecka, ponieważ jest tak obciążony traumą, że nie jest w stanie odnajdywać w sobie [naturalnego w pewnym wieku] pragnienia ojcostwa), a mąż wcale nie jest alkoholikiem; jak coś wymyślę dla ojców w tego typu nieszczęściu, to też napiszę.
  3. (111, 5 lipca 2020 r., niedziela) Istnieje ogromne ryzyko, że w czasie aborcji kobieta może nieoczekiwanie doświadczyć głębokiego odczucia przyjemności, które będzie silniejsze, niż najsilniejsze odczucie przyjemności w najszczęśliwszym akcie małżeńskim, nawet sakramentalnym, co ją rzeczywiście i trwale okaleczy na całe dalsze życie. W ten sposób, że potem już nigdy nie zdoła pokochać miłością małżeńską naturalną, a tylko będzie mogła tę miłość okazywać, więc choć będzie w stanie zbudować związek, który będzie można uznać za nawet szczęśliwy (będzie wyglądało, że miłość), w jej odczuciu i uczciwej refleksji okaże się miłosierdziem, i to niekoniecznie skierowanym do jej męża; będzie to rodzaj ukrytej patologii duchowej. Pozostanie więc duchową kaleką (duchową, ponieważ własnym rozumem i wolą zgodziła się na aborcję), a krzywda będzie nie do naprawienia. Na dodatek żadne świadectwo na ten temat nie ma szans okazać się wiarygodne. Jedynie co można, żeby ochronić ten rodzaj miłości, to nie zgodzić się na aborcję. W tym przypadku z godziwej miłości siebie. W życiu duchowym raczej nie wystarcza samo miłosierdzie, choć bez miłosierdzia w ogóle nie da się żyć, więc potrzebne będą jakieś duchowe protezy, żeby potem właśnie jakoś dalej żyć. Jednak jeśli czyn usunięcia ciąży nie był aborcją, to nie był aborcją. Inna prawna kwalifikacja czynu, inne skutki dla psychiki.
  4. (112, 5 lipca 2020 r., niedziela) Naprawdę czasem w nawróceniu chodzi o brak zgody na własny bunt na niedorzeczny temat. Jeśli żeby doszło do czynu aborcji, jest naprawdę trudno, da się uznać, że nie może być mowy o aborcji po gwałcie, ale o jakimś rodzaju zdarzenia, do którego doszło w chwili, gdy ofiara gwałtu była na ten temat niepoczytalna. Wtedy nie można mówić o aborcji, więc ten przypadek prawny jest tak naprawdę najłatwiej usuwalny z przepisów naszego prawa, a jeśli tak, to po co go zostawiać? Wtedy zamiast kary za aborcję, jeśliby po gwałcie kobieta usunęła ciążę, np. obowiązkowa z urzędu roczna czy nawet dwuletnia psychoterapia, po czynie usunięcia ciąży, który właśnie nie był aborcją. Myśl katolicka na temat kiedy można mówić o aborcji, a kiedy – choć doszło do usunięcia ciąży – nie było aborcji, jest niezwykle łagodna i obiektywnie bardzo mądra. Nie wpędza w poczucie winy, ale z niego wyciąga, jeśli tylko okazuje się to możliwe. Dlaczego z niej nie skorzystać także na ten temat, jeśli została wypracowana właśnie po to, żeby służyć człowiekowi i to każdemu?
  5. (113, 6 lipca 2020 r.) Kto popełnił aborcję może na zawsze stracić zdolność odczuwania prawdziwych uczuć wyższych, a także – wcześniej – rozpoznawania prawdziwego zakochania i odróżniania go od zakochania fałszywego, czyli tego, które nie jest tak naprawdę zakochaniem, ale samym mechanizmem obronnym, a to krótka droga do rozwodu i innych nieszczęść, jeśli się tego nie uda w porę zauważyć i przepracować. Tego typu pracy nad sobą nie da się wykonać bez ogromnego osobistego cierpienia, więc prawdopodobnie nie obejdzie się nie tylko bez psychoterapii, ale też i bez pomocy psychiatrycznej (psychiatra zapisuje środki psychotropowe, które znieczulają ból psychiczny), ponieważ wcześniej czy później w każdym człowieku (zdrowym psychicznie, który w tego typu sytuacji paradoksalnie musi skorzystać z pomocy psychiatry, żeby wytrzymać cierpienie potrzebne do wglądów) odezwie się pragnienie miłości, ale mogą się te pomoce okazać niestety już nieskuteczne, ponieważ jak czegoś wcale nie ma, to nie można tego leczyć. Osoba, która nie popełniła aborcji jest w stanie uporządkować sobie własne uczucia i odczucia (samodzielnie lub z pomocą psychoterapii) na tyle dobrze, żeby po jakimś nieudanym związku już szczęśliwie rozpoznawać co czuje i przeżywa, i w wolności odpowiedzieć na prawdziwe uczucie ukochanego, ponieważ rozpozna prawidłowo oba uczucia i będzie mogła podjąć trafne decyzje na temat własnego i cudzego dalszego życia, np. po oświadczynach.
  6. (114, 6 lipca 2020 r.) Wejście na osobistą drogę nawrócenia w temacie aborcji, czyli decyzja o włączeniu się w pomaganie, żeby ten ogólnoludzki horror powstrzymać i to niezależnie od tego co się w osobistej przeszłości wydarzyło, pozwala (jeśli nie od razu, to po jakimś czasie) wyraźnie zobaczyć inne, także bardzo duże niebezpieczeństwa dla psychiki, np. księży, którzy nie głoszą wcale dobrej nowiny, albo też tych innych ludzi, którzy wymagają Jezusowego upomnienia, a naszego pouczenia, żeby nas nie obciążali ciężarami nie do udźwignięcia. Pan Jezus upomniał, ponieważ powiedział, że biada temu, kto nie głosi dobrej nowiny. Biada mu, ponieważ próbuje innych prowadzić do rozpaczy. Podczas gdy uczniowie Jezusa Chrystusa mają wydostawać ludzi z rozpaczy, pouczać i pocieszać; przez wyjaśnianie błędów, przez różnego typu pomoce materialne (jeśli kogoś na to stać), ale także (najpierw nawet) przez osobiste przebaczenie: 'chcę ci przebaczyć' = "chcę, żebyś się przestał/przestała zamartwiać; życie jest zbyt krótkie i zbyt piękne (i tylko jeden raz nam dane), żeby je marnować na jakieś rozpacze'. Na zdjęciu para gołębi grzywaczy (fot. RK; można kliknąć zdjęcie i oglądnąć 'Opowiastkę o pewnej miłości');
  7. Zdjęcie całujących się gołębi
  8. (115, 8 lipca 2020 r.) Pewne problemy w obszarze zagrożenia dla życia ludzkiego nienarodzonego widzę aż tak makabrycznie: usunięcie ciąży (może na wszelki wypadek wyjaśnię i to: mówiąc 'ciąża' mam na myśli poczęte życie od chwili poczęcia) może być albo ludobójstwem (umyślnym lub nieumyślnym), albo aborcją (umyślnym ludobójstwem popełnionym przez katolika [obowiązują go przepisy prawa, które obowiązuje wszystkich obywateli w danym państwie oraz przepisy prawa Kościelnego]), albo dzieciobójstwem (umyślnym lub nieumyślnym), albo dzieciobójstwem i aborcją (czynem umyślnym popełnionym przez katolika); uważam, że aż tyle trzeba rozróżnić, żeby nie było krzywdy dla osób poszkodowanych oczernieniem na ten temat. Wyklejanie plakatów ze zdjęciami przedstawiającymi człowieka nienarodzonego, zamordowanego przez usunięcie ciąży, uważam za jedną z najokrutniejszych ukrytych form przemocy, od której cierpią nie tylko wrażliwe (podobno z powodu tego przewrażliwienia pożałowania godne) plastyczki, ale najbardziej osoby, które kiedyś, wiele lat temu popełniły tego typu czyn nieumyślnie, a potem to ciężko odchorowały, następnie prawie cudem się pozbierały. To jest okrucieństwo nie tylko wobec kierowców, którzy czasem muszą spojrzeć na tego typu plakat przy drodze, ale dla wszyskich: dla kobiet, dla mężczyzn, dla dzieci, a także dla osób starszych, którym – żeby ich cieszyło życie dalej – trzeba pomóc nie wracać do trudnych przeszłości, a nie pomagać, żeby sobie z pomocą tych plakatów wszystkie traumy na nowo przypomniały. Jak najbardziej stanowczo protestuję także przeciwko tego rodzaju przemocy! Mam tego typu plakat niedaleko miejsca zamieszkania i odkąd się pojawił idę prostą drogą do choroby Parkinsona! Jeśli w przyszłości zachoruję na chorobę Parkinsona, będzie to dowód na to, że to nie żadna choroba, ale uszkodzenie dokładnie tą ukrytą formą przemocy! Powinien być zakaz zamieszczania tego typu plakatów przynajmniej ze względu na wybory, np. przez miesiąc przed wyborami i chociaż przez tydzień po! Światopogląd pro-life, który proponuję dla każdego ma na względzie każdego człowieka, a nie tylko życie ludzkie zaraz po poczęciu czy przed urodzinami. Dopiero jeśli się porządkuje w sumieniu aż tyle, da się – szczęśliwie i wreszcie pomyśleć – o... biedzie zwierząt, a tej jest też nie mało;
  9. (116, 23 lipca 2020 r.) Temat ochrony życia ludzkiego i godności wciąż pracuje w mojej duszy, co mnie samą zaskakuje. Tyle razu już chciałam się zająć wreszcie czymś innym. Teraz (dosłownie dziś) nieoczekiwanie myślę o tym jak nisko może zejść ludzka łagodność w rozumieniu prawdy o ludzkim okrucieństwie, któremu na pewno trzeba stawiać skuteczne i trwałe bariery (prawne, społeczne), i widzę to w ten sposób: przestępstwo gwałtu na dorosłym człowieku dojrzałym jest mniejszym okrucieństwem, niż na dorosłym człowieku niedojrzałym, lub niepełnosprawnym (fizycznie, umysłowo), lub poddanym regresowaniu w celu popełnienia ukrytego przestępstwa pedofilii; to drugie jest na pewno mniejszym okrucieństwem, niż to samo przestępstwo popełnione na dziecku; następnie to trzecie jest mniejszym przestępstwem, niż to drugie w najbliższej rodzinie; wreszcie to czwarte jest mniejszym przestępstwem, niż zabójstwo człowieka, wszystko jedno kiedy, czy zaraz po poczęciu, czy inaczej, bo wtedy w ogóle nie ma materii, ani do terapii, czy do leczenia psychiatrycznego, ani nawet dla prawdziwego cudu! Mówię o ofiarach (osobach poszkodowanych), żeby przekonać, że tragicznym „błędem” jest zgoda na aborcję (przerwanie ciąży) życia ludzkiego poczętego przez gwałt, gdyby się okazało, że osoby dokonujące przerwania ciąży w ten sposób poczętego człowieka są całkowicie poczytalni na ten temat. Informacja uzupełniająca: argument 116 zredagowałam w taki sposób, żeby nie było w nim błędu antropologicznego (ale błąd antropologiczny jest tu rozumiany po mojemu [chodzi o to, że przykładowo podmiotem tego argumentu jest ludzka łagodność, czyli bez wątpienia jakieś obiektywne dobro, a nie coś, od czego chcemy odejść lub co chcemy definitywnie zakończyć]), co można też nazwać unikaniem bałwochwalstwa. Ten sposób wyjaśniania wymaga odrobinę więcej trudu przy formułowaniu myśli, ale na unikaniu błędu antropologicznego w tym rozumieniu z pewnością można zbudować trwałą i wyrazistą, prawdziwą kulturę; potoczną, a nawet naukową (powstałaby wtedy nowa dziedzina naukowa: kulturotwórstwo [chyba, że już jest]);
  10. (118, 18 września 2020 r.) W sklepie spożywczym zobaczyłam w kolejce przed sobą młodą matkę z kilkuletnim chłopcem. Zwróciło moją uwagę to, że dopytywała o wagę fileta z indyka, który chciała kupić. Pomyślałam, że kupuje coś estra dla syna na obiad, czego nigdy dotąd nie kupowała. Spojrzałam na nią spontanicznie i z zaciekawieniem. To co zobaczyłam sprawiło, że się popłakałam: kobieta wyglądała na może 30 lat, była przerażająco chuda, ramiona miała zapadnięte, a oczy wielkie wielkością charakterystyczną dla osób, które głodują. Dziecko nawet z nadwagą. Jego matka była tak zmęczona, że nie była w stanie utrzymać spojrzenia, zasypiała robiąc te zakupy. Wycieńczenie w sam raz na kroplówkę. Argument pro-life, jaki jest w tych okolicznościach? Taki: matka jest tak samo ważna jak jej dziecko, czyli nie żyje po to, żeby począć, urodzić, wykarmić, wychować i paść trupem na ulicy, ale po to, żeby cieszyć się życiem mając dziecko, czy dzieci, dbać o siebie także każdego dnia, ponieważ jeśli chce być pro-life, musi uwzględnić siebie, swoje własne dobro, swoje własne zdrowie, ponieważ to jest także dobrem jej dzieci, nie jest zdradą dziecka, ale nauką (przez przykład), że życie jest piękne i naprawdę warto żyć. Jeśli już nie ma sił, trzeba spróbować skorzystać z pomocy. Może babcia, może dziadek, może jej rodzeństwo, może dom dla samotnych matek, zajmie się dzieckiem na kilka tygodni, żeby matka u kresu sił mogła się zregenerować, wrócić do normalnej wagi i znów zająć się własnym dzieckiem;

Być z całą pewnością pro-life to także szanować ludzi LGBT+. To również jest myśl, która mieści się w światopoglądzie katolickim, ale tym tematem chciałabym się odrobinę zająć (jak wyjdę z szoku na ten temat) na stronie moich autorskich definicji dodatkowych, czyli już nie tutaj.
góra strony