Najważniejsze

Matka Boża z Panem Jezusem na kuli ziemskiej, zdjęcie rzeźby na fasadzie jednej z kamienic w Krakowie (fot. RK)

Róże dla Matki Bożej (fot. RK)

Co uważam za najważniejsze? Nie tylko dobrą hierarchię wartości, ale też prawidłową kolejność.

Nauczyłam się tego studiując konserwację malarstwa. Sprawa jest szokująco prosta: zanim nie załatasz ubytków płótna w obrazie, który naprawiasz, jeśli myślisz, że uzupełniasz ubytki warstwy malarskiej w miejscach tych ubytków całego obrazu, tak naprawdę widzisz... fatamorganę! Prawidłową kolejnością w życiu jest najpierw obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci, a zaraz, prawie natychmiast potem, obrona ludzkiej godności, dosłownie w tym samym wymiarze czasu, czyli od poczęcia do naturalnej śmierci (wyjaśnię od razu, że za naturalną śmierć uważam śmierć w zdrowiu i w późnej, a na dodatek szczęśliwie przeżytej starości). I tylko tak da się zacząć sensowne życie osobiste. Pan Bóg najprawdopodobniej wciąż daje nam, ludziom, dużo powołań do kapłaństwa i do życia konsekrowanego, ale te powołania są zabijane zaraz po poczęciu! Może to widać także w kinach: mamy dużo, bardzo dużo kin z ogromną ilością miejsc, ale najczęściej fatalne filmy, po których nawet dorosłym śnią się koszmary, i mamy tragiczne ubytki w ilości ludzi, którzy mieli te miejsca zajmować (gdyby ludzie nie ginęli przed narodzeniem, byłoby ich tak dużo, że chodzili by nawet na kiepskie filmy, ponieważ uczyliby się właśnie na nich odróżniać dobro od zła). Brakuje tu i tu, i tam. Naprawdę i dosłownie brakuje ludzi! Konkretnych osób, które miały w życiu zrobić takie a takie obiektywne dobro.

Na stronie startowej mojego bloga, dodatkowo może się okazać interesującym pomysł na odznakę dla ludzi, którzy pokonali chorobę alkoholową. Zapraszam serdecznie do lektury mojego prywatnego bloga. Najbardziej do czytania moich argumentów pro-life (6 maja 2020 r. dodałam argument 108, który równocześnie jest argumentem 1-szym drugiej listy tych argumentów),

RK

23 sierpnia 2020 r., niedziela

Proszę Czytelników mojego bloga o ostrożność w korzystaniu z zamieszczonej w tym akapicie zachęty, ponieważ mogą się pojawić na chwilkę duże duchowe przeciążenia, czyli jeśli ktoś bardzo przeżywa takie sprawy, lepiej żeby jeszcze poczekał z oglądaniem mojego nowego projektu koncepcyjnego, ponieważ temat jest zupełnie nowy w Internecie (nienowy jest tylko w moich koncepcjach, ale nie pamiętam ile ma lat): Zachęcam do spojrzenia na mój projekt z krótką interpretacją nowej flagi Polski.

20 sierpnia i 10 oraz 11 września 2020 r.

Nowa moja sentencja (tylko to jedno zdanie): Miłość jest jak śmierć, a jest życiem. Dawniej to było lepiej widać, ponieważ kobiety po zamążpójściu nakładały na głowy czepki, a potem już nigdy ich nie zdejmowały. W każdym razie właśnie miłość narzeczeńska uczy tego oczekiwania na tę przemianę, w której dochodzi do wyodrębnienia z miłości, która była oczywista, miłości innej, oblubieńczej. Sprawia to niebywały skutek: okazuje się, że jedna miłość ma nieprzekraczalne granice w sobie samej: inną jest dla Ukochanego, inną dla przyjaciół, inną zupełnie dla Matki i Ojca, a jeszcze inną dla własnych dzieci. Jednak taka oczywistość jest darem miłości oblubieńczej. I już nie można wrócić. Czy dobrze cytuję z pamięci? Mówi Pan Jezus: „Jeśli ktoś kocha matkę swoją i ojca swojego bardziej, niż Mnie, nie jest mnie godzien”, czyli może: jeśli ktoś nie przyjmuje najpierw łaski uprzedzającej, która sprawia możliwość pomyślenia, że taka przemiana i skutek przemiany jest faktycznie możliwy, ale tak naprawdę w całej, możliwej na tej ziemi pełni, tylko i wyłącznie w dwóch przypadkach, tzn. w małżeństwie sakramentalnym i/lub w życiu konsekrowanym (takie „i” może się zrealizować najwyraźniej w stanie wdów konsekrowanych), doświadcza miłości źle, czyli jako pewnego rodzaju przeżycie monizmu, czyli fałszywej jedności, a ta niestety usuwa bezcenny i naturalny wstyd, co następnie prowadzi do uznania różnych kompleksów za szeroko przyjmowaną i przekazywaną z pokolenia na pokolenie normę, podczas gdy nie są to normy, ale zaburzenia, choć wolałabym powiedzieć uszkodzenia i to nie uczuć, ale umysłu (np. kompleks Edypa, Elektry; zafałszowana informacja przekazywana w dzieciństwie tworzy fałszywy obraz rzeczywistości i złe przyzwyczajenie; psychologia sobie z tym nie radzi, ponieważ zajmuje się afektami, ale czasem radzi sobie z tym dobry psycholog, także dobry psychoterapeuta, ale psycholog radzi sobie własnym autorytetem: jeśli go ma, może powiedzieć co jest na pewno OK, a to z kolei może potwierdzić własne intuicje czy nawet hipotezy, i po kłopocie; jeśli dziecko prawie od zaraz po swoich urodzinach śpi we własnym łóżeczku, a nie razem z rodzicami, jeśli nie jest całowane w usta przez rodziców, jeśli przytulane jest w sposób czysty i jednoznaczny, nawet jako ateista też nie powinno mieć w życiu dorosłym tego typu problemów; raczej rzadko potrzebujemy psychoterapii, ale często wiarygodnego wyjaśnienia), których można, a nawet trzeba się pozbyć podejmując ascetyczną drogę oczyszczenia, ale nie chodzi o jakieś karkołomne głodówki i medytacje, ale na początek (jeśli mówię o nas, katolikach) chodzi o zgodę na naszą moralność, np. o dotrzymywanie z przyzwyczajenia właśnie zwykłych piątkowych postów, które naprawdę trzeba podjąć tak, czy siak, jeżeli nie chce się tracić łaski uświęcającej, ale trening ascetyczny jest dodany; bez tego nie ma w ogóle możliwości, żeby iść dalej, czyli żeby wejść na drogę postępujących, a potem wędrować jeszcze dalej. I nie pomoże ani żadna technika relaksacyjna, ani techniki kontroli oddechu, ponieważ potrzeba przejęcia się, wzruszenia cudzą historią, czyli chociaż jakiejkolwiek serdeczności w relacjach, życzenia drugiemu 'wszystkiego najlepszego', ale z serca, które naprawdę tego chce. Tak mniej więcej rozumiem miłość. Inne przemyślenia w podobnym klimacie, który zatytułowałam w Szkole bycia pro-vie Renata rozumie to tak, można oczywiście przeczytać klikając ten tytuł.

25 lipca 2020 r.

Zapraszam serdecznie na nową moją stronę, która co prawda już jest jedną z witryn związanych z moją działalnością gospodarczą, ale dotyczy zagadnień ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Witryna ta jeszcze jest w budowie, ale już teraz nie jest pozbawiona zawartości merytorycznej.

20 lipca 2020 r.

Także w Polsce, i to nawet w Krakowie, chrześcijanie są prześladowani! Wybrałam się wczoraj na spacer do Lasku Wolskiego, trasą przy kościele Kamedułów i dalej na kopiec, pod kopcem wiadomo, duży krzyż, a po drodze można znaleźć trzy małe śliczne kapliczki. Wybrałam się, a idąc modliłam się cicho różańcem, ponieważ (modlitwa różańcowa + dość szybki spacer) jest jednym z niewielu sposobów dla mnie na choć chwilowe odczucie mniejszego stresu, ale znalazło się dwóch mężczyzn na jakiejś ławce, z których jeden do drugiego głośno powiedział, jak przechodziłam obok, że "jeszcze tego brakowało, żeby tu ludzie przychodzili odprawiać różaniec" i głośno zaklął. Straciłam więc nawet to miejsce do modlitwy, ponieważ od wczoraj boję się przychodzić samotnie do Lasku Wolskiego i już się raczej nie zdecyduję, a dotąd czułam się tam bezpiecznie.

19 lipca 2020 r., niedziela

Zdefiniowałam dziś (po mojemu) pojęcie 'polityka' i pojęcie 'ochrona życia ludzkiego i godności ludzkiej', ale już nie tu, tylko w moim E-pakiecie autorskim. To jest o tyle ważne, o ile potrzebne jest rozróżnienie tych dwóch tematów. Formułując te definicje chciałam sprawdzić, czy na pewno nie zajmuję się polityką, ponieważ uważam, że się nią nie zajmuję.

18 lipca 2020 r., sobota

Przepraszam, że odsyłam linkiem, ale nie mam czasu, żeby zamieścić tutaj moje rysunki, na których wyjaśniam mechanizm powstawania przekonania o słuszności metody in vitro oraz dlaczego jest błędny. Rysunki te zamieściłam na stronie startowej w dzisiejszej dacie stanu kobiet konsekrowanych oraz (większe) w Altanie.

25 maja 2020 r.

Mam pomysł na prorodzinną zmianę: Dzień Matki i Dzień Ojca w takich datach: Dzień Matki 26 maja, a Dzień Ojca 27 maja. Sąsiadujące miesiące nie są tak wyraźne w ich prorodzinnym znaczeniu, jak sąsiadujące dni. Proszę przy okazji zauważyć, że wcale nie mam pomysłu, aby to był jeden dzień.

7 maja 2020 r.

Tekst roboczy mojej petycji z 2019 roku do Parmalentu Europejskiego można przeczytać w pliku pdf na tej stronie. Petycja dotyczyła naglących spraw związanych z ratowaniem ludzkiego życia i godności ludzkiej na całym odcinku ludzkiego życia w kontekstach historycznej prawdy o chrześcijańskich korzeniach wielu państw Unii Europejskiej. Dziś natomiast złożyłam drugą petycję do Parlamentu Europejskiego, której tekst roboczy można przeczytać po kliknięciu w podany w tym zdaniu link.

29 marca 2020 (niedziela)

Choć tego bloga skończyłam, nie sposób do niego nie wracać, ale ma on też swoją kuzynkę: stronę na której próbuję „chwytać” jeszcze inne trudne sprawy ze spraw na korzyść ludzkiego życia.

25 marca 2020

Z okazji uroczystości Zwiastowania NMP chciałam ofiarować Matce Bożej róże, które umieściłam pod Jej stopami na tym blogu. Jako jakieś może pocieszenie na sytuację różnych ograniczeń z powodu epidemii koronawirusa dodam, że zdjęcie zamieszczone powyżej przedstawia rzeźbę na fasadzie jednej z zabytkowych kamienicy w Krakowie.

Mam też na dzisiaj mistyczne jedno pytanie i do tego mistyczną jedną odpowiedź: Czym jest piasek? Spalonym śniegiem.

26 września 2019

Czwarta w tym roku inwazja ćmy bukszpanowej na mój cudem żywy jeszcze bukszpan przypomniała mi nagle nawet o stonce ziemniaczanej z czasów PRL-u. Przed sektami, które są dla człowieka naprawdę niebezpieczne zawsze przestrzega natura. Bukszpanem zwykle dekorujemy koszyczki wielkanocne, więc nie jest trudno o analogię, jeśli się pomyśli o treści objawień Matki Bożej w La Salette, we Francji. Dla nas, katolików, sprawa jest oczywista: wiara w to uznane objawienie pozwala wziąć się, i to bardzo serio, za jakiś następny etap nawrócenia, bo wiadomo na jakie zależności Matka Boża wtedy wskazała. Właśnie przez przygotowanie do sakramentu pokuty można znaleźć w sumieniu argumenty na własną winę lub niewinność, ale potrzeba odwagi i zaufania Duchowi Świętemu. Przydaje się też gorliwość w poszukiwaniu nawet pozorów zła. Najwyżej spowiednik się trochę zdenerwuje. Jeśli czegoś się nie udaje pokonać przez nawrócenie, znaczy to, że jesteśmy ofiarami jakiejś przemocy lub oszustwa (psychomanipulacji), ale najlepiej zacząć właśnie od własnego nawrócenia; inaczej nie sposób rozstrzygnąć. Kto natomiast myśli, że wszystko się da załatwić przez własne nawrócenie, musi bardzo się mieć na baczności, bo właśnie wpada w łapy magicznego myślenia. Naprawdę trzeba na to uważać, żeby się nie potknąć.

6 września 2019

Bezinteresowna serdeczność w relacjach domaga się uznania faktu dobrej woli tzw. drugiej strony, czyli naprawdę trzeba uwzględniać, że ktoś czegoś nie robi, co innym wydaje się oczywiste (o czym nie mówią, a tylko się słusznie oburzają, ponieważ w ogóle nie przychodzi im to do głowy, że ktoś czegoś nie wie lub nie przychodzi mu na myśl), ponieważ autentycznie tego czegoś nie wie lub właśnie nie przychodzi mu to coś na myśl. Nie ma w tym żadnej winy, ponieważ przychodzą nam na myśl te rzeczy, które wynikają z naszych różnych uwarunkowań, np. związanych z wykształceniem lub pokoleniowych, czy geograficznych. Wystarczy 15-20 lat różnicy i już te uwarunkowania są inne, więc wymagają właśnie serdeczności w relacjach, ponieważ ona na pewno pozwala i pomaga się dogadywać.

2 września 2019 (poniedziałek)

Zrobiłabym tak: 1 września każdego roku urządzałabym w Warszawie biegi, które nazwałam biegami przebaczenia. Bieg ma następujące zasady: Polacy gonią Niemców, a Niemcy (prawdziwi) uciekają jakiś czas naprawdę, a potem naprawdę pozwalają się złapać i to nawet najsłabszemu, np. człowiekowi na wózku lub jakiejś staruszce. Złapani natychmiast mówią: „Przepraszam”, a ten, kto złapał mówi: „Przebaczam”. Podają sobie ręce na zgodę i tyle (ze względu na pamięć o poległych). I tak rok w rok, np. przez 20 lat, albo 200. Ilość osób startujących w biegach musiałaby być ograniczona i po obu stronach przebaczenia równa.

24 sierpnia 2019 (sobota)

Kto nie jest katolikiem nie popełnia aborcji, ponieważ nie obowiązuje go prawo Kościelne. Mylące jest używanie tego pojęcia do wszystkich czynów przerwania ciąży. Z kolei prawo Kościelne, które nakłada karę ekskomuniki za czyn aborcji, jest tak surowe po to, żeby właśnie tego czynu nie było w Kościele, tzn. katolik ma po pierwsze pewność, że jeśli popełnił czyn aborcji, to popełnił grzech (czyn przerwania ciąży uznany jest w Kościele za aborcję, a aborcja to ciężki grzech, z którego musi się katolik wyspowiadać, jeśli chce na nowo być w stanie łaski uświęcającej), a dodatkowo jeszcze jest przez popełnienie tego czynu ekskomunikowany, czyli potraktowany jeszcze surowiej, niż wszyscy inni, więc żeby wrócić do pełnej komunii z Kościołem musi poprosić o zdjęcie z niego tej ekskomuniki osobę duchowną do tego upoważnioną. W Kościele nie ma innej drogi w tym temacie. Sprawa jest bardzo poważna, ponieważ wszędzie indziej nie wiem czy można posługiwać się pojęciem aborcji. Posługiwanie się tym pojęciem wszędzie indziej może sprawić myślenie, że w prawie świeckim obowiązuje też część prawa Kościelnego, czyli że jeśli się nie jest katolikiem, można przerywać ciążę, bo to nie aborcja lub jakoś inaczej, czyli że nie można wykonać aborcji (zdawać sobie sprawę z czynu i być przy zdrowych zmysłach), ale można być na ten temat w obłędzie, bo wtedy nie ma aborcji. Może to wszystko być mocno mylące. Nawet statystyki okazują się niejasne: jeśli prasa katolicka podaje ilość wykonanych aborcji w Polsce, to nie wiadomo czy podaje ilość faktycznie przerwanych ciąż, czy ilość rzeczywiście zdjętych ekskomunik za aborcję. Kto w dorosłym życiu zastanawia się czy przyjąć chrzest, powinien tę i podobne zasady dla siebie rozumieć mniej więcej w ten sposób: „Tak, to jest obiektywnie korzystne, mnie się to podoba, chcę mieć nad sobą taki - z przeproszeniem - moralny 'bat', który mnie na pewno otrzeźwi w chwili tego typu lub innych makabrycznych pokus, co sprawi, że prawdopodobnie faktycznie nie zabiję poczętego ludzkiego życia ani w sobie, ani w innych, na czym mi rzeczywiście zależy”. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że Polska „objawiła się” kartom historii już jako gotowa. To oznacza, że chrzest Polski w 966 roku nie był chrztem niemowlęcia, ale dorosłego. To by były fakty niezmienialne, bo nie można usunąć rzeczywistości przyjęcia przez Polskę chrztu, czyli w naszym prawie powinien się znaleźć całkowity i nienaruszalny zakaz przerywania ciąży ze względu na chrzest Polski, a potem Polska najprawdopodobniej powinna poprosić o zdjęcie kary ekskomuniki, którą - zgadzając się prawnie i w wolności na aborcje - całkiem możliwe, że zaciągnęła. Wtedy dopiero zostaniemy uwolnieni od poczucia izolacji, zaczną się goić przynajmniej niektóre nasze rany i zaczniemy się jakimś cudem porządnie już i szczęśliwie zbierać. Według mnie od tego trzeba zacząć. Chyba mam rację.

Ciekawa jest chronologia chrztów państw: jeśli prawdą jest to co podaje Wikipedia, naszą najstarszą siostrą jest Armenia, a młodszymi od nas siostrami są np. Szwecja i Norwegia. Francja wiadomo, że jest starsza, to nie ma co mówić.

23 sierpnia 2019

Prawdziwa miłość, w każdej jej odmianie, jest zawsze czysta, mądra i niewinna, choć z całą pewnością może być chora, uszkodzona, uzależniona lub źle ukierunkowana, czyli w jakiejś dysfunkcji, która ją zaciemnia i przedstawia w niekorzystnym świetle. Pan nasz, Jezus Chrystus, uczynił nas lub pozostawił omylnymi, po to np. żebyśmy się uczyli przebaczać sobie nawzajem, ale w zdaniu poprzednim wydaje mi się, że nie ma błędu.

21 sierpnia 2019

Jeżeli gdzieś dzieje się komuś (pojedynczemu człowiekowi lub jakiejś społeczności czy tylko grupie ludzi) jakaś bardzo poważna i rzeczywista krzywda i jest to ukrywane, da się tę krzywdę odnajdywać, ponieważ w przestrzeni jawnej jest ona falsyfikowana i jako falsyfikat zawłaszczana. Druga bardzo ważna rzecz, jeśli chodzi o pomoc ratowanym ofiarom sekt: coś jest uratowane w ratowanym lub uzdrawianym umyśle, jeśli to co się wydarzało w sekcie, a wyglądało na naturalny bieg wydarzeń, ratowana ofiara odnajduje w jej bieżącym życiu jako właściwe i prawdziwe, a nie „równoległe” do tego co było w sekcie; to jest ważne dlatego, ponieważ w sekcie nie było rzeczywistości, a tylko złudzenia podobne do marzeń sennych na jawie. Dla uzdrowienia umysłu ratowanej ofiary jakiejś sekty musi więc zniknąć to poczucie dwóch biegów wydarzeń o równoważnym znaczeniu. Dopóki nie znika, istnieje poważne ryzyko jakiegoś rozdwojenia. Można to sparafrazować za pomocą pojęć filozoficznych: substancji i przypadłości. Dopóki umysł rozpoznaje rzeczywistość i złudzenia jako dwie substancje, doświadcza jakiegoś rozdarcia, lub ambiwalencji a w skrajnych przypadkach rozdwojenia jaźni, choć da się zauważyć pewne dobro: nie ma wtedy konfliktu. Uzdrowienie następuje z chwilą gdy umysł upewni się co do rzeczywistości jako substancji, a co do złudzeń jako przypadłości. Można do tego podejść jeszcze inaczej: normalnie umysł ludzki w przestrzeni rzeczywistej (bez złudzeń) jest umysłem czuwającym lub śpiącym, a to co się wydarzyło w przeszłości określa pojęciem wspomnienia (nawet marzenia senne, które pamięta), natomiast jeśli umysł ludzki miał w przeszłości doświadczenie bycia ofiarą sekty, uszkodzenie, które w ten sposób „nabył” znika z chwilą, gdy rozpozna i to z całą pewnością to przeszłe doświadczenie jako tylko marzenie senne, a nie rzeczywistość. Nie mam na myśli obudzenia ze złego snu, ponieważ w tym przypadku chodzi o obudzenie ze złudzeń, które wydawały się rzeczywistością, a nie z koszmaru, czyli z marzenia sennego, które było bardzo przykre.

11 sierpnia 2019

Ze względu na to, że mamy sierpień, czyli w Polsce miesiąc troski o osobistą trzeźwość, a nawet abstynencję, czyli ogólnie jesteśmy w tym Maryjnym miesiącu na pewno w lepszej kondycji, chciałam ujawnić podejście stanu kobiet konsekrowanych do pewnej bardzo poważnej kwestii: do tematu dziewictwa kobiet (mam na myśli wszystkie kobiety, za wyjątkiem Matki Bożej, ponieważ Matka Boża ma pełnię łask dotyczących dziewictwa). Zatem niniejszym ujawniam, że stan kobiet konsekrowanych w jego obecnej kondycji psychofizycznej oraz umysłowej i duchowej uważa, że tylko osobisty grzech dziewicy czyni koniec jej dziewictwa oraz ważnie zawarty sakrament małżeństwa, które nie jest białym małżeństwem i najprawdopodobniej poród lub rzeczywista prawna adopcja dziecka. To oznacza, że stan kobiet konsekrowanych uważa, że nie czyni spustoszenia w fakcie dziewictwa kobiet żadna przemoc, żadna psychomanipulacja, ani żadne odczuwanie. Jeśli to się nie zgadza z nauczaniem Kościoła, to wtedy się mylę, ale na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że mogę mieć rację, czyli powinno się to zgadzać, ponieważ zgadza się w moim sercu, czyli w ramach mojego intuicyjnego poczucia prawdy.

8 sierpnia 2019

Ludzie mówią coś mową niewerbalną np. wtedy gdy wypowiedzenie czegoś wprost grozi im jakimś poważnym problemem, np. za dużą palpitacją serca lub jeszcze czymś gorszym, np. psychiczną dekompensacją (to się może wydarzyć np. wtedy, gdy mówimy coś kompletnie wbrew sobie, gdy łamiemy nasz system wartości). Ludzie nie tylko mają prawo milczeć, ale też mają prawo chcieć się trzymać, a właśnie milczeniem niektórzy się trzymają. Mamy prawo walczyć o siebie, ale mamy też prawo pomagać sobie nawzajem. Kto chce pomagać, a nie może już mówić, używa mowy niewerbalnej. Jednak dążymy do tego, żeby to co wpadło do przestrzeni mowy niewerbalnej, znalazło wyraz werbalny. Ta meta jest jak najbardziej możliwa do osiągnięcia, tylko potrzeba się wcześniej naprawdę i pożądnie wzmocnić. Jak? Zupełnie w banalny sposób, czyli przez dbanie o siebie, ale nie mam na myśli tylko zdrowego odżywiania i sportu. Tak więc jak wiemy, że to jest zgodne z naszą niepowtarzalną osobowością. Dbamy zawsze dla. Zwłaszcza kobiety, ponieważ właśnie kobiety są w stanie się załamać i to bardzo ciężko, jeśli dojdą do przekonania, że nie mają dla kogo. Kto pozbawia nas, kobiety, odniesienia dla naszego naturalnego bycia dla, niszczy nas. Ale też od razu warto zauważyć, że to odniesienie dla jest naturalne, bo zawsze istnieje jakieś sensowne dla. Trzeba tylko poszukać i zaakceptować. Oczywiście nie chodzi o to, żeby ktoś na nas żerował! Chodzi o podmiotowe relacje i pomaganie, chodzi też o służenie. Porzucić alkohol też można dla, nawet dla innego alkoholika, żeby mu pokazać, że to naprawdę jest możliwe. Wtedy ten drugi ma łatwiej, bo nie musi wierzyć w tę możliwość, ale ją widzi na własne oczy. Zdarza się, że dzień po dniu:

— Popatrz, chłopie, na mnie. Sam nie wierzę, że już 15 lat jak nie piję. Zrobisz jak zechcesz, ale przynajmniej nie powiesz, że nie widziałeś, że to się da zrobić. Da się porzucić na zawsze picie wódki.

— Powiedz mi, to pójdę trzeźwieć, bo widzę, że ci na mnie naprawdę zależy.

— Nie mogę ci tego powiedzieć, bo to nie podziała. Sam musisz się zebrać. Ty musisz chcieć. Inaczej nikt ci nie pomoże. To jest jedyne lekarstwo na chorobę alkoholową: iść z własnej nieprzymuszonej woli na odwyk.

— Dlaczego? To brutalne! Nie jesteś moim kumplem? Przecież wiesz, że mam dzieci małe i żonę, która z powodu mojego picia tyle lat płacze, słusznie.

— Powiem ci dlaczego: Dlatego, że na odwyku też częstują wódką, więc siła ratunkowa po prostu musi iść od własnej decyzji alkoholika, żeby to wytrzymać.

Jak najbardziej można przypuścić taką sytuację, że ktoś dba o siebie po to, żeby w końcu, nawet po kilkudziesięciu latach, właśnie w bezpieczny dla siebie sposób wypowiedzieć kilka zdań np. o jakiejś traumie i jest to wypowiedź dla, czyli po to, żeby przestrzec następnych. Nie jest też dobrze, jeśli pozwalamy się uwieść kompleksowi zależności. Sen o niezależności to naprawdę złudzenie, ale to jest często trudne do zrozumienia, ponieważ rzeczywistość widzimy zazwyczaj fragmentarycznie. W każdym razie chodzi mi o to, że nawet od pogody jesteśmy zależni, od jedzenia, od ciepła, od wody i oczywiście od innych ludzi. Jak można z tym walczyć, a niektórzy nawet za pomocą środków psychotropowych odpępawiają człowieka od wszystkiego?! Od matki, od ojca, od rodzeństwa, od przyjaciół, od własnej historii, od własnej tożsamości itd., oczywiście uzależniając, ale od siebie. Znam te przypadki. Pointa dnia: Po co więc mamy niedziele bez handlu? Po to właśnie, żeby jak nam braknie w jakąś niedzielę cukru czy soli, jednak poprosić sąsiada. Bo ludzie rzadko nie mogą zrobić zakupów w inny dzień, niż świąteczny, ale za to bardzo często chcą pokazać, że im niczego nie brakuje, i nie muszą prosić, a to jest niemądre.

Akurat z choroby alkoholowej na pewno można zdjąć obciążenie okultyzmem. Obciążenie to dodatkowo i zupełnie niepotrzebnie człowieka chorującego na tę chorobę przytłacza i czyni dużo cięższym jej przebieg. Wrzucanie w społeczny niebyt człowieka, który szczęśliwie pokonuje alkoholizm jest pozbawianiem go należnego mu podziwu za obiektywne życiowe bohaterstwo. Raczej trzeba pokonać przemoc społeczną, która narzuca ludziom leczącym się na chorobę alkoholową ukrywanie się. Przerażeni i zaszczuci milczą i udają zwykłych ludzi, a tak naprawdę w społeczeństwie naszych czasów, co można też nazwać społeczeństwem dojrzałym, powinni jaśnieć przykładem, ponieważ właśnie oni zwyciężają silną wolą, a silna wola to nie byle jaka sprawność. Powinni więc używać lekarstwa mówienia o swoich sukcesach i otrzymywania pochwał od słuchających. Pewnie nie wszyscy, ale powinna być możliwa taka opcja społeczna, więc dla tej opcji z pewnością dałoby się fundować takie małe gratyfikacje, np. po dwóch latach trzeźwości prawo do noszenia odznaki „junior trzeźwości”, a po 5-ciu latach odznaki brązowej „5 lat życia w trzeźwości”, po 10-ciu srebrnej „10 lat życia w trzeźwości”, a po 20-tu złotej „senior trzeźwości”, i jeszcze po 40-tu latach „platynowy senior trzeźwości”, a żeby dobrze się odróżniała odznaka platynowa od srebrnej, w platynowej mogłaby się mieścić maleńka cyrkonia. Tak samo dla kobiet, jak i dla mężczyzn, także dla księży i sióstr zakonnych oraz dla innych osób konsekrowanych, nawet dla pustelników. Chociaż... kobietom dodałabym do wszystkich odznak maleńką opaskę z białej lub jasnobłękitnej emalii. Odznaki, z prawdziwych kruszców oczywiście, powinny być malutkie, ale z tyłu powinien się znaleźć grawerunek potwierdzający czyje są, więc chociaż inicjały odznaczonego i data otrzymania. Takie jest moje zdanie na ten temat. Mówię w tym akapicie o skutecznym sposobie definitywnego porzucenia tzw. trzeźwego alkoholika.

Odznakę zaprojektowałam taką jak widać na rysunku.

projekt odznaki

Pierwsza pomoc dla osób, które skrycie uważają, że cierpią na chorobę alkoholową: Jeśli uważasz, że cierpisz na chorobę alkoholową, ale nigdy z nikim o tym nie rozmawiałeś/nie rozmawiałaś, na pewno masz w domu alkohol. Natychmiast go w całości wylej, do zlewu lub do umywalki. Wstań i to zrób teraz. Potem ogarnij swoje sprawy i różne zobowiązania i zgłoś się na odwyk. Potrzebujesz przynajmniej jednej rozmowy z terapeutą uzależnień od alkoholu.

Jeszcze może napiszę jakie jest moje rozumienie trzeźwości: jeśli ktoś się leczył na chorobę alkoholową, to trzeźwością musi być abstynencja; jeśli się ktoś nie leczył i nie potrzebuje tego rodzaju leczenia, za trzeźwość tej osoby uznaję dotrzymywane całożyciowo postanowienie nie picia innego alkoholu niż prawdziwe, sprawdzonej jakości wino gronowe, w ograniczonych ilościach i przy uzasadnionych okazjach oraz zdolność do całkowitego zapominania na dłuższe okresy czasu (kilka tygodni, a nawet kilka miesięcy) o alkoholu. Odznakę zaprojektowałam z myślą o osobach, które kiedykolwiek w życiu rzeczywiście leczyły się na chorobę alkoholową.

6 sierpnia 2019

Cena fasolki szparagowej jedynym przejawem okultystycznych ataków na ludzi? Dlatego tak pomyślałam, że fasolka szparagowa jest bardzo łatwa w uprawie i zbiorze, a jedyną jej „winą” jest jej lekkość, a ten rodzaj zła, ponieważ nie ma w nim siły twórczej, małpując rzeczywistość Bożą, małpuje zakotwiczenie w materii, jednak materii nie może dotknąć, ponieważ materia jest dobra (byt jest dobry), więc korzysta z ludzkiej chciwości, a ta akurat znalazła sobie fasolkę szparagową, która jest niezwykle lekka (ale jednak waży, bo sama w sobie jest dobra). Na przełomie lipca/sierpnia fasolka szparagowa (żótła i zielona) kosztuje w Krakowie 15-16 zł/kg! Gdyby kosztowała 9-10 zł/kg też byłaby droga. Powinna kosztować w sezonie 5-7 zł/kg. Tylko dobro ma ciężar. Ma to znaczenie, że akurat fasolka szparagowa, ponieważ to warzywo jest jedzeniem-lekarstwem na wiele chorób, np. na otyłość (kto jej nie uprawia, nie ma skąd się dowiedzieć z całą pewnością, że nie powinna tyle kosztować). Jeśli mam rację, ludzie cierpią w milczeniu niewymownie i potrzebują pomocy!, a pomaga modlitwa różańcowa. Tę pomoc trzeba dobrze zrozumieć. Chodzi o pomoc, która polegać może w tym przypadku tylko na tym, że tę fasolkę sami zaczynamy uprawiać, a spostrzeżeń nie zachowujemy dla siebie, tylko dzielimy się nimi z innymi. Dlatego, że modlitwa dała nam na to siły. Co na pewno może dużo kosztować? Na pewno poziomki, potem maliny. Cena w sezonie 7-8 zł za koszyk malin (500ml) jest w tym roku, podobnie jak w zeszłym, OK, a udało mi się kupić jeszcze taniej. Oczywiście do wysokiej ceny fasolki szparagowej można podejść inaczej: ludzie dobrej woli zorientowali się, że dzieje się coś złego i nie da się o tym powiedzieć, a trzeba, więc wymyślili, że powiedzą przez za wysoką cenę fasolki, bo pomyśleli, że to powinno zwrócić uwagę kupujących przynajmniej na to, że gdzieś się ukrywa jakiś poważny problem, choć nie wiadomo czego on dotyczy. Przy takim podejściu pointą tego akapitu okazuje się słuszne przypuszczenie, że sprawy w ich widocznych przejawach mogą wyglądać tak samo (dwa stragany obok siebie mają równie za wysoką cenę fasolki szparagowej), ale mogą to być dwie zupełnie różne sprawy.

Nie ma wędrującego od człowieka do człowieka bólu. Prawdą o pozycjach jogi jest cierpienie, tzn. ciało nieoszukane gnie się w ten sposób w makabrycznym cierpieniu, co widać na obrazie P. Picassa Guernica, a nie w ćwiczeniach gimnastycznych. Ludzie ćwiczący są uzależnieni od tych ćwiczeń, ponieważ żeby z nich się wydostać, trzeba przejść właśnie przez własne cierpienia, duchowe i fizyczne, więc się nie odważają nawet, a jeśli mają „zniewolony umysł”, nie przychodzi im to w ogóle do głowy. Nie trzeba się tym przerażać, dopóki mamy ludzi starych i chorych leżących, ponieważ najprawdopodobniej to jest naturalna bariera ochronna dla niedobrych oddziaływań na nas wszystkich, niećwiczących, a ludzie wysokiego ryzyka, którzy kiedyś ćwiczyli, a potem definitywnie przestali, jak się zorientowali, że warto lub nawet trzeba, jak ja, po prostu mają w dalszym życiu trudniej, muszą bardziej uważać. Nawet na podobnej zasadzie jak ludzie, którzy przeszli szczęśliwie leczenie na raka (mówi się, że potrzeba 5 lat; mnie minęło już ponad 16 lat od zaprzestania tych ćwiczeń).

Nie jest chrześcijańskim wychowanie do samotności. Tata katolik na wycieczce bez specjalnego zastanawiania się poda swojej dorastającej córce rękę, żeby mogła przejść w górach bezpiecznie po kamieniach, po to, żeby w dorosłym już życiu córka chętnie wsparła się na wiele lat na ramieniu swojego męża. Żaden chrześcijański tata nie mówi: „poradź sobie, córko, sama, bo jak przyjdzie rozwód, to wtedy ci się to na pewno przyda”, ponieważ rozwód to tragedia i anomalia w naszej kulturze, której to anomalii zazwyczaj nie bierze się pod uwagę, jeśli się idzie do ołtarza po sakrament małżeństwa i kapłańskie błogosławieństwo. Wychowywani jesteśmy nturalnie do życia rodzinnego i wspólnotowego, a życie pustelnicze jest wyjątkiem, do którego trzeba mieć powołanie, bo inaczej nie da się przeżyć. Nie mówię, że nie można w ten sposób wychowywać dzieci, ale że inny sposób wychowywania dzieci to inna, niż nasza kultura lub... nierozpoznane powołanie do życia pustelniczego.

Nas, Polaków, warto zrozumieć: po latach różnego typu horrorów, po wielu latach, tak wielu, że dotyczy więcej niż dwóch pokoleń, staramy się odnaleźć w naszej prawdziwej tożsamości. Chcemy zobaczyć siebie nawzajem w naszej codzienności, ponieważ dotąd widzieliśmy się tylko w Ślubach Jasnogórskich (słuchając naszych Ślubów byliśmy w stanie choć na chwilę pomyśleć o sobie nawzajem całkiem dobrze, więc była, i zresztą wciąż jest, to nasza modlitwa odpocznienia, oczywiście obok modlitwy różańcowej), więc przyglądamy się sobie nawzajem i myślimy kim jesteśmy, jakie mamy cechy, zalety i wady, co lubimy, co cenimy, co nam smakuje, co nas zniechęca. Potrzebujemy bezinteresownej serdeczności, a nie ataków i izolowania nas: Kompletnie pijany alkoholik, który ledwo stał na nogach (lepiej się trzymał idąc), akurat usiadł koło mnie dziś na Mszy św. Nie tylko nie mógł ustać, ale też miał problem z tym, żeby milczeć. Próbował mnie więc zagadywać, ale pokazywałam mu gestami, że się modlę, licząc na to, że też spróbuje. Ku mojemu zdziwieniu szybko się okazało, że to katolik: wszystko umiał zaśpiewać, nic się nie plątał w tekstach, sam wiedział kiedy usiąść, kiedy wstawać, kiedy klęczeć, przy podawaniu dłoni na znak pokoju puścił mi oko, potem poszedł do Komunii św., a ksiądz dał mu Pana Jezusa. Słusznie, bo tylko Pan Jezus może go uratować. W każdym razie to chyba cud, że nie mam dziś kaca, po tym wczorajszym wieczornym sąsiedztwie na Mszy św.

2 sierpnia 2019

Tym się różni asceza chrześcijańska od wszystkich innych, że ona jedna ratuje od deprawacji; maksymalnie na tyle, na ile to możliwe w duszy i świecie zniszczonym przez grzechy (przez grzech pierworodny i grzechy osobiste). Inne ascezy przeprowadzają przez deprawację, co skutkuje w naszych czasach np. zagrożeniem katastrofą gender. W chrześcijańskiej ascezie bronimy się przed niszczącymi nas myślami. Nie ma w naszej ascezie podejścia, że trzeba wszystko przez swój umysł przepuścić, żeby być dojrzałym. Trzeba jednak pamiętać, że mamy wiele skrótów myślowych, więc np. jeśli ksiądz mówi, że w jakiś okolicznościach można spróbować wszystkiego po trochu, to wiadomo (to jest oczywiste), że nie ma na myśli grzechu, czyli np. podczas okolicznościowego chrześcijańskiego poczęstunku w piątek, można spróbować wszystkiego po trochu, ponieważ w piątki chrześcijanin nie podaje mięsa, choć może podać wyborne sałatki lub świetnie przyrządzoną rybę, bo obowiązuje nas post od mięsa w te dni. Jeśli jest inaczej, to potrzeba nawrócenia, czyli nie można mówić o tych innych sytuacjach, że teraz chrześcijanie już jedzą mięso w piątki. Nie! Nadal nie jedzą, ale niektórzy grzeszą! Słyszałam, że teraz zdarzają się księża, którzy nawet ślubu udzielają w dni pokuty. Uważam, że jeśli ksiądz udziela w piątki ślubu, a potem jeszcze uczestniczy w weselu, to ten ksiądz jest w głębokiej rozpaczy, ale rozpaczy pojmowanej po chrześcijańsku. Żeby się wydostać z tego typu rozpaczy, trzeba rozpoznać ukryty grzech bluźnierstwa, czyli obwiniania Pana Boga za jakieś doświadczenie bardzo poważnego zła, i - jeśli się okaże grzechem ciężkim - wyspowiadać go w ważnej spowiedzi, i powinno być po problemie.

30 lipca 2019

Wyjaśnienie moje, które powinno być zrozumiałe dla ludzi w ogóle, w każdej cywilizacji, ponieważ można je pojąć z pomocą prostego doświadczenia, dlaczego ćwiczenie jogi jest niebezpieczne oraz dlaczego to niebezpieczeństwo dotyczy akurat nie ludzi to ćwiczących, przedstawiam na obrazku. Doświadczenie trzeba zrobić takie: trzeba stanąć prosto, z rękami spuszczonymi po obu stronach ciała, następnie chwycić dłońmi materiał ubrania, np. spodni, i ciągnąć przez chwilę tak, jakby się chciało unieść wyprostowane ręce do góry, ale po bokach (nie w przód i nie do tyłu). Po kilkunastu sekundach proszę puścić ubranie, ręce też puścić swobodnie i chwilkę poczekać. Jeśli mamy umiejętność całkowitego rozluźnienia mięśni rąk, będzie można doświadczyć siły, którą w ten sposób udało się wygenerować. Siła ta sprawia, że całe ręce unoszą się słabiej lub mocniej w górę. To doświadczenie jest potrzebne, żeby nie angażować w to moje wyjaśnienie wiary, ale mieć na pewien rodzaj siły pomocniczo dowód.

dowód 1

Rysunek przedstawia następującą rzeczywistość: cyframi 1,2,3,4 oznaczyłam odrębne i kolejne sytuacje; literami A i B oznaczyłam dwoje ludzi, człowieka A i człowieka B. Człowiek B jest człowiekiem, który nie ćwiczy pozycji odwróconych jogi. Trzy brązowe strzałki oznaczają fale emitowane przez mózg człowieka. Trzy strzałki czarne oznaczają siłę pozyskiwaną przez stanie na głowie. Gdyby moje doświadczenie przemyśleć dla tej siły, człowiek po ćwiczeniu pozycji odwróconych powinien mieć poczucie wtłaczania go w kierunku ziemi, ale nie ma tego. Dlaczego nie ma? Wyjaśnienie tego mam następujące: pozycje odwrócone przesuwają fale emitowane w kierunku serca, ale to przesunięcie jest natychmiast prawie uzupełniane. Można powiedzieć więc, że nie szkodzi, ponieważ po pierwsze ludzie bywają różnego wzrostu, a po drugie zawsze ktoś się znajdzie kto uzupełni, np. na zajęciach nauczyciel lub jego asystent. Szkodzi, ponieważ po pierwsze wzrost widać, a tej różnicy nie, choć jest faktyczna, a po drugie szkodzi najpierw prowadzącym zajęcia. Hipoteza moja jest więc taka: ludzie ćwiczący jogę mają uzupełniane te lub inne miejsca w naturalnej energetyce ciała, w moim przykładzie w ich mózgu, przez fale innych ludzi, więc akurat im niczego nie brakuje, ale w relacjach z ludźmi tzw. normalnymi, jakiejś porcji fal mózgowych być może zaczyna brakować tym innym, czyli normalnym ludziom!, albo zmieniają na chwilę swój bieg (robią się zaburzone), co czyni ich, czyli nas (normalnych ludzi), przynajmniej podatnymi np. na choroby związane np. z ciśnieniem lub nawet na zawał!!!, nie mówiąc już o depresjach i innych chorobach uważanych za cywilizacyjne.

Hipoteza 2 na powyżej przedstawiony temat: jogę należy uznać nie tylko za okultyzm, ale też za ezoterykę, gdyż istnieje prawdopodobieństwo, że generowane przez tzw. pozycje odwrócone zaburzenie naturalnej pracy fal ludzkiego mózgu może sprawiać kradzież informacji zapisanych w mózgu ofiary tego typu kradzieży. W jaki sposób ludzka natura broni się przed tego typu kradzieżami? Zazwyczaj w ten sposób, że dzieje się coś takiego, żeby ofiara musiała dłuższy czas leżeć, czyli np. ktoś się poważnie łamie i musi leżeć w gipsie. Również przez pracę na drabinie. Dodatkowo chciałabym wyjaśnić, że właśnie dziś udało mi się zwerbalizować, tak że to się nadaje do przedstawienia na blogu, tych moich hipotez, choć w pewnym zakresie wyjaśniałam te niebezpieczeństwa już w moich książkach, które otrzymały imprimatur i także w tej, która nie przeszła pomyślnie cenzury kościelnej.

23 lipca 2019

Z encykliki EVANGELIUM VITAE św. Jana Pawła II:„Obraz współczesnej ludzkości budzi rzeczywiście glęboki niepokój, zwłaszcza gdy pomyślimy nie tylko o różnych dziedzinach, w których dochodzi do zamachów na życie, ale także o ich szczególnej częstotliwości, a zarazem o wielorakim i silnym poparciu, jakie zyskują one dzięki szerokiemu przyzwoleniu społecznemu, częstym przypadkom ich prawnego uznania oraz włączeniu w nie niektórych pracowników służby zdrowia”.

O tym jak pewnien jamnik postarał się o dodatkowe trzy ludzkie Zdrowaś Mario? Zdrowy psychicznie pies, który nie jest grzesznikiem, ponieważ nie może nim być, gdyż nie posługuje się rozumem i wolą, lgnie do tego co nadprzyrodzone. Wiele razy to widziałam na własne oczy, ale jeden przykład pamiętam najbardziej i najchętniej: pewien rasowy jamnik, który przeszedł paraliż tylnich łapek z powodu wrodzonej dyskopatii, w końcu po podaniu zatrzyków Rumalonu pozbierał się i stanął na nowo na czterech łapkach, ale już nigdy nie chodził całkiem sprawnie, choć dożył 17 lat, a po schodach w ogóle nie chodził (nie tylko nie było mu wolno ze względu na stan jego kruchego kręgosłupa, ale też sam nie czuł się na siłach, żeby wyjść choćby na jeden stopień). Pewnego dnia znalazł się w Dolinie Mnikowskiej, gdzie biegał sobie spuszczony ze smyczy. Kiedy dobiegł do schodów wiodących do mamalowanego na skale obrazu Matki Bożej, nieoczekiwanie dla osoby, która z nim była, zaczął wychodzić do góry po niezliczonej ilości schodów, które tam się znajdują. Wołanie, żeby się zatrzymał i poczekał na nic się nie zdały. Szedł i szedł, i był coraz wyżej. W końcu nie było sposobu, bo wiadomo było, że sam nie zejdzie, trzeba było wybrać się za nim. Pies zawędrował pod sam obraz, i tym sposobem przyprowadził tę osobę, która wtedy z nim była, dosłownie do Matki Bożej. Tak właśnie pomaga natura, bo natura lgnie do tego co nadprzyrodzone (lgnięcie natury do tego co nadprzyrodzone jest naturalne), ponieważ nie grzeszy (choć jest grzechem niszczona); dzięki temu pomaga pokaleczonym, wykorzystanym lub grzeszącym ludziom.

Rosarium

22 lipca 2019 (wspomnienie obowiązkowe św. Marii Magdaleny)

Z encykliki EVANGELIUM VITAE św. Jana Pawła II:„W ciągłości z całą Tradycją Kościoła pozostaje także nauczanie o koniecznej zgodności prawa cywilnego z prawem moralnym, jak to przedstawia cytowana Encyklika Jana XXIII: «Władzy rozkazywania domaga się porządek duchowy i wywodzi się ona od Boga. Jeśli więc sprawujący władzę w państwie wydają prawa względnie nakazują coś wbrew temu porządkowi, a tym samym wbrew woli Bożej, to ani ustanowione w ten sposób prawa, ani udzielone kompetencje nie zobowiązują obywateli (...). Wtedy w rzeczywistości kończy się władza, a zaczyna potworne bezprawie». Takie też jest jednoznaczne nauczanie św. Tomasza z Akwinu, który pisze m. in.: « Prawo ludzkie jest prawem w takiej mierze, w jakiej jest zgodne z prawym rozumem, a tym samym wypływa z prawa wiecznego. Kiedy natomiast jakieś prawo jest sprzeczne z rozumem, nazwane jest prawem niegodziwym; w takim przypadku jednak przestaje być prawem i staje się raczej aktem przemocy»”.

Nie tylko nie można zapomnieć tego nauczania, ale na dodatek nie można go pominąć, ponieważ nihilizm jest nieproporcjonalnie większym złem, niż większym dobrem jest informacja o prawdzie lub - można to powiedzieć inaczej - prawdziwa informacja.

Proszę zobaczyć jak Polska się prezentuje w wyszukiwarce Google, na zakładce Grafika, ale wcześniej proszę zobaczyć inne państwa, bo nie będzie wiadomo co mam na myśli. W każdym razie tylko Polska wygląda wyraźnie inaczej, a wpisałam dla porówania m. in. Francję, Szwecję, Finlandię, Czechy, Słowację. Pierwsze zdjęcie naszego pejzażu (jakiegokolwiek, a nie tylko miejskiego, czy wiejskiego) w 10 linijce. Nie wiem tego z całą pewnością, ale na moje wyczucie turystycznie marniejemy, więc potrzeba bić na turystyczny alarm dla Polski. Proszę zobaczyć jak się wyświetla Szwajcaria, Malta. Nikt nie pozycjonuje naszych polskich, przepięknych przecież, krajobrazów! Dlaczego dzieje się coś takiego? Przecież jak ktoś planuje wakacje, najpierw wpisuje tylko tyle do wyszukiwarki i na podstawie tego co mu się wyświetli właśnie za pierwszym razem ocenia czy warto się w ogóle zainteresować. U nas mogą się wyświetlać rosaria i arboreta (to coś innego, niż ogrody zoologiczne i botaniczne, bo chodzi w nich o urodę, a nie o ochronę czy badanie gatunków). Chodzi o wypracowanie pewnego charakterystycznego dla nas klimatu, a to nie tylko pejzaż miejski z jego historią, wiejski z jego ekologią, czy mazurski z jego jeziorami, ale coś jeszcze bardziej ekstra, więc rosaria, arboreta i polski len, czyli kiedyś lniane pola, a teraz przynajmniej lniane łąki. Nie na sprzedaż, ale na oglądanie i przebywanie. Ogromną atrakcją jest czysta woda w rzece w dużym mieście. Tak czysta, jak np. na Mazurach lub Suwalszczyźnie, czyli gdy dokładnie widać dno, rośliny i ryby, a tylko wtedy nie widać, gdy wiatr poruszy fale. Podobno nas, Polaków, nie lubią. My, Polacy, też nie lubimy tych, którzy palą bez opamiętania czymś co zatruwa środowisko i robi smog, a raczej na pewno walczymy ze smogiem, bo kochamy życie, czyli z całą pewnością też chcemy żyć.

Znalazłam na Internecie informację, że częścią szczepionek dla ludzi były w 2 poł. XX wieku jakieś substancje pozyskane z komórek wcześniej abortowanych płodów (aborcje odbyły się podobno niezależnie od tych szczepionek), a w latach 60-tych XX wieku dosłownie wszyscy byli tym szczepieni. Chciałam zaproponować wzięcie pod uwagę przypuszczenia, że może to sprawiać po latach jakieś mikrozaburzenie naturalnej równowagi ludzkiej, które z kolei - jeśli faktycznie istnieje - może sprawia jakiś rodzaj zniewolenia, np. przez skłonność do zachowań autodestrukcyjnych w pewnych sytuacjach, czyli do jakiegoś rodzaju rozpaczy, która to skłonność, jeśli się utrwala w społeczeństwach przez kilkadziesiąt lat, ponieważ wygląda jak cecha osobowościowa, wydaje się być jakąś normą środowiskową lub cywilizacyjną, czy społeczną, która to norma przedostaje się jako akceptowalne ustalenie prawne, np. wprowadzonym prawem do aborcji czy eutanazji, ale właśnie na pewno normą nie jest, bo bierze się z anomalii (jakiejś czegoś mutacji), której pewnie nikt nie przewidział, gdy były pobierane te części komórek, ale może da się ją (tę anomalię, jeśli istnieje) odkryć i udowodnić. Jeśliby się to udało, może udałoby się szczęśliwie, czyli szybko i definitywnie, przezwyciężyć i jedno (aborcję), i drugie (eutanazję). Potrzebne byłoby do tego naukowe dociekanie i - jeśliby to się okazało słuszne i możliwe - potrzebny byłby dowód, że tego typu ludzkie decyzje wynikają z jakiegoś rodzaju uszkodzenia instynktu samozachowawczego, jeśli faktycznie z tego wynikają, a nie z ludzkiej natury, czyli de facto są wbrew naturze. Nie mam teraz na myśli ludzkiej winy. Pomoc miałabym do tego taką: widziałam na własne oczy terminalnie chorego psa, który już miał wyznaczony termin na uśpienie, ale który to wyczuł, bo właśnie zwierzęta mają zazwyczaj dobry, niezaburzony instynkt samozachowawczy i z ostatniego spaceru zamiast powolutku - jak dotąd - stopień po stopniu wspinać się na piętro do mieszkania, wybiegł i zdechł. Ale właśnie zdechł, a nie został uśpiony. I to, że odszedł w ten sposób było jego właścicieli prawdziwą i ogromną ulgą, żeby nie powiedzieć, że nawet radością. Pointa dnia: uważam, że mamy tego typu mikrouszkodzenia oraz, że mamy na nią skuteczną pomoc, jeśli potrafimy lubić zwierzęta, a dokładniej psy. Zdrowa przyjaźń z psem może być, a nawet często jest, swego rodzaju protezą tego, czego nam być może brakuje z tego, jaki przypuszczam w tym akapicie, powodu.

20 lipca 2019

Z encykliki EVANGELIUM VITAE św. Jana Pawła II: „W rzeczywistości demokracji nie można przeceniać, czyniąc z niej namiastkę moralności lub «cudowny środek» na niemoralność. Jest ona zasadniczo «porządkiem» i jako taka środkiem do celu, a nie celem. Charakter «moralny» demokracji nie ujawnia się samoczynnie, ale zależy od jej zgodności z prawem moralnym, któremu musi być podporządkowaną podobnie jak każda inna działalność ludzka: zależy zatem od moralności celów, do których zmierza, i środków, jakimi się posługuje. Jeśli wartość demokracji jest dziś prawie powszechnie uznawana, to należy w tym widzieć pozytywny «znak czasów», co również stwierdził wielokrotnie Urząd Nauczycielski Kościoła. Ale wartość demokracji rodzi się albo zanika wraz z wartościami, które ona wyraża i popiera: do wartości podstawowych i koniecznych należy z pewnością godność każdej ludzkiej osoby, poszanowanie jej nienaruszalnych i niezbywalnych praw, a także uznanie «dobra wspólnego» za cel i kryterium rządzące życiem politycznym. Podstawą tych wartości nie mogą być tymczasowe i zmienne «większości» opinii publicznej, ale wyłącznie uznanie obiektywnego prawa moralnego, które jako «prawo naturalne» wpisane w serce człowieka, jest normatywnym punktem odniesienia także dla prawa cywilnego”.

W tym fragmencie encykliki da się odczytać więcej niż wynika z głównego wątku. Da się odczytać także naukę o naturalnej ludzkiej zależności, a która to zależność jest zależnością od prawa moralnego i wraz z prawem naturalnym jest wypisana w naszych sercach. Potrzeba tylko jednego, żeby to pojąć: doświadczenia prawdy o własnej osobistej wolności.

18 lipca 2019

Pragnienie pokoju trzeba mieć, ponieważ to pragnienie sprawia pokój. Można sobie zrobić szybko rachunek sumienia na ten właśnie temat: „Czy ja rzeczywiście pragnę pokoju? Czy zależy mi na pokoju dla mnie osobiście i to tu i teraz? Czy chcę doczekać takiego dnia dzisiejszego, w którym na całym świecie będzie prawdziwy pokój?” Jeśli jest inaczej, można to przepracować, a nawet zakontraktować na psychoterapii: „Chciałbym/chciałabym się dowiedzieć co takiego się ze mną stało, że w ogóle mi nie zależy na pokoju na świecie. Stwierdzam, że jest mi wszystko jedno co się wokół mnie (dalej niż 1000 km ode mnie) dzieje, czy ktoś gdzieś tragicznie umiera, czy nie. Chcę być na ten temat inny/inna. Chcę dalsze moje życie przeżywać jako człowiek, który żyje pragnąc pokoju. Stać mnie na rok psychoterapii na ten właśnie temat”.

17 lipca 2019

Naprawdę dobrze to wiedzieć: „1256 Zwyczajnym szafarzem chrztu jest biskup i prezbiter, a w Kościele łacińskim także diakon. W razie konieczności może ochrzcić każda osoba, nawet nie ochrzczona, mająca wymaganą intencję, używając trynitarnej formuły chrzcielnej. Wymagana intencja polega na tym, aby chcieć uczynić to, co czyni Kościół, gdy chrzci. Kościół widzi uzasadnienie tej możliwości w powszechnej woli zbawczej Boga oraz konieczności chrztu do zbawienia”. (Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 2002, s. 312)

15 lipca 2019

Potwierdzam, że na pewno zdarzają się te sytuacje, o których mówią media, zagrażające życiu kierowców na przejazdach kolejowych. Wczoraj na własne oczy widziałam, jak w Krakowie przejazd kolejowy na ul. Kąpielowej (Swoszowice) miał otwarty szlaban (z obu stron) i przejeżdżał pociąg. Może trzeba do tego dodać, że nigdy w życiu dotąd nie widziałam tego typu „zjawiska”. Pewnie trzeba dodać i to, że jeżdżę samochodem jako kierowca, z małymi przerwami prawie codziennie, od końca lat 80-tych XX wieku.

21 czerwca 2019

Encykliki świętych i błogosławionych Papieży to nie tylko dokumenty duszpasterskie, ale też podręczniki smaku prawdy (prawdy rozumianej jako umiłowanie prawdy, a nie jako nieomylność). Beatyfikacja i kanonizacja daje rękojmię, że smak jest adekwatny (to jest bardzo dobry smak, nie zmysłowy, ale duchowy). Chodzi o coś podobnego o czym mówi św. Augustyn, czyli o pokój w sercu, gdy dusza spotyka autentyczną prawdę. Encykliki świętych i błogosławionych Papieży są więc podręcznikami tego pokoju, pokoju w sercu, który dusza pragnie osiągnąć na dłużej, a nawet na zawsze. Czasem można ten smak porównać z odczuciem, którego doświadcza turysta górski jak dojdzie na szczyt, który jeszcze nie jest tym, który jest celem jego wyprawy, ale też smakuje, bo autentycznie jest szczytem. W życiu znajomość smaku prawdy jest co najmniej przydatna, a tak naprawdę może się okazać potrzebna, ponieważ czasem się dzieje coś czego nie sposób inaczej rozpoznawać, jak właśnie po tej dobrze wytrenowanej intuicji prawdy (informacja dla katolików: osoby, które nie żyją w łasce uświęcającej, czyli żyją w grzechu ciężkim, nie mogą wcale jej wytrenować, choć też mogą dotrzeć do pewnego odczucia jakiejś "równowagi wewnętrznej", ale tego typu odczucie bardziej przypomina akrobatyczną sztuczkę, więc nie jest tym, o które tu chodzi).

Istnieją takie przestrzenie czasu i zdarzeń, które nie poddają się racjonalnemu wyjaśnieniu, ponieważ okazują się "zamknięte" i bez argumentu. Naturalna rzeczywistość, czyli rzeczywistość, w której żyjemy na co dzień, powiedzmy... trójwymiarowa, dociera do swoich granic i... okazuje się ścianą nie do przejścia. Co wtedy? Znalazłam na to sposób: najpierw odkryłam, że taką rzeczywistością jest np. pojęcie alergii, czyli uczulenia. Po wielu latach zastanawiania się nad tym pojęciem doszłam do wniosku, że właśnie ono jest zamknięte. Jeśli się je intelektualnie "rozgryza", okazuje się, że chwilę jest OK, ale za jakiś czas już brakuje mu racjonalnego wyjaśnienia. Jak sobie z tym można poradzić? Zakwestionowaniem definicji, albo - mówiąc inaczej - wzięciem pod uwagę innego znaczenia, lub - jeśli miałoby to być po mojemu - przyjęciem (na czas tego "rozgryzania") hipotezy, że to może nie ściana, ale jakiś przejaw jakiejś ukrytej formy przemocy. Dlaczego tego nie wziąć na chwilę pod uwagę? Jeśli biorę to pod uwagę, myślę (roboczo), że alergie to zatrucia. Ale jak to zatrucia? Czym?! Przecież to spiskowa teoria dziejów! Tak nie wolno!!! Jednak wolno. Akurat moje pokolenie (rocznik 1969) pamięta, że w Krakowie były kiedyś kwaśne deszcze, więc rzeźby (bezcenne) z piaskowca dosłownie były rozpuszczane tamtym "zajzajerem" z "nieba". Teraz tego nie widać, bo wszystko zostało zrekonstruowane za pomocą sztucznego kamienia (z żywicą epoksydową). Kwaśne deszcze niszczyły lasy, pola, a teraz niszczą nas może nie pyłki, ale pestycydy, nie roztocza, ale drobinki unoszonego w kurzu np. asfaltu lub czegoś innego, co jest dużo bardziej szkodliwe, niż roztocza, które może też nie są bez znaczenia, ale nie szkodzą tak bardzo. Pojęcie zatrucia nie jest zamknięte, ma smak prawdy i pozwala się wziąć za ratowanie, czego nie sposób zrobić, jak się jest alergikiem! (alergik może się tylko odczulać i jeszcze może się zabierać i wynosić z miejsc gdzie są alergeny: z miast takich jak np. Kraków, z kościołów, w których używa się sztucznie perfumowanych kadzideł, z mieszkań, do których klatki schodowe są myte środkiem dla alergików nieprzyjaznym, z hoteli, w których pokojach rozpyla się środki zapachowe, żeby "gościom hotelowym było przyjemnie", z wszelkich miejsc, gdzie pełno przeróżnych sztucznych lub też naturalnych substancji zapachowych o bardzo silnym, nieobojętnym dla alergików zapachu, i z relacji, w których najważniejsze są nieatestowane, ale za to bardzo mocno pachnące perfumy itd.). Pointa: mniej więcej po to są starsi, żeby o takich przykładowo sprawach powiedzieli bezinteresownie młodszym pokoleniom. Proszę zauważyć, że swędzenie jest przejawem gojenia. Kto rozbił w dzieciństwie kolana, pamięta dobrze, że jak się robią strupy, gojąca się rana zaczyna swędzieć. Kolejne porcie "alergenów" sprawiają zamieszanie w organiźmie, bo jedne komórki już się goją, więc swędzą, a drugie są trute, więc albo jeszcze walczą o życie, albo już umierają, żeby - jak im się uda ta walka i jednak przeżyją - przejść do etapu gojenia się, co sprawia, że i one za jakiś czas swędzą, więc alergika swędzi mniej więcej wszystko i zawsze. Kto ma siłę od tego nie zwariować, może jest... białym męczennikiem (?). To oczywiście nadinterpretacja, bo białym męczennikiem może być raczej ktoś taki jak Sługa Boży Ks. Abp A. Baraniak, a nie alergik. Co więc pomaga na alergię? To co zajmuje uwagę jeszcze bardziej niż to swędzenie. Informatykom komputery.

Osoby, które mają wysokie IgE nie mogą oddawać krwi. Czy na pewno słusznie? Pamiętam z dzieciństwa szczepienie przeciw gruźlicy. Najpierw były robione testy na obecność przeciwciał. Które dziecko miało mały stan zapalny nie musiało iść do szczepienia, ponieważ tamten stan zapalny (wyglądający jak ślad po ugryzieniu komara) oznaczał obecność przeciwciał. Do szczepienia szły dzieci, u których zniknął ślad zupełnie. Nie jest więc dobrze oddać krew z przekroczoną normą przeciwciał na alergię? Jeśli faktycznie nie jest to dobra krew, to może właśnie osobom z takimi przekroczonymi normami trzeba przetaczać krew? Może to pomoże np. na... depresję, której przyczyną jest np. wieloletnie swędzenie, na które już nic nie pomaga. Oczywiście tylko wtedy, jeśli w ogóle da się zachorować na depresję z tego akurat powodu. A może pestycydy lub inne chemikalia sprawiły jakieś w przyrodzie mikromutacje, więc dlatego wydaje się, że w naturze są alergeny, a tak naprawdę to inny jeszcze rodzaj klęski ekologicznej?

Jeszcze może wyjaśnię w najprostszy sposób dlaczego alergie są tak niebezpieczne, bo wielu ludzi wciąż nie zdaje sobie z tego sprawy i wyśmiewa ten temat. Kto kiedykolwiek w życiu zetknął się na własne oczy z relacją alergiczną, najprawdopodobniej widział na skórze alergika bąble, ponieważ najczęściej tak wygląda ta reakcja. Niewielkie bąble na skórze tylko pozornie nie są wielkim problemem, ponieważ nigdy nie wiadomo co się dzieje wewnątrz ciała alergika. Tzw. wstrząs anafilaktyczny to sytuacja, gdy bąble robią się właśnie wewnątrz. Jeśli się zrobią w takich miejscach, że uniemożliwią oddychanie, a alergik nie zdoła otrzymać w porę pomocy medycznej, udusi się. Wstrząs anafilaktyczny to bezpośrednie zagrożenie życia! Może się zdarzyć nagle. Wielu ludzi uważa alergików za np. histeryków, hipochondryków, ludzi, których interesuje tylko ich własna osoba, a niektórzy za... psychicznych! To naprawdę zgroza!

20 czerwca 2018 (Boże Ciało)

Dlaczego uważam, że dobrze jest rozróżniać zapłodnienie i poczęcie? Dlatego tak uważam, ponieważ rozróżnienie to sprawia konkretne dobra: 1. pozwala przewrażliwionym kobietom nie zalewać się łzami, jeśli oczekują potomstwa, a okres pewnego razu spóźnia się, jednak tylko o jeden dzień, więc myślą, że poroniły, choć nieprawdopodobnie małe maleństwo. Właśnie wtedy można przypuścić, że raczej nie poroniły, ale może w ogóle nie doszło do poczęcia, choć mogło dojść do zapłodnienia; 2. pozwala przewrażliwionym wegetarianom zjeść czasem jajko, ponieważ nie muszą się wtedy obawiać, że może jedzą już małego pisklaka.

Podstępne pokusy, jeśli się je uda rozpoznać, pokonuje się silną wolą. W tej metodzie jest 100%-owa skuteczność. Smakuje jak niedobre lekarstwo, które naprawdę trzeba przełknąć, jeśli się chce być zdrowym. Niedobre wapno musujące może być skuteczniejsze na odczulenie, niż w tabletkach, ponieważ szybciej się wchłonie. Wymyśliłam przykładowo rewelacyjne rzeczy z jakiegoś materiału recyklingowego. Tak rewelacyjne, że właśnie przyszła pokusa, żeby je robić z nowych materiałów, bo w ten sposób może ludzie docenią materiał recyklingowy. Ale tego naprawdę nie wolno zrobić, bo znów się namnoży materiałów do recyklingu, choć argument mocny, a dobro wydaje się bez wątpienia. Trudne! A jednak da się pokonać! Pokonanie pierwszej pokusy odsłania drugą: "A może by poświęcić resztę życia recyklingowi?" Ale nie wolno przegibnąć swojego upodobania na śmietnisko, bo jak zafascynuje to właśnie, to naprawdę przepaść. Sprzątanie, porządkowanie to didaskalia życia, a nie jego bieg. "To może ja będę ratować życie ludzkie i to nie po to, żeby ludzie mnie chwalili, ale bezinteresownie, np. dla Pana Boga, bo to na pewno warto robić i nie ma w tym pokusy." "Ale czy zadbasz w tym o siebie i jeszcze o Twoich Najbliższych? Jeśli tak, to słusznie, że chcesz się tym zająć. Sporo jest do zrobienia. Nie wszystkich się uda uratować".

3 czerwca 2018

W j. francuskim poczęcie to la conception, a zapłodnienie to la fécondaction. Te słowa naprawdę nie wyglądają na synonimy. Pojęcie poczęcia jest bliższe pojęciom pomysł, koncepcja, a pojęcie zapłodnienia bliższe pojęciu użyźnienie. Wiem, że w encyklice św. Jana Pawła II jest mowa o zapłodnieniu, ale żeby rzeczywiście zrozumieć na ten temat Świętego Autora, trzeba by się dowiedzieć po pierwsze w jakim języku Papież napisał tę encyklikę, bo może nie po polsku, a to co my mamy jest już tłumaczeniem, oraz po drugie jeśli pisał jednak po polsku, to co św. Jan Paweł II rozumiał pod pojęciem zapłodnienia, bo może dokładnie to samo co przy dokładniejszym badaniu sensu znaczy pojęcie poczęcia. Czym zatem jest poczęcie? Szczęśliwie zrealizowanym pomysłem Bożym na jakiegoś bardzo konkretnego człowieka. Jeśli więc środki antykoncepcyjne są środkami wymierzonymi w Boży plan stwarzania ludzi, to jednym z tych środków, w ogóle nie zauważonych jeszcze, a niezwykle skutecznych jest... samotność. Bo nie da się począć człowieka w samotności. Parszywie ukryta przemoc polega w tych przypadkach na tym, że samotność niszczy ludzką godność, gdyż prowadzi człowieka do rozpaczy, ponieważ człowiek z natury jest stworzeniem społecznym (naturalnie potrzebuje serdecznych relacji), a człowiek odarty z jego godności nie jest w stanie zbudować szczęśliwych związków. Chyba, że pomoże mu... łaska Boża. Naprawdę. Czym wtedy jest nawrócenie? Zgodą na własną pokorę wobec Tego, Kto na pewno może pomóc. Ale nie wobec ludzi. Wobec Boga! najpierw, a wobec ludzi o tyle, o ile. Nie mówię teraz ani o aborcji, ani o ochronie życia ludzkiego. O czym więc mówię? Teraz mówię o... sensie życia.

Jeszcze jedna sprawa jest pilna: musimy uważać, żebyśmy się nie zachłystnęli tą prawdą, że Bóg nawet ze zła wyprowadza dobro. Tak chętnie się to teraz podkreśla. Tak, wyprowadza, ale szkody pozostają, bo to jest wtedy inna jakość dobra. Miałam na 100% dobre przykłady wyjaśniające ten fakt, ale teraz ich nie pamiętam. Jak sobie przypomnę, napiszę. Mogę wymyślić jakąś fikcję: pewna młoda kobieta z bardzo zamożnej i inteligenckiej rodziny stoczyła się na samo dno. Wylądowała na alkoholowym odwyku, ale na... innym kontynencie. Uratowała się: przestała pić, wyszła szczęśliwie za mąż, urodziła 3 dzieci, znalazła pracę jako kucharka. Nic nie pamiętała ze swojej przeszłości. Nie wiedziała, że pozostawiła w swoim rodzinnym domu pogrążonych w rozpaczy rodziców. Rodzice nie byli w stanie jej znaleźć. Wiele razy próbowali i nic, więc pogrążyli się w rozpaczy na długie lata. Dla nich dobrem było tylko to, że znaleźli takie nauczanie św. Jana Pawła II, które pozwoliło im pojąć jakikolwiek sens ich cierpienia. Rzeczywiście dobro, ale inne. Miało być tak: ta kobieta nie miała być alkoholiczką, ani tym bardziej nie miała stracić pamięci. Boży plan był taki, żeby została szczęśliwą żoną, matką, mieszkającą nieopodal rodziców, którym razem z mężem miała podrzucać co jakiś czas wnuki na "wychowanie", z zawodu miała być najlepszym na świecie enologiem. Mniej więcej o to chodzi. Z grzechów zawsze jest strata, a nieraz bardzo dotkliwa. Tak dotkliwa, że potrzeba trudu i czasu, żeby się nauczyć nie nazywać jej nieszczęściem, ale Bożym dopustem. Nie! To nie jest to samo: być kimś, a być nikim. Nie można mówić: "Bóg Cię kocha nawet jako kucharkę". Trzeba mówić: "Bóg Cię naprawę kocha. Nie będziesz kucharką do końca życia, bo to by przeczyło prawdzie o Jego miłości". W tych moich przykładach, których nie mogę sobie przypomnieć chodziło o to, że dobrem wyprowadzonym ze zła może być to, że z jakiejś okrutnej powodzi wszyscy się uratowali, ale gdyby ludzie ciężko nie nagrzeszyli, to w ogóle nie byłoby powodzi, ponieważ żywioł wody byłby już dobrze przez ludzi opanowany, co np. dla nas jest już nieosiągalne, ponieważ aż tylu ludzi brakuje, którzy byli zdolni się za tę sprawę zabrać i ją rozwijać przez kolejne wieki. Nie jest prawdą rzekoma konieczność zgodności zdrowia ciała z inteligencją. Człowiek kaleki może być niezastąpiony. Człowiek zdrowy może być niezastąpiony. Nie ma znaczenia tężyzna fizyczna. Mądrość ma znaczenie. Pokój na znaczenie. Poczucie, że się nie jest łajdakiem. Pewność, że się nie jest mordercą. To ma znaczenie.

2 czerwca 2018

Wiadomość ratunkowa: uwaga! Niedojrzałe owoce avocado są trujące. A czy wszyscy pamiętamy, że zielone części ziemniaków i pomidorów też?

28 maja 2019

Mojego bloga chciałabym dziś uznać za skończony. Pewnie jeszcze nieraz do niego wrócę i coś w nim popoprawiam (blog jest bez korekty), ale w tym miejscu na mnie już czas. Powinnam bardzo serio pomyśleć o stronie www.kobietykonsekrowane.pl, na której - jak już znajdę chwilkę, żeby ją zrobić - przedstawię niektóre informacje o mojej koncepcji stanu kobiet konsekrowanych; w takiej formie i w takiej ilości, żeby to się nie okazało z uszczerbkiem dla sensu i specyfiki tej nowej formy życia konsekrowanego oraz moich dalszych starań o imprimatur dla tej publikacji.

21 maja 2019

Dlaczego Polska nie może być trzecia w Europie w temacie prawa, które broni życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci? Po Stolicy Apostolskiej i po Malcie (która jest członkiem Unii Europejskiej). Naprawdę nie ma sposobu, żeby wziąć ten temat na cito? Byłby brązowy medal. Może nawet już na zawsze Pokonanie tej tragedii nie jest końcem świata. Potem będzie i tak potwornie dużo do zrobienia. Problemów do zajmowania się nimi (tymi problemami) są tysiące, np. jak sobie radzić w relacjach, w których milczenie jest uznawane za głuchotę, przebaczenie za... schizofrenię, a brak złości, za niedojrzałość?

22 kwietnia 2019

Pierwsza pomoc dla osób w łasce uświęcającej po tragicznych informacjach o zamordowaniu kolejnych chrześcijan:

  1. Upewnić się co do źródła własnych sił życiowych, czy na pewno po tych informacjach nie ma przełączenia na siły czerpane z przerażenia. Jak się upewnić? Po tragicznych dla nas wiadomościach mamy się czuć słabsi, a nie silniejsi. Ten deficyt uzupełnia Pan Jezus przyjmowany w komunii św.
  2. Zasmucić się tą makabryczną wiadomością, czyli odrzucić na ten temat mechanizm obronny polegający na obojętnieniu. Jak się zasmucić? Np. pomyśleć: "Jakiś mąż został pozbwiony żony, jakieś dziecko straciło matkę, lub nawet oboje rodziców, jakiś brat stracił rodzeństwo. Co za makabryczna tragedia!"
  3. Wypowiedzieć do kogoś swoje na ten temat przerażenie, choćby było tylko bardzo malutkie. Np. powiedzieć: "To makabryczne! co oni z nami wyprawiają! Oni naprawdę nas mordują!" (To jest bardzo ważne ze zwględu na profilaktykę różnych chorób tzw. cywilizacyjnych)
  4. Pomodlić się do Matki Bożej, choćby jednym Zdrowaś Mario, błagalnie, żeby te mordy już się wreszcie skończyły, czyli o pokój na świecie i w naszych sercach, żebyśmy mogli jakoś się pozbierać i jakoś, choć znów koszmarnie poranieni, dalej żyć.
  5. Pamiętać, że ofiarą (poszkodowanym) jest też ten, kto otrzymuje te tragiczne wiadomości, ale jeszcze większą ofiarą (poszkodowanym) jest ten, kto ich nie otrzymuje, choć pozornie wydaje się, że ma lepiej.
  6. Pozwolić, żeby rany zagoił czas.
  7. Zadbać koniecznie o swój system nerwowy, a najbardziej o pamięć. Najpierw trzeba pamiętać o tym, że niektórzy ludzie w sposób naturalny reagują amnezją po otrzymaniu tragicznych wiadomości, więc zwłaszcza te osoby są narażone na zachorowania dotyczące sprawnego funkcjonowania pamięci po wiadomościach o kolejnych zamachach terrorystycznych. Warto zdawać sobie sprawę, że mamy kilka rodzajów pamięci (długą, krótką i tę, którą czasem nazywa się pamięcią operacyjną).
  8. Pamiętać!, że jesteśmy owcami, a nie drapieżnikami. Owcami! (to sprawia sakrament chrztu), więc jeśli ktoś zaczyna mysleć o sobie inaczej, ma psychozę! Może potrzebować doraźnie pomocy psychoterapeuty (myślę, że jakieś 2-3 sesje). Jak w sposób bezpieczny skorzystać z doraźnej pomocy psychoterapeuty? Znaleźć psychoterapeutę z wiarygodnym certyfikatem. Zakontraktować dosłownie 2-3 sesje. Pierwsza powinna polegać na zbudowaniu zaufania i ustaleniu kontraktu, druga powinna dotyczyć właśnie tej psychozy. Czy psychoza ustąpiła powinno się okazać albo pod koniec drugiej sesji (jeśli tak, to na tym trzeba zakończyć), albo na początku trzeciej (jeśli na początku trzeciej, to pozostały czas sesji trzeba przeznaczyć na badanie czy nie nastąpiło jakieś tąpnięcie w kierunku autodestrukcji, czyli czy na pewno jest w dobrym stanie odporność na rozpacz).
  9. Wspaniałomyślnie uwierzyć treści objawień Maryjnych w La Salette we Francji, w których Matka Boża bardzo mocno podkreśla, że przeklinanie jest naprawdę złem, więc to na pewno trzeba porzucić, jeśli ma być lepiej.
  10. Podobnie makabryczne jest życzenie komuś zła, czyli złorzeczenie. Mamy błogosławić, a nie złorzeczyć, bo i nad dobrymi, i nad złymi Pan pozwala, że świeci słońce.
  11. Jeszcze można, dla spokoju sumienia, zawierzyć swoją gorliwość wiary prorokowi Eliaszowi.
  12. Nie dać się wpędzić w fałszywe poczucie winy przez zaangażowanie cnoty wiary w brednie na temat tego, że my, chrześcijanie, myślimy magicznie, a które to brednie polegają na wmawianiu nam, że jeśli tabletka przeciwbólowa nam pomaga, to jedynie dlatego, że my w to wierzymy, a tylko innym pomaga naukowo.

16 kwietnia 2019

Natura naprawdę chce żyć!, a jeśli się to życie niszczy, rozpacza! Rośliny, zwierzęta na trudne warunki się nie obrażają, ale żyją dalej, choć gorzej się rozwijają. Rozpacz natury przejawia się właśnie w różnego typu nieszczęśliwych wypadkach. Bezwarunkowa ochrona życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci powinna nawet dać wyraźnie korzystny wynik finansowy. Trzeba tylko wziąć to pod uwagę i uczciwie przeliczyć. To życie się opłaca, a nie śmierć.

16, 17 i 21 lutego 2019

Pomaga żyć (odzyskiwać radość życia po jakiś makabrycznych przejściach lub ją podtrzymywać) zajmowanie się obroną każdego życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci i ratowaniem przyrody. Przy czym najpierw trzeba się cieszyć tym pierwszym tematem. Jak? Robić lub próbować robić coś z sensem na stałe lub wciąż na nowo w dziedzinie promowania piękna ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Właśnie przezwyciężenie (szczęśliwe, czyli definitywne) aborcji (to pojęcie dotyczy podmiotów prawa kościelnego, w innych sytuacjach mówi się o przerywaniu ciąży) jest drogą do pokoju na świecie. Zgodzić się urodzić, nawet tylko w tym celu, żeby oddać potem biedactwo do adopcji = ratować świat od wojny, a nawet wojen. Warto sobie na stałe przyswoić, że ratować świat od wojen w żadnym wypadku nie oznacza destrukcji czy autodestrukcji! Nie oznacza tego ani w wersji osobowej, ani kontynentalnej, ani nawet cywilizacyjnej. Po prostu przykazanie "nie zabijaj" jest globalne, dotyczy każdego człowieka bez wyjątku! Nie zabijaj życia ludzkiego, bo od czegoś trzeba zacząć, ale to znaczy daleko więcej przecież: "nie zabijaj" ludzkiej historii, ludzkiej tożsamości, ludzkich serdecznych relacji itd. Polecam analizę prawną grzechu aborcji O. Dra Tomasza Wytrwała OP (można łatwo znaleźć na Internecie). Osobiście trudzę się już wiele lat nad oceną w moim sumieniu czy brak działania dążącego do przezwyciężenia aborcji jest na pewno wolny od ciężkiej winy. Raczej skłaniam się do myślenia, że właśnie potrzeba coś robić w tym kierunku aż do skutku. Nie wiem z całą pewnością czy ja to mam już bardzo dobrze poukładane, ale intuicyjnie wyczuwam, że to jest sprawa jak teoria względności (piszę o tym temacie serio): jeden i drugi czyn sprawia skutek, co do którego w naszym wymiarze życia może nie być alternatywy, na horyzoncie zdarzeń. Przy czym obiektywnie dobry czyn jest na pewno zawsze silniejszy. Możliwe więc, że niesprawdzalne statystycznie zdarzenia układają się w taki "metaforyczny" sposób, że jeden grzech aborcji jest słabszy od 1 cz. różańca, ale właśnie potrzeba tej jednej części różańca, potrzeba czynu, a tego może autentycznie brakować. Trudność polega na tym, że nie każdy kto by chciał modlić się na różańcu ma na to dość duchowych sił. Siły duchowe można pozyskać decydując się na nawrócenie, czyli np. na urodzenie poczętego dziecka, którego się wcześniej nie chciało. Tak, można się nawrócić dla pokoju. To jest z pewnością godziwa motywacja.

RóżaO poczęciu

luty 2019

Czy można zaczerpnąć z mądrości chrześcijańskiej i pozostać w swojej religii? Oczywiście. Np. z takiej mądrości można sobie skorzystać "bezkarnie": Stary Testament uczy, że Pan Bóg 7-go dnia odpoczął, więc człowiek przyswoił sobie, że w taki razie i on może 6 dni pracować, a w 7-ym dniu tygodnia odpoczywać. Czego w takim razie uczy Nowy Testament w tym zakresie? Tego, że jeszcze lepiej najpierw odpocząć, a dopiero potem wziąć się za pracę, ponieważ ósmy dzień tygodnia (niedziela) jest równocześnie pierwszym.

grudzień 2018

Błogosławionych, czyli szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia i jak najlepszego nie tylko Nowego Roku, ale całego roku 2019.

(...)

Fotowoltaika może być nawet w miastach wszędobylska: 1. wszelkie płaskie dachy na niskich, nie przeznaczonych do ratowania pszczół, niezabytkowych dachach miejskiego budownictwa mogą przyjąć ogromne ilości paneli fotowoltaicznych i dobrze z tym wyglądać, 2. takie panele mogą przyjąć także wszelkie daszki np. na peronach miejskich, gdzie uruchomiono ruchome schody i windy, z których tak naprawdę korzystają nie tylko osoby niepełnosprawne, przez co staną się w jakimś zakresie podcieniami dającymi ulgę w letnie upały 3. nawet na parkingach przed hipermarketami można urządzić oświetlone nocą (właśnie dzięki fotowoltaice) podcienia, które w upalne lata przecież będą sposobem nie tylko na obniżenie czasu oddziaływania na nasze, ludzkie, głowy promieniowania słonecznego (wiadomo, że grozi to w pewnych warunkach udarem), ale też zmniejszy zużycie paliwa w samochodach, ponieważ klimatyzacje zadziałają szybciej w autach, które nie parkują w pełnym słońcu, 4. tak naprawdę można też rzeki w miastach, zwłaszcza małe (ale nie tylko!), osłonić na jakiś odcinkach całe lub częściowo fotowoltaiką właśnie, oczyścić je tak bardzo, żeby woda w nich była jak na Suwalszczyźnie i uruchomić miejskie, oświetlone nocą trasy kajakowe, z których będzie można nie tylko zobaczyć jeszcze inne zakamarki miast, ale też np. kupić lody, gofry, kawę, a latem jakiś ekstra film w plenerowym kinie studyjnym itd. Nadprodukcje prądu pozyskanego ze słońca obniżą opłaty za domową energię elektryczną (wiadomo dlaczego). Dlaczego tego nikt nie robi? Przecież to jest dość proste i dość łatwe! O czym tu więcej gadać?

październik 2018

(...)

wrzesień 2018

(...)

czerwiec 2018

Dlaczego uważam, że najlepszym prawem chroniącym życie i godność ludzką od poczęcia do naturalnej śmierci jest to, w którym przepisy dotyczą właśnie tych spraw, a nie aborcji czy eutanazji? Wtedy z faktu prawnej ochrony życia i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci może wynikać to, że nic więcej nie trzeba dopisywać. Już samo takie ustawienie tych dwóch tematów daje większe poczucie bezpieczeństwa życia w ogóle. Każdy ma prawo żyć i to godnie. Na każdym z etapów życia. Pomagać trzeba żyć, a nie umierać, bo i tak każdy z nas wcześniej czy później kiedyś umrze. Tak naprawdę takie zmiany w podejściu do ochrony życia człowieka mogą się przełożyć na sukcesy nie tylko w obszarze umiejętności bycia zadowolonym z życia (o zadowoleniu z życia można poczytać np. w książce W. Tatarkiewicza, O szczęściu), ale też na ekonomię (radość z życia sprzyja podejmowaniu jakiś twórczych inicjatyw, a osobom w rozpaczy pomaga przezwyciężyć najcięższe pokusy przeciw życiu). Dopóki nie ma takiej ochrony, wydaje mi się prawdopodobne istnienie choroby społecznej i to na skalę pandemiczną, która polega na jakimś rodzaju porażeniu naturalnej radości życia, czego być może teraz prawie nie widzimy, ale co przekłada się np. na chorobę alkoholową lub na depresje. Przecież jeśli prawo dopuszcza jakiekolwiek przypadki aborcji i to się dzieje za pieniądze podatników, to im większe ktoś płaci podatki, tym więcej przekazuje pieniędzy na aborcje, co być może sprawia, że jedni zupełnie nie wiedzą dlaczego, ale wcale nie chcą zarabiać, a inni też nie wiedząc czemu, rozpaczają i stają się alkoholikami. Takie jest moje zdanie na ten temat. Tylko tam, gdzie nie ma eutanazji, można się godnie, bez paniki i bez rozpaczy, starzeć.

maj 2018

Dlaczego dobrym prawem jest prawo zakazujące aborcji? Takie prawo jest na pewno dobre, ponieważ np.:

  1. Legalizacja aborcji niszczy czynnik ciężkiej bojaźni, który przecież może być czynnikiem usuwającym aborcję, choć i tak pozostaje wtedy makabryczny czyn. Niszczy go w ten sposób, że właśnie usuwa czujność na temat, że coś jest na pewno okropnością, nawet mordem. Jeśli ustawa zakazuje aborcji, w prawie okazuje się ona przestępstwem (jego karalność lub nie karalność jest już innym tematem), a więc żeby do niej doszło, potrzeba dużo trudniejszych warunków, niż wtedy, gdy jest ona zalegalizowana. Trudniejsze warunki nakręcają bojaźń, a jeśli ta bojaźń jest ciężka, to jest dużo większa szansa, że do aborcji w ogóle nie dojdzie. Jeśli aborcja jest zalegalizowana, te szanse robią się znikome. Przecież może tu być wzorem Malta. Jedno z niewielu państw, w którym obowiązuje całkowity zakaz aborcji. Tak właśnie wyglądają najwyższe standardy ochrony życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci, że w obowiązujących przepisach prawa jest całkowity zakaz aborcji.
  2. Prawo takie nie trafia w ludzką bezradność tak długo, jak długo istnieją Okna Życia. Dopóki istnieją Okna Życia prawny zakaz aborcji okazuje się prośbą społeczną o donoszenie niechcianej ciąży i jeśli jest życzeniem matki, żeby nie zająć się jej maleństwem, o oddanie dziecka właśnie do takiego Okna.
  3. Wiele kobiet ma naturalną potrzebę opiekowania się dziećmi i osobami niepełnosprawnymi. Są zdrowe, silne, a radość życia czerpią z zajmowania się takimi osobami, które naturalnie potrzebują opieki. Innymi słowy: zdrowe społeczeństwo POTRZEBUJE jakiejś ilości osób wymagających opieki. Jeśli poprzez aborcje usuwa się ze społeczeństwa te osoby, które po urodzeniu wymagają opieki, osoby które naturalnie mają mocno rozwiniętą potrzebę opiekowania się kimś, szukają kogokolwiek, żeby się tylko móc nim opiekować. Same stają się przez to chore. Kto się wtedy znajduje na miejscu osób naprawdę potrzebujących opieki? Pieski, kotki, rybki? A może inni zdrowi ludzie? Np. żona, np. mąż. I nowa patologia gotowa.

Myślę, że do sprawy ratowania i ochrony życia i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci można też podejść w taki sposób: Jeśli zgadzam się lub chcę przyjąć jako granicę dla moich czynów z tego obszaru tematów V przykazanie Dekalogu, to dla mnie ostatnim odcinkiem tej drogi jest ratowanie życia i godności ludzkiej. Jak ratować, jak ochraniać, czym ulżyć w cierpieniu, jak dotrzeć z radością życia nawet do osób terminalnie chorych? Jak uczynić ich życie nie tylko znośnym, ale nawet szczęśliwym? Zupełnie naturalne jest to, że dalej nie odważam się iść. Nie odważam się dalej iść, ponieważ dalej tak naprawdę nie ma już drogi. I robi się po temacie aborcji czy eutanazji. Człowiek w relacji do drugiego człowieka z natury nie ma zadanych tych zagadnień: ma ten drugi żyć czy nie. To są zagadnienia sprzeciwu naturze, tzw. cywilizacji śmierci, czyli nie ma dalej drogi. Ale co to znaczy, że nie ma dalej drogi? To, że jest ściana? Nie! To oznacza, że choć człowiekowi jeszcze się wtedy wydaje, że może są te czarne dziury, które zasysają materię, nie ma nawet tego. W życiu duchowym pozostaje wrażenie ruchu, ale to już nie dotyczy materii.

kwiecień 2018

Nie tylko konieczne jest ratowanie człowieka i przyrody. W pewnych sytuacjach to jest także najważniejsze. Kilka lat temu znalazłam na Internecie ciekawy artykuł, który bardzo dobrze wyjaśnia krytycznie trudne tematy. Warto go poszukać. Rachunek sumienia w oparciu o ten artykuł jest chyba najlepszym początkiem drogi nawrócenia w dojrzałym wieku. Rachunek sumienia to nie zawsze katownia, często bywa równocześnie uzdrowieniem z tzw. fałszywego poczucia winy, a zawsze pomaga odnajdywać własną ludzką godność.