Argumenty pro-sobriété

Matka Boża z Panem Jezusem na kuli ziemskiej, zdjęcie rzeźby na fasadzie jednej z kamienic w Krakowie (fot. RK)

Róże dla Matki Bożej (fot. RK)

Alkoholik prawdziwy – człowiek, który jest pro-life, ale który przegrał na ten temat z rozpaczą (def. moja, RK).

RK

Taki człowiek, żeby się uratować, musi nie tylko z własnej i niczym nie przymuszonej woli zgłosić się na prawdziwy odwyk, ale też wygrać w relacji ze wszystkimi, którzy go częstują alkoholem, i to bez względu na okoliczności. Na dzień dzisiejszy nie ma innego ratunku.

W następnej kolejności, jeśli już jest taki człowiek uratowany, czyli przechodzi do grupy społecznej, tzw. trzeźwych alkoholików (trzeźwość po odwyku zawsze oznacza pełną abstynencję), powinien wdrożyć do swojego rachunku sumienia rozpoznawanie grzechu bałwochwalstwa i to aż do jego najcięższej postaci, czyli profanacji, ale tylko w taki sposób, który jest rozpoznawaniem przezwyciężającym. Taka praca wewnętrzna powinna zaowocować po jakimś czasie (różnym u różnych osób) wglądem o profanacyjnym charakterze nałogu alhoholowego. To jest dobra wiadomość i może się okazać decydująca o dalszej życiowej drodze: istnieje możliwość trwałego przezwyciężenia tego nałogu przez podjęcie trudu osobistego nawrócenia:

  1. Trzeźwość, jeśli jest przynajmniej w jako takiej formie, szuka do skutku tego co ją na pewno zajmuje bardziej, niż alkohol, i to na stałe, ponieważ potrzeba jej dożywotniej profilaktyki alkoholizmu. Dosłownie nikt nie może być pewny swojej trzeźwości, jeśli nie podejmie dla siebie działań profilaktycznych. To coś innego, nie tylko musi być godziwie znalezione i godziwe w swym sensie, ale też odpowiednie dla danej osoby, czyli poprzeczka jest w tym temacie bardzo wysoko, bo tak naprawdę chodzi o podjęcie starań o spełnienie swojego prawdziwego i godziwego życiowego marzenia lub nawet kilku marzeń.
  2. Rozkminione współuzależnienie: z alkoholikiem trzeba się rozstać. Kto tego nie robi, nie jest w stanie kochać człowieka chorego na alkohol, ponieważ jest SKUTECZNIE uwodzony jego alkoholową tożsamością, czyli dlatego nie ma jak go kochać, ponieważ go w ogóle nie zna i nie widzi!, choć widzi faktycznie człowieka. Każdy człowiek, który jest alkoholikiem jest wystawiony (przed alkohol właśnie) do morderczego szantażu w relacjach, który można w ten sposób zwerbalizować: Widzisz? To bardzo porządny i inteligenty gość. Nie pomożesz mu? To, że mu nie chcesz pomóc, całkiem możliwe, że go zabije. Winny będziesz ty. Kto tego nie rozpozna w porę i się przed tym nie obroni, robi się współuzależnionym.
  3. Potrzeba przynajmniej błagalnej modlitwy o uwolnienie w chorobie alkoholowej, ale to bardzo trudno rozpoznać, więc mało kto o taką modlitwę prosi. Dlatego to trudno rozpoznać, ponieważ diabeł w chorobie alkoholowej wyjątkowo parszywie się ukrywa, więc trudno w ten rodzaj zniewolenia w ogóle uwierzyć (diabła się wyrzekamy; wierzymy w Boga, czyli nawet także w to co wygląda na prawdę w tzw. kredycie zaufania [wyjaśnię ten mój skrót myślowy, ponieważ zauważyłam, że może być trudny do odczytania: prawda w kredycie zaufania to inaczej domniemanie niewinności, a więc w dobro ludzkie, które wynika z faktu, że całe stworzenie jest dobre, więc tym bardziej człowiek, „korona stworzeń”]). Ukrywa się w autentycznie ludzkiej, ale fałszywej, tożsamości alkoholika.
  4. Istnieją wiarygodne sposoby na sprawdzenie, czy alkoholik po odwyku może się uważać za trzeźwego alkoholika, np. może taka osoba napisać petycję o wprowadzenie na stałe zakazu sprzedaży alkoholi wysokoprocentowych w mieście, w którym mieszka. Prawdziwy trzeźwy alkoholik jest wdzięczny za swoją trzeźwość, więc na pewno chciałby, żeby i inni zobaczyli w trzeźwości prawdziwe i obiektywne dobro. Jeśli to się nie udaje, ale istnieją inne miejsca, w których mógłby żyć i długo, i szczęśliwie, i trzeźwo, bo np. jest już wprowadzony taki zakaz, albo istnieją inne warunki sprzyjające trzeźwości (niedaleko jest klub abstynentów i dosłownie nic więcej), przeprowadza się, ponieważ dobrze rozumie mądrość przysłowia, że „co z oczu, to z serca”
  5. Pomysł na Galerię Sprzeciwu Ukrytym Formom Profanacji wcale nie jest taki prosty do wyjaśnienia, ale poniżej przestawiam plakat–logo dla takiej galerii. Powiem tylko, że to ukrycie nie oznacza, że coś jest niewidzialne, ale że tymczasowo niedostępne dla rozumu i uczuć wyższych, ponieważ ukryte jest jakimś mechanizmem obronnym lub ukrytą formą przemocy wziętą z jakiegoś magicznego myślenia; istnieje też możliwość, że jest to ludzki atawizm o podłożu pogańskim:projekt plakatu-logo
  6. Aby rozpocząć drogę wydostawania się z obciążeń różnego rodzaju ukrytymi formami profanacji, trzeba w rachunku sumienia ostrożnie przyjrzeć się takim pytaniom (niekoniecznie wszystko naraz, może nawet tylko po jednym pytaniu i to z czasem po kilka tygodni na pytanie) : po czym chodzę, a co deptam?, czego słucham?, jak słucham lub za jaką duchową cenę słucham?, co wyrzucam?, jak przetwarzam? (pytanie dodatkowe–żart: czy na pewno jak dżdżownica?), czego nie wolno mi palić, a dotąd można było?, co czytam, a dokładniej przez jaką okładkę „przechodzę” do tekstu książki, którą czytam?, na co patrzę na jawie i/lub w wyobraźni?, co noszę na ubraniu, jakie nadruki, teksty, naszywki itd.?, czym zwyciężam?, co odsłaniam u siebie i/lub u innych?, co myślę? (na jakiś temat, o innych ludziach), co mogę zmienić na lepsze w swoim życiu natychmiast lub dziś?, co uważam o chodzeniu po herbach papieskich w Sanktuarium Św. Jana Pawła II?, jeśli uważam, że to jest OK, to czy bezproblemowo mogę sobie chodzić np. po czyimś logo?, a jak się czuję chodząc po własnym?
  7. 12 października 2019 r. (sobota): Trzeźwość duchowa w życiu duchowym (w duszy, która żyje w łasce uświęcającej) jest nie tylko miłosierna, ale też cierpliwa i łagodna, co ujawnia się czasem w nieoczekiwany sposób, np. na skutek oczywistego domniemania cudzej mądrości i prawości serca. Można właśnie takie rzeczy sobie wymodlić, że dusza znajdzie dość sił duchowych, żeby nie pominąć błędu prawie nie do zauważenia: cechą wolności jest jej nieobliczalność. Hm, nieobliczalność nie jest cechą wolności, jeśli wiadomo o jakiego Autora takiego spostrzeżenia chodzi, ale bez wątpienia coś innego. Może to, że nie da się jej przeliczyć, czyli Ó jeszcze dokładniej mówiąc – wolność nie nadaje się do przeliczeń, więc cechą wolności jest to, że nie nadaje się do przeliczeń. To jest zupełnie inny sens, który raczej oznacza, że wolność jest inną rzeczywistością, niż matematyka, niż to, że wolność nie dotyczy uczuć. Nieobliczalność jest cechą samowoli, głupoty i bezmyślności, a nie wolności. Błąd jest więc w przekładzie, a nie w myśli Autora. Tu trzeba dodać, że w oryginale nie wiem jak jest, a w przekładzie na j. polski brzmi to zdanie jeszcze inaczej: „Wolność implikuje nieobliczalność” (Ratzinger 2017: 135). No i trzeba też zauważyć, że to co napisałam, myśląc nie tyle o tym dokładnie zdaniu, co o sensach podobieństw, jest tylko moją wariacją na ten temat w stylu tego bloga (wariację trzeba tu rozumieć jako 'utwór literacki, film, obraz itp., nawiązujący do jakiegoś popularnego tematu, motywu lub innego utworu i przetwarzający go twórczo'). Oczywiście w żadnym razie nie można tego uznać za moje myślenie naukowe. Błąd jest gdzieś w przekładzie, bo nie może konsekwencją wolności, która jest przecież jednym z Bożych przymiotów (możemy powiedzieć, że Bóg jest wolnością), a w Bogu wcale nie ma zła, okazać się nieobliczalność. Tym się może okazać tylko to, co już nie ma wolności. Dlatego wolność jest tak bezcenna.