Najważniejsze

Matka Boża z Panem Jezusem na kuli ziemskiej, zdjęcie rzeźby na fasadzie jednej z kamienic w Krakowie (fot. RK)

17 lipca 2019

Naprawdę dobrze to wiedzieć: „1256 Zwyczajnym szafarzem chrztu jest biskup i prezbiter, a w Kościele łacińskim także diakon. W razie konieczności może ochrzcić każda osoba, nawet nie ochrzczona, mająca wymaganą intencję, używając trynitarnej formuły chrzcielnej. Wymagana intencja polega na tym, aby chcieć uczynić to, co czyni Kościół, gdy chrzci. Kościół widzi uzasadnienie tej możliwości w powszechnej woli zbawczej Boga oraz konieczności chrztu do zbawienia”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 2002, s. 312)

15 lipca 2019

Potwierdzam, że na pewno zdarzają się te sytuacje, o których mówią media, zagrażające życiu kierowców na przejazdach kolejowych. Wczoraj na własne oczy widziałam, jak w Krakowie przejazd kolejowy na ul. Kąpielowej (Swoszowice) miał otwarty szlaban (z obu stron) i przejeżdżał pociąg. Może trzeba do tego dodać, że nigdy w życiu dotąd nie widziałam tego typu „zjawiska”. Pewnie trzeba dodać i to, że jeżdżę samochodem jako kierowca, z małymi przerwami prawie codziennie, od końca lat 80-tych XX wieku.

21 czerwca 2019

Encykliki świętych i błogosławionych Papieży to nie tylko dokumenty duszpasterskie, ale też podręczniki smaku prawdy (prawdy rozumianej jako umiłowanie prawdy, a nie jako nieomylność). Beatyfikacja i kanonizacja daje rękojmię, że smak jest adekwatny (to jest bardzo dobry smak, nie zmysłowy, ale duchowy). Chodzi o coś podobnego o czym mówi św. Augustyn, czyli o pokój w sercu, gdy dusza spotyka autentyczną prawdę. Encykliki świętych i błogosławionych Papieży są więc podręcznikami tego pokoju, pokoju w sercu, który dusza pragnie osiągnąć na dłużej, a nawet na zawsze. Czasem można ten smak porównać z odczuciem, którego doświadcza turysta górski jak dojdzie na szczyt, który jeszcze nie jest tym, który jest celem jego wyprawy, ale też smakuje, bo autentycznie jest szczytem. W życiu znajomość smaku prawdy jest co najmniej przydatna, a tak naprawdę może się okazać potrzebna, ponieważ czasem się dzieje coś czego nie sposób inaczej rozpoznawać, jak właśnie po tej dobrze wytrenowanej intuicji prawdy (informacja dla katolików: osoby, które nie żyją w łasce uświęcającej, czyli żyją w grzechu ciężkim, nie mogą wcale jej wytrenować, choć też mogą dotrzeć do pewnego odczucia jakiejś "równowagi wewnętrznej", ale tego typu odczucie bardziej przypomina akrobatyczną sztuczkę, więc nie jest tym, o które tu chodzi).

Istnieją takie przestrzenie czasu i zdarzeń, które nie poddają się racjonalnemu wyjaśnieniu, ponieważ okazują się "zamknięte" i bez argumentu. Naturalna rzeczywistość, czyli rzeczywistość, w której żyjemy na co dzień, powiedzmy... trójwymiarowa, dociera do swoich granic i... okazuje się ścianą nie do przejścia. Co wtedy? Znalazłam na to sposób: najpierw odkryłam, że taką rzeczywistością jest np. pojęcie alergii, czyli uczulenia. Po wielu latach zastanawiania się nad tym pojęciem doszłam do wniosku, że właśnie ono jest zamknięte. Jeśli się je intelektualnie "rozgryza", okazuje się, że chwilę jest OK, ale za jakiś czas już brakuje mu racjonalnego wyjaśnienia. Jak sobie z tym można poradzić? Zakwestionowaniem definicji, albo - mówiąc inaczej - wzięciem pod uwagę innego znaczenia, lub - jeśli miałoby to być po mojemu - przyjęciem (na czas tego "rozgryzania") hipotezy, że to może nie ściana, ale jakiś przejaw jakiejś ukrytej formy przemocy. Dlaczego tego nie wziąć na chwilę pod uwagę? Jeśli biorę to pod uwagę, myślę (roboczo), że alergie to zatrucia. Ale jak to zatrucia? Czym?! Przecież to spiskowa teoria dziejów! Tak nie wolno!!! Jednak wolno. Akurat moje pokolenie (rocznik 1969) pamięta, że w Krakowie były kiedyś kwaśne deszcze, więc rzeźby (bezcenne) z piaskowca dosłownie były rozpuszczane tamtym "zajzajerem" z "nieba". Teraz tego nie widać, bo wszystko zostało zrekonstruowane za pomocą sztucznego kamienia (z żywicą epoksydową). Kwaśne deszcze niszczyły lasy, pola, a teraz niszczą nas może nie pyłki, ale pestycydy, nie roztocza, ale drobinki unoszonego w kurzu np. asfaltu lub czegoś innego, co jest dużo bardziej szkodliwe, niż roztocza, które może też nie są bez znaczenia, ale nie szkodzą tak bardzo. Pojęcie zatrucia nie jest zamknięte, ma smak prawdy i pozwala się wziąć za ratowanie, czego nie sposób zrobić, jak się jest alergikiem! (alergik może się tylko odczulać i jeszcze może się zabierać i wynosić z miejsc gdzie są alergeny: z miast takich jak np. Kraków, z kościołów, w których używa się sztucznie perfumowanych kadzideł, z mieszkań, do których klatki schodowe są myte środkiem dla alergików nieprzyjaznym, z hoteli, w których pokojach rozpyla się środki zapachowe, żeby "gościom hotelowym było przyjemnie", z wszelkich miejsc, gdzie pełno przeróżnych sztucznych lub też naturalnych substancji zapachowych o bardzo silnym, nieobojętnym dla alergików zapachu, i z relacji, w których najważniejsze są nieatestowane, ale za to bardzo mocno pachnące perfumy itd.). Pointa: mniej więcej po to są starsi, żeby o takich przykładowo sprawach powiedzieli bezinteresownie młodszym pokoleniom. Proszę zauważyć, że swędzenie jest przejawem gojenia. Kto rozbił w dzieciństwie kolana, pamięta dobrze, że jak się robią strupy, gojąca się rana zaczyna swędzieć. Kolejne porcie "alergenów" sprawiają zamieszanie w organiźmie, bo jedne komórki już się goją, więc swędzą, a drugie są trute, więc albo jeszcze walczą o życie, albo już umierają, żeby - jak im się uda ta walka i jednak przeżyją - przejść do etapu gojenia się, co sprawia, że i one za jakiś czas swędzą, więc alergika swędzi mniej więcej wszystko i zawsze. Kto ma siłę od tego nie zwariować, może jest... białym męczennikiem (?). To oczywiście nadinterpretacja, bo białym męczennikiem może być raczej ktoś taki jak Sługa Boży Ks. Abp A. Baraniak, a nie alergik. Co więc pomaga na alergię? To co zajmuje uwagę jeszcze bardziej niż to swędzenie. Informatykom komputery.

Osoby, które mają wysokie IgE nie mogą oddawać krwi. Czy na pewno słusznie? Pamiętam z dzieciństwa szczepienie przeciw gruźlicy. Najpierw były robione testy na obecność przeciwciał. Które dziecko miało mały stan zapalny nie musiało iść do szczepienia, ponieważ tamten stan zapalny (wyglądający jak ślad po ugryzieniu komara) oznaczał obecność przeciwciał. Do szczepienia szły dzieci, u których zniknął ślad zupełnie. Nie jest więc dobrze oddać krew z przekroczoną normą przeciwciał na alergię? Jeśli faktycznie nie jest to dobra krew, to może właśnie osobom z takimi przekroczonymi normami trzeba przetaczać krew? Może to pomoże np. na... depresję, której przyczyną jest np. wieloletnie swędzenie, na które już nic nie pomaga. Oczywiście tylko wtedy, jeśli w ogóle da się zachorować na depresję z tego akurat powodu. A może pestycydy lub inne chemikalia sprawiły jakieś w przyrodzie mikromutacje, więc dlatego wydaje się, że w naturze są alergeny, a tak naprawdę to inny jeszcze rodzaj klęski ekologicznej?

Jeszcze może wyjaśnię w najprostszy sposób dlaczego alergie są tak niebezpieczne, bo wielu ludzi wciąż nie zdaje sobie z tego sprawy i wyśmiewa ten temat. Kto kiedykolwiek w życiu zetknął się na własne oczy z relacją alergiczną, najprawdopodobniej widział na skórze alergika bąble, ponieważ najczęściej tak wygląda ta reakcja. Niewielkie bąble na skórze tylko pozornie nie są wielkim problemem, ponieważ nigdy nie wiadomo co się dzieje wewnątrz ciała alergika. Tzw. wstrząs anafilaktyczny to sytuacja, gdy bąble robią się właśnie wewnątrz. Jeśli się zrobią w takich miejscach, że uniemożliwią oddychanie, a alergik nie zdoła otrzymać w porę pomocy medycznej, udusi się. Wstrząs anafilaktyczny to bezpośrednie zagrożenie życia! Może się zdarzyć nagle. Wielu ludzi uważa alergików za np. histeryków, hipochondryków, ludzi, których interesuje tylko ich własna osoba, a niektórzy za... psychicznych! To naprawdę zgroza!

20 czerwca 2018 (Boże Ciało)

Dlaczego uważam, że dobrze jest rozróżniać zapłodnienie i poczęcie? Dlatego tak uważam, ponieważ rozróżnienie to sprawia konkretne dobra: 1. pozwala przewrażliwionym kobietom nie zalewać się łzami, jeśli oczekują potomstwa, a okres pewnego razu spóźnia się, jednak tylko o jeden dzień, więc myślą, że poroniły, choć nieprawdopodobnie małe maleństwo. Właśnie wtedy można przypuścić, że raczej nie poroniły, ale może w ogóle nie doszło do poczęcia, choć mogło dojść do zapłodnienia; 2. pozwala przewrażliwionym wegetarianom zjeść czasem jajko, ponieważ nie muszą się wtedy obawiać, że może jedzą już małego pisklaka.

Podstępne pokusy, jeśli się je uda rozpoznać, pokonuje się silną wolą. W tej metodzie jest 100%-owa skuteczność. Smakuje jak niedobre lekarstwo, które naprawdę trzeba przełknąć, jeśli się chce być zdrowym. Niedobre wapno musujące może być skuteczniejsze na odczulenie, niż w tabletkach, ponieważ szybciej się wchłonie. Wymyśliłam przykładowo rewelacyjne rzeczy z jakiegoś materiału recyklingowego. Tak rewelacyjne, że właśnie przyszła pokusa, żeby je robić z nowych materiałów, bo w ten sposób może ludzie docenią materiał recyklingowy. Ale tego naprawdę nie wolno zrobić, bo znów się namnoży materiałów do recyklingu, choć argument mocny, a dobro wydaje się bez wątpienia. Trudne! A jednak da się pokonać! Pokonanie pierwszej pokusy odsłania drugą: "A może by poświęcić resztę życia recyklingowi?" Ale nie wolno przegibnąć swojego upodobania na śmietnisko, bo jak zafascynuje to właśnie, to naprawdę przepaść. Sprzątanie, porządkowanie to didaskalia życia, a nie jego bieg. "To może ja będę ratować życie ludzkie i to nie po to, żeby ludzie mnie chwalili, ale bezinteresownie, np. dla Pana Boga, bo to na pewno warto robić i nie ma w tym pokusy." "Ale czy zadbasz w tym o siebie i jeszcze o Twoich Najbliższych? Jeśli tak, to słusznie, że chcesz się tym zająć. Sporo jest do zrobienia. Nie wszystkich się uda uratować".

3 czerwca 2018

W j. francuskim poczęcie to la conception, a zapłodnienie to la fécondaction. Te słowa naprawdę nie wyglądają na synonimy. Pojęcie poczęcia jest bliższe pojęciom pomysł, koncepcja, a pojęcie zapłodnienia bliższe pojęciu użyźnienie. Wiem, że w encyklice św. Jana Pawła II jest mowa o zapłodnieniu, ale żeby rzeczywiście zrozumieć na ten temat Świętego Autora, trzeba by się dowiedzieć po pierwsze w jakim języku Papież napisał tę encyklikę, bo może nie po polsku, a to co my mamy jest już tłumaczeniem, oraz po drugie jeśli pisał jednak po polsku, to co św. Jan Paweł II rozumiał pod pojęciem zapłodnienia, bo może dokładnie to samo co przy dokładniejszym badaniu sensu znaczy pojęcie poczęcia. Czym zatem jest poczęcie? Szczęśliwie zrealizowanym pomysłem Bożym na jakiegoś bardzo konkretnego człowieka. Jeśli więc środki antykoncepcyjne są środkami wymierzonymi w Boży plan stwarzania ludzi, to jednym z tych środków, w ogóle nie zauważonych jeszcze, a niezwykle skutecznych jest... samotność. Bo nie da się począć człowieka w samotności. Parszywie ukryta przemoc polega w tych przypadkach na tym, że samotność niszczy ludzką godność, gdyż prowadzi człowieka do rozpaczy, ponieważ człowiek z natury jest stworzeniem społecznym (naturalnie potrzebuje serdecznych relacji), a człowiek odarty z jego godności nie jest w stanie zbudować szczęśliwych związków. Chyba, że pomoże mu... łaska Boża. Naprawdę. Czym wtedy jest nawrócenie? Zgodą na własną pokorę wobec Tego, Kto na pewno może pomóc. Ale nie wobec ludzi. Wobec Boga! najpierw, a wobec ludzi o tyle, o ile. Nie mówię teraz ani o aborcji, ani o ochronie życia ludzkiego. O czym więc mówię? Teraz mówię o... sensie życia.

Jeszcze jedna sprawa jest pilna: musimy uważać, żebyśmy się nie zachłystnęli tą prawdą, że Bóg nawet ze zła wyprowadza dobro. Tak chętnie się to teraz podkreśla. Tak, wyprowadza, ale szkody pozostają, bo to jest wtedy inna jakość dobra. Miałam na 100% dobre przykłady wyjaśniające ten fakt, ale teraz ich nie pamiętam. Jak sobie przypomnę, napiszę. Mogę wymyślić jakąś fikcję: pewna młoda kobieta z bardzo zamożnej i inteligenckiej rodziny stoczyła się na samo dno. Wylądowała na alkoholowym odwyku, ale na... innym kontynencie. Uratowała się: przestała pić, wyszła szczęśliwie za mąż, urodziła 3 dzieci, znalazła pracę jako kucharka. Nic nie pamiętała ze swojej przeszłości. Nie wiedziała, że pozostawiła w swoim rodzinnym domu pogrążonych w rozpaczy rodziców. Rodzice nie byli w stanie jej znaleźć. Wiele razy próbowali i nic, więc pogrążyli się w rozpaczy na długie lata. Dla nich dobrem było tylko to, że znaleźli takie nauczanie św. Jana Pawła II, które pozwoliło im pojąć jakikolwiek sens ich cierpienia. Rzeczywiście dobro, ale inne. Miało być tak: ta kobieta nie miała być alkoholiczką, ani tym bardziej nie miała stracić pamięci. Boży plan był taki, żeby została szczęśliwą żoną, matką, mieszkającą nieopodal rodziców, którym razem z mężem miała podrzucać co jakiś czas wnuki na "wychowanie", z zawodu miała być najlepszym na świecie enologiem. Mniej więcej o to chodzi. Z grzechów zawsze jest strata, a nieraz bardzo dotkliwa. Tak dotkliwa, że potrzeba trudu i czasu, żeby się nauczyć nie nazywać jej nieszczęściem, ale Bożym dopustem. Nie! To nie jest to samo: być kimś, a być nikim. Nie można mówić: "Bóg Cię kocha nawet jako kucharkę". Trzeba mówić: "Bóg Cię naprawę kocha. Nie będziesz kucharką do końca życia, bo to by przeczyło prawdzie o Jego miłości". W tych moich przykładach, których nie mogę sobie przypomnieć chodziło o to, że dobrem wyprowadzonym ze zła może być to, że z jakiejś okrutnej powodzi wszyscy się uratowali, ale gdyby ludzie ciężko nie nagrzeszyli, to w ogóle nie byłoby powodzi, ponieważ żywioł wody byłby już dobrze przez ludzi opanowany, co np. dla nas jest już nieosiągalne, ponieważ aż tylu ludzi brakuje, którzy byli zdolni się za tę sprawę zabrać i ją rozwijać przez kolejne wieki. Nie jest prawdą rzekoma konieczność zgodności zdrowia ciała z inteligencją. Człowiek kaleki może być niezastąpiony. Człowiek zdrowy może być niezastąpiony. Nie ma znaczenia tężyzna fizyczna. Mądrość ma znaczenie. Pokój na znaczenie. Poczucie, że się nie jest łajdakiem. Pewność, że się nie jest mordercą. To ma znaczenie.

2 czerwca 2018

Wiadomość ratunkowa: uwaga! Niedojrzałe owoce avocado są trujące. A czy wszyscy pamiętamy, że zielone części ziemniaków i pomidorów też?

28 maja 2019

Mojego bloga chciałabym dziś uznać za skończony. Pewnie jeszcze nieraz do niego wrócę i coś w nim popoprawiam (blog jest bez korekty), ale w tym miejscu na mnie już czas. Powinnam bardzo serio pomyśleć o stronie www.kobietykonsekrowane.pl, na której - jak już znajdę chwilkę, żeby ją zrobić - przedstawię niektóre informacje o mojej koncepcji stanu kobiet konsekrowanych; w takiej formie i w takiej ilości, żeby to się nie okazało z uszczerbkiem dla sensu i specyfiki tej nowej formy życia konsekrowanego oraz moich dalszych starań o imprimatur dla tej publikacji.

21 maja 2019

Dlaczego Polska nie może być trzecia w Europie w temacie prawa, które broni życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci? Po Stolicy Apostolskiej i po Malcie (która jest członkiem Unii Europejskiej). Naprawdę nie ma sposobu, żeby wziąć ten temat na cito? Byłby brązowy medal. Może nawet już na zawsze Pokonanie tej tragedii nie jest końcem świata. Potem będzie i tak potwornie dużo do zrobienia. Problemów do zajmowania się nimi (tymi problemami) są tysiące, np. jak sobie radzić w relacjach, w których milczenie jest uznawane za głuchotę, przebaczenie za... schizofrenię, a brak złości, za niedojrzałość?

22 kwietnia 2019

Pierwsza pomoc dla osób w łasce uświęcającej po tragicznych informacjach o zamordowaniu kolejnych chrześcijan:

  1. Upewnić się co do źródła własnych sił życiowych, czy na pewno po tych informacjach nie ma przełączenia na siły czerpane z przerażenia. Jak się upewnić? Po tragicznych dla nas wiadomościach mamy się czuć słabsi, a nie silniejsi. Ten deficyt uzupełnia Pan Jezus przyjmowany w komunii św.
  2. Zasmucić się tą makabryczną wiadomością, czyli odrzucić na ten temat mechanizm obronny polegający na obojętnieniu. Jak się zasmucić? Np. pomyśleć: "Jakiś mąż został pozbwiony żony, jakieś dziecko straciło matkę, lub nawet oboje rodziców, jakiś brat stracił rodzeństwo. Co za makabryczna tragedia!"
  3. Wypowiedzieć do kogoś swoje na ten temat przerażenie, choćby było tylko bardzo malutkie. Np. powiedzieć: "To makabryczne! co oni z nami wyprawiają! Oni naprawdę nas mordują!" (To jest bardzo ważne ze zwględu na profilaktykę różnych chorób tzw. cywilizacyjnych)
  4. Pomodlić się do Matki Bożej, choćby jednym Zdrowaś Mario, błagalnie, żeby te mordy już się wreszcie skończyły, czyli o pokój na świecie i w naszych sercach, żebyśmy mogli jakoś się pozbierać i jakoś, choć znów koszmarnie poranieni, dalej żyć.
  5. Pamiętać, że ofiarą (poszkodowanym) jest też ten, kto otrzymuje te tragiczne wiadomości, ale jeszcze większą ofiarą (poszkodowanym) jest ten, kto ich nie otrzymuje, choć pozornie wydaje się, że ma lepiej.
  6. Pozwolić, żeby rany zagoił czas.
  7. Zadbać koniecznie o swój system nerwowy, a najbardziej o pamięć. Najpierw trzeba pamiętać o tym, że niektórzy ludzie w sposób naturalny reagują amnezją po otrzymaniu tragicznych wiadomości, więc zwłaszcza te osoby są narażone na zachorowania dotyczące sprawnego funkcjonowania pamięci po wiadomościach o kolejnych zamachach terrorystycznych. Warto zdawać sobie sprawę, że mamy kilka rodzajów pamięci (długą, krótką i tę, którą czasem nazywa się pamięcią operacyjną).
  8. Pamiętać!, że jesteśmy owcami, a nie drapieżnikami. Owcami! (to sprawia sakrament chrztu), więc jeśli ktoś zaczyna mysleć o sobie inaczej, ma psychozę! Może potrzebować doraźnie pomocy psychoterapeuty (myślę, że jakieś 2-3 sesje). Jak w sposób bezpieczny skorzystać z doraźnej pomocy psychoterapeuty? Znaleźć psychoterapeutę z wiarygodnym certyfikatem. Zakontraktować dosłownie 2-3 sesje. Pierwsza powinna polegać na zbudowaniu zaufania i ustaleniu kontraktu, druga powinna dotyczyć właśnie tej psychozy. Czy psychoza ustąpiła powinno się okazać albo pod koniec drugiej sesji (jeśli tak, to na tym trzeba zakończyć), albo na początku trzeciej (jeśli na początku trzeciej, to pozostały czas sesji trzeba przeznaczyć na badanie czy nie nastąpiło jakieś tąpnięcie w kierunku autodestrukcji, czyli czy na pewno jest w dobrym stanie odporność na rozpacz).
  9. Wspaniałomyślnie uwierzyć treści objawień Maryjnych w La Salette we Francji, w których Matka Boża bardzo mocno podkreśla, że przeklinanie jest naprawdę złem, więc to na pewno trzeba porzucić, jeśli ma być lepiej.
  10. Podobnie makabryczne jest życzenie komuś zła, czyli złorzeczenie. Mamy błogosławić, a nie złorzeczyć, bo i nad dobrymi, i nad złymi Pan pozwala, że świeci słońce.
  11. Jeszcze można, dla spokoju sumienia, zawierzyć swoją gorliwość wiary prorokowi Eliaszowi.
  12. Nie dać się wpędzić w fałszywe poczucie winy przez zaangażowanie cnoty wiary w brednie na temat tego, że my, chrześcijanie, myślimy magicznie, a które to brednie polegają na wmawianiu nam, że jeśli tabletka przeciwbólowa nam pomaga, to jedynie dlatego, że my w to wierzymy, a tylko innym pomaga naukowo.

Poniżej zamieściłam akapit, który do dnia dzisiejszego znajdował się na górze strony.

Co uważam za najważniejsze? Nie tylko dobrą hierarchię wartości, ale też prawidłową kolejność. Nauczyłam się tego studiując konserwację malarstwa. Sprawa jest szokująco prosta: zanim nie załatasz ubytków płótna w obrazie, który naprawiasz, jeśli myślisz, że uzupełniasz ubytki warstwy malarskiej w miejscach tych ubytków całego obrazu, tak naprawdę widzisz... fatamorganę! Prawidłową kolejnością w życiu jest najpierw obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci, a zaraz, prawie natychmiast potem, obrona ludzkiej godności, dosłownie w tym samym wymiarze czasu, czyli od poczęcia do naturalnej śmierci (wyjaśnię od razu, że za naturalną śmierć uważam śmierć w zdrowiu i w późnej, a na dodatek szczęśliwie przeżytej starości). I tylko tak da się zacząć sensowne życie osobiste. Pan Bóg najprawdopodobniej wciąż daje nam, ludziom, dużo powołań do kapłaństwa i do życia konsekrowanego, ale te powołania są zabijane zaraz po poczęciu! Może to widać także w kinach: mamy dużo, bardzo dużo kin z ogromną ilością miejsc, ale najczęściej fatalne filmy, po których nawet dorosłym śnią się koszmary, i mamy tragiczne ubytki w ilości ludzi, którzy mieli te miejsca zajmować (gdyby ludzie nie ginęli przed narodzeniem, byłoby ich tak dużo, że chodzili by nawet na kiepskie filmy, ponieważ uczyliby się właśnie na nich odróżniać dobro od zła). Brakuje tu i tu, i tam. Naprawdę i dosłownie brakuje ludzi! Konkretnych osób, które miały w życiu zrobić takie a takie obiektywne dobro.

Zapraszam serdecznie do lektury mojego prywatnego bloga,

RK

16 kwietnia 2019

Natura naprawdę chce żyć!, a jeśli się to życie niszczy, rozpacza! Rośliny, zwierzęta na trudne warunki się nie obrażają, ale żyją dalej, choć gorzej się rozwijają. Rozpacz natury przejawia się właśnie w różnego typu nieszczęśliwych wypadkach. Bezwarunkowa ochrona życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci powinna nawet dać wyraźnie korzystny wynik finansowy. Trzeba tylko wziąć to pod uwagę i uczciwie przeliczyć. To życie się opłaca, a nie śmierć.

16, 17 i 21 lutego 2019

Pomaga żyć (odzyskiwać radość życia po jakiś makabrycznych przejściach lub ją podtrzymywać) zajmowanie się obroną każdego życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci i ratowaniem przyrody. Przy czym najpierw trzeba się cieszyć tym pierwszym tematem. Jak? Robić lub próbować robić coś z sensem na stałe lub wciąż na nowo w dziedzinie promowania piękna ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Właśnie przezwyciężenie (szczęśliwe, czyli definitywne) aborcji (to pojęcie dotyczy podmiotów prawa kościelnego, w innych sytuacjach mówi się o przerywaniu ciąży) jest drogą do pokoju na świecie. Zgodzić się urodzić, nawet tylko w tym celu, żeby oddać potem biedactwo do adopcji = ratować świat od wojny, a nawet wojen. Warto sobie na stałe przyswoić, że ratować świat od wojen w żadnym wypadku nie oznacza destrukcji czy autodestrukcji! Nie oznacza tego ani w wersji osobowej, ani kontynentalnej, ani nawet cywilizacyjnej. Po prostu przykazanie "nie zabijaj" jest globalne, dotyczy każdego człowieka bez wyjątku! Nie zabijaj życia ludzkiego, bo od czegoś trzeba zacząć, ale to znaczy daleko więcej przecież: "nie zabijaj" ludzkiej historii, ludzkiej tożsamości, ludzkich serdecznych relacji itd. Polecam analizę prawną grzechu aborcji O. Dra Tomasza Wytrwała OP (można łatwo znaleźć na Internecie). Osobiście trudzę się już wiele lat nad oceną w moim sumieniu czy brak działania dążącego do przezwyciężenia aborcji jest na pewno wolny od ciężkiej winy. Raczej skłaniam się do myślenia, że właśnie potrzeba coś robić w tym kierunku aż do skutku. Nie wiem z całą pewnością czy ja to mam już bardzo dobrze poukładane, ale intuicyjnie wyczuwam, że to jest sprawa jak teoria względności (piszę o tym temacie serio): jeden i drugi czyn sprawia skutek, co do którego w naszym wymiarze życia może nie być alternatywy, na horyzoncie zdarzeń. Przy czym obiektywnie dobry czyn jest na pewno zawsze silniejszy. Możliwe więc, że niesprawdzalne statystycznie zdarzenia układają się w taki "metaforyczny" sposób, że jeden grzech aborcji jest słabszy od 1 cz. różańca, ale właśnie potrzeba tej jednej części różańca, potrzeba czynu, a tego może autentycznie brakować. Trudność polega na tym, że nie każdy kto by chciał modlić się na różańcu ma na to dość duchowych sił. Siły duchowe można pozyskać decydując się na nawrócenie, czyli np. na urodzenie poczętego dziecka, którego się wcześniej nie chciało. Tak, można się nawrócić dla pokoju. To jest z pewnością godziwa motywacja.

RóżaO poczęciu

luty 2019

Czy można zaczerpnąć z mądrości chrześcijańskiej i pozostać w swojej religii? Oczywiście. Np. z takiej mądrości można sobie skorzystać "bezkarnie": Stary Testament uczy, że Pan Bóg 7-go dnia odpoczął, więc człowiek przyswoił sobie, że w taki razie i on może 6 dni pracować, a w 7-ym dniu tygodnia odpoczywać. Czego w takim razie uczy Nowy Testament w tym zakresie? Tego, że jeszcze lepiej najpierw odpocząć, a dopiero potem wziąć się za pracę, ponieważ ósmy dzień tygodnia (niedziela) jest równocześnie pierwszym.

grudzień 2018

Błogosławionych, czyli szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia i jak najlepszego nie tylko Nowego Roku, ale całego roku 2019.

(...)

Fotowoltaika może być nawet w miastach wszędobylska: 1. wszelkie płaskie dachy na niskich, nie przeznaczonych do ratowania pszczół, niezabytkowych dachach miejskiego budownictwa mogą przyjąć ogromne ilości paneli fotowoltaicznych i dobrze z tym wyglądać, 2. takie panele mogą przyjąć także wszelkie daszki np. na peronach miejskich, gdzie uruchomiono ruchome schody i windy, z których tak naprawdę korzystają nie tylko osoby niepełnosprawne, przez co staną się w jakimś zakresie podcieniami dającymi ulgę w letnie upały 3. nawet na parkingach przed hipermarketami można urządzić oświetlone nocą (właśnie dzięki fotowoltaice) podcienia, które w upalne lata przecież będą sposobem nie tylko na obniżenie czasu oddziaływania na nasze, ludzkie, głowy promieniowania słonecznego (wiadomo, że grozi to w pewnych warunkach udarem), ale też zmniejszy zużycie paliwa w samochodach, ponieważ klimatyzacje zadziałają szybciej w autach, które nie parkują w pełnym słońcu, 4. tak naprawdę można też rzeki w miastach, zwłaszcza małe (ale nie tylko!), osłonić na jakiś odcinkach całe lub częściowo fotowoltaiką właśnie, oczyścić je tak bardzo, żeby woda w nich była jak na Suwalszczyźnie i uruchomić miejskie, oświetlone nocą trasy kajakowe, z których będzie można nie tylko zobaczyć jeszcze inne zakamarki miast, ale też np. kupić lody, gofry, kawę, a latem jakiś ekstra film w plenerowym kinie studyjnym itd. Nadprodukcje prądu pozyskanego ze słońca obniżą opłaty za domową energię elektryczną (wiadomo dlaczego). Dlaczego tego nikt nie robi? Przecież to jest dość proste i dość łatwe! O czym tu więcej gadać?

październik 2018

(...)

wrzesień 2018

(...)

czerwiec 2018

Dlaczego uważam, że najlepszym prawem chroniącym życie i godność ludzką od poczęcia do naturalnej śmierci jest to, w którym przepisy dotyczą właśnie tych spraw, a nie aborcji czy eutanazji? Wtedy z faktu prawnej ochrony życia i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci może wynikać to, że nic więcej nie trzeba dopisywać. Już samo takie ustawienie tych dwóch tematów daje większe poczucie bezpieczeństwa życia w ogóle. Każdy ma prawo żyć i to godnie. Na każdym z etapów życia. Pomagać trzeba żyć, a nie umierać, bo i tak każdy z nas wcześniej czy później kiedyś umrze. Tak naprawdę takie zmiany w podejściu do ochrony życia człowieka mogą się przełożyć na sukcesy nie tylko w obszarze umiejętności bycia zadowolonym z życia (o zadowoleniu z życia można poczytać np. w książce W. Tatarkiewicza, O szczęściu), ale też na ekonomię (radość z życia sprzyja podejmowaniu jakiś twórczych inicjatyw, a osobom w rozpaczy pomaga przezwyciężyć najcięższe pokusy przeciw życiu). Dopóki nie ma takiej ochrony, wydaje mi się prawdopodobne istnienie choroby społecznej i to na skalę pandemiczną, która polega na jakimś rodzaju porażeniu naturalnej radości życia, czego być może teraz prawie nie widzimy, ale co przekłada się np. na chorobę alkoholową lub na depresje. Przecież jeśli prawo dopuszcza jakiekolwiek przypadki aborcji i to się dzieje za pieniądze podatników, to im większe ktoś płaci podatki, tym więcej przekazuje pieniędzy na aborcje, co być może sprawia, że jedni zupełnie nie wiedzą dlaczego, ale wcale nie chcą zarabiać, a inni też nie wiedząc czemu, rozpaczają i stają się alkoholikami. Takie jest moje zdanie na ten temat. Tylko tam, gdzie nie ma eutanazji, można się godnie, bez paniki i bez rozpaczy, starzeć.

maj 2018

Dlaczego dobrym prawem jest prawo zakazujące aborcji? Takie prawo jest na pewno dobre, ponieważ np.:

  1. Legalizacja aborcji niszczy czynnik ciężkiej bojaźni, który przecież może być czynnikiem usuwającym aborcję, choć i tak pozostaje wtedy makabryczny czyn. Niszczy go w ten sposób, że właśnie usuwa czujność na temat, że coś jest na pewno okropnością, nawet mordem. Jeśli ustawa zakazuje aborcji, w prawie okazuje się ona przestępstwem (jego karalność lub nie karalność jest już innym tematem), a więc żeby do niej doszło, potrzeba dużo trudniejszych warunków, niż wtedy, gdy jest ona zalegalizowana. Trudniejsze warunki nakręcają bojaźń, a jeśli ta bojaźń jest ciężka, to jest dużo większa szansa, że do aborcji w ogóle nie dojdzie. Jeśli aborcja jest zalegalizowana, te szanse robią się znikome. Przecież może tu być wzorem Malta. Jedno z niewielu państw, w którym obowiązuje całkowity zakaz aborcji. Tak właśnie wyglądają najwyższe standardy ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci, że w obowiązujących przepisach prawa jest całkowity zakaz aborcji.
  2. Prawo takie nie trafia w ludzką bezradność tak długo, jak długo istnieją Okna Życia. Dopóki istnieją Okna Życia prawny zakaz aborcji okazuje się prośbą społeczną o donoszenie niechcianej ciąży i jeśli jest życzeniem matki, żeby nie zająć się jej maleństwem, o oddanie dziecka właśnie do takiego Okna.
  3. Wiele kobiet ma naturalną potrzebę opiekowania się dziećmi i osobami niepełnosprawnymi. Są zdrowe, silne, a radość życia czerpią z zajmowania się takimi osobami, które naturalnie potrzebują opieki. Innymi słowy: zdrowe społeczeństwo POTRZEBUJE jakiejś ilości osób wymagających opieki. Jeśli poprzez aborcje usuwa się ze społeczeństwa te osoby, które po urodzeniu wymagają opieki, osoby które naturalnie mają mocno rozwiniętą potrzebę opiekowania się kimś, szukają kogokolwiek, żeby się tylko móc nim opiekować. Same stają się przez to chore. Kto się wtedy znajduje na miejscu osób naprawdę potrzebujących opieki? Pieski, kotki, rybki? A może inni zdrowi ludzie? Np. żona, np. mąż. I nowa patologia gotowa.

Myślę, że do sprawy ratowania i ochrony życia i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci można też podejść w taki sposób: Jeśli zgadzam się lub chcę przyjąć jako granicę dla moich czynów z tego obszaru tematów V przykazanie Dekalogu, to dla mnie ostatnim odcinkiem tej drogi jest ratowanie życia i godności ludzkiej. Jak ratować, jak ochraniać, czym ulżyć w cierpieniu, jak dotrzeć z radością życia nawet do osób terminalnie chorych? Jak uczynić ich życie nie tylko znośnym, ale nawet szczęśliwym? Zupełnie naturalne jest to, że dalej nie odważam się iść. Nie odważam się dalej iść, ponieważ dalej tak naprawdę nie ma już drogi. I robi się po temacie aborcji czy eutanazji. Człowiek w relacji do drugiego człowieka z natury nie ma zadanych tych zagadnień: ma ten drugi żyć czy nie. To są zagadnienia sprzeciwu naturze, tzw. cywilizacji śmierci, czyli nie ma dalej drogi. Ale co to znaczy, że nie ma dalej drogi? To, że jest ściana? Nie! To oznacza, że choć człowiekowi jeszcze się wtedy wydaje, że może są te czarne dziury, które zasysają materię, nie ma nawet tego. W życiu duchowym pozostaje wrażenie ruchu, ale to już nie dotyczy materii.

kwiecień 2018

Nie tylko konieczne jest ratowanie człowieka i przyrody. W pewnych sytuacjach to jest także najważniejsze. Kilka lat temu znalazłam na Internecie ciekawy artykuł, który bardzo dobrze wyjaśnia krytycznie trudne tematy. Warto go poszukać. Rachunek sumienia w oparciu o ten artykuł jest chyba najlepszym początkiem drogi nawrócenia w dojrzałym wieku. Rachunek sumienia to nie zawsze katownia, często bywa równocześnie uzdrowieniem z tzw. fałszywego poczucia winy, a zawsze pomaga odnajdywać własną ludzką godność.